sobota, 1 lipca 2017

Efekt Muchy.


Niedawno pojawiła się u nas Mucha. Właściwie Muszka. A konkretnie - pies wszystkich ras, lat 14, a więc psia staruszka. Pałętała się po dobrych ludziach od czasu śmierci jej właścicieli. Ktoś w końcu musiał tę bidę przygarnąć na stałe... i tak jakoś wyszło, że my przygarnęliśmy. Bo już tak mamy, że przygarniamy. No i jest. 



Na marginesie dodam, że w domu są już trzy koty i jeden duży pies. W sumie oprócz jednej rocznej koteczki to sami emeryci. Same znajdy lub potomstwo znajd.
Całe to towarzystwo przyzwyczaiło się do naszego trybu życia. Rano zamieszanie, karmienie, koty z reguły idą na dwór na cały dzień (teoretycznie, bo po szesnaście razy zachodzą w ciągu dnia do domu po jedzonko i żeby uciąć sobie spokojną drzemkę). Pies w zimie zostaje w domu, w lecie woli na dworze, śpi sobie w altance albo gdzie tam chce. Późnym popołudniem państwo wracają z pracy, całe towarzystwo kłębi się w oczekiwaniu na jedzonko i potem pańcia ogarnia chatę, a pan drzemie na kanapie albo ogląda jakieś bzdury w telewizji. Jak jest ciepło, to drzwi na taras są cały czas otwarte i zwierzaki chodzą sobie gdzie chcą, to znaczy koty po okolicy, a pies po ogrodzie.


No i nagle pojawiła się Muszka. Myśleliśmy - staruszka, to i mało kłopotu z nią będzie. Na początku trochę była zestresowana, piszczała, nie wiedzieliśmy o co jej chodzi, może coś boli, może jedzenie nie takie... Pewnie tęskniła za swoim państwem, domem itd, nie czuła się u nas pewnie, bo już trzy domy przejściowe zmieniła... Poszliśmy do weterynarza, dał tabletki na robaki, powiedział że serduszko słabe, ale ogólnie pies zdrowy. Kombinowaliśmy - może spacer? - ale na początku nie bardzo chciała chodzić, myśleliśmy sobie - starsi państwo mieszkali w bloku, pewnie tylko z pieskiem na siku wychodzili i tyle. Ale minęły trzy tygodnie, Muszka już się oswoiła z otoczeniem, z drugim psem dogadują się, o kotach już wie, że nie wolno na nie szczekać, cieszy się jak przychodzimy z pracy. Ale wieczorem piszczy i czasem wyje.... Aż pewnego dnia mąż wyszedł przed dom na chwilę, furtka została otwarta... patrzymy, a tu Muszka pędzi przed siebie po ulicy! Mąż skoczył po smycz i popędził za nią... Długo ich nie było... A kiedy wrócili, mąż powiada: Muszka jest spacerowiczką! Musimy z nią chodzić na spacery!


No i chodzimy. W sumie to ja się bardzo cieszę, bo trochę nieruchawi się zrobiliśmy, mąż nigdy zresztą za bardzo chodzić nie lubił, a ostatnio ciągle mówi, że musi schudnąć... Więc teraz nie ma wymówki. 
No a jak tu z jednym psem pójść, a drugiego zostawić? Więc chodzimy oboje - ja biorę na smycz Muszkę, bo mała, a mąż Miśkę, bo duża :). Miśka też się bardzo cieszy - jak tylko zaczynamy wkładać buty, to oba psy robią taki radosny harmider, że uszy puchną :).

Parę kroków za naszym domem jest trochę nieużytków, na których dawniej były pola, teraz planowana jest rozbudowa naszego osiedla. Na razie jest przepiękna łąka, rosną drzewa, trochę starych lip i dębów, sporo rozmaitych samosiejek. Dawniej często tam chodziliśmy z dziećmi, ale dzieci już dorosłe, mąż jako się rzekło woli poskakać po boisku niż spacerować, ja w pojedynkę nie lubię się szwendać... Zresztą ja jestem kociarą, a pies to była zawsze "działka" męża. Teraz Muszka zrewolucjonizowała nasze życie, no i ja też musiałam się przystosować :).

Poszliśmy więc na pierwszy spacer z psami na tę łąkę, a tam... takie bogactwo kwiatów rozmaitych, że ja już zapomniałam, że takie w ogóle na świecie są! 



Muszka pruła przed siebie jak motorek, więc ledwo nadążałam coś tam po drodze zrywać, ale uzbierałam pośpiesznie mały bukiecik, takie tam chabazie przecudne, no i w rezultacie powstała też taka akwarelka - efekt Muchy :). 



Krwawnik gdzieś mi się tam zawieruszył, bo zapomniałam zrobić mu miejsce na początku malowania, a w akwareli białe musi być od razu zaplanowane, ale resztę kwiecia jakoś udało mi się na obrazku umieścić. 
Bukiet szybko więdnie, polne kwiaty lubią wolność i zerwane nie cieszą zbyt długo naszych oczu. Czasem aż szkoda ich do wazonu... Pozostanie jednak akwarelka :).




*****

58 komentarzy:

  1. Jestem zachwycona ! Akwarela przecudnej urody ! Uwielbiam polne kwiaty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też je bardzo lubię, szkoda, że w wazonie tak szybko więdną! Dłużej zostaną na obrazku :)

      Usuń
  2. Bardzo lubię polne kwiaty. Mąż z każdego spaceru przynosi taki bukiet, ale tak jak piszesz, nie cieszą zbyt długo oczu, szybko więdną i sypią się niemiłosiernie. Lepiej je podziwiać w polu.........albo uwiecznić na płótnie, czy kartce. Tobie się udało oddać ich piękno, delikatna, lekka akwarela, tak jak te polne kwiatuszki. Muszę przyznać, że trudne tematy wybierasz, ja bym tu płynu maskującego nachlapała ile wlezie, żeby jakoś z tymi kolorkami dać sobie radę........hehehe. Pozdrawiam gorąco:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie korzystałam z płynu maskującego, muszę koniecznie pomyśleć o jego kupnie!
      Z tej akwarelki jestem nawet dość zadowolona, jak na jedno z moich pierwszych akwarelowych "dzieł", bo zajęła mi dosłownie chwilkę i nawet wyszła nieco podobna do modela :).

      Usuń
  3. Piękna akwarelka.Najbardziej w Twoim poście ujął mnie watek Muszki :)Wielkie masz serducho przygarniając pod swoje skrzydła takiego psiego rozbitka.Mnie syn namówił na wyjazdy do schroniska i wyprowadzanie psiaków na spacery.Więc co sobotę sobie spacerujemy i podziwiamy przyrodę.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to fajny pomysł realizujecie, brawo! I miło i pożytecznie :)

      Usuń
  4. Wspaniale połączyłaś historię psinki i efekt spaceru w postaci akwareli, no mistrzostwo! :))) w dodatku widać że malowanie wychodzi Ci coraz lepiej! tak 3maj! :))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo to tak naprawdę było :). Życie pisze najlepsze scenariusze!
      A akwarelę powoli rozgryzam, zaczynam kumać o co w niej chodzi :)

      Usuń
  5. Uwielbiam polne kwiaty na żywo jak i na obrazach, pięknie je uwieczniłaś, leciutko i tak radośnie aż pachną łąką już sobie wyobrażam momenty radości ze spaceru z Muszką, piesek trafił w dobre ręce z pewnością powstanie niejedna praca z jego udziałem :-) Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to nie jestem pewna kto kogo bardziej uszczęśliwia - my Muszkę, czy ona nas :)

      Usuń
  6. Cudowna akwarelka!!! Przepiękny bukiet!!! Dziękuję za odwiedziny i przemiły komentarz na blogu:)) Serdecznie pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podoba :). Miło mi, że do mnie zajrzałaś!

      Usuń
  7. Wspaniale, że Muszka znalazła u Was dom :) I wprowadziła do tego domu nowe, dobre zwyczaje! :D Akwarelka jest przepiękna, zwiewna i magiczna, dokładnie taka, jakie są polne kwiaty (które uwielbiam!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie wiadomo, skąd przyjdzie do nas coś dobrego :). Polne kwiaty też uwielbiam, muszę częściej odwiedzać tę łąkę!

      Usuń
  8. Dobre dusze z Was :-) Piękna akwalerka, podziwiam, bo sama nie potrafię :-) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam za literówkę, miało być "akwarelka" :-)

      Usuń
    2. Dziękuję za miłe słowa :)))

      Usuń
  9. Ja tam twierdzę, że dobre uczynki zawsze są nagradzane. Ile dobrego was dzięki przygarnięci psiny spotkało? Mąż się ruszył z kanapy, ty masz z kim chodzić, psy przeszczęśliwe, cudne "zielsko" odkryłaś pod nosem, pięknie, przepięknie jego urodę namalowałaś. Same dobre rzeczy się dzieją. Efekt Muchy działa :)
    Uwielbiam polne kwiaty. Najpiękniejszy bukiet, jaki dostałam, był właśnie z takich polnych kwiatków. Niestety jak napisałaś, szybko zwiądł. Twój bukiet zostanie na dłużej :)) Aż zazdroszczę :)))
    margoinitka .pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, to cała seria pozytywnych wydarzeń :). A łąka dała mi mnóstwo inspiracji do nowych akwarelek!

      Usuń
  10. Podoba mi się ten Efekt Muchy! I historia piękna, i wspaniała praca powstała :) Spacery potrafią być inspirujące :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, jak się na miejscu siedzi, to się raczej nic ciekawego nie wysiedzi :). Mam teraz sporo pomysłów na nowe obrazki :)

      Usuń
  11. Wpadłam się przywitać i z rozkoszą stwierdziłam,ze mogę się tu duzo nauczyć...będe obserwować, pozdrawiam, Yolca

    OdpowiedzUsuń
  12. miło się czyta takie wpisy, a Efekt Muchy bardzo, bardzo mi się podoba:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak się to wszystko fajnie ułożyło, a dla mnie spacery z Muszką są dodatkową inspiracją do malowania :)

      Usuń
  13. Miło z Waszej strony, że daliście psinie nowy dom, na pewno jest szczęśliwa. Piękna akwarela, aż miło popatrzeć.
    Pozdrawiam.
    Belle di Art

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My chyba jesteśmy jeszcze bardziej szczęśliwi niż ona :)

      Usuń
  14. Piękna historia, a akwarela jest cudna!

    OdpowiedzUsuń
  15. Wspaniałe, że przygarnęliście. Kolejne serce do pokochania. Wspaniała rodzinka, taka zgrana. Uwielbiam łąki, tyle tam cudów. Obra jest fantastyczny. Kolory śliczne. <3

    Miłego dnia życzę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że obrazek się podoba :).
      Dawniej często spacerowałam po łące, a teraz Muszka mi przypomniała, jak tam jest pięknie :)

      Usuń
  16. Piękny obraz.. Gratuluję talentu i precyzji.. ;) Co do piesków i kotów mam takie samo podejście..:) Czasem jest tak że zwierzęta więcej okażą uczucia niż człowiek.. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję za wizytę i miłe słowa :).

      Usuń
  17. Piękna akwarela. Niemal czuję zapach kwiatów z naszych polskich łąk :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że obrazek się spodobał :)

      Usuń
  18. Aż się wzruszyłam! Macie dobre serducha! Oby takich ludzi wrażliwych było więcej na tym świecie!
    Akwarela niesamowicie wygląda. Podziwiam Twoje umiejętności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No coś Ty... Nam się wydaje, że robimy rzeczy oczywiste, mamy tylko wyrzuty sumienia, że nie jesteśmy w stanie przygarnąć wszystkich czworonożnych nieszczęśników na tym świecie.
      Miło mi, że akwarelka się podoba :)

      Usuń
  19. Twój wpis jest pełen humoru, ciepła, ale i taki wzruszający... :) Bardzo przyjemnie mi się czytało o Muszce, o innych zwierzakach, o spacerach... Podoba mi się Twój styl pisania :)
    I ta akwarela... dla mnie super! podziwiam! kolory są wspaniałe, lubię takie pastelowe delikatne odcienie... też chciałabym spróbować malować tymi farbami (już nawet czekają na mnie w szafce...) ale najtrudniej zacząć ;)
    dziękuję za odwiedziny u mnie na blogu, pozdrawiam serdecznie, i na pewno tu do Ciebie jeszcze zajrzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że zajrzałaś :). Ja do akwarelek przymierzałam się też od dawna, ale jak już zaczęłam, to teraz prawie codziennie coś tam sobie maluję, z różnym efektem co prawda, nie wszystko w ogóle nadaje się do pokazania, ale idzie mi coraz lepiej, poznaję coraz bardziej możliwości tych farbek i sprawia mi to coraz więcej radości :).

      Usuń
  20. Cudowna akwarela i bardzo wzruszająca opowieść o Muszce. Wspaniale że znalazła swoje miejsce na ziemi i kochających Właścicieli, z całą pewnością będzie wiernym i oddanym przyjacielem. U mnie w domu od zawsze były takie przygarnięte zwierzęta po przejściach i doskonale wiem że potrafią być fantastycznymi towarzyszami życia, radosnymi, pogodnymi maskotkami ale i czujnymi obrońcami swojego domostwa.
    Dziękuję za wizytę u mnie i pozostawienie przesympatycznego komentarza, serdecznie zapraszam w wolnej chwili. Pozdrawiam cieplutko :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że do mnie zajrzałaś :). Dziękuję serdecznie za miły komentarz, cieszę się, że obrazek Ci się spodobał. A zwierzaki - cóż, my sobie tego nie planujemy, one po prostu nas znajdują, więc jak można odmówić takiemu biedakowi?

      Usuń
  21. Wpadłam z rewizytą.
    Cudowna opowieść... wspaniałe miejsce... kurczę, będę zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że znalazłaś dla mnie chwilkę! Witam Cię serdecznie i zapraszam :)

      Usuń
  22. Historia piękna :) Super się ją czytało :) Mój dom też jest zdominowany przez zwierzęta (dwa koty i jeden pies) Nie wyobrażam sobie życia bez nich :) Kwiaty polne kocham i mam ich dość dużo u mnie na wsi lecz to prawda w wazonie szybko tracą siły witalne. Akwarela jest przecudna :) Jak przepięknie malujesz :) Ja nigdy do tego ręki nie miałam :) Pozdrawiam bardzo serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie za tyle miłych słów :))). Ja podziwiam Twoje przepiękne makramy,dla mnie to tajemna magia :).

      Usuń
  23. Kwiaty jak żywe, a psina będzie Wam wdzięczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, wiele razy przekonaliśmy się, ze takie przygarnięte czworonożne biedaki są bardzo wierne i oddane :).

      Usuń
  24. Toja wersja bardziej mi się podoba! Jest taka rozmarzona!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim jest bardziej trwała :))). Może średnio udana, ale w zimie będzie jednak przypominać te spacery po kwitnącej łące :).

      Usuń
  25. Piękna historia, wzruszająca !! Jesteście wspaniali, nie każdy odważyłby się przygarnać starowinkę, Muszkę !! Fantastyczny efekt Muszki !!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze staruszkami to jest tylko taki problem, że ledwie człowiek się przyzwyczai do zwierzaka, to trzeba się rozstawać, niestety... Poza tym jednym to ja widzę same zalety przygarnięcia starego psa.

      Usuń
  26. Zachwyciłam się historią Muszki. Wiem, jak to było gdy brałam smycz do ręki. Radości co niemiara.
    Bardzo tęsknimy za naszą Bellusią. Jednak nie mogę zdecydować się na kolejnego pieska. Nie chcę przeżywać tego rozstania. Hmm, Twoje obrazy i "chabazie" przecudne. Krążę po Twoim blogu i zaczytuję się w pięknych postach.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, bardzo mi miło, rozgość się i pomieszkaj :))).
      A zwierzęta... no cóż, u nas było już takich rozstań sporo, 3 psy i kotów sama już nie wiem ile... Za każdym razem było ciężko, ale te nowe zwierzaki same do nas przychodziły, było nowe zamieszanie, nowa miłość i nowe problemy, to jednak zawsze pomagało ukoić ból po stracie. Tylko w ogrodzie coraz więcej dużych kamieni, pod którymi leżą szczątki najmilszych, którzy odeszli za Tęczowy Most....

      Usuń
  27. Wpadłam zobaczyć kto to do mnie zagląda i przepadłam ;-)))
    Uwielbiam akwarele i to właśnie wszelkie polne kwiaty , łączki , dmuchawce...
    Piękna ta praca , a historia z Muszką bardzo wzruszająca :-)
    Dobrze że już wiecie co jej potrzebne do szczęścia ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że Ci się podoba obrazek i historia Muszki :). O naszych psach i kotach mogłabym książkę napisać - tyle tych zwierząt było, tyle różnych charakterów, zabaw, wzruszeń i smutków, historii do opowiedzenia!
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    2. Ja o swoich zwierzakach też mogłaby książkę napisać , tyle ich było w moim życiu...
      Pozdrawiam serdecznie !
      Będę zaglądać ! ;-)

      Usuń