Dawno nie było obrazków, więc jako ilustracja (nie na temat, co prawda) jeden z moich ostatnich olejów, niewielki, 30x40 cm, w dwóch wersjach sztucznego oświetlenia, bo dziennego światła to ani wczoraj ani dzisiaj nie można było uświadczyć.
Nowy rok zaczął nam się od powrotu od znajomych przed północą, bo w domu czekało stado wystraszonych kotów i pies. W ubiegłym roku było nawet dość spokojnie, owszem trochę postrzelali, ale krótko i niezbyt intensywnie, więc miałam nadzieję, że ludzie mądrzeją i tym razem będzie cywilizowane świętowanie. Niestety, rozpętał się jakiś armageddon. Wokół nas przez ostatni rok powstało niemal całe nowe osiedle i chyba sami neandertalczycy się tam powprowadzali, bo kanonada była jakby świat się kończył. Niektórzy ludzie mają może pieniądze, ale ani rozumu, ani empatii.
Ale zmieńmy temat - jako że zaczyna się nowy miesiąc, chciałam podtrzymać moją nową świecką tradycję na tym blogu i podrzucić tutaj propozycje do imprezowania na styczeń. Co prawda i tak zaczyna się karnawał, więc okazji do szaleństw nie zabraknie, ale nie wszyscy lubią klasyczne bale i tradycyjne karnawałowe domówki, czy - jak to się drzewiej mawiało - prywatki.
Nietypowe święta w styczniu - jest tego więcej, wymieniam tutaj głównie kulinarne (pogrubione dla ułatwienia) i trochę jakichś zabawnych albo przynajmniej dających okazję do zabawy.
- 1 stycznia - Światowy Dzień Kaca
- 2 stycznia - Dzień Introwertyka
- 2 stycznia - Dzień Ptysia
- 3 stycznia - Dzień Słomki do Picia
- 4 stycznia - Dzień Spaghetti
- 5 stycznia - Dzień Bitej Śmietany
- 6 stycznia - Dzień Fasoli
- 6 stycznia - Międzynarodowy Dzień Kruchego Ciasta
- 9 stycznia - Dzień Moreli
- 11 stycznia - Dzień Wegetarian
- 12 stycznia - Dzień Sprzątania Biurka
- 12 stycznia - Dzień Całowania Złotowłosych
- 13 stycznia - Dzień Naklejki
- 13 stycznia - Dzień Gumowej Kaczuszki
- 13 stycznia - Dzień Wzajemnej Adoracji
- 13 stycznia - Dzień Polskiej Wódki
- 14 stycznia - Dzień Ukrytej Miłości (jak to świętować?)
- 14 stycznia - Dzień Osób Nieśmiałych (jak wyżej)
- 15 stycznia - Dzień Bajgla
- 16 stycznia - Międzynarodowy Dzień Pikantnych Potraw
- 17 stycznia - Światowy Dzień Pizzy
- 17 stycznia - Dzień Wszystkich Fajnych
- 18 stycznia - Światowy Dzień Śniegu
- 18 stycznia - Dzień Kubusia Puchatka
- 19 stycznia - Dzień Popcornu
- 20 stycznia - Dzień Miłośników Sera
- 21 stycznia - Międzynarodowy Dzień Przytulania
- 22 stycznia - Dzień Ostrego Sosu
- 26 stycznia - Dzień Drugiej Połówki
- 28 stycznia - Międzynarodowy Dzień Lego
- 29 stycznia - Międzynarodowy Dzień Puzzli
- 30 stycznia - Dzień Rogalika
********
Plastycznie - przerabiam różne moje stare prace, ale zabrałam się też za oprawianie obrazków, o których zapomniałam, że je w ogóle mam. Oraz, że je kiedyś namalowałam :).
Książkowo - kończę Renaty Pawłowskiej "Włochy, 111 przygód" i napoczęłam już biografię Chagalla, w kolejce czeka Follett i jego "Niech stanie się światłość", może po tym zrobię drugie podejście do "Filarów Ziemi", bo nie pamiętam dlaczego mi się ta książka kiedyś nie spodobała (i chyba jej nie dokończyłam). Ale na razie dam Wam odpocząć od wpisów książkowych, bo cały grudzień tak zleciał mi tu na blogu z książkami.
A poza tym - zaczęłam uczyć się włoskiego z Duolingo. Miałam już kiedyś chyba ze dwa podejścia z jakimiś kursami typu książka+audio, ale jakoś mi to nie szło. A ponieważ syn ma pakiet familijny, to mnie namówił i dopisał do grupy. I nagle się okazało, że nauka języka może być całkiem fajna i przyjemna! Bez zanudzania regułami gramatycznymi i odmianami w czasach, których się prawie nie używa. Po prostu zaczynasz rozmawiać. Tak jak dziecko zaczyna się uczyć powtarzając to co mówią rodzice - nikt przecież dwulatkowi nie każe odmieniać przez przypadki czy klepać jakichś regułek. W ciągu miesiąca nauczyłam się tyle, co w liceum z francuskiego przez cztery lata. Nie zamierzam być tłumaczem, język potrzebny mi jest do tego, żeby się jakoś z Włochami dogadać. A tak naprawdę to pierwszym powodem, dla którego zabrałam się za ten włoski, była potrzeba rozruszania szarych komórek. Mimo emerytury pracuję wciąż i w moim zawodzie nieustannie muszę się szkolić, ale to jest jednak wciąż jedna dziedzina. Neurolodzy zalecają uczenie się czegoś nowego. A języki obce nie były nigdy moją mocną stroną, więc postanowiłam wziąć byka za rogi... Ale żeby ten byk nie był taki bardzo oporny, to wymyśliłam sobie konkretnie język włoski, bo jest dla Polaków dość łatwy, wymowa prawie jak nasza, gramatyka dość prosta. No a w międzyczasie działo się to wszystko, o czym wspomniałam w poprzednim wpisie, więc motywacja mi wzrosła :). Myślę też, że gdyby w szkołach uczono mnie kiedyś języków w taki sposób, jak jest to opracowane w Duolingo, to dzisiaj mówiłabym biegle po francusku i po niemiecku. Nasz system nauczania niestety jest totalnie do bani i nie dotyczy to tylko języków, ale generalnie wszystkich przedmiotów. Przeładowane i fatalnie opracowane programy, nauczyciele w 90% nie nadający się do tego zawodu... no dobra, nie nakręcajmy się. Ten etap na szczęście dawno za mną i moimi dziećmi :). Nie licząc szkoleń zawodowych, ale to całkiem inna bajka.
Wszystkiego najpiękniejszego w nowym roku!
********




Jaki piękny koń! To jutro chyba kupię sobie ptysia :)
OdpowiedzUsuń