Ogólnonarodowa awantura o Lalkę zatacza coraz szersze kręgi, no to też się wypowiem, aczkolwiek połowicznie, bo kinowej jeszcze nie widziałam.
Niektóre opinie bardziej mnie szokują, niż film. Bo film Maślony nie szokuje mnie wcale, raczej zachwyca. Rozumiem, że komuś się nie podoba bo coś tam, ale najbardziej irytuje mnie pokrzykiwanie, że to w ogóle nie jest adaptacja powieści i reżyser szarga świętość narodową itd. Przede wszystkim - nie słyszałam, żeby twórcy filmu nazywali go adaptacją, czy tym bardziej ekranizacją. Czytałam nawet gdzieś wywiad z Maśloną, w którym sam reżyser mówił, że powieść Prusa była jedynie inspiracją. Film jest więc zupełnie inny niż powieść, bo to jest całkiem inna koncepcja, inne spojrzenie, inny pomysł na fabułę. Prawdopodobnie Maślona pomyślał sobie - ja bym to napisał inaczej. Bo przecież to jest fikcja, nie jakaś autentyczna historia, więc każdy ma prawo wymyślać ją sobie na nowo. I moim zdaniem ta opowieść Maślony jest bardziej prawdziwa, taka z krwi i kości, bez pudrowania, słodzenia i omijania niewygodnych tematów.
"Lalka" to jedna z moich ulubionych książek, czytałam ją wielokrotnie. Oglądałam również obie wcześniejsze adaptacje filmowe, z Tyszkiewicz i Dmochowskim oraz z Braunek i Kamasem. Tej pierwszej dokładnie nie pamiętam, chyba podobała mi się w tym filmie Tyszkiewcz (chociaż nie wiem, jak bym to dzisiaj oceniła), natomiast Dmochowski pasował mi tam na Wokulskiego jak pięść do nosa. Ale, bądźmy szczerzy, widziałam ten film jako wczesna nastolatka (był przypominany jak wchodził na ekrany nowy wariant), więc Wokulski w moim wyobrażeniu powinien być nieco przystojniejszy, ekhm... ;). Przy drugiej adaptacji przeciwnie - Braunek kompletnie mi nie pasowała jako Łęcka, Kamas... no powiedzmy, że był do zaakceptowania, chociaż też miałam inne wyobrażenia o tej postaci, Kamas był jakiś mało wyrazisty, że tak to skrótowo ujmę. Książkę natomiast w owym młodzieńczym czasie czytałam - za pierwszym razem podążając głównie za wątkiem romansowym, ciekawe były też fragmenty społeczno-obyczajowe, ale pamiętnik subiekta musnęłam ledwie po łebkach. No i dopiero w późniejszych latach przeczytałam powieść jeszcze kilka razy już dokładnie. Mam więc jakieś swoje wyobrażenia o tej powieści.
Oglądałam serialik w trzech kawałkach po dwa odcinki. Pierwsze dwa mnie zachwyciły. Czwarty trochę nadszarpnął mi psychikę i miałam obawy co będzie dalej, czy tam nie będzie się ciągnąć jakaś martyrologia, w którą stronę to pójdzie, bo na stare lata unikam denerwujących akcji. No ale odważnie zasiadłam do piątego odcinka... w trakcie którego musiałam jednak w pewnym momencie wyjść do kuchni, żeby zrobić sobie herbatę celem odparowania emocji, bo trochę mnie psychicznie przygniotło. Natomiast ostatni odcinek to była pyszna zabawa z fajerwerkami :). Podsumowując - świetny rollecoaster, wymieszane dramaty z komedią, parodią, horrorem i nie wiem czym jeszcze. Dobra zabawa, a jednocześnie daje dużo do myślenia i refleksji. Gra Drzymalskiej genialna, Schuchardt niezły ale nie oczarował mnie, zwłaszcza w zestawieniu z Drzymalską, dynamiczną i ekspresyjną. Ale może taki był zamiar reżysera. Irytował Braciak grający Łęckiego przedstawionego jako niedojrzałego, kompletnie rozdygotanego idiotę. Jeśli przyjmiemy, że przerysowanie było celowe jako elemnt parodii, to ok, ale wkurzał mnie ten gościu. Było jeszcze kilka przerysowanych postaci, zwłaszcza męskich. Biorąc pod uwagę ważny wątek emancypacji kobiet, prawdopodobnie był to zabieg celowy. Mądre ale stłamszone w męskim świecie kobiety i rządzący nim durni i śmieszni faceci. Co zresztą jasno mówi Cielecka w roli Wąsowskiej - jak chcesz coś załatwić, potrzebujesz faceta, może być ślepy, głupi i głuchy, ale musi mieć spodnie. Czy jakoś tak. Generalnie - świetne role kobiece. Maria Kania w roli Marianny - fantastyczna!
Może jeszcze odniosę się w paru zdaniach do opinii, jakie o "Lalce" Maślony tu i ówdzie słyszę i czytam. Piszą, że jest wulgarna i jako przykład ktoś podaje scenę, w której Izabela przy służącej mówi do kuzynki, że krwawi (miesiączka). To ma być wulgarne??? Może komuś się wydaje, że kobiety w tamtych czasach nie miały okresu i z nikim o tym nie rozmawiały? Parę razy w filmie padają mocniejsze słowa powszechnie uznawane za niecenzuralne. Ale takich słów używano zawsze i w każdej sferze. Jak mówiła kiedyś nasza arystokratka Beata Tyszkiewicz - "prawdziwa hrabina klnie, pije i pali". A doprawdy film nie ocieka nieustająco takimi wyrażeniami, więc nie przesadzajmy. Sceny przemocy są, ale nie ma ich dużo, nie dominują. No i znowu - nie udawajmy, że takie rzeczy się nie działy. Więcej chyba jest przemocy psychicznej i finansowej. Wyraźnie podkreślone zasady ówczesnego życia, w którym kobieta niewiele znaczyła bez mężczyzny, ważny jest wątek emancypacji i podziały klasowe. Ciekawe intrygi, zaskakujące zwroty akcji, wątki kryminalno-komediowe. Mnóstwo smaczków, prawdziwa uczta duchowa. No ale... nie opowiadam już więcej, żeby nie spoilerować, bo warto samemu obejrzeć. Genialny film. Podobno Maślona robi teraz Noce i dnie, to ja już szykuję popcorn i szampana, będzie się działo!
********
Nie wiem gdzie ostatecznie wyląduje, na razie leży sobie w przedpokoju na komodzie, ale pewnie jednak powędruje na okno.
********




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeśli Twój komentarz nie pojawił się od razu, to niestety wina nowej (gorszej) wersji bloggera, który z nieznanych mi powodów wrzuca niektóre komentarze do spamu - ale nie martw się, na pewno go znajdę i opublikuję :).