poniedziałek, 22 maja 2017

Projekt: akwarele. 2. Przygotowania do malowania bzu.

A miało być tak pięknie... Planowałam, że w miniony weekend wrzucę zdjęcia nowego obrazka z lilakiem, czyli bzem, w roli modela. Ale, jak to mówią - jak chcesz rozbawić Pana Boga, to opowiedz mu o swoich planach :). 



Obrazek nie wyszedł, dzisiaj zaczynam nową wersję i trochę mi z tym zejdzie, bo niestety mam w tym tygodniu nawał innych zajęć, a przy pierwszej wersji przekonałam się, że co nagle to po diable. Początkujący akwarelista nie może sobie pozwolić na pośpiech. W akwareli nie da się zamalować nieudanego fragmentu, takie rzeczy to tylko w olejach czy akrylach. Akwarele nie są, co do zasady, farbami kryjącymi, więc plamy brzydkiego koloru nie zakryjemy drugą, zwłaszcza jaśniejszą, plamą.

Przypominam, że w akwareli stawiam dopiero pierwsze kroki, więc sprawa nie była dla mnie taka prosta...
Zaczęłam od pooglądania w internetowych przestworzach dzieł wybitnych akwarelistów, żeby się zorientować jak można temat bzu potraktować.
Te drobniutkie kwiateczki w każdej kiści... jak ja to będę dziubdziać akwarelą, która na razie jest dla mnie dość trudnym medium? Generalnie, choć jestem pełna podziwu dla malarstwa botanicznego (odtwarzającego wiernie szczegóły roślin), to sama nie przepadam za malowaniem precyzyjnym, wolę większy rozmach, ujęcie bardziej impresjonistyczne niż realistyczne. Z drugiej strony - nie chodzi o to, żeby maźnąć tylko kilka plam fioletu wśród zieleni... trzeba się trochę bardziej postarać, żeby nie wyglądało to jak fioletowa wata cukrowa.

Najpierw przystąpiłam do tworzenia próbników, zależało mi szczególnie na zieleniach, bo - po pierwsze: w moim zestawie gotowych farbek są jakieś nienaturalne odcienie, a po drugie: chciałam uzyskać więcej kolorów zbliżonych do zieleni, żeby bogaty w listowie obrazek był ciekawszy i głębszy.

Pomocny był oczywiście wpis Agaty na blogu Się rysuje, którym posiłkowałam się już wcześniej tworząc koła barw.

Ale w tak zwanym międzyczasie trafiłam jeszcze - dzięki podpowiedzi blogowej koleżanki (dziękuję, Wandziu!) - na fantastyczną stronę pana Krzysztofa Kowalskiego - http://www.akwarelami.pl/. To kolejna skarbnica wiedzy na temat akwareli, technik malowania, mieszania farb itd. Autor, który maluje z mistrzowską precyzją botaniczne obrazy, pisze o sobie, że jest akwarelistą-amatorem i maluje tylko hobbystycznie (ha! obejrzyjcie jego prace!). Wyobraźcie sobie, że napisał i zilustrował aż dwa długie posty na temat uzyskiwania różnych odcieni zieleni! 
Przestudiowałam całość dokładnie, uzmysławiając sobie, że nawet nie jestem na początku drogi - ja dopiero stoję w kolejce po bilet!

Ale nic to, jak pisze pan Kowalski - 

"Maluj! Nie bój się spróbować! 
Każdy z nas był kiedyś na początku!"

Nie zrobiłam (na razie) aż tak dużo tych próbników z zieleniami, jak pokazał pan Kowalski, ale stworzyłam sobie na początek taki mój własny, bardzo podstawowy, projekt.
Wszystkie (cztery) gotowe zielenie z moich tubek, cztery żółcie i trzy niebieskości. Każdy kolor na poziomej i pionowej osi i następnie mieszanie każdego z każdym. Na zdjęciu kolory nieco przekłamane, niestety.



Może mieszanie ze sobą wszystkich żółci albo niebieskości wydaje się bezcelowe, ale chciałam być konsekwentna, a poza tym nigdy nie wiadomo, co się ujawni :). 

Dowiedziałam się - namacalnie, rzec można - które kolory są bardziej kryjące, a które mocno transparentne
Z testowanego zestawu kolorów wybitnie transparentne okazały się: przede wszystkim ultramaryna, zieleń Leaf Green i żółć Naples Yellow. Z kolei bardzo kryjące są: zieleń Hooker's Green i niebieski Care Lueum.
Warto więc poćwiczyć, żeby poznać właściwości i możliwości swoich farb :).

Jakie najważniejsze wnioski z tego mieszania? - otóż zadziwiła mnie ultramaryna. Do tej pory omijałam ten kolor szerokim łukiem i używałam go zupełnie wyjątkowo. W gruncie rzeczy moja niechęć do ultramaryny została mi zaszczepiona przez moją profesorkę z liceum, która nie znosiła tej barwy. 
Tymczasem przy okazji tworzenia próbnika z zieleniami przekonałam się, że najciekawsze odcienie powstały ze zmieszania każdej z żółci z ultramaryną właśnie.
Gotowe zielenie z tubek są bardzo nienaturalne, większość mieszanek też mnie nie zachwyciła jakoś szczególnie, natomiast z ultramaryny z żółciami powstały zarówno odcienie ciepłe, oliwkowe, jak i zielonkawe szarości, piękna paleta!

Oczywiście zielenie, które w ten sposób otrzymałam, można jeszcze modyfikować przez dodawanie każdego innego z posiadanych kolorów (czerwienie, fiolety itd, w różnych proporcjach), będzie dużo ciekawiej, ale to jeszcze przede mną, nie wszystko naraz :).

Ponieważ w planie było malowanie fioletowo-różowej odmiany bzu, to wypadało przetestować jeszcze odpowiednie kolory z moich tubek. Konkretny fiolet w tubce jest jeden i raczej mało podobny do mojego lilaka. Kolejny próbnik powstał więc z udziałem tegoż fioletu, dwóch odcieni niebieskiego i dwóch czerwieni. Efekt mnie satysfakcjonuje, uzyskałam kilka ciekawych odcieni fioletów, ciepłych i chłodnych, mniej i bardziej kryjących. Tu także ultramaryna okazała się bardzo przydatna :).



Zazwyczaj kiedy mam w perspektywie etap przygotowawczy, takie próby i przymiarki, to biję się z myślami i kombinuję czy aby na pewno nie dałoby się tego punktu pominąć. Jednak życie mnie nauczyło, że wysiłek włożony w przygotowania i czas na to poświęcony - zwracają się prawie zawsze z nawiązką.

Musiałam oczywiście w końcu zrobić jakieś podejście do tematu LILAKA.  Moje bzy niestety dość słabo kwitną po drastycznym przycięciu w ubiegłym roku, ale coś tam dało się z tego skomponować, trochę dodała wyobraźnia...
Najpierw powstał szkic i zaczęło się malowanie:


Przygotowania, czyli szukanie inspiracji, tworzenie próbników oraz szkic, zajęły mi w sumie kilka wieczorów. Samo malowanie szło dość sprawnie, ale zgubiła mnie pewność siebie gdzieś w połowie obrazka.
W momencie, kiedy wydawało mi się, że jestem na dobrej drodze, miałam spokojny podkład w delikatnych odcieniach zarówno zieleni jak i fioletów, wyłaniały się kwiatki całkiem podobne do bzu... nagle zrobiłam sobie takie coś (zdjęcie zupełnie nieostre, ale to z nerwów):



Na kilku dobrze wyglądających listkach wylądowała znienacka jakaś ostra odmiana kanarkowej oliwki, sama nie wiem jak to określić, w dodatku tak jakoś obficie tej farby nabrałam, fantazja mnie poniosła...
Masakra.
Próbowałam ratować sprawę na gorąco czyli na mokro, zebrać trochę farby, dodać innego odcienia, ale jadowity kolorek gryzł po oczach. Taka to właśnie cecha akwareli, że farby trzeba nanosić rozważnie, bo zamalować niedoróbki raczej się nie da. Obraz olejny można w całości przemalować, malować jedno na drugim, jasne na ciemnym itd i każda kolejna warstwa farby pokryje tę poprzednią. A tutaj niestety tak się nie da.
Rozpacz w kratkę.
Ale postanowiłam dać sobie chwilę, odczekać aż ta nieszczęsna farba wyschnie...
Potem delikatnie naniosłam na to odrobinę zielonkawej szarości... Jadowitość odrobinę się przytłumiła, ale liście wyglądały ciężko, widać było, że farba jest położona dość grubo, zupełnie nie pasowało to do reszty.

Tak że ten... bzu na razie nie ma. Dzisiaj wieczorem zacznę zabawę od nowa, mam nadzieję, że za kilka dni będzie już obrazek nadający się do pokazania, bo dzisiaj to chyba tylko szkic zdążę zrobić.

Mimo wszystko nie załamałam się totalnie, uważam to za dobrą naukę. Już wiem, że:

  • nie należy się śpieszyć, rozważnie dobierać kolory, 
  • lepiej nałożyć dwie cienkie warstwy jedna na drugą, niż paćnąć grubo farbą, bo tego się raczej nie da uratować,
  • mimo posiadanych próbników trzeba mieć pod ręką kartkę na pierwsze pociągnięcia każdą nabraną porcją nowej mieszanki farb - bo w zależności od proporcji uzyskuje się jednak zupełnie inne odcienie, co właśnie było jedną z przyczyn katastrofy z moim bzem..
I to by było na tyle. Po co więc jest ten post? Ku własnej pamięci i ku przestrodze - dla osób, które też dopiero zaczynają przygodę z akwarelą :).

*****


22 komentarze:

  1. Ja tam na malowaniu się nie znam, ale jestem mega ciekawa Twojego obrazu, bo zapowiada się pięknie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie, jak widać, zapowiadało się dobrze, ale ostatecznie jednak nie wyszło :). Mam nadzieję, że nauka nie poszła w las i uda mi się w końcu namalować to tak jak chciałam :).

      Usuń
  2. Skąd ja to znam :) Ile u mnie obrazków przez pośpiech musiało pójść do kosza ;D Nie mniej każdy z nich jest drogą do coraz lepszego warsztatu, jakoś trzeba zbierać doświadczenia ;) A tak coś czuję, że Twój lilak będzie piękny. Ponadto inspirujesz mnie do sięgnięcia do podstaw akwareli, jestem pełna podziwu dla Ciebie (jak również dla Agaty!). Pana Krzysztofa Kowalskiego znam, podziwiam i dziękuję, że przypomniałaś mi jak cenne są jego filmy :) Sięgnę po nie w najbliższym czasie. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie nie jest łatwo, ale staram się konsekwentnie pracować nad moim skromnym warsztatem. Żałuję tylko, że mam na to tak mało czasu. Cieszę się jednak, że znalazłam w sieci tyle inspirujących miejsc i tyle osób, które chcą się dzielić swoją wiedzą i doświadczeniem :). Uczę się także od Ciebie, Twoje akwarelki są zachwycające!

      Usuń
  3. Bardzo lubię czytać Twoje wpisy - są obszerne i ciekawe - rośnie nam nowa artystka - pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pióro mam lekkie, z teorią jakoś daję radę, ale z pędzlem na razie jest nieco gorzej :). Dziękuję Wandziu, że zaglądasz :).

      Usuń
  4. Fajnie sobie radzisz. Zapraszam tez tu, gdzie pokazywałam , jak maluje akwarele:http://klub-tworczych-mam.blogspot.de/2017/03/tutorial-czyli-krok-po-kroku-jak.html?m=1

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, bardzo dziękuję i za miłe słowa i za link - już zajrzałam, na pewno skorzystam! zastanawiałam się, czy w ogóle malować tło, bo nie mam na razie płynu maskującego, ale faktycznie serwetki pomogą uratować sytuację :)

      Usuń
    2. Ja mam plyn maskujący, ale nie lubię go uzywać, jakos nie czuję sie z nim dobrze, nienaturalnie. Moim zdaniem głowny motyw nie istnieje bez tła, dopiero tło go wydobywa ... ;) No ale kazdy maluje inaczej oczywiscie :) Ja jestem leniwa i nie robię próbników, albo po prostu idę na żywioł, ale czy to dobrze???

      Usuń
    3. Nie ma co porównywać - ja dopiero się uczę akwareli, więc te próbniki są mi potrzebne, u Ciebie tę rolę pełni doświadczenie :).

      Usuń
  5. Z tego co widzę, bez będzie na pewno piękny. A pomyłki , potknięcia to normalka :) Kolejna próba będzie wydajniejsza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dawniej strasznie się denerwowałam takimi nieudanymi próbami, zniechęcałam się. Teraz wiem, że to też jakaś nauka i spokojnie zabieram się do pracy od nowa :).

      Usuń
  6. Jakże ja lubię taką konsekwencję i metodyczność w działaniu!! Bardzo mi się podoba twoje podejście do wszystkiego, co robisz. Ja też jestem konsekwentna, ale często zaczynam robotę na żywioł, bez zastanowienia się, przemyślenia pewnych kroków, a potem muszę naprawiać i zaczynać od nowa. Nieraz się wściekam, jak mój Adam chodzi i myśli ze dwa dni, zamiast coś robić. Myśli, myśli, ja się wkurzam, bo dawno bym to już zrobiła, a on dalej myśli. A potem cyk i jest zrobione. Bez zbędnej pracy i szkód, które jak bym pewnie poczyniła swoją chaotyczną naturą.
    Na malowaniu nie znam się wcale, ale to jak o tym opowiadasz, czyta się jak fascynującą książkę. Aż człowiek nie może się doczekać ciągu dalszego. I fajne jest, że piszesz ku pamięci i ku przestrodze dla innych. Niby dobrze uczyć się od Mistrzów, ale do poziomu mistrzowskiego trzeba dojść. A potknięcia są rzeczą ludzką i zdarzają się nam wszystkim. Tylko trudno nam się "chwalić" tym, co nam nie wyszło. A to przecież coś bezcennego móc wyciągnąć wniosek z cudzego błędu. Tylko niestety chyba rzadko kto to potrafi. Sam się sparzę, to nie będę się chwytać za gorące. Całkiem bez sensu.
    Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.

    Pozdrawiam Małgosia
    http://margoinitka.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dawniej często też zaczynałam "na żywioł", ale już wiem, że bez przygotowania, w dodatku bez doświadczenia i podstawowej wiedzy, trudno tak od razu tworzyć arcydzieła czy osiągać inne sukcesy. Miałam dylemat - czy pokazywać nieudane próby, ale sama lubię takie rzeczy oglądać u innych, oczywiście opatrzone wskazówkami co zostało zrobione źle a co należy robić inaczej, więc może i moje potknięcia komuś się przydadzą jako nauka.

      Usuń
  7. Nikt nie jest idealny:-) Będzie pięknie, wierzę. Świetny blog, Pozdrawiam serdecznie
    http://arte-olaa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam blog Pana Krzysztofa, jest mega profesjonalny i sama dużo się z niego uczę. Początki nigdy nie są łatwe, ale Tobie bardzo dobrze idzie, najważniejsze to się nie zrażać po pierwszych nieudanych próbach i ćwiczyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podglądam też wielu innych akwarelistów i pilnie się uczę - coś z tego w końcu fajnego powinno wyniknąć :)

      Usuń
  9. Podziwiam systematyczność! Nigdy nie zdobyłam się na zrobienie takich kolorystycznych próbników. Może dlatego, że przygodę z akwarelami zaczynałam, kiedy dzieci były małe i szkoda mi było czasu na taką "teorię". Wiem, że takie ćwiczenie zaoszczędziłoby mi wielu "wpadek". Gratuluję więc metodycznego podejścia do tematu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do niedawna raczej pomijałam takie wstępne przymiarki, a w rezultacie uczyłam się na własnych błędach i nieraz rzucałam wszystko w kąt :). Tym razem postanowiłam zrobić wszystko po kolei "jak w książkach piszą" i jestem bardzo zadowolona, że się tego podjęłam. Dało mi to dużo pojęcia o możliwościach akwareli.

      Usuń
  10. Akwarelką podobno trudno się maluje. Ale kwiatki wyszły Ci bardzo ładnie:) Jakiej firmy farbki i ile kosztowały?
    Zapraszam;)
    devilcreature.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też uważam, że akwarele to bardzo trudna technika, a wiele lat malowałam temperami i olejami, więc mam porównanie. Mam farbki firmy Daler Rowney 24 kolory po 12ml, kupione kilka lat temu, więc zupełnie nie pamiętam ile kosztowały. Chyba tanie nie były. To był taki impuls, ale zabrałam się za nie dopiero teraz. Dzisiaj mogę powiedzieć, że lepiej jest kupić farbki w pojedynczych tubkach, wystarczą kolory podstawowe, ewentualnie jakieś dodatkowe ulubione, starannie wybrane, a nie cały komplet. Połowy kolorów pewnie nigdy nie użyję. W nowszych postach piszę więcej o doświadczeniach z akwarelami. Pozdrawiam :)

      Usuń