Dawno nie było obrazków, więc jako ilustracja (nie na temat, co prawda) jeden z moich ostatnich olejów, niewielki, 30x40 cm, w dwóch wersjach sztucznego oświetlenia, bo dziennego światła to ani wczoraj ani dzisiaj nie można było uświadczyć.
Nowy rok zaczął nam się od powrotu od znajomych przed północą, bo w domu czekało stado wystraszonych kotów i pies. W ubiegłym roku było nawet dość spokojnie, owszem trochę postrzelali, ale krótko i niezbyt intensywnie, więc miałam nadzieję, że ludzie mądrzeją i tym razem będzie cywilizowane świętowanie. Niestety, rozpętał się jakiś armageddon. Wokół nas przez ostatni rok powstało niemal całe nowe osiedle i chyba sami neandertalczycy się tam powprowadzali, bo kanonada była jakby świat się kończył. Niektórzy ludzie mają może pieniądze, ale ani rozumu, ani empatii.
Ale zmieńmy temat - jako że zaczyna się nowy miesiąc, chciałam podtrzymać moją nową świecką tradycję na tym blogu i podrzucić tutaj propozycje do imprezowania na styczeń. Co prawda i tak zaczyna się karnawał, więc okazji do szaleństw nie zabraknie, ale nie wszyscy lubią klasyczne bale i tradycyjne karnawałowe domówki, czy - jak to się drzewiej mawiało - prywatki.
Nietypowe święta w styczniu - jest tego więcej, wymieniam tutaj głównie kulinarne (pogrubione dla ułatwienia) i trochę jakichś zabawnych albo przynajmniej dających okazję do zabawy.
- 1 stycznia - Światowy Dzień Kaca
- 2 stycznia - Dzień Introwertyka
- 2 stycznia - Dzień Ptysia
- 3 stycznia - Dzień Słomki do Picia
- 4 stycznia - Dzień Spaghetti
- 5 stycznia - Dzień Bitej Śmietany
- 6 stycznia - Dzień Fasoli
- 6 stycznia - Międzynarodowy Dzień Kruchego Ciasta
- 9 stycznia - Dzień Moreli
- 11 stycznia - Dzień Wegetarian
- 12 stycznia - Dzień Sprzątania Biurka
- 12 stycznia - Dzień Całowania Złotowłosych (ang. Kiss A Ginger Day, czyli powinno być chyba "Rudowłosych", bo w ang. ginger znaczy imbir ale też rudy)
- 13 stycznia - Dzień Naklejki
- 13 stycznia - Dzień Gumowej Kaczuszki
- 13 stycznia - Dzień Wzajemnej Adoracji
- 13 stycznia - Dzień Polskiej Wódki
- 14 stycznia - Dzień Ukrytej Miłości (jak to świętować?)
- 14 stycznia - Dzień Osób Nieśmiałych (jak wyżej)
- 15 stycznia - Dzień Bajgla
- 16 stycznia - Międzynarodowy Dzień Pikantnych Potraw
- 17 stycznia - Światowy Dzień Pizzy
- 17 stycznia - Dzień Wszystkich Fajnych
- 18 stycznia - Światowy Dzień Śniegu
- 18 stycznia - Dzień Kubusia Puchatka
- 19 stycznia - Dzień Popcornu
- 20 stycznia - Dzień Miłośników Sera
- 21 stycznia - Międzynarodowy Dzień Przytulania
- 22 stycznia - Dzień Ostrego Sosu
- 26 stycznia - Dzień Drugiej Połówki
- 28 stycznia - Międzynarodowy Dzień Lego
- 29 stycznia - Międzynarodowy Dzień Puzzli
- 30 stycznia - Dzień Rogalika
********
Plastycznie - przerabiam różne moje stare prace, ale zabrałam się też za oprawianie obrazków, o których zapomniałam, że je w ogóle mam. Oraz, że je kiedyś namalowałam :).
Książkowo - kończę Renaty Pawłowskiej "Włochy, 111 przygód" i napoczęłam już biografię Chagalla, w kolejce czeka Follett i jego "Niech stanie się światłość", może po tym zrobię drugie podejście do "Filarów Ziemi", bo nie pamiętam dlaczego mi się ta książka kiedyś nie spodobała (i chyba jej nie dokończyłam). Ale na razie dam Wam odpocząć od wpisów książkowych, bo cały grudzień tak zleciał mi tu na blogu z książkami.
A poza tym - zaczęłam uczyć się włoskiego z Duolingo. Miałam już kiedyś chyba ze dwa podejścia z jakimiś kursami typu książka+audio, ale jakoś mi to nie szło. A ponieważ syn ma pakiet familijny, to mnie namówił i dopisał do grupy. I nagle się okazało, że nauka języka może być całkiem fajna i przyjemna! Bez zanudzania regułami gramatycznymi i odmianami w czasach, których się prawie nie używa. Po prostu zaczynasz rozmawiać. Tak jak dziecko zaczyna się uczyć powtarzając to co mówią rodzice - nikt przecież dwulatkowi nie każe odmieniać przez przypadki czy klepać jakichś regułek. W ciągu miesiąca nauczyłam się tyle, co w liceum z francuskiego przez cztery lata. Nie zamierzam być tłumaczem, język potrzebny mi jest do tego, żeby się jakoś z Włochami dogadać. A tak naprawdę to pierwszym powodem, dla którego zabrałam się za ten włoski, była potrzeba rozruszania szarych komórek. Mimo emerytury pracuję wciąż i w moim zawodzie nieustannie muszę się szkolić, ale to jest jednak wciąż jedna dziedzina. Neurolodzy zalecają uczenie się czegoś nowego. A języki obce nie były nigdy moją mocną stroną, więc postanowiłam wziąć byka za rogi... Ale żeby ten byk nie był taki bardzo oporny, to wymyśliłam sobie konkretnie język włoski, bo jest dla Polaków dość łatwy, wymowa prawie jak nasza, gramatyka dość prosta. No a w międzyczasie działo się to wszystko, o czym wspomniałam w poprzednim wpisie, więc motywacja mi wzrosła :). Myślę też, że gdyby w szkołach uczono mnie kiedyś języków w taki sposób, jak jest to opracowane w Duolingo, to dzisiaj mówiłabym biegle po francusku i po niemiecku. Nasz system nauczania niestety jest totalnie do bani i nie dotyczy to tylko języków, ale generalnie wszystkich przedmiotów. Przeładowane i fatalnie opracowane programy, nauczyciele w 90% nie nadający się do tego zawodu... no dobra, nie nakręcajmy się. Ten etap na szczęście dawno za mną i moimi dziećmi :). Nie licząc szkoleń zawodowych, ale to całkiem inna bajka.
Wszystkiego najpiękniejszego w nowym roku!
********




Jaki piękny koń! To jutro chyba kupię sobie ptysia :)
OdpowiedzUsuńDziękuję :). Ja za ptysiami nie przepadam, ale już się szykuję na Międzynarodowy Dzień Kruchego Ciasta 6 stycznia! Będę zrobić tartę z kruchego ciasta, z mascarpone i brzoskwiniami z puszki. Może jeszcze do tego dorzucę kruche ciasteczka... Mniam!
UsuńSkoro dzisiaj przypada Światowy Dzień Kaca to znaczy się na całym świecie alkohol lał się wczoraj równo. Widać pod tym względem ludzie są do siebie podobni na całym świecie. Cieszę się, że z tych kacowych dni już wyrosłem. 😂😂😂. Uczyłem się hiszpańskiego z Duolingo. Nawet mi szło dobrze, straciłem jednak zapał. Teraz częściej zaglądam do Spenish with Paul na YouTube. Facet i jego metody bardziej mi odpowiadają. Moje szare komórki zadręczam sudoku. Ma aplikacje na każdym urządzeniu z tą grą. Codziennie morduje te komórki conajmniej przez godzinę, czasami i dłużej. Nie znam się na sztuce, ale koń mi się podoba i na czasie bo jak pisze Mokuren to ten rok w Japonii to rok ognistego konia.
OdpowiedzUsuńWszystkiego najlepszego, zdrówka przede wszystkim.
Dziękuję :). A z tym koniem to faktycznie mi się zgrało z japońskim rokiem.
UsuńUwielbiam sudoku :))). Też codziennie około godzinki rozwiązuję różne warianty, mam apkę na smartfonie. Ale nauka włoskiego to całkiem nowe wyzwanie, chyba dla innych szarych komórek :))). W każdym razie podoba mi się ta nauka, no i może się trochę przyda jak się w końcu wybiorę do Włoch.
Pozdrawiam Cię, Marku, serdecznie!
Zastanawia mnie kto wymyśla i po co niektóre z tych świąt? Taki Dzień Całowania Złotowłosych, czy ktokolwiek pytał Złotowłose czy chcą takiego święta i kto ma je niby całować? Czy to nie może być odbierane przez niektórych osobników jako zachęta do natręctwa, a może wręcz do molestowania? Oczywiście można do tego święta podejść z poczuciem humoru, tylko że nie wszyscy takowe mają. Na szczęście to nie mój problem, nigdy nie byłam złotowłosa, jednakoż raczej bym nie chciała aby ktoś wpadł na pomysł świętowania Całowania Siwowłosych ;)
OdpowiedzUsuńKonik ładny i sympatyczny :)
Z internetu: ""Dzień Całowania Złotowłosych (ang. Kiss A Ginger Day) został zapoczątkowany w 2009 roku przez Kanadyjczyka, Dereka Forgie, jednego z użytkowników facebooka w odpowiedzi na przeprowadzoną również na facebooku kampanię z listopada 2008 roku “Kick A Ginger” (Kopnij Rudego) - niesmaczny żart wzorowany na Miasteczku South Park (amerykański serial animowany dla dorosłych). Akcja “Kopnij Rudego” spowodowała liczne ataki na rudowłose dzieci w szkołach, wywołując tym samym międzynarodowe oburzenie i potępienie takich zachowań. W odpowiedzi na to postanowiono, że 12 stycznia będzie corocznym dniem całowania złotowłosych, co jest zdecydowanie pokojowo nastawioną aktywnością. W kolejnych latach coroczne święto było obchodzone w różnych częściach świata, często w postaci popularnych wydarzeń opisywanych np. w popularnej brytyjskiej prasie.""
UsuńDzięki za wyjaśnienie, idea szczytna! Jednak złotowłosy a rudy to jak dla mnie nie jest jednoznaczne, polska nazwa tak jakby hmmmm łagodziła wydźwięk tego święta. A co do tego całowania to się już wypowiedziałam. Ja bym nazwała to święto Dniem Sympatii do Rudych albo po prostu Rudzielce fajne są i wtedy byłoby wiadomo o co chodzi :)
UsuńA swoją drogą 2009 rok i ataki na rudowłosych, aż nie do wiary bo to trąci średniowieczem!!!
No właśnie wydaje się to niewiarygodne, ale jak widać się zdarza, więc sam pomysł reakcji chyba dobry, choć może nieco przesadny. No i złotowłosy (-a) to dla mnie też taki (-a) bardziej blondyn (-ka), ale to chyba kwestia tłumaczenia z angielskiego i zrozumienia znaczenia słowa ginger u nich, poza imbirem to oznacza także "rudy". Więc powinno być "rudowłosych", nie "złotowłosych", ale takie określenie znalazłam w kalendarzu.
UsuńDopisałam w poście wyjaśnienie :)
UsuńTo jutro będę mógł świętować! W zeszłym roku miałem taki moment w którym dzień w dzień, z uporem maniaka, sprawdzałem te nietypowe święta. Zabawa czasem była przednia!
OdpowiedzUsuńWszystkiego dobrego w nowym roku, niech będzie to zdrowy i pomyślny czas!
Ja się szykuję na 6 stycznia i dzień kruchego ciasta :))). A że to też Trzech Króli, to okazja podwójna.
UsuńWszystkiego najlepszego dla Ciebie, Maks!
Piękny koń. Aż chciałoby się takiego pogłaskać. Wybór tych dni jest taki, że chyba każdy znajdzie wśród nich coś dla siebie. Pozdrawiam noworocznie i życzę wszystkiego co najlepsze i najpiękniejsze na ten nowy, 2026 rok.
OdpowiedzUsuńCieszę się, że obrazek Ci się spodobał :). Te święta to w większości takie mało poważne, ale są właśnie okazją do dobrej zabawy. Dziękuję za życzenia! Ja Tobie też życzę, Karolinko, szczęśliwego roku i wielu pięknych chwil w życiu :).
UsuńWitaj Małgosiu!
OdpowiedzUsuńSuper że zawzięłaś się i podjęłaś naukę języka włoskiego. Z pewnością to Ci nie zginie,a same korzyści z takiej nauki. Co do metod nauczania w szkole to podzielam Twoje zdanie.
Co do obrazka, to jest piękny! Taki delikatny i subtelny! Pięknie na ciemniejszej ścianie by się prezentował.
Fajne i niekiedy smaczne dni w styczniu się nam szykują.
Kochana wszystkiego najlepszego w nowym roku. Dużo zdrowia spokoju i spełnienia wszystkich planów i zamierzeń 🌟
Gorące pozdrowienia 😘
Dziękuję Ci serdecznie za wszystkie miłe słowa :). Bardzo mi miło, że podoba Ci się obrazek (docelowo będzie miał ciemną ramkę). Dziękuję za życzenia, ja Tobie też życzę szczęśliwego nowego roku, samych pięknych dni, zdrowia i spełnienia marzeń!
UsuńMałgosiu, portret konia jest piękny Podziwiam! Ja dalej nie poznałam farb olejnych, dopiero planuję.
OdpowiedzUsuńCzekam na opinię biografii Chagalla. Uwielbiam jego prace. Mam nawet pomysł, aby którąś z nich przenieść na papier ryżowy i na drewnianą skrzyneczkę:) Wszystkie materiały nawet już zgromadziłam.
Duolingo również poznałam. Też mi się spodobała taka nauka.
Muszę zapytać - Małgosiu, skąd te 90% nienadających się nauczycieli do naucznia? Ja na głowie staję, aby nauczyć dzieci i młodzież plastyki, muzyki i geografii. Aby treści programowe dopasować do specyfiki klasy i każdego dziecka. Moje koleżanki i koledzy ze szkoły to ludzie bardzo zaangażowani w pracę. Oczywiście byli tacy, którzy szybko z zawodu odeszli, bo coś im nie pasowało, ale ci co pracują z mną wiele lat lubią tę pracę.
Zawodu nauczyciela będę zawsze broniła. Szkoła potrzebuje kilku zmian, ale przede wszystkim potrzebuje wsparcia ze strony środowiska.
To taka moja bolączka - walka o dobre imię nauczyciela.
Serdecznie Cię pozdrawiam i również życzę wszystkiego co najwspanialsze w Nowym Roku!
Niech będzie dobry i szczęśliwy!
Izuniu, wybacz, jeśli to Cię dotknęło, zapewne należysz do tej mniejszości. Wiem, że są też nauczyciele z pasją, ale jest ich coraz mniej. Może to zresztą wynika z narzuconych programów, bo jak trzeba gonić z przerabianiem materiału, to nie ma czasu na indywidualne podejście do każdego ucznia czy realizację niestandardowych projektów, człowiek łatwiej się wypala i traci pasję. Duży szok kulturowy przeżyłam już na etapie szkoły moich dzieci - na wszystkich nauczycieli moich dwóch synów w szkole podstawowej było tylko dwoje takich zaangażowanych. Kiedy mój syn zakwalifikował się do powiatowej olimpiady matematyczno-przyrodniczej, wyobrażałam sobie, że ktoś z nim będzie jakoś indywidualnie pracował, nawet w ramach lekcji. Ja sama ze swoich lat szkolnych miałam takie doświadczenia. Ale nikogo to kompletnie nie interesowało, sami z nim pracowaliśmy, bo trzeba było przerobić ponadstandardowy materiał. Do gimnazjum posłałam ich już do szkoły prywatnej, tworzonej przy państwowym liceum, gdzie wszystkim zależało na tym, żeby proces edukacji przebiegał na wysokim poziomie, ale i tak było kilkoro nauczycieli zupełnie niedopasowanych. Dobra polonistka, która świetnie uczy, ale nie dopuszcza indywidualnego toku myślenia ucznia, to według moich kryteriów nie jest ktoś, kto powinien nauczać i wychowywać młodych ludzi. To jest w ogóle temat na długą dyskusję. Mój mąż przez wiele lat był nauczycielem historii i był uwielbiany przez uczniów. Ja miałam w szkole łącznie 5 nauczycieli historii i nie cierpiałam zarówno tego nudnego przedmiotu, jak i tych nauczycieli. Dopiero jak usłyszałam mojego męża, jak opowiadał o historii, zrozumiałam, że to bardzo ciekawa nauka, tylko trzeba umieć ją młodzieży przekazać. Chyba samemu trzeba lubić przedmiot, którego się naucza. Mam koleżanki nauczycielki, które poszły do tego zawodu tylko dlatego, że nie miały innego pomysłu na życie. Bo najlepsze stopnie miała z geografii, to będzie uczyć geografii. W miarę jak zmniejszano liczbę godzin tego przedmiotu, koleżanka wylatywała z każdej kolejnej szkoły, bo jednak nie umiała tej wiedzy przekazać, nie miała dobrego kontaktu z uczniami. Słucham co znajomi mówią o podobnych doświadczeniach. Mam też wielu znajomych nauczycieli. Może są nauczyciele z potencjałem, ale wymogi systemu ten potencjał niszczą, podobnie jak w uczniach. U nas jest nastawienie na konkurowanie i zaliczanie punktów, nie na rozwój i współpracę. Więc nauczyciel się dopasowuje i nie ma już luzu na indywidualny tok nauczania, na własne projekty. Twój przedmiot jest specyficzny, tak mi się wydaje, że pozostawia więcej pola dla własnych pomysłów. I powiem Ci tak - moja rodzina jest związana zawodowo ze służbą zdrowia, na której też wiesza się psy, a ja to widzę od innej strony, od strony wymagań systemu i innych ograniczeń, i zawsze będę bronić dobrego imienia lekarza czy ratownika :). To system jest zły, nie ludzie. Może tak też jest z nauczycielami.
UsuńKochana, wszystkiego najlepszego dla Ciebie na ten rok!
Małgosiu, bardzo dziękuję za szczerą odpowiedź. Teraz rozumiem:) Wiesz, dużo masz racji - system nie pozwala nauczycielowi na wiele innowacyjnych działań, ale są one możliwe. Nie chodzi mi o metody nauczania (tu jest duże pole do popisu), ale o realizację podstawy programowej danego przedmiotu. Napisanie autorskiego programu, zgoda Kuratorium Oświaty, zgoda Dyrektora a wcześniej akceptacja Rady Pedagogicznej po zapoznaniu się z dokumentacją - to raczej lata nie miesiące pracy.
UsuńPisałam kiedyś na blogu, że plastyki i muzyki uczę dopiero od 10 lat. Przez 35 za to geografii :DDD
Podobnie jak Twojej koleżance - malała mi liczba godzin geografii ze względu na zmiany w oświacie więc postanowiłam się przekwalifikować - stąd plastyka i muzyka. Wcześniej była też przyroda:) Nie wyobrażałam siebie w innym zawodzie. Zresztą dalej nie wyobrażam. U mnie to już rodzinny zawód - brat, mąż (też historyk;)), kilku innych członków rodziny - nauczyciele:) Wychowałam się w zasadzie na szkolnych opowieściach. Przekazać dzieciom wiedzę jest trudno, potrzeba do tego i pasji związanej z przedmiotem, i odpowiedniego podejścia. Ja cały czas mam wątpliwości, czy potrafię to właściwie robić, ale wierz mi - bardzo się staram. Cenię sobie również współpracę z rodzicami i szczere rozmowy - bo nie można wychować człowieka w ten sposób - to "działka" rodzica, to nauczyciela, to jeszcze tam kogoś innego - tylko wspólne działanie. W szkole przepracowałam już kawał czasu, żal mi będzie odchodzić, ale to co czeka mnie po odejściu - rekompensuje wszystko.
Jeszcze raz ślę buziaki i mam nadzieję Małgosiu, że Cię nie uraziłam jakimś słowem.
:)
Ależ skąd, Izuś! To ja mam wyrzuty sumienia, że się za bardzo rozpędziłam i sprawiłam Ci przykrość. Emocje, uogólnienia, skróty myślowe - i nieporozumienie gotowe. Abstrahując nieco od zawodu nauczyciela, mam akurat przykład w zawodzie lekarza. Syn jest chirurgiem, specjalizuje się w endoskopii przewodu pokarmowego, pracował w szpitalu, prowadził pracownię endoskopii. Rok temu przeniósł się do innego miasta i zaczął pracować w prywatnej klinice. On ma bardzo empatyczne podejście do pacjentów, przed badaniem rozmawia z nimi, żeby ustalić wszelkie okoliczności i wiedzieć czy czegoś konkretnego należy szukać, co tę osobę niepokoi, jakie było leczenie, mówi jak będzie wyglądało badanie, wszystko wyjaśnia itd. Po badaniu z kolei omawia z pacjentem wyniki, ustala dalsze postępowanie. To wszystko wymaga czasu. I się okazało, że współpracującemu anestezjologowi to się bardzo nie podoba, bo on musi przez to dłużej czekać na kolejny zabieg a przecież czas to pieniądz, można by w tym czasie kolejnego pacjenta załatwić. Z tego samego założenia wychodzi prezes kliniki. Kasa najważniejsza, więc pracujemy na akord. No i syn zdecydował, że zmienia miejsce pracy, bo mówi, że takie podejście mu nie odpowiada, on chce leczyć ludzi a nie tylko robić pieniądze. Ale ilu jest takich, którzy nie mogą miejsca zmienić i muszą się dostosować? Jeszcze gorzej jest w państwowej służbie zdrowia, bo jest coraz większy problem z finansowaniem, a warunki kontraktów zupełnie oderwane od życia. Więc ludzie się dostosowują. Pewnie podobnie jest w zawodzie nauczyciela. A cierpią na tym uczniowie i pacjenci.
UsuńIzuniu, ściskam Cię mocno i pozdrawiam najserdeczniej!
Odściskuję Małgosiu:)
UsuńNa takiego lekarza jak Twój syn chciałabym trafić, gdy zajdzie taka potrzeba.
:)
:)))))
UsuńJa właśnie dzisiaj świętuję - Dzień Introwertyka ;) i ładuję baterie na powrót do pracy.
OdpowiedzUsuńTo tak jak ja :))). Pozdrawiam!
UsuńFajnie, że pokazujesz zarówno zwykłe, banalne rzeczy – koty przestraszone fajerwerkami – jak i te bardziej twórcze: malowanie, przerabianie starych obrazów, naukę włoskiego. Taki balans między tym, co prozaiczne, a tym, co rozwija, daje poczucie autentyczności.
OdpowiedzUsuńPodoba mi się też Twoje podejście do uczenia się języka – nie formalnie, nie dla ocen, tylko jako ćwiczenie mózgu i sposób na samodoskonalenie. To pokazuje, że dojrzałe życie nie musi oznaczać stagnacji, a wręcz przeciwnie – można wciąż próbować nowych rzeczy, czerpać radość z drobnych postępów i cieszyć się z tego, że się coś udaje.
Co więcej, Twoje uwagi o nowym osiedlu i hałasie fajerwerków pokazują, że obserwujesz świat z pewnym dystansem, ale też z empatią – dostrzegasz chaos, ale nie toniesz w nim, tylko wybierasz swoje rytuały i sposoby na zachowanie spokoju.
Dziękuję za ten wnikliwy komentarz :). Wiesz, próbuję celebrować życie, cieszyć się nim, czerpać przyjemność z codziennych zdarzeń. Obserwuję, wyciągam wnioski. Lubię sobie pomarzyć, zachowuję w myślach dobre momenty, nie rozpamiętuję tych gorszych. Dlatego mam poczucie, że moje życie jest dobre i piękne :).
UsuńTwój komentarz jest naprawdę autentyczny i dobrze wyraża dojrzałe podejście do życia. Widać w nim, że potrafisz cieszyć się tym, co masz tu i teraz, dostrzegać drobne przyjemności dnia codziennego i świadomie wybierać, na czym się koncentrujesz. To podejście – pielęgnowanie dobrych wspomnień i niezamartwianie się tym, co trudne – pokazuje dużą wewnętrzną równowagę i spokój. Szczerość w tym, że życie jest dla Ciebie dobre i piękne, czyni Twój komentarz ciepłym, naturalnym i w pełni ludzki.
UsuńDziękuję za to podsumowanie :).
UsuńNaprawdę jestem pełna podziwu dla kogoś, kto te święta wymyśla:)) Na marginesie, mój mąż gra w brydża i w święto Trzech króli, ma turniej "Czterech króli" taka zabawna zbitka.
OdpowiedzUsuńCo do troglodytów zamieszkujących nowe osiedla, mam dokładnie to samo wrażenie. Świetnie puentuje to Matylda Damięcka, zresztą nie tylko to, ma dziewczyna głowę do skrótów myślowych, np." frajerwerki" zamiast fajerwerki.
Koń piękny, najważniejsze, że sprawia Ci przyjemność malowanie. Do tego nauka włoskiego? to strzał w dziesiątkę. Życzę więc powodzenia we wszystkich działaniach, których się podejmujesz, wszystkiego najlepszego. :))
Obawiam się, że życia mi nie wystarczy na realizację wszystkich pomysłów :). Dziękuję Ci Celu za życzenia i wszystkie miłe słowa! Pozdrawiam najserdeczniej :)
UsuńGratuluję i zazdroszczę talentu malarskiego bo konik jest śliczny:-) Ja w ogóle nie potrafię rysować. W szkole nie nauczyłam się żadnego języka. Uczyłam się sama i teraz w miarę radzę sobie po angielsku i hiszpańsku (w Hiszpanii mieliśmy dom, dokładnie w Calpe i mieszkanie tam pomogło mi w poznaniu języka).
OdpowiedzUsuńŚwięta bardzo ciekawe:-) Myślę, że znajdę jakieś dla siebie. Dzień Ptysia niestety przegapiłam:-), a w Dzień Rogalika mam kolejny wlew. Wezmę sobie całą torbę rogalików z czekoladą:-) Mniam!
Szczęśliwego Nowego Roku, sukcesów w nauce włoskiego i podróży do Wenecji:-)
Z talentem plastycznym każdy się rodzi :). Ja po prostu zawsze lubiłam takie rzeczy robić (malować, rysować itd), więc troszkę go może rozwinęłam. Bardzo się cieszę, że obrazek Ci się podoba, zawsze miło jest czytać pochwały, to dodaje skrzydeł :))).
UsuńMieszkanie w obcym kraju to świetna okazja do nauki albo doszlifowania języka. Chociaż znam takich, co pół życia mieszkali np. w Stanach, ale kontakty utrzymywali tylko z Polonią i nie nauczyli się angielskiego nawet w stopniu podstawowym. Więc tak jak z malowaniem - jak chcesz, będziesz trenować, to się nauczysz :).
Kochana, życzę Ci przede wszystkim zdrowia i niech ten rok będzie dla Ciebie piękny i dobry!
nadrobiłam zaległości i życzenia. konik przedni...a ja ma nadzieje, że wreszcie czas znajdę na malowanie, tego sobie życzę najbardziej. i juz wiem jak to zrobić ;-)
OdpowiedzUsuńoraz książki dawaj które czytasz, dawaj jak najwięcej, ja znalazłam u siebie w teatrze dwie biografie malarzy w papierze, i się ucieszyłam i zmartwiłam....kiedy ja to wszystko przeczytam...bogowie.
ale jeszcze raz napisze, że Wszystkiego Dobrego w nowym roku, dużo weny i okoliczności sprzyjających do malowania :-)
UsuńTo ja czekam na Twoje obrazy :). O książkach pisałam ostatnio sporo, wkrótce znowu coś będzie. Mam tylko ten sam dylemat - kiedy ja to wszystko przeczytam... Dziękuję za życzenia i wzajemnie życzę Ci najlepszości w nowym roku, spełnienia marzeń i udanej realizacji planów!
UsuńKoń wygląda wspaniale -bardzo realistycznie. Podziwiam talent. Też uczę się włoskiego, ale jakoś marnie mi to idzie... Świetnie, że nauka Duolingo sprawia Tobie przyjemność. Pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńDziękuję :). Z włoskim jestem na takim etapie, że wydaje mi się, że nic nie pamiętam, ale w powtórkach idzie mi jednak całkiem dobrze. Na razie nastawiłam się na to, żeby poznać dużo słówek i proste zwroty, a później będę się katować trudniejszymi rzeczami. Pozdrawiam serdecznie!
UsuńFajnie tak znaleźć swoje prace :) na razie mam jeden obrazek olejny na swoim koncie. Ale i tak muszę go jeszcze dokończyć.
OdpowiedzUsuńTeż się uczyłam na Duolingo, ale na razie przestałam. Musiałabym też wykupić sobie pakiet, bo w wersji darmowej masz tylko 5 pomyłek do dyspozycji, co skutecznie zniechęca do nauki. Mnie przynajmniej.
Na Duolingo zaczęłam na wersji darmowej ale to się w ogóle nie nadawało do sensownej nauki - reklamy, mało opcji itd. Można tam tylko zobaczyć sobie na czym to w ogóle polega, nic więcej. Jeśli chcesz naprawdę skorzystać, to zachęcam do wersji płatnej, jest dużo ćwiczeń dopasowanych do użytkownika, tzn. ćwiczenie słabych tematów, powtórki z tych rzeczy, w których robisz więcej błędów, no i różne systemy premiowania, zdobywania kolejnych poziomów itd. Naprawdę całkiem inna bajka. I można kosztami podzielić się chyba z 5 osobami (grupa familijna).
UsuńŚwiętowałam wczoraj public domain, kiedyś uczestniczyłam w wyzwaniu książkowym z wyborem książki wg dnia z tego kalendarza. Możnaby do tego wrócić. Niestety nie urodziłam sie z talentem plastycznym (zazdroszczę), ale nie hamuje mnie to przed robieniem artystycznych dzienniczków.
OdpowiedzUsuńZawsze powtarzam, że każdy się rodzi z talentem plastycznym, tylko nie każdy go rozwija. Zaglądałam wczoraj do Ciebie i zostawiłam komentarz (ten o babci Moses i sztuce azjatyckiej), ale nie umiem się tam zalogować i nie przyszło mi do głowy, żeby się podpisać w treści, bo zwykle podpis z konta google sam się pojawia. Zapamiętam na przyszłość.
UsuńDziękuję za odwiedziny , podczytuje te święta nietypowe ,ciekawe kto to wymyśla .Koń bajeczny .Dobrego Roku,pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńDziękuję, wszystkiego dobrego na nowy rok! Pozdrawiam serdecznie :)
UsuńJa z tych, co to podobno miały talent, ale go nie rozwijały :D Używam duolingo do podtrzymania kontaktu z językiem niemieckim, bo niestety udzielam się intensywnie w hiberno-angielskim tylko, którego zresztą wcale nie mam zamiaru się uczyć dokładniej (wolę wersję brytyjską angielskiego). Poza tym chciałabym nauczyć się irlandzkiego (ale z duolingo to niemożliwe, język jest zbyt różny od innych języków europejskich).
OdpowiedzUsuńTo trzymam kciuki za ten niemiecki :). Niektóre języki na Duolingo mają kilka stopni zaawansowania, niestety "mój" włoski jest tylko na poziomie podstawowym, ale to i tak zajmie mi jeszcze trochę czasu, a potem może poszukam czegoś bardziej zaawansowanego.
UsuńMałgosiu, zazdraszczam Ci pozytywnie i z uznaniem podjęcia nauki włoskiego. Portret konia podziwiam, jest pięknie namalowanym przystojniakiem w kolorystyce, którą kocham. Co do nauczania w szkołach, to temat rzeka i trzeba byłoby wypić hektolitry kawy albo najlepiej mocniejszych trunków, żeby to wszystko dokładnie obgadać i wnioski właściwe wysnuć. Powiem tylko jedno, co jest kluczem w tej kwestii. Programy, metody i idee tworzą tacy ludzie, którzy nigdy w szkole nie pracowali. Mało tego, nie słuchają głosów oddolnych czyli nauczycieli. Uważam także, że proporcje co do przydatności nauczycieli do zawodu zachowałaś właściwe.
OdpowiedzUsuńNa koniec przyjmij proszę ode mnie najlepsze życzenia pomyślnego całego Nowego 2o26 Roku! Pola
Masz rację Polu, niekompetentni ludzie są niestety zbyt często "na górze", zarówno w edukacji jak i w służbie zdrowia i jeszcze w paru innych ważnych dziedzinach.
UsuńDziękuję za życzenia, i ja Tobie także życzę wszystkiego, co najlepsze na ten kolejny rok!
Dzisiaj krótko i na temat w ten Dzień Bitej Śmietany - wszystkiego dobrego w nowym roku, ciągłego zachwytu nauką włoskiego i podróży do Włoch, co byś nie tylko konwersowała, ale i odpoczywała :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie.
Dziękuję Ci bardzo :))). Co prawda najlepiej odpoczywam we własnym domu, ale jak już nauczę się tego włoskiego, to pojadę, żeby sprawdzić, czy Włosi mnie rozumieją :))).
UsuńSzczęśliwego nowego roku, spełnienia marzeń! Pozdrawiam serdecznie :).
Śliczny koń :) I takie piękne oko ma - z powodu oka zgaduję, że to klacz. No właśnie, udało Ci się z koniem, bo według horoskopu chińskiego mamy rok ognistego konia. Tylko Twój zbyt łagodny jak na ognistego ;-)
OdpowiedzUsuńTeż mnie zastanawia, kto wymyśla te dni do świętowania. I czy są jakieś podstawy, czy tak po prostu "co przyjdzie do głowy". Dzisiaj akurat niczego nie świętujemy. O dobry ser i morele trudno w Japonii, więc te dwa dni odpuszczam, ale już np. w taki Dzień Naklejki można zaszaleć, bo naklejek wszelakich tu taki wybór, że zwariować można.
Życzę Ci udanego roku, owocnej nauki włoskiego i udanej wyprawy do Wenecji :)
No tak, mogłam namalować jakiegoś andaluza albo fryzyjskiego :). A czy klacz to nie wiem, niektóre rasy wyglądają jak panienki bez względu na płeć. Co do nietypowych świąt, to nie jest tak, ze ktoś jeden usiadł i powpisywał do kalendarza takie akurat okazje. W odpowiedzi na jeden z komentarzy powyżej (Marii Nowickiej) wyjaśniałam jak powstało święto całowania złotowłosych - wbrew pozorom pomysłodawca miał bardzo poważny powód.
UsuńDziękuję za życzenia :). Ja Tobie też życzę szczęśliwego nowego roku, niech się wszystko układa po Twojej myśli i zdrowie zawsze dopisuje!
Zastanawiam się, jak świętować dzień drugiej połówki.🙃 Nawet tym , zaprawionym w bojach, po pierwszej by było trudno.🤣 W razie pytań - połówka, to połówka.🤣
OdpowiedzUsuńZ poziomem nauczania w szkołach całkowicie się z Tobą zgadzam. Nadal obowiązuje system pruski i nie widać, aby coś się mnie alo zmienić.
Ja , aby nie zastygły mi szare komórki nadal pracuję. Z językiem to jest tak, jak z ewolucją. Narząd nieużywany zanika.
Portret konia ma w sobie to "coś" - dynamikę, dumne spojrzenie. Super obraz.
A W Nowym Roku życzenia zdrowia i pomyślności!
Ja też nadal pracuję, ale mam tyle innych pasji, że już chciałabym mieć czas w końcu tylko na nie, więc podjęłam ostateczną decyzję o zamknięciu firmy w tym roku. I tak jak pisałam - praca obraca się wokół jednego zasadniczego tematu i żeby była nie wiem jak bardzo angażująca umysłowo (a moja jest), to jednak pracuje tylko jakiś określony obszar mózgu, wytrenowany w danej funkcji i jadący trochę jak na automacie. Jesteś humanistą - zacznij poznawać techniczne kierunki, jesteś inżynierem - ucz się tańczyć czy malować.
UsuńDziękuję za miłe słowa i za życzenia :). Dla Ciebie też - wszystkiego najlepszego na kolejny rok!
Ps. Piszę w pociągu i telefon co i rusz mnie poprawia. Ekh! Ciekawe, kiedy będzie święto podróżujących...
OdpowiedzUsuńPrzypuszczam, że i takie święto się znajdzie :). Dawniej dużo podróżowałam pociągami i mimo zdarzających się różnych niewygód bardzo to lubiłam :).
UsuńRozśmieszył mnie dzień introwertyka, który spędziłam we Florencji na spotkaniu z lekko licząc o połowę ode mnie młodszą Moniką z bloga trzymając się chmur. Monika nie mogła się nadziwić, że określam się mianem introwertyka, bo wcale mnie tak nie odebrała. Tak to introwertyk potrafi się nieźle maskować, ale było bardzo przyjemnie, więc można rzec że uczciłam to święto wyjątkowo :) Też się uczę włoskiego z Duolingo. Najpierw musiałam przerobić cały kurs z angielskiego, po bodajże ośmiu segmentach ukończyłam kurs nadal nie mówiąc po angielsku :)) Może ja jestem wyjątkowy okaz niewyuczalny, ale nie żałuję owej nauki i włoski też przerobię do końca, bo jak piszesz wspomaga szare komórki, poprawia pamięć i coś tam jednak w głowie zostaje. We Włoszech się dogadywałam, choć swobodną rozmową tego nazwać nie mogę, ale czuję się zdecydowanie pewniej niż cztery miesiące temu (uczę się włoskiego od września).
OdpowiedzUsuńSpotkałam się kiedyś z określeniem "ekstrawertyczny introwertyk" i to chyba mnie dość dobrze charakteryzuje. Uważam się za introwertyczkę i wiele osób tak mnie postrzega, ale w sprzyjających warunkach otwieram się i potrafię gadać jak najęta.
UsuńMój włoski z Duolingo trwa dopiero miesiąc z kawałkiem, ale tak mi się spodobało, że ćwiczę codziennie bardzo intensywnie. Ostatnio jednak stwierdziłam, że szare komórki nieco mi się przepełniły, coraz więcej słówek czy zwrotów zapominam. Zatem muszę tę wiedzę uporządkować, skupiłam się na powtórkach, zwolniłam tempo. Nie mam ambicji żeby płynnie mówić po włosku, ale żeby mniej więcej rozumieć co Włosi do mnie mówią, umieć się dogadać w podstawowych sprawach.
Oj to mamy podobne charaktery :) a co do nauki też zaczynałam bardzo intensywnie; uczyłam się po dwie godziny dziennie, a czasem i więcej. Początkowo miałam ambicje i zdobywałam miejsca w pierwszej trójce danej grupy kursantów. Z czasem zwolniłam tempo, bo też zauważyłam że uczenie się w takim tempie mi nie służy, ale od 540 dni nieprzerwanie codziennie się uczę, czasami robię tylko jedną lekcję, a czasami kilkanaście:) I też myślę, że muszę wciąż powtarzać i uporządkować tę wiedzę.
UsuńJa dopiero niedawno zaczęłam, ale też staram się codziennie zrobić kilka lekcji, z tym że ostatnio mniej lecę do przodu (też się nakręcałam pierwszym miejscem w lidze), a częściej wracam do wcześniejszych tematów i powtórek, żeby sobie bardziej utrwalać materiał. W końcu nigdzie mi z tym nie jest śpieszno. Szukam też czegoś do słuchania, myślałam o jakimś audiobooku po włosku, żeby się osłuchać i próbować zrozumieć.
UsuńKoń jest piękny! Od tylu lat marzy mi się namalowanie dużego portretu konia, zebrałam wiele inspiracji i... nic więcej z tym nie zrobiłam :( Zmotywowałaś mnie, chyba wreszcie się za to wezmę. :) U nas, na głębokiej wsi, niestety w tym roku też trochę strzelali, jak nigdy dotąd. Nie rozumiem tego, tyle się mówi o tym jak bardzo źle znoszą to zwierzęta, nie wierzę, że Ci ludzie tego nie wiedzą, po prostu ich przyjemność jest ponad wszystko. Przykre. Dziękuję za przypomnienie mi Folletta, dawno nie sięgałam do jego książek, muszę to nadrobić. Wszystkiego dobrego w nowym roku. Pozdrawiam, Edyta
OdpowiedzUsuńLubię malować konie, raz mi to wychodzi lepiej, raz gorzej, ale generalnie uważam konie za bardzo wdzięczny temat do malowania.
UsuńLudzie są często krótkowzrocznymi egocentrykami, skupionymi na własnych bieżących przyjemnościach, a bywa też, że robią to na złość tym, którzy proszą o spokój dla zwierząt, ptaków, chorych ludzi i małych dzieci. Ja zresztą w ogóle nie rozumiem przyjemności ze słuchania ogłuszającej kanonady. Pokaz sztucznych ogni, same światła, ale bez tych wściekłych huków, to jeszcze mogę zrozumieć. Ale wystrzały? Co trzeba mieć w głowie, żeby się tym jarać...
Dziękuję za życzenia, ja Tobie też życzę wszustkiego najlepszego na ten kolejny rok :).
Oj z tymi nauczycielami trochę "pojechałaś". Nie zapominaj że w "normalnych" szkołach nie mają dużej swobody i muszą przede wszystkim realizować podstawę programową czy to się im podoba, czy nie.
OdpowiedzUsuńJa to rozumiem, ale w ramach tego co muszą, to jedni to robią lepiej, inni gorzej, no i przede wszystkim niewielu jest nauczycieli z pasją i empatycznym podejściem do uczniów. To dotyczy większości zawodów, gdzie mamy wyznaczone obowiązki, ale jedni się do tego nadają, inni nie - i nie ma to wiele wspólnego z formalnym wykształceniem.
UsuńDzień Lego zapodam mężowi, bo ostatnio składa namiętnie!
OdpowiedzUsuńTo fajne ma hobby :) - jak najbardziej trzeba je odpowiednio uczcić!
UsuńMoże Światowy Dzień Śniegu jest 18 stycznia, ale za to polski Dzień Śniegu był chyba dzisiaj :) - przynajmniej u nas! Portret konia bardzo mi się podoba - wygląda łagodnie i aż chce się go pogłaskać. Gratuluję nauki włoskiego, przede wszystkim systematyczności, bo u mnie z tym bywa ciężko... Choć od świąt kilkanaście minut poświęcam na gimnastykę i na razie udaje mi się codziennie. Co do nauczania, to nie będę się nakręcać, bo to temat rzeka (sama jestem nauczycielką). Ale masz rację, że sposób nauczania języków w szkole (przynajmniej w moich czasach) sprawił że z francuskiego praktycznie nic nie pamiętam, a gdy chodziłam na kurs angielskiego, to po jakimś czasie wiedziałam, jak np. zamówić jakieś danie czy kawę - oczywiście z najprostszym słownictwem.
OdpowiedzUsuńKsiążkowo - przeczytałam podczas świąt m.in. "Madame Matisse" Sophie Haydock.
Wszystkiego dobrego dla Ciebie :)))
Przygodę z włoskim zaczęłam niedawno, na razie nieźle mi idzie, zobaczymy jak będzie dalej. Francuski miałam przez cztery lata w liceum - pierwsze dwa lata z jednym nauczycielem, który miał dość nowoczesne podejście i coś tam z tego zapamiętałam do dzisiaj, natomiast kolejne dwa lata z panią, która nas skutecznie oduczyła i zniechęciła. Dobry nauczyciel mając ten sam program potrafi ucznia zainteresować przedmiotem. Szczerze mówiąc wydawało mi się, że po prostu nie mam żadnego talentu do języków obcych, a tu nagle okazało się, że wystarczy dobra metoda i już są efekty. Ja naprawdę nie muszę znać odmiany jakiegoś rzadko używanego czasownika nieregularnego w czasie zaprzeszłym niedokonanym, wystarczy mi jeśli będę umiała zapytać o drogę, poprosić o pomoc czy zamówić coś w restauracji itp.
UsuńTytuł książki mnie zaciekawił, sprawdzę co o niej piszą, może przeczytam... tylko kiedy?! Doba za krótka...
Pozdrawiam Cię serdecznie!
OdpowiedzUsuńMałgosiu, dziękuję za kolejny wpis pełen energii i pasji! 🌟
Twoje spostrzeżenia o sylwestrze i „armageddonie” fajerwerkowym bardzo mnie rozbawiły – rozumiem, co czują Twoje koty i pieski. A lista styczniowych świąt jest fantastyczna, zwłaszcza te mniej oczywiste jak Dzień Ptysia czy Dzień Gumowej Kaczuszki – świetny pomysł na małe codzienne radości! 🥳
Cieszę się też, że nauka włoskiego sprawia Ci przyjemność – podejście Duolingo brzmi idealnie, żeby połączyć naukę z zabawą i treningiem szarych komórek. Trzymam kciuki, żeby kolejny miesiąc był pełen inspiracji plastycznych, książkowych i językowych przygód! 💛
Pozdrawiam serdecznie, Iwona 🧑🌾
Te różne dziwne święta zaczełąm tutaj wypisywać chyba w listopadzie, kiedy wszyscy narzekali, że ciemno, zimno i ponuro, a okazji do świętowania mało. Niektóre okazje są rzezczywiście zabawne, można się zainspirować i poświętować na wesoło :).
UsuńDziekuję za piękne życzenia, pracuję nad tym, żeby się spełniły :). Ja Tobie także życzę nieustającej weny twórczej, dobrego nastroju i zdrowia przede wszystkim!
Obraz bardzo mi sie podoba. Realistycznie piekny. Co do szkolnictwa całkowicie z Toba sie zgadzam. Przestarzałe i nieefektywne. Uczyłam sie kiedy z Duolingo . Teraz korzystam z aplikacji Memrise, z której bardziej jestem zadowolona ...z przyswajania swojej wiedzy:-)
OdpowiedzUsuńDziękuję za miłe słowa :). I za info o tej aplikacji Memrise, zajrzę do niej, może się przyda do utrwalania materiału. Pozdrawiam serdecznie!
UsuńPiękny siwek! :) Też coś rysuję i maluję- albo raczej "ałam" bo teraz czasu brak. Nie pamięta, kiedy ostatni raz coś narysowałam. Ale mam segregator ze starymi pracami gdzieś w szafie. Same konie oczywiście, bo jakżeby inaczej!
OdpowiedzUsuńA Obraz jak najbardziej na miejscu, gdyż zaczynamy właśnie rok konia według Chińskiego zodiaku ;)
Pozdrawiam!
O, to pokaż kiedyś swoje dzieła! Ja malowałam od zawsze, z długą przerwą na zwyczajne życie (praca, dom, dzieci), no i im bliżej do emerytury, tym częściej znowu maluję, a w każdym razie próbuję coś tworzyć :). Pozdrawiam serdecznie!
UsuńMałgosiu, piękny ten konio! Podoba mi sie prostota w tym obrazie. Maluj dalej!
OdpowiedzUsuńPodziwiam Cię, że zabrałaś sie za naukę italiańskiej mowy :) myślę, iż to język dość prosty dla nas gdyż w polskim jest spory wpływ łaciny i moze to jedna z tych rzeczy? Nie wiem. Ale zgadzam sie z Tobą, że najlepiej się uczyć jak dzieci. I napewno obcowanie zmową na codzień albo jaknajczesciej, słuchanie i bycie w tym to najlepsze sposoby.
Pozdrawiam cieplutko znad morza :)
Miałam już wcześniej podejścia do nauki włoskiego, ale dopiero metoda Duolingo "chwyciła" :). Idzie mi całkiem nieźle :))).
UsuńDziękuję za miłe słowa o obrazku, cieszę się, że Ci się podoba! Pozdrawiam serdecznie!