niedziela, 4 października 2020

Żurawie.

No, w końcu... Napomykałam już kilka razy o obrazie olejnym, który kończę, ale trwało to tak długo, jakbym szykowała pełnowymiarową kopię "Bitwy pod Grunwaldem"... Więcej było myślenia i odkładania, niż malowania. Ale wreszcie się za niego zabrałam i mogę powiedzieć, że - jest. Bo czy skończony, to sprawa dyskusyjna, no ale sprawa ciągnie się za długo i czas położyć temu kres. Parę ptaków i jednolita połać w tle, wielkie mi co... Co najśmieszniejsze, to tak naprawdę ja ten obraz namalowałam w jedno popołudnie. Wcześniej przez blisko rok była tylko podmalówka i szkic. Po prostu nie mogłam się za niego zabrać, miałam jakąś blokadę wewnętrzną. Tak więc koniec i kropka, więcej do tego obrazka wracać nie będę. Co nie znaczy, że innego z tym tematem nie namaluję, może akwarelą albo akrylami, które ostatnio zaczynam lubić?

Zeszło mi jeszcze trochę z próbami sfotografowania tego dzieła tak, żeby kolory były w miarę realne, ale w końcu się poddałam. Mój aparat dawniej wszystko zniebieszczał, teraz żółcie biją po oczach dla odmiany. W dodatku w nowym komputerze pogubiłam się z edycją obrazów... No na razie nie mam siły  z tym walczyć, tak więc jest jak jest, kolory zinterpretowane przez mój aparacik (też muszę w końcu dziadka wymienić!).


To teraz poopowiadam, bo z tym mi chyba lepiej idzie :))). Najpierw będzie rys historyczny :). Otóż wczesna historia mojego malowania, od matury mniej więcej - to oleje, oleje, oleje. Wcześniej, w czasach szkolnych, były tempery i rysunek tuszem, ale jak poznałam malarstwo olejne, to wszystkie inne techniki przestały dla mnie istnieć. Inna rzecz, że wkrótce zaczęło się tak zwane normalne życie - i malowanie coraz bardziej znikało z planu dnia. Przytłoczyły mnie obowiązki, zaczęła się praca, rodzina, dzieci, dom... Znacie to? No i na długie lata w zasadzie przestałam malować. A teraz, kiedy wróciłam do swoich ulubionych zajęć, zaczęłam odkrywać akwarele, cienkopisy, akryle i inne cuda. Gdzieś tam w międzyczasie pojawiały się tematy, które chciałabym namalować w oleju, ale te nowe techniki pochłaniały cały mój wolny czas. O olejach więc zapomniałam...

Ostatnio jednak zaczęłam robić porządki ze swoim życiem, ustawiać priorytety. Bo dzieci odchowane, emerytura za progiem, mogę zwolnić, przestać gonić, zająć się przyjemnościami. Bo jak nie teraz, to kiedy? 

I okazało się, że mogę wygospodarować sobie tego wolnego czasu znacznie więcej, niż mi się wydawało. Bo wiadomo, że robotę to sobie człowiek zawsze znajdzie, zwłaszcza w domu ciągle jest coś do zrobienia, o ogrodzie to nawet nie wspomnę... Ale ogród nie jest moją pasją, owszem ogarniam go, czasem nawet znajduję w tym przyjemność, ale nie chcę całego życia poświęcać na kopanie ziemi, plewienie, przycinanie krzaków, przesadzanie kwiatków, nawożenie, opryskiwanie, podlewanie itd. W domu przestałam się przejmować bałaganem (mój mąż ma rodzinną ksywkę "czynnik chaosu", więc i tak trudno za nim nadążyć, a zmienić się już nie da), ogarniam z grubsza, tak żeby kurz nas nie zabił, a na resztę przymykam oko. Dawniej stale latałam ze ścierką, ale w końcu wrzuciłam na luz. Przyszedł czas na malowanie, znalazł się więc i czas na powrót do olejów.


Temat żurawi porwał mnie z siłą wodospadu dobrych kilka lat temu, kiedy trafiłam na fotograficzno-przyrodnicze blogi z Warmii, z doliny Biebrzy... Żurawie i łosie. Przecudowne zdjęcia i niesamowite opowieści z obserwowania przyrody, zwłaszcza pana Wojciecha Gotkiewicza i jego żony. Mogłam czytać i oglądać godzinami. I ciągle kusiło mnie, żeby namalować... I z tych właśnie zdjęć wziął się ten obraz. 



Wymiary 50x60cm, olej, płótno na blejtramie. Malowałam farbami Dealer&Rowney i Mont Marte, bo chociaż D&R mam 36 kolorów, to się okazało, że warto się wspomóc tymi z MM. Od razu zauważyłam różnicę - DR są gęste, dodawałam odrobinę medium, natomiast MM - rzadsze, można malować samą farbą.

Ale historia tego obrazu ma jeszcze drugie dno...

Opowiadałam niedawno o podobraziach, na jakich maluję akrylami... Nie jestem wybredna co do podłoża, na którym maluję, nie zastanawiam się nad tym, ile wieków moje dzieło przetrwa, ważny jest sam moment malowania, więc liczy się nie tyle trwałość, co komfort malowania i ewentualnie efekt w postaci faktury podobrazia, widocznej później na powierzchni obrazu. Lubię natomiast podłoża stabilne, sztywne. Dlatego chętnie maluję na desce lub płycie. Jednak ten obraz z żurawiami powstał na płótnie naciągniętym na krosno czyli blejtram. Bo miałam takie właśnie podobrazie w domu, bo... wcześniej na tym płótnie był inny obraz... 

No tak, teraz dowiecie się o tajemnicy rodzinnej ;). Otóż jakiś czas temu mąż dostał w prezencie obraz, który mu się kompletnie nie spodobał. Nikomu z krewnych i znajomych zresztą się nie podobał. Trochę powisiał gdzieś w kącie, ale że darczyńcy u nas nie bywają, to w końcu mąż zadecydował, że nie chce obrazu oglądać i poprosił mnie, żebym coś innego na tym cudzie namalowała. Pomyślałam sobie - gorzej nie będzie, to co mi szkodzi :). I od tego zaczęła się myśl o powrocie do malowania olejami, bo tamten obraz był olejny, więc malować na nim bez jakichś szczególnych zabiegów można w zasadzie tylko olejami.

Ale żeby swobodnie malować, trzeba obraz wyjąć z ramy. Arcydzieło wyżej wymienione było bardzo porządnie oprawione, łącznie z zaklejeniem od tyłu eleganckim papierem, co już obudziło moją czujność i pewne podejrzenia, bo kto i po co to robi... Papier trzeba było oczywiście zedrzeć. No i się wykryło! Jak się okazało, obraz był darem przechodnim. Z tyłu (na spodniej stronie płótna) miał wypisaną dedykację autora dzieła - dla osoby, która następnie to kukułcze jajo podrzuciła mojemu mężowi :))). Tak więc pod moim obrazem z żurawiami jest inne dzieło. A w sumie to ciekawe, czy pod tamtym też czegoś jeszcze nie było :))). 

Zapytałam męża czy chce jakiś bukiet kwiatów (bo, jak przystało na prawdziwego faceta, który w poprzednim wcieleniu był kobietą, lubi takie kwiatkowe motywy), czy pejzaż z żurawiami. Bo wiedziałam, że te żurawie to ja kiedyś namaluję na pewno. Zdziwiłam się, bo stawiałam na kwiatki, ale od razu wybrał żurawie. No to są.

*****


60 komentarzy:

  1. Przepiękny obraz ! Masz niezwykły talent !
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli jest szansa, że malujesz na Matejce🤣🤣🤣. Ale wyszło bardzo wdzięcznie, delikatnie. Gratulacje i wyrazy podziwu składam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto wie, kto wie :))). Picasso namalował kiedyś obraz na wczesnym Modiglianim, ale po śmierci Modiego powiedział, że to była największa zbrodnia, jaką w życiu popełnił. Dziękuję za komplementy :))). Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Piękny obraz Małgosiu! Żurawie są zachwycające... Dobrze, że podjęłaś ten temat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Temat kusił, ale jakoś mi nie szło. Teraz mam ochotę na kolejny obraz z żurawiami :). Dziękuję i pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  4. Cudnie wyszło , warto było zmierzyć się z tematem. Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :). Był marazm, ale potem poszło jak z płatka, plan zrealizowany! Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  5. Żurawie... przez ileś czasu przymierzałam się do wyhaftowania tych pięknych ptaków. Może jeszcze to zrobię, ale na razie mam niesmak do tych ptaszydeł. Stają się coraz większym zagrożeniem dla upraw rolniczych i nie ma na nie sposobu. Muszą wyżerać w mig moim klientom obsiane pole? Boję się, że na przyszły sezon myśliwi będą je tępili tak, jak teraz rzecz ma się z dzikami i lisami.
    Ot, taka dygresja mi się nasunęła podczas oglądania Twojego obrazu.
    Obraz bardzo mi się podoba. Świetnie uchwyciłaś dynamikę. Ma się wrażenie, że przy dłuższym oglądaniu , kilka ptaszorów już odleci.
    A co do czasu dla siebie...jestem na tym samym etapie co Ty. "Bo jak nie teraz to kiedy?"
    No i cudownie się stało, że wykorzystałaś gotowe płótno. Czyli prezent nie poszedł na marne🤣.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, prezent okazał się pożyteczny :). Z żurawiami mało mam doświadczeń, rzadko bywają w naszych stronach, ale znajomi rolnicy narzekają na dzikie gęsi, które wielkimi stadami lądują na ich polach. Widziałam filmy, wygląda że są ich tysiące!
      Dziękuję za miłe słowa :). Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  6. O to kiedyś konserwatorzy obrazów będą mieli co odkrywać! :) Zabawna historia z tym malowaniem, może faktycznie jest coś jeszcze? Zaczęłyśmy brać się na poważniej za sztukę w podobnym wieku, a i przerwa była spowodowana podobnymi czynnikami. Co do prac ogrodowych, sprzątania... toczka w toczkę, mamy tak samo. A na deser zostawiałam żurawie... są na prawdę piękne Małgosiu. Rozkręcaj się dalej a moja "przepowiednia" z konserwatorami sprawdzi się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci z całego serca, Danusiu, za ten miły żarcik i w ogóle za wsparcie i pochwały :)))). Co do wieku, to spotykam naprawdę zadziwiająco dużo osób, które mają rozmaite talenty artystyczne, połączone z wielką pasją, ale życie potoczyło im się innymi drogami - i dopiero w okolicach emerytury mogą w pełni oddać się swoim ulubionym zajęciom. Często jest tak jak u mnie - jako młodzi ludzie chcemy wybrać artystyczną drogę życia, ale wszyscy wokół mówią nam, że to niepoważne zajęcie i "a z czego ty będziesz żyć?!". Dlatego zawsze powtarzam, że dzieciom nie wolno podcinać skrzydeł :).

      Usuń
  7. wow, mistrzostwo! jest piękny, podziwiam z zachwytemm talent

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo lubię olejne. Piękny obraz . Uwielbiam takie motywy . Miłego dnia ☘️🍄☘️🍄☘️🍄☘️🍄

    OdpowiedzUsuń
  9. hahahaha Dziękuję, bom wybuchłam śmiechem, co taki fajowy, zabawny początek. :D Rodzinna tajemnica jest fajowa, czytało mi się wybornie. Poczułam się, jakbym czytała książkę, jakbym była częścią rodziny i odkrywała tajemnicę. Twoje prace od samego początku mnie zachwycały i jesteś jedną z tych kobiet, które zainspirowały mnie do spróbowania, maluję po swojemu, nie znam się, ale dziękuję, bo pokochałam to robić. Twój obraz jest zachwycający i też sobie zaraz pomyślałam, że przypomina mi zdjęcie z bloga, za którym mi tęskno, bo Wojtek prowadził wspaniałego bloga i mam nadzieję, że powróci. Zaraz tam do Niego zerknę. Pozdrawiam, bardzo lubię czytać Twojego bloga, a prace chwytają mnie za serce. :))) <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wojtek zaprzestał prowadzenia bloga jakiś czas temu, a szkoda, bo fajnie się go czytało :). Blog prowadzi natomiast bardziej aktywnie jego żona, pani Iwona, robi też przepiękne zdjęcia, chociaż mniej pisze niż robił to Wojtek. Dziękuję Ci serdecznie, Agnieszko, za przesympatyczny komentarz :). Fajnie, że też malujesz, masz w sobie tyle entuzjazmu, że na pewno świetnie Ci to idzie, spodziewam się, że Twoje obrazy niosą wielki ładunek radości i optymizmu :). Ale Ty też rzadko pojawiasz się na swoim blogu, zaglądam czasem, a tam cisza ostatnio... Cieszę się, że się tutaj odezwałaś, zaraz zajrzę czy tam u Ciebie coś nowego się pojawiło :). Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  10. Niecodzienna historia, a żurawie cudowne, chciałabym takie !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że się podobają :). Wydaje mi się, że takich historii jest całkiem sporo. Po pierwsze - te "przechodnie" prezenty, tak szczerze to kilka książek i trochę ceramiki w taki sposób sama gdzieś "przekazałam", ale pod warunkiem, że nie miały wpisanej dedykacji, oczywiście :). A malowanie na innych obrazach to dość powszechny zwyczaj, malarze często malują na własnych niezbyt udanych płótnach, ale zdarza się, że i na cudzych. Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  11. Piękny obraz... zachwycałam się mandalami. Bodiaki skradły mi serce, malwy przywołują wspomnienia... Niesamowity masz talent :-) i fantastycznie opowiadasz... mnie laika ciekawi to i intryguje :-)
    pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pisaniem idzie mi czasem lepiej niż z malowaniem :))). Dziękuję Ci, Kasiu, za tyle miłych słów, bardzo mnie podbudowałaś :). Cieszę się, że podobają Ci się moje prace :). Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  12. Zabawna historia Małgosiu, teraz jest to obraz z historią:) Sama też kilka razy malowałam na nieudanym obrazie ale prezent to już zupełnie inna bajka. Nigdy nie malowałam olejami więc ten obraz mogę ocenić tylko jako potencjalny odbiorca. Powiem tak - z wielką przyjemnością powiesiłabym go na ścianie i wcale nie w kącie. Emanuje spokojem, wspaniale się na niego patrzy. Wzrok przyciągają oczywiście żurawie, mają w sobie coś szlachetnego. Cała reszta jest pięknym i naturalnym tłem. To śliczny obraz, mąż na pewno był zachwycony.
    Serdeczności:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci, Ewuniu! Starałam się oddać podpatrzony na zdjęciach klimat wiosennej warmińskiej łąki, na którą zleciały się żurawie. Pejzaże nie są moją mocną stroną, więc tym bardziej miło mi, że obrazek Ci się podoba :). Masz rację, można powiedzieć, że to obraz z historią, a nie wiadomo, czy na tym koniec :))). Pozdrawiam najserdecznej!

      Usuń
    2. No co Ty Małgosiu, tego chyba nie przemalujesz! Byłoby bardzo szkoda:)

      Usuń
    3. Ewuś, rzuciłam to tak żartem, a tak po prawdzie to dzisiaj byłoby mi troszeczkę szkoda, ale za pół roku - kto wie, co mi wtedy przyjdzie do głowy :). Ja już tak mam, że zupełnie nie przywiązuję się do rzeczy. Jak wymyślę coś zupełnie innego, a ten obrazek mi się opatrzy, to go przemaluję bez żalu. Lubię zmiany :).

      Usuń
  13. Piękny jest! Chociaż troszkę wyraźniejsze tło też wyglądałoby doskonale.Ale żurawie na łące wyglądają przepięknie :-)Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję :))). Mnie zainspirowały właśnie takie zamglone zdjęcia, starałam się namalować to podobnie. Ale pewnie będę próbować uwiecznić żurawie jeszcze w innych plenerach, bo temat mi się spodobał :). Pozdrawiam gorąco!

      Usuń
  14. I dlatego to, ja swoimi pracami staram się obdarowywać te osoby którym się one podobają ;) Bo wiem że nie wszystkim się podobają, ale niedawno dwa kurojaja powędrowały do kuzynki i jej córki i były one zachwycone, a to cieszy :)
    Twoje żurawie są piękne i to świetnie że to im dałaś swój czas zamiast przeznaczyć go na ścierania kurzu. Kurz może poczekać, a Ty twórz następne dzieła, albowiem świetnie Ci to idzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak :) - kurz był, jest i będzie, a czas na malowanie może się nie powtórzyć!
      Ja nigdy nikomu tak sama z siebie nie dawałam swoich obrazków, wyłącznie na wyraźne prośby i błagania, ze wskazaniem konkretnego dzieła :))). To co jednego zachwyca, drugiemu może się w ogóle nie spodobać, więc po co ludzi uszczęśliwiać na siłę. Natomiast jak daję komuś takie "wyproszone" dzieło, to wtedy ja jestem podwójnie szczęśliwa :).

      Usuń
  15. No i bardzo dobrze, że postawiłaś na taki właśnie temat. Taki trochę nostalgiczny ten obraz, tak go odbieram i bardzo mi się podoba. Jest świetny. Troszkę tylko ta "jednolita połać w tle".......zbyt jednolita. Może zdjęcie trochę przekłamane i dlatego tak się to zlewa, ale generalnie obraz wyszedł Ci naprawdę pięknie, naprawdę. Zabawna historia z tym przechodnim podarunkiem. Podarowałam kilka swoich prac i widziałam radość obdarowanych.......poza jednym przypadkiem. Wtedy zrozumiałam, że przecież każdy lubi coś innego i nawet jak dziesięć osób będzie zachwyconych, to ta jedna niekoniecznie. Kiedyś syn mi powiedział, że bardzo mu się podobają moje obrazy, ale ze wszystkich prac wybrał tylko jeden, który chciał mieć u siebie. To chyba normalne?. Podoba nam się wiele rzeczy, podziwiamy je, ale niekoniecznie chcielibyśmy je mieć. Teraz tylko jeśli komuś się naprawdę podoba jakiś obraz, to z wielką przyjemnością mogę go podarować. Małgosiu, oglądam Twoje prace, zaglądam na inne strony z pięknymi pracami........żeby mnie coś skusiło do malowania. Chyba moja wewnętrzna blokada już trochę za długo mnie trzyma. Wyciągam nawet czyste podobrazie......i nic, pustka. Biorę się więc za różniste inne prace, bo coś robić,dłubać, pleść też bardzo lubię. Pozdrawiam Cię bardzo gorąco i cieszę się, że Masz więcej czasu dla siebie i więcej czasu na realizowanie swoich pasji.......a my wszyscy możemy je dzięki temu podziwiać i niektórzy trochę zazdrościć(tak jak ja)zapału, talentu i w ogóle......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci, Wandziu, za ten piękny komentarz i za przemiłe słowa pod moim adresem, aż mi ciepło na sercu :).
      Co do tła, to faktycznie w realu wygląda to nieco ciekawiej, zdjęcia nie są mocną stroną mojego bloga :), ale sama się zastanawiałam, czy tego ociupinkę jeszcze nie "podrasować", tak więc pewnie wprowadzę drobne poprawki... Tylko muszę to sobie przemyśleć, żeby nie skończyło się namalowaniem całkiem nowego obrazu, jak to mi się parę razy zdarzało przy takich niby małych korektach :))).
      Masz rację z tymi prezentami - ja sama czasem coś chwalę i naprawdę mi się to podoba, ale wcale nie pragnę tego mieć, bo nie pasuje do mnie czy do mojego domu. Jakiś czas temu miejscowy artysta bardzo chciał się za coś zrewanżować mojemu mężowi i dał mu do przejrzenia całą tekę rysunków, żebyśmy sobie wybrali co chcemy i ile chcemy. Ja wybrałam zupełnie inne obrazki niż mój mąż, chociaż podobały nam się prawie wszystkie - a jednak ja chciałam mieć co innego, mąż co innego, a niektórych w ogóle nie wyobrażaliśmy sobie u siebie, chociaż były ładne.
      Daję w prezencie swoje prace tylko wtedy, kiedy ktoś z przyjaciół czy rodziny usilnie prosi o coś konkretnego i jestem przekonana, że jest tym naprawdę zachwycony i będzie go to cieszyć. Chcę, żeby moje obrazki były szczęśliwe w nowych domach :).
      Wandziu, trzymam kciuki za Twoją wenę, niech szybko powróci! Tęsknię za Twoim blogiem i Twoimi obrazami :). Myślę, że jak ta blokada wewnętrzna pęknie, jak tama na rzece, to popłynie lawina nowych obrazów, tak to przecież zwykle bywa :). Ściskam Cię mocno i pozdrawiam!

      Usuń
  16. Tylko żeby ktoś później nie zamalował także tych żurawi, bo szkoda by było! Podoba mi się to szaro-niebieskie tło, jakby odrobinę za mgłą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już sama miałam przez moment wizję namalowania na tym całkiem innej wersji :))). Moje obrazy nie powinny się znajdować w zasięgu mojego wzroku, bo ja co chwila chcę je przerabiać. Mgła była na zdjęciach, i taki efekt chciałam uzyskać, czyli przynajmniej to się udało :). ...czyli mgłę umiem już malować :)))).

      Usuń
  17. Piękny obraz! Nie jestem znawcą, ale mnie akurat ta "mgła" się podoba. Żurawie są na pierwszym planie, sylwetki zarysowane tylko pociągnięciami pędzla, a jednak rozpoznawalne. To wizja artysty, a nie fotografia, nie musi odwzorować rzeczywistości 1:1. To jakby czepiać się impresjonistów, że malowali drobnymi plamkami, van Gogha, że kolory przekłamane i gwiazdy na niebie większe od księżyca :)) Nie wspominając o Picasso.... Gratuluję, proszę kontynuować pasję i hobby, pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! - zwłaszcza za to porównanie z mistrzami pędzla :))))). Ale to prawda, ja nie staram się reprodukować rzeczywistości, a jedynie oddać jej "ducha", klimat, nastrój, wrażenia (no tak, impresje!). Bardzo się cieszę, że tak właśnie odebrałaś ten obraz :). Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    2. Proszę bardzo :)) Sama kiedyś dużo rysowałam i malowałam jako małolata, czasem dzieciom jakieś prace do szkoły robiłam. Ale nie wyszłam poza ołówek, kredki, akwarele i plakatówki ;) Nigdy jednak na takim poziomie jak Twoje prace, podziwiam talent, który daleko wykracza poza przeciętne amatorskie landszafty. Ostatnio mąż poprosił o domalowanie ramki do puzzli z pejzażami, które oprawione w ramy raziły pustym marginesem dykty, na którą zostały naklejone. Kupiłam w sklepie zestaw farbek akrylowych i nawet nieźle wyszło - trzeba z bliska się przyjrzeć,żeby zobaczyć różnice. Może kiedyś wrócę do takiego hobby, na razie druty i szydełko zajmują cały wolny czas. Kurczę blade, jeszcze parę lat do emerytury... Chociaż mówią, że emeryci to dopiero czasu nie mają :))

      Usuń
    3. Ja też miałam okres namiętnego dziergania i haftowania, zresztą zawsze lubiłam wszelkie prace manualne, rękodzieło itd. Ale teraz wróciłam do najbardziej ukochanego w młodości malarstwa i rysunku, na które zawsze jakoś brakowało mi czasu i tak naprawdę uczę się od podstaw. Piszesz, że nie wyszłaś poza ołówek, kredki, akwarele, plakatówki... a czy widziałaś prace mistrzów akwareli? Ja też kiedyś uważałam, że akwarele to dobre dla dzieci, ale dzisiaj marzę o tym, żeby nauczyć się malować tymi farbami tak jak wielcy artyści. To bardzo trudna technika, a w szkołach nikt nas nie uczył prawidłowo posługiwać się akwarelami, nawet nikt nie powiedział (bo sam nie wiedział), jakie powinny być do nich dobre pędzle czy papiery. Nie można się nauczyć dobrze malować akwarelą przy pomocy dołączanych do szkolnych farbek sztywnych drapaków z plastiku, to jak jedzenie zupy widelcem. Nie ma się co dziwić, że dzieci się zniechęcają. Polecam lekcje pana Wełny na Fb czy YT, są także z akwarelami, krok po kroku, z dokładnym tłumaczeniem co i jak. Ja na razie poznaję akryle, ale potem zabiorę się za akwarele :). A na emeryturę to mam tyle planów, że muszę bardzo długo żyć, żeby je zrealizować :))).

      Usuń
    4. Widziałam profesjonalne akwarele, wydaje mi się, że to bardzo trudna technika. Tu zdecydowanie potrzeba "tego czegoś", czyli talentu, wizji, by za pomocą kilkunastu kolorowych plam stworzyć coś, co będzie żyło i oddziaływało na widza. Tu nic nie poprawisz, nie zamalujesz, nie przemalujesz itp. Zdecydowanie akryle są prostsze, wymagają mniej przygotowań niż olejne. Wiadomo, że "drapakiem" z zestawu nic nie namalujesz, pędzelki w galerii dla artystów kupowałam.
      Czasu niestety nie kupisz... A szkoda...
      Jeszcze jedno mi się nasunęło w związku z Twoim postem - faktycznie "dużą robotę" w prezentowaniu obrazów na blogu robią dobre fotografie. Ja teraz mam lepszy aparat w smartfonie i wolę robić zdjęcia nim niż aparatem. Robię zdjęcia swoim pracom prezentując je na grupach robótkowych. Widzę, jak duże to ma znaczenie, podziwiam talent tych, którzy robią to niemal profesjonalnie, używając oświetlenia, namiotu itp. narzędzi, żeby wyeksponować walory swoich prac. Z drugiej strony żal mi czasami, że osoba robi piękne rękodzieło, a "ginie" ono przez źle oświetlone, nieostre, źle wykadrowane zdjęcie. Jeżeli do tego śliczny sweterek jest prezentowany "prosto z drutów", nie wyprany, nie wyprostowany, przez co wygląda jak kupka nieszczęścia, to szkoda mi tej osoby. Napracowała się, chciała pochwalić, a miłych komentarzy brak.

      Usuń
    5. O drapakach to była oczywiście tylko taka ogólna refleksja w temacie marnowania młodych talentów :). Z aparatem masz świętą rację, zdaję sobie z tego sprawę, ale do pewnego momentu nie zawracałam sobie tym głowy, bo ze świata blogowego więcej brałam niż dawałam, byłam stosunkowo mało aktywna i nie zależało mi na jakimś szczególnie korzystnym prezentowaniu swoich prac. Teraz jednak zmienia mi się podejście, malować będę więcej i chciałabym to pokazywać tak jak wygląda w realu, a nie jakieś dowolne interpretacje mojego aparatu :). Ale że pasjonatką fotografii raczej nie będę i nie chcę poświęcać połowy swojego czasu na obróbkę zdjęć, to myślę też o dobrym smartfonie, bo zresztą telefon muszę i tak już wymienić. Tak więc jest nadzieja, że pojawią się lepsze foty moich lepszych prac :))).

      Usuń
  18. Świetny obraz , wygląda bardzo profesjonalnie :D
    Sama bym zawiesiła na swojej ścianie , tak mnie ujął ...♥

    Czyli prezent choć nie chciany , wreszcie nabrał na wartości ;-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo jak to mawiał znajomy proboszcz - jak dają, to trzeba brać, dziękować i prosić o więcej :))). A spożytkować to zawsze jakoś można, chociaż niekoniecznie zgodnie z intencją ofiarodawcy (to już moje, nie proboszcza).
      Serdeczne dzięki za pochwałę obrazka! Ale bądźmy szczerzy - jakbyś chciała, to pewnie też byś sobie takie coś mogła namalować :). Podejrzewam, że to tylko kwestia czasu, kiedy weźmiesz się za farby olejne...? Zresztą akwarelami taki pejzażyk z ptaszorami też byłby cudny!

      Usuń
    2. Nie planuję brać się za olejne , no chyba że bym dostała w prezencie i potrzebowała je nagle zużyć ;-)))

      Usuń
    3. Niezbadane są pomysły naszych dzieci :))). Gdyby nie prezent, to nie wiem czy bym się kiedykolwiek wzięła za akryle, a teraz całkiem w nie "wsiąkłam", plany akrylowe mam na najbliższy miesiąc co najmniej, zaplanowanych 8 obrazków, a nad jednym właśnie siedzę :). I oczywiście dokupiłam jeszcze mnóstwo nowych kolorów i w większych tubach!

      Usuń
  19. Pięknie Ci to wyszło. Gratuluję talentu!

    OdpowiedzUsuń
  20. Super są te żurawie, takie eteryczne, zwiewne, romantyczne wręcz! *^0^*
    A historia z obrazek genialna! *^W^* Nie ma to jak zrobić komuś "kukułczy" prezent!...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak to bywa z tymi niechcianymi prezentami :))). Dziękuję za dobre słowo pod adresem żurawi :).

      Usuń
  21. No, No... Małgosiu, talentu to Ci nie brakuje:)
    Możesz być pewna, że nikt nie odważy się tego obrazu zamalować i to nie dlatego, że mąż tego podarunku w dalszą drogę nie puści :)
    Co do odkryć swoich możliwości na emeryturze, to jestem tego przykłade z prowadzeniem bloga. Zawsze chciałam pisać, ale czasu nie starczało.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja rodzina w ogóle twierdzi, że lepiej mi wychodzą własne projekty, niż te malowane według lekcji w Pracowni OKO. Może dlatego, że sama maluję to, co mi najbardziej odpowiada. Ale lekcje z panem Tomkiem są świetnymi ćwiczeniami w zakresie różnych technik i metod tworzenia.
      Chyba się zgadzamy, że życie zaczyna się na emeryturze :))). Pozdrawiam gorąco!

      Usuń