sobota, 28 października 2023

Kicz, czyli latarnia morska. I rozważania o czosnku.

Taki oto kicz mi wyszedł niespodziewanie. Znalazłam fajne zdjęcie w internecie i koniecznie zachciało mi się ten widok namalować. Nawet całkiem podobnie wyszło, a jednak na zdjęciu jest cudnie, za to obraz wydaje mi się okropnie kiczowaty. Co prawda... zawsze powtarzam, że najbardziej spektakularne kicze tworzy sama natura ;).




Kolorki oczywiście nieco przekłamane. Niestety, połączenie w jednym zdjęciu głębokich błękitów z odcieniami sieny, żółci i oranżu zachodzącego słońca, przekracza możliwości mojego aparatu. No i prawda jest też taka, że całkiem inaczej to wygląda na ekranie komputera, a inaczej na telefonie.

Właściwie to miałam Wam pokazać zupełnie inny obrazek. Ale tamten nie chciał się namalować. To znaczy owszem, malowałam go, malowałam..., ale w żaden sposób nie mogłam dojechać z tym malowaniem do szczęśliwego finału. Gdzieś w połowie utknęłam i zupełnie straciłam koncept. Nie będę się tutaj rozwodzić nad tym nieukończonym dziełem, bo jednak mam nadzieję, że po dłuższej przerwie spłynie na mnie jakaś cudowna wena i uda mi się go dokończyć - a wtedy zaprezentuję go światu i opowiem bardziej szczegółowo jego historię. 




A tymczasem... Po kilku tygodniach paraliżu twórczego, kiedy już z pewnym obrzydzeniem patrzyłam na tamten niedokończony obrazek (a jak miałam go na sztaludze, to nie szło mi też z czymkolwiek innym, próbowałam rysować i malować akwarelami małe obrazki, ale ten niedokończony patrzył na mnie z wyrzutem), doszłam do wniosku, że potrzebna mi jest odskocznia, zmiana tematu. Czyli po prostu muszę go schować gdzieś za szafę na jakiś czas i czym prędzej namalować coś zupełnie innego. Tak też zrobiłam i pewnego pięknego weekendu wyszło spod mojego pędzla takie coś. Inspiracją, jak to często bywa, było zdjęcie znalezione w przepastnych głębinach Pinteresta. 




Obraz olejny na podobraziu płytowym (płótno naciągnięte na płytę), rozmiar 50x70 cm.
Tak jak widać na powyższym zdjęciu - lubię malować na takim stabilnym, sztywnym podłożu, niestety podobrazie płytowe nie nadaje się do zawieszenia na ścianie bezpośrednio (no, chyba że za pomocą taśmy dwustronnej), więc dopóki nie mam natchnienia na zawiezienie tych obrazków do oprawy, to stoją tak sobie w różnych miejscach w domu, na podłodze i na różnych półkach i komodach.

*****


A co poza tym...? Kotki zdrowe, pies jeszcze bardziej ;). Tylko najstarsza Sabinka coś niemrawa ostatnio, z obserwacji nic konkretnego nie wynika, ale może weźmiemy ją do weta, żeby obejrzał, krewkę pobrał itd. Człowieki jak koty - im starsze, tym bardziej niemrawe, ale tak ogólnie nieźle się trzymamy. Jak co roku jesienią - aplikujemy sobie miksturę czosnkową zapobiegawczo na wszelkie zarazki i zaraz Wam zapodam recepturę, a przy okazji garść istotnych informacji. 

Składniki w następujących proporcjach: na 100ml miodu (oczywiście od wiarygodnego pszczelarza, nie z marketu!) - sok z jednej cytryny i jedna główka czosnku. To nam da razem pojemność około jednej szklanki (200ml) mikstury. Te ilości można dowolnie mnożyć, stosownie do potrzeb lub w miarę posiadanych składników. Ja robię zwykle razy 4, to wychodzi mi jeden słoik. Jak się zużyje połowa, to nastawiam kolejną porcję, bo to musi trochę odstać. Proporcje można oczywiście trochę modyfikować, zwłaszcza że cytryna cytrynie nie jest równa, to samo dotyczy czosnku - główki bywają różnej wielkości, a i "moc" czosnku też może być większa lub mniejsza.

Przygotowanie: najpierw obrać i przecisnąć przez praskę czosnek, jak nie mamy praski to dobrze zgnieść lub posiekać. I koniecznie odstawić na minimum 15 minut, a dlaczego, to będzie dalej. Po tym czasie połączyć miód, sok z cytryny i czosnek (jak miód jest już twardy, to trzeba go rozetrzeć albo bardzo delikatnie podgrzać, nie więcej jak do 30 stopni), odstawić całość w chłodne i ciemne miejsce, najlepiej do lodówki, na 2-3 tygodnie. Potem można po prostu odcedzić i używać leczniczo sam płyn, a czosnek dodawać do różnych potraw - świetnie się nadaje do surówek jako składnik sosu vinegrette, a mój mąż czasem robi z niego nalewkę z dodatkiem aronii i czegoś tam jeszcze (na nadciśnienie). Druga metoda to zmiksowanie całej mikstury łącznie z czosnkiem i zażywanie w takiej gęstej postaci (po rozcieńczeniu wodą), ewentualnie można wykorzystać jako słodko-kwaśny sos do sałatek, pasztetów itp. W takim przypadku nie musi to "naciągać" tak długo, w zasadzie można używać od razu.

Stosuje się około 1 łyżki dwa razy dziennie, najlepiej rozpuszczone w pół szklanki letniej wody. Można bez rozcieńczania, ale jest ryzyko podrażnienia przewodu pokarmowego. Dawka dotyczy dorosłych, dzieciom oczywiście daje się mniej, w zależności od wieku. No i trzeba wziąć pod uwagę ewentualne przeciwwskazania z uwagi na problemy z wątrobą i temu podobne, ale to nie jest porada medyczna, więc nie rozwijam wątku.

W tym miejscu pozwolę sobie jednak wrzucić odrobinkę mądrości, bo nie wszyscy wiedzą, jak przygotować czosnek, żeby wyciągnąć z niego jak najwięcej korzyści dla zdrowia. Czosnek, żeby uwolnić swoje prozdrowotne właściwości, musi mieć przerwane błony komórkowe, co powoduje, że uwalniają się i łączą ze sobą dwa składniki - alliina i enzym allinaza, z których powstaje allicyna, czyli to, co jest nam potrzebne najbardziej. Kiedy zjadamy całe ząbki czosnku, allicyna nie powstaje (dezaktywuje się w PH poniżej 3, a w żołądku mamy około 1,5). Natomiast po zmiażdżeniu ząbków i odczekaniu kilkunastu minut (żeby nastąpiła właściwa reakcja), czosnek można już poddawać dowolnej obróbce - smażyć, gotować itd. Allicyna nadal zachowa swoje cenne właściwości, nie szkodzi jej wysoka temperatura.

Czosnek jest najsilniejszym antybiotykiem naturalnym, porównywalnym z penicyliną - wystarczy (na przykład podczas przeziębienia) jeść jeden ząbek dwa razy dziennie, skutek jest taki sam jak przy podawaniu antybiotyku. Oczywiście - wcześniej trzeba ten ząbek przygotować, czyli zmiażdżyć i pozwolić zadziałać allinazie na alliinę! Ja w razie ataku chorób grypopodobnych wyciskam codziennie porcję kilku ząbków do małej filiżanki i potem sukcesywnie dodajemy to sobie do zupy, twarożku, na kanapkę itd.

Właściwości czosnku (źródło):

  • działa wazoprotekcyjnie (czyli ochronnie wobec naczyń krwionośnych) i antyagregacyjnie (zapobiega tworzeniu zakrzepów), przez co zapobiega miażdżycy tętnic;
  • obniża ciśnienie tętnicze krwi (skurczowe i rozkurczowe, poprawia przepływ krwi u pacjentów ze zmianami wieńcowymi);
  • reguluje profil lipidowyobniżając stężenie lipidów we krwi (zarówno allicyna jak i ajoen zawarte w czosnku hamują syntezę cholesterolu, w efekcie czego czosnek obniża poziom cholesterolu we krwi);
  • Wpływa pozytywnie na skład mikroflory jelit, działa leczniczo w dysbiozach — stosowanie czosnku wpływa na poprawę mikrobioty — zwiększa jej różnorodność biologiczną, wzrasta liczba gatunków Lactobacillus i Clostridia (w przeprowadzonych badaniach efekt odnotowano już po 3 miesiącach suplementacji czosnkiem);
  • działa przeciwdrobnoustrojowo wobec patogenów wywołujących próchnicę i zapalenia przyzębia — Porphyromonas gingivalis, Aggregatibacter actinomycetemcomitans i Streptococcus mutans;
  • wykazuje silne działanie przeciwbakteryjne — wobec wielu bakterii gram dodatnich i gram ujemnych, a nawet wobec niektórych szczepów antybiotykoopornych;
  • wykazuje działanie przeciwzakrzepowe — działa antyagregacyjnie;
  • zapobiega rozwojowi nowotworów, działa antyoksydacyjnie (działa neutralizująco na wolne rodniki, chelatująco na jony miedzi i żelaza). 
  • Z własnych rodzinnych doświadczeń zaobserwowałam, że jak od października do marca systematycznie pijemy ten "eliksir" (1 łyżka dziennie), to choróbska jesienno-zimowe nas omijają, albo co najwyżej tylko delikatnie muskają. Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że mój mąż jest silnie uczulony na wszelkie pszczele produkty, a w tej miksturze miód mu zupełnie nie szkodzi.  Oboje wyleczyliśmy też czosnkiem, bez aptecznych antybiotyków (plus wspomagająco restrykcyjna dieta, probiotyki itd) w ubiegłym roku zakażenie paciorkowcami i candidą. A więc - polecam, zwłaszcza jako profilaktykę w sezonie grypowym.

    Zdrówka wszystkim życzę, Waszym czworonożnym pupilom także!



    *****