sobota, 29 sierpnia 2020

Papugi i porzeczki - pastele olejne.

Efekt moich eksperymentów z pastelami olejnymi - pierwsza praca w tej technice, niezbyt udana oczywiście...




Trochę się z tym namęczyłam, urok debiutu ;))). Ale... skąd w ogóle i dlaczego te papugi...?
Otóż - błądząc po internetach - trafiłam niedawno na fantastyczne miejsce, gdzie odbywają się dostępne dla wszystkich lekcje malarstwa i rysunku pod okiem doktora Tomasza Wełny. To pracownia OKO oraz strona na FB , gdzie pan Tomasz Wełna prowadzi na żywo kursy malarstwa i rysunku, codziennie pojawiają się nowe odcinki, nowe tematy i przeróżne techniki. 
No i jak znalazłam, tak wsiąkłam...

Wspominałam w poprzednim poście, że dostałam w prezencie zestaw mix-mediowy, zawierający między innymi pastele olejne, w liczbie aż 54 sztuk. Przyznam się, że nie miałam okazji rysować wcześniej takimi pastelami, używałam dotychczas wyłącznie pasteli suchych, a to jest zupełnie inna technika. 
No i w tej sytuacji nie za bardzo wiedziałam, jak się za nie zabrać, jak wykorzystać ich właściwości.
Jasne, można się uczyć po omacku, czyli metodą prób i błędów, ale o wiele przyjemniej jest robić to jednak pod okiem kogoś doświadczonego, poznać od razu różne sztuczki i tajemnice danej techniki. Albo... skorzystać z jakiegoś internetowego kursu :). No i właśnie taki kurs znalazłam na stronie pana doktora Wełny!

Wśród kilku setek nagranych lekcji moją uwagę przykuł uroczy portrecik dwóch papużek falistych, wykonany, jak się okazało, właśnie pastelami olejnymi :).

Najpierw obejrzałam lekcję "na sucho" i w trakcie przekonałam się, że te pastele dają więcej możliwości, niż mi się wydawało. Oczywiście - w rękach mistrza! Zobaczyłam, jakie dodatkowe media i narzędzia mogą się przydać, no i w głowie już miałam całą serię rysunków wykonanych tą techniką ;). Ale obejrzeć - to nie to samo, co samemu wykonać.

Po ukończeniu tej pierwszej wersji papużek już mniej więcej wiedziałam, jakie błędy popełniłam. 
Zabrałam się więc ponownie za ten sam temat, z zamiarem poprawnego wykonania obrazka. Powiem jednak szczerze, że w połowie straciłam zapał i ostatecznie drugiej wersji nie skończyłam. Może szło trochę lepiej, ale nie na tyle, żeby mnie zadowoliło. Doszłam do wniosku, że nie ma sensu się z tym męczyć, skoro już na te papugi patrzeć nie mogę.


Skoro papugi mnie nie uszczęśliwiły, to znalazłam sobie na stronie Pracowni OKO inny filmik z pastelami olejnymi - "Jak narysować pastelami olejnymi czerwone porzeczki". Tutaj było łatwiej, bo bez wcierania pasteli w papier i bez dodatkowych sztuczek z pomocniczymi narzędziami. No i narysowałam te porzeczki tak, jak widać poniżej:




Odrobinę lepiej, ale sporo pracy jeszcze przede mną :))).

To teraz trochę technicznie ;).
Do wykonania obrazka z papugami, oprócz pasteli olejnych, użyłam także nożyka, ale minimalnie. Pan Tomasz pokazywał, jak fantastycznie wydrapuje się pastel nożykiem, uzyskując strukturę piór, jednak u mnie warstwa pasteli była za cienka na takie zabiegi, więc nie za bardzo te drapanki były widoczne, dlatego dałam sobie z tym spokój, bo nie było sensu. 
Zalecane było także użycie wiszera, ale nie cierpię go używać, więc też odpuściłam sobie. W tej wersji zrezygnowałam również z użycia terpentyny. Tak więc wykorzystane były praktycznie same pastele i mój palec :).

Ponieważ niedawno w komentarzach padło pytanie o różnice między pastelami suchymi a olejnymi, to tak z grubsza wyjaśnię to na bazie mojej teoretycznej wiedzy i skromnych doświadczeń. Pastele suche co prawda znam dość dobrze, ale olejne dopiero poznaję.

Otóż pastele suche zawierają znacznie mniej tłustego lepiszcza niż olejne, przypominają kredę znaną ze szkoły. Kiedy rysujemy pastelami suchymi, to na papierze osadza się proszek z pigmentem. Możemy go wetrzeć bardziej w strukturę papieru (najczęściej robi się to palcem), rozetrzeć mieszając z innymi kolorami, zacierając barwne granice, albo rozprowadzić wodą przy pomocy pędzelka. Szczerze mówiąc - dawno temu sporo rysowałam pastelami, ale nigdy nie używałam do nich wody, więc trudno mi mówić o takim połączeniu i jego efektach, ale wiem, że niektórzy pasteliści tak właśnie robią. Ja używam tylko własnych palców, jednak w przypadku suchych pasteli robi się to delikatnie, proszek bardzo ładnie i lekko się rozprowadza i miesza.

Natomiast pastele olejne są, jak sama nazwa wskazuje, bardziej tłuste, lepkie, miękkie. W dotyku trochę przypominają glinę albo plastelinę. Pastele olejne wchodzą w papier miękko, wtapiają się w podłoże, ale znacznie trudniej niż suche dają się mieszać lub ścierać. Wymieszać je lub rozprowadzić można za pomocą własnego palca, ponieważ pod wpływem ciepła stają się bardziej miękkie, plastyczne. Przypomina to wcieranie w papier plasteliny. 

Zdecydowanie nie jest to moja ulubiona metoda, bo w malowaniu czy rysowaniu nie lubię rozwiązań siłowych, a tutaj trzeba użyć sporo siły i energii, już po pierwszym obrazku palce mnie bolały i było to trochę zniechęcające. Dla mnie malowanie to malowanie, a nie lepienie jak z gliny czy plasteliny :). 

Można też użyć pędzelka i medium dedykowanego do farb olejnych, czyli oleju lnianego lub - jeszcze lepiej - terpentyny. Wówczas pastele zachowują się trochę jak farba olejna, rozpuszczają się i dają się rozprowadzać i mieszać. No... powiedzmy. Taka imitacja malowania farbami. Nie przemawia to do mnie, podobnie jak kredki akwarelowe - wolę malować akwarelami, po prostu. W kredkach chcę zachować ich rysunkowy charakter, po to po nie sięgam. Jak chcę malować, to biorę farby.

Nakładanie i wciskanie palcami pasteli olejnych wymaga sporo energii i - przynajmniej na razie - nie kontroluję tego tak jak farby czy kredki. Nieprzewidywalność może być ciekawym elementem zabawy twórczej, ale mnie to jakoś nie kręci. W każdym razie pastele olejne nie porwały mnie jako technika.


Papugi na tle moich pasteli z "kuferka skarbów", o którym była mowa w poprzednim wpisie :).



Przy porzeczkach było mniej wciskania palcami, niż przy papugach, i obyło się bez dodatkowych przyborów, więc podobało mi się już trochę bardziej ;). Trochę zresztą oswoiłam się już z konsystencją tych pasteli. Miałam jednak problem z nanoszeniem niektórych kolorów warstwowo, zwłaszcza białych blików, które powinny być wyraźniejsze. U pana Tomka biała kredka zostawiała ostry ślad, u mnie rozmazywała się ze spodnią warstwą koloru. W tym wypadku może to być wina samych pasteli, u pana Tomasza Winston-Newton, u mnie Mont Marte, czyli zapewne półka niżej ;). Chociaż może to być też wina za słabego u mnie roztarcia tła. Doświadczenie ma znaczenie, nie da się ukryć. W rezultacie jednak moje porzeczki nie są tak świetliste jak u wykładowcy.

Ale... jak to się mówi - pierwsze koty za płoty :). Nie powiedziałam w tym temacie ostatniego słowa i pewnie jeszcze parę obrazków w pastelach olejnych powstanie :). Bądź co bądź to było pierwsze z nimi spotkanie, muszę trochę poćwiczyć. Akwarelami na początku też nie umiałam się posługiwać, tak szczerze mówiąc, ale wiadomo, że praktyka czyni mistrzem, więc nie należy się zniechęcać. Akwarele z grubsza już ogarniam, to i olejnym pałeczkom dam radę :).

Chętnie przeczytam o Waszych doświadczeniach z pastelami olejnymi - jakich narzędzi i ewentualnie mediów do tego używacie? Jakiej firmy pastele posiadacie?

Wracając do pasteli suchych - znam jeszcze pewien myk z fiksatywą. Otóż pastelowego proszku nie da się nakładać warstwami jedną na drugą wielokrotnie, bo po prostu w pewnym momencie to wszystko będzie się osypywać, papier przestanie cały ten proszek trzymać. Wtedy wystarczy spryskać rysunek fiksatywą, czyli medium przeznaczonym do utrwalania pasteli (tańszą a równie dobrą alternatywą jest lakier do włosów). Po przeschnięciu powierzchnia rysunku robi się lekko chropowata, a wcześniejsze warstwy pasteli są "związane" fiksatywą jak spoiwem - i wówczas spokojnie można nakładać kolejne warstwy pasteli. 
Doszłam do tego sama, przez przypadek, kiedy utrwaliłam obrazek, a w efekcie okazało się, że kolory nieco się zmieniły (co jest normalnym efektem utrwalania). Chciałam rysunek poprawić i wtedy odkryłam, że mogę po nim rysować i nie mieszają mi się kolory z poprzedniej warstwy, nic się nie osypuje. Niby logiczne, ale wcześniej o tym nie pomyślałam. 
Tę metodę stosował w swoich pastelach miedzy innymi Degas, korzystając ze specjalnie dla niego przygotowanego do tego celu preparatu i uzyskując dzięki temu charakterystyczne świetliste kontrasty (tzw. martwy ton).

Czy istnieje jakaś podobna metoda w przypadku pasteli olejnych? Tego jeszcze nie wiem :). Inna rzecz, że nadmiar nałożonych warstw pasteli olejnych można zdrapać nożykiem, patyczkiem albo własnym paznokciem. Jak wspomniałam - próbowałam użyć do rysowania papuzich piór nożyka typu skalpel oraz ostrego patyczka i dało się nimi zeskrobać pastele do "żywego" papieru. W miejscach, gdzie warstwa pasteli jest grubsza, daje to fajny efekt. Tak więc w razie konieczności poprawek jest taka opcja ze zdrapywaniem.




A z kursów pana Wełny zamierzam korzystać jak najczęściej, więc spodziewajcie się kolejnych efektów tej nauki :).


*****

41 komentarzy:

  1. Ciekawe rozważania Małgosiu. Pastele suche polubiłam od razu choć moje doświadczenia są raczej skromne. Namalowałam kilka portretów wnusi i zachęcona postanowiłam spróbować też z olejnymi. Kupiłam komplet Pentel Oil i to był chyba błąd, są zbyt miękkie do nauki więc szybko się zniechęciłam. Leżą sobie już ze trzy lata i czekają.
    Dziękuję za podpowiedź z fiksatywą, na pewno spróbuję.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja oczywiście też niewiele jeszcze wiem o pastelach olejnych, tutaj podzieliłam się tylko pierwszymi wrażeniami. Wiem z doświadczeń z innymi mediami, że rodzaj i jakość farb, kredek czy pasteli ma kolosalne znaczenie. Czasem kiepskie materiały potrafią zniechęcić do dalszej nauki. Mając świadomość tego - nie porzucam pracy nad pastelami olejnymi, muszę opanować te, które mam, żeby myśleć o tym, czy lepsze są mi w ogóle potrzebne.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  2. Myślałam, że malowanie to prostsza robota. A tu masz- ścieranie palcem, zdrapywanie, pastele suche, mokre...Ale ćwicz Małgosiu, bo nie każdy ma talent .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie te dodatkowe "atrakcje" nie do końca mi odpowiadają, ale już przy porzeczkach widziałam, że i bez tych zabiegów można pastelami olejnymi tworzyć fajne obrazki, trzeba tylko nabrać doświadczenia. Co do talentu, to jest to moim zdaniem takie trochę mityczne pojęcie, bo przecież każdy w dzieciństwie coś rysował, ale jednemu się to spodobało, więc pracował nad tym i rozwijał swoje umiejętności, a ktoś inny zajmował się czymś całkiem innym i dzisiaj jest mistrzem w innej dziedzinie. To praktyka czyni mistrzem :).
      Dziękuję i pozdrawiam gorąco!

      Usuń
  3. Małgosiu, z zainteresowaniem przeczytałam Twój post. Papugi bardzo mi się podobają, porzeczki również. Nie rezygnuj z pasteli olejnych. Bardzo dobrze Ci wychodzi malowanie nimi. Jeżeli chodzi o pastele olejne u mnie - do wszystkiego dochodziłam sama. wypracowałam swoja technikę i napiszę, ze palców nie używam:))) No może paznokcia do zeskrobywania. Zajrzę do lekcji pana T.Wełny - może znajdę coś nowego, łatwiejszego w stosowaniu tych kredek. Zacznę od tych papużek:) Kredki pastelowe różnych firm różnią się. W moich Astry też bliku białego nie zrobię.
    Tak jak napisałam kiedyś, pastele olejne bardzo lubię.
    Buziaki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopisze jeszcze, bo przeczytałam komentarz Ewy, że własnie w Pentel Oil podoba mi się ta miękkość. Dużo więcej kolorów mogę zmieszać niż w kredkach Astry. Wiadomo, szczegóły tymi kredkami ciężko pokazać. raczej chodzi o plamę czy kreskę. Ja piszę o kredkach szkolnych czyli nieprofesjonalnych:) Chciałabym kupić kredki lepszej jakości. Wiadomo, że każdy ma swoje ulubione. Dodam jeszcze, że fajnie te kredki wyglądają na papierze barwnym. Dobrze się trzymają na szorstkim, na gładkim ślizgają się jak po lodzie. Gdy pokryjesz nimi w całości kartkę i na to nałożysz czarny tusz - masz podłoże do wydrapywania. Połączone z akrylami, plakatowymi, temperami też fajnie wyglądają. Ja bardzo lubię mieszać techniki.
      Miłej niedzieli Małgosiu:)

      Usuń
    2. Z tym tuszem to ciekawe, muszę kiedyś spróbować. Bardzo Ci dziękuję za te wszystkie uwagi. Ja też myślę, że miękkość pasteli to zaleta. Pastelami suchymi rysowałam zawsze na papierach kolorowych, w ciemnych tonacjach, ze specjalną szorstką powierzchnią. Tutaj użyłam beżowego papieru do technik mieszanych, teoretycznie niby także do pasteli, ale też myślę, że lepszy byłby jeszcze bardziej chropowaty. Wtedy może łatwiej by się nanosiło jasne kolory na ciemne tło. Popracuję nad tym :). I też raczej bez palców :)))
      Pozdrawiam najserdeczniej!

      Usuń
  4. Dziękuję za dobre wiadomośći o pastelach, ja mam spory komplet suchych, dostałam w prezencie , , ponieważ dobrze rozprowadzają się na pergaminie, niestety , nie do końca wiem jak je zastosować i ciągle u mnie ta technika pergaminowa jest w bieli , ale może skuszę się popróbować / nie wiem czy pędzelkiem ?/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz na myśli pędzelek na sucho? Ja nie używam, rozprowadzam suche pastele tylko palcami. Wydaje mi się, że pędzelek przy okazji zabiera za dużo proszku, ale niektórzy pasteliści go używają. Nie pracuję też z pergaminem, zaskoczyłaś mnie, że jest dobry do pasteli. Ze swojego doświadczenia wiem, że najlepsze są papiery specjalnie dedykowane do pasteli, z szorstką powierzchnią, najlepiej w ciemnych kolorach.
      Ciekawa jestem jak wykorzystasz swoje pastele :). Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  5. Przepiękne! Szczególnie te papużki mi się podobają! To się nazywa talent :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję, to szalenie miłe, zwłaszcza że ja zupełnie nie jestem z tych obrazków zadowolona :).
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  6. Cudnie 🙂 piękne papużki. Pozdrawiam serdecznie 🙂

    OdpowiedzUsuń
  7. Czy ram co piszesz o pastelach olejnych i dochodzę do wniosku , że Też raczej nie są z mojej bajki😊 Śliczne te papużki 😊


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz, może po prostu też powinnaś spróbować? Ja już trochę wiem, jak się zachowują, następnym razem pewnie pójdzie mi lepiej, mam nadzieję!. Dziękuję w imieniu papużek :))). Pozdrawiam najserdeczniej!

      Usuń
  8. ciekawe to wszystko. Ja nie lubie pasteli oejnych choć jestem po kursie. Wolę inne techniki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest mnóstwo różnych technik plastycznych, każdy znajdzie coś dla siebie :).

      Usuń
  9. I papużki, i porzeczki są przepiękne, podziwiam Cię ogromnie, talent masz niesamowity! Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie Ci dziękuję za tyle słów uznania, to ogromnie miłe i motywujące :))). Pozdrawiam gorąco!

      Usuń
  10. prześliczne obrazki! podziwiam,porzeczki rewelacyjne,takie do schrupania! pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :))). Bardzo mnie cieszy, że Ci się podobają :). To mnie trochę podniosło na duchu, bo nie byłam zadowolona z rezultatu. Tak czy owak - muszę jeszcze trochę się nauczyć! Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  11. Witam.
    Pastelowe obrazy, czyli sztuka w papilotach, ale czy na pewno?
    Fajne są też papużki, aczkolwiek niektóre robią jazgot i mogą napyskować.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Michale. Benjamin Franklin twierdził, że na tym świecie pewne są tylko śmierć i podatki. Co do papużek, to mam wrażenie, że w kwestii jazgotu i pyskowania nie różnią się jakoś bardzo od wielu ludzi.
      Pozdrawiam serdecznie ;).

      Usuń
  12. Pięknie ci wyszły te papużki, miałam takie właśnie w domu:) Drugi obrazek też ładny, widać że szybko się uczysz i wyciągasz wnioski:) Muszę zajrzeć na tą stronę, z której korzystałaś, może mnie też wciągnie i znowu zacznę rysować:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lekcje doktora Wełny są naprawdę świetne, zajrzyj, na pewno Ci się tam spodoba, można się dużo nauczyć.
      Dziękuję za miłe słowa o obrazkach :). Papugi chciałabym mieć, ale w domu z pięcioma kotami to raczej nie jest dobry pomysł...
      Pozdrawiam gorąco!

      Usuń
  13. łał, u Ciebie zawsze wszystko dokładnie zbadane, od A do Z, no po prostu wzorowa uczennica :) ciekawie się czyta Twoje przemyślenia na temat nowych metod malowania! powiem Ci że te porzeczki trochę mi przypominają winogrona ;) ale wszystko bardzo dobrze wyszło, i te papużki takie urocze <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :))) Winogrona dopiero są w planie, ale jak uzupełnię moje zasoby suchych pasteli, bo mam stary zestaw i trochę kolorów brakuje. A rysowanie winogron jest na filmiku u pana Wełny, więc będę z nim rysować :). Pastele olejne na razie idą w odstawkę, ale mam wrażenie, że załapałam jak się nimi rysuje, więc za jakiś czas do nich wrócę, może z lepszym efektem :). Ściskam mocno!

      Usuń
  14. Urzekły mnie te porzeczki :-).

    OdpowiedzUsuń
  15. Ale sprzęt! Nic, tylko malować, malować, malować... Podoba mi się Twoja upartość w zdobywaniu doświadczenia. I podejście 😉🙂✌️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To podejście i upór to tak mi dopiero na stare lata przyszły :). Zawsze to odkładałam na jakieś "później". Ale jak nie teraz, to kiedy? :))) Ściskam mocno i pozdrawiam!

      Usuń
  16. Porzeczki super! Życzę powodzenia w dalszych próbach :) Ja prawie nigdy nie rozcieram pasteli, ani suchych ani olejnych. Lubię to jaki pozostawiają ślad, taki "na surowo" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, ja też lubię! Ale pierwsze lekcje przerobiłam dokładnie tak jak pokazano na filmach. Przy porzeczkach tego rozcierania nie było już tak dużo jak przy papugach, więc sprawiło mi to większa przyjemność. Przy kolejnych, już całkiem własnych pracach z pastelami olejnymi nie zamierzam już używać techniki rozcierania i udawać, że maluję :). Od tego są farby.

      Usuń
  17. Życzę Małgosiu powodzenia w doskonaleniu swoich umiejętności, oraz zadowolenia z efektów :)
    O lekcjach Tomasza Wełny pisała Beata na swoim blogu Artystyczne Bohaczykowo, ona jest bardzo zadowolona z tych lekcji. Ty pewnie też wiele z nich wyniesiesz, a efekty już widać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie przez blog Beaty trafiłam na stronę Pracowni OKO :). Mam nadzieję sporo się nauczyć, pan Tomasz świetnie prowadzi te lekcje :). Dziękuję i pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  18. Te techniczne sprawy dotyczące malarstwa są dla mnie za trudne. Patrząc na obraz mogę powiedzieć-podoba mi się lub nie. Twoje papużki bardzo mi się podobają. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo dobrze, jak się samemu nie maluje, to nie ma sensu analizować technikę, trzeba tylko patrzeć i albo czerpać z tego przyjemność, albo dać sobie spokój i poszukać ładniejszego obiektu do podziwiania :). Uwagi "techniczne" zamieszczam dla osób, które się tym interesują, bo same też próbują coś tworzyć. Pozdrawiam!

      Usuń
  19. O pastelach nic nie napiszę, korzystałam z suchych kilka razy wiele lat temu :)
    Jak na pierwsze próby to wychodzi Ci super, nie spodziewałabym się, że te obrazki to debiut ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się rysuje pod kierunkiem dobrego nauczyciela, to zawsze coś tam w miarę sensownego wyjdzie :). Nie pasują mi te pastele olejne, ale pan Tomasz nagrał kolejne dwa filmy z wykorzystaniem tej techniki, więc jeszcze spróbuję, może się z pastelami polubimy :).

      Usuń
  20. Bardzo pouczające! Nigdy nie używałam pasteli olejnych, za to suchymi trochę się bawiłam. Chyba też by mi się nie podobało to wkładanie aż takiej siły w rozcieranie pasteli... Pewnie używałaś specjalnego papieru/podkładu do oleju? Bo wyobrażam sobie, że zwyczajny papier do rysunku, nawet grubszy, nie jest do tego odpowiedni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Używałam papieru do technik mixmediowych Clairefontaine 250g, zbliżony do akwarelowego. Ale obejrzałam inne filmy z pastelami olejnymi i tam już tego wcierania w zasadzie nie ma. Tak więc można po prostu rysować, a rozcierać tylko w razie potrzeby.

      Usuń