Ostatni miesiąc mojej JDG, mnóstwo spraw do ogarnięcia, a jeszcze dziewczyny muszę wysłać na pozostałe z rocznej puli urlopy... Tak że praca niby tylko gdzieś do połowy miesiąca w zasadzie, tyle że bardziej intensywna niż zwykle, nawet w sobotę poszłam do firmy to i owo przejrzeć i uporządkować na spokojnie, kiedy nikt głowy nie zawraca. Brakuje mi więc w tym wszystkim czasu na inne rzeczy, przyjemności, blogowanie itp.
Udało się jednak skończyć recyklingowy dywanik, tzw. szmaciak.
Cały chodniczek ma wymiary 110x180 cm, ciężko go było zmieścić w całości na zdjęciu.
![]() |
Poszło całkiem sprawnie, bo to jest taka dość fajna robótka bez spiny, że coś nierówno, czy coś tam - bo właśnie miało być nierówno :). Owszem, trochę było też nauki na własnych błędach, no bo przecież co tam tutoriale na YT, ja pójdę na skróty i sobie ułatwię, a potem kombinowanie i poprawianie. Robiłam go w zasadzie intuicyjnie, ale jakby ktoś chciał sobie wydziergać podobny chodniczek, to filmików z instrukcjami jest pełno w internetach.
Dorobiłam mu frędzle, bo mi czegoś brakowało na tych końcówkach, a że zdecydowałam się na trudniejszą wersję, skręcaną przy pomocy szydełka... no to ech... trochę mi to zajęło, najbardziej upierdliwy kawałek pracy. Około 250 frędzelków, a każdy trzeba skręcić po 20 razy. Ufff... Następnym razem zrobię zwykłe wiązane.
Bardzo jestem z tego chodniczka zadowolona, pasuje mi do sypialni i w ogóle jest super, taki jak miał być. Kolorem, strukturą, naturalnym składem. I przypomina mi wakacje u babci, bo były tam takie podobne "szmaciaki" tkane przez babcię :). I będą następne dywaniki z pewnością, bo mi się to spodobało - pierwszy w kolejce jest bardzo kolorowy projekt, a że będzie o połowę mniejszy od tego pierwszego, to pewnie szybciej też mi z nim pójdzie. Na razie jeszcze zbieram materiał w odpowiednich kolorach i dobieram nici. Oprócz starych t-shirtów wykorzystam przy okazji różne resztki wełenek i mulin z czasów, kiedy haftowałam i dużo dziergałam. Aż mi żal, że całkiem niedawno wyrzuciłam poplamione czymś trwale koszulki w ostrym turkusie i fuksji, ech, ależ by mi teraz pasowały...
Na polach i łąkach pobliskich szaleństwo trwa i kwiecia przeróżnego, wybujało wszystko po deszczach i w ciepełku. Wypatrzyłam kilka nowych gatunków. Nie wszystkie udało mi się rozpoznać i sklasyfikować, ale na przykład pojawiła się taka oto nieznana mi wcześniej roślinka - trojeść amerykańska (asclepias syriaca). Zdjęcie z internetu, bo na przebieżki z psem nie zabieram żadnego sprzętu do fotografowania (a swoją drogą... może powinnam to zmienić):
| źródło |
Podobno gatunek inwazyjny, niestety. Rośnie kilka kęp takich egzemplarzy tuż przy ścieżce, którą wędrujemy z pieskiem, i zwróciłam na nie uwagę już w momencie, kiedy wypuszczały pierwsze liście, bo wśród morza wiotkich traw i drobnych kwiatków wyróżniały się sporymi rozmiarami, potem pokazały się pąki kwiatowe i z niecierpliwością czekałam na to co też tam się rozwinie. A w międzyczasie oglądałam w internetach jakieś ogrodnicze ciekawostki i rzuciła mi się w oczy ogniście pomarańczowa... trojeść bulwiasta/pomarańczowa (asclepias tuberosa). I już po liściach i pąkach kwiatowych skojarzyłam, że mój łąkowy obiekt zainteresowania to także trojeść. Wszystkie odmiany trojeści są miododajne i pięknie pachną, zwabiają więc do ogrodu motyle i pszczoły. A mam już w planach zakup białej trojeści orszelinowej, bo najbardziej lubię białe kwiaty.
W ogrodzie skończyły się już czereśnie i porzeczki, wiśnie kończymy zbierać, natomiast cieszą mnie posadzone jesienią krzewy borówki amerykańskiej - dostaliśmy kilkuletnie krzaki z likwidowanej plantacji i były obawy, że w pierwszym roku będą słabo owocować, a tu proszę, owocków zawiązało się mnóstwo, pierwsze już jedliśmy!
No i zaczynają kwitnąć kolejne odmiany hortensji - w takiej fazie najbardziej je lubię - biało-limonkowe.
I skarby łąkowe do wazonu - wrotycz, który też bardzo lubię. Część stoi w wodzie, część będzie na suche bukiety. Oraz krwawnik, trawy różne i dzika marchew. Żeby się upewnić, że to marchew a nie inne podobne coś - poczytałam w internetach i obejrzałam ciekawy filmik pana Łuczaja.
![]() |
| widoczny na środku czarny kwiatuszek |
Lubię takie ciekawostki o roślinach, podobnie jak o ptakach, potem opowiadam rodzinie i znajomym i oni myślą, że ja taka znawczyni jestem :). A to tylko wybiórcza wiedza o tym, co akurat gdzieś zaobserwowałam - po prostu lubię pogłębiać wiedzę, wyszukiwać jak najwięcej ciekawych informacji o napotkanych stworzeniach i roślinach.
********






