sobota, 6 stycznia 2024

Białe na białym - floksy.

To kolejny obrazek malowany równolegle ze Switełaną Rodionową - pisałam o tej mojej najnowszej  inspiracji w poprzednim poście "Malowanie na ekranie" - tutaj. Mam wrażenie, że z każdym kolejnym obrazkiem idzie mi coraz lepiej, maluje mi się w każdym razie swobodniej i pewniej, chociaż oczywiście do pełnego zadowolenia droga jeszcze daleka :).

Rodionowa w kilku filmach na YT pokazała jak malować białe kwiaty na białym tle. Na pierwszy raz wybrałam obraz z bukietem floksów. Filmy Rodionowej głównie oglądam, do słuchania jest niewiele, artystka mało mówi i w dodatku nie wszystko dokładnie rozumiem (bo po rosyjsku i niezbyt wyraźnie), ale zwróciłam uwagę na moment, kiedy pokazywała i omawiała jak różne są odcienie bieli na tym obrazie i jakimi kolorami trzeba ją namalować. Do bieli na obrazie z floksami użyłam więc - oprócz bieli tytanowej i cynkowej - drugie tyle: czerni, ultramaryny, ochry, umbry, sieny i po odrobinie czegoś tam jeszcze. Bieli w stanie czystym, nie zmieszanym z innymi kolorami, użyłam zaledwie punktowo w samych kwiatkach, na filiżance i w blikach na wazonie. A przecież w ustawionym w pracowni "modelu" prawie wszystko było białe: płatki kwiatów, ściana, obrus, filiżanka. Przeźroczysty szklany wazon i tylko zielone łodygi i listki floksów.  

Jak zwykle moje zdjęcia pozostawiają sporo do życzenia, a przede wszystkim nie oddają wiernie barw:



Malowanie bieli jest ciekawym doświadczeniem. W naturze czysta, nieskazitelna biel niemal nie występuje, ponieważ biel zawsze odbija światło oraz inne kolory. Wystarczy położyć na białej kartce cytrynę, a na drugiej - pomidora. Jak się przyjrzymy, to dostrzeżemy różnicę w kolorze obu kartek. Ta z cytryną będzie odbijała kolor żółty i będzie się nam wydawała nieco żółtawa, ta z pomidorem będzie miała lekkie zabarwienie czerwienią. Albo popatrzmy na białą ścianę w różnym oświetleniu: zupełnie inaczej będzie wyglądała w ciemnym kącie, inaczej przy oświetleniu tradycyjną żarówką, halogenem, wreszcie - gdy padnie na nią promień słońca. Że nie wspomnę o kolorze abażuru, który odbije się na tej - wciąż białej przecież - ścianie. Jak abażur będzie zielony, to ściana będzie się wydawała zielona, to oczywiste. W nocy będzie czarna - nie ma światła, nie ma czego odbić, bieli nie ma. A przecież tak naprawdę wiemy, że ta ściana jest wciąż biała, bo taką farba ją pomalowaliśmy, prawda? Ot, taki optyczny psikus :). To taka wiedza chyba jeszcze ze szkoły podstawowej, o ile dobrze pamiętam. Osobom zainteresowanym tematem polecam bardzo ciekawy i obszerny artykuł o różnych podejściach do kwestii barw  pt. "Teoria koloru" (tutaj).

I jeszcze przytoczę Wam jeszcze takie ciekawe fragmenty z innego artykułu Czy czarny i biały to kolory?, tym razem konkretnie o czerni i bieli:

Jak można zauważyć w tęczy, czerń nie znajduje się w widmie widzialnych kolorów. Z wyjątkiem czerni wszystkie inne kolory są odbiciem światła. Czarny to brak światła. W przeciwieństwie do bieli i innych barw czysta czerń może istnieć w naturze bez obecności żadnego światła.

Niektórzy uważają, że biel jest kolorem, ponieważ białe światło zawiera wszystkie barwy w widmie światła widzialnego. Z kolei wiele osób uważa czerń za kolor, gdyż trzeba połączyć inne pigmenty, aby utworzyć ten kolor na papierze. Jednak w sensie technicznym czerń i biel nie są kolorami, ale odcieniami. Uzupełniają one kolory. „A jednak działają jak kolory. Wywołują uczucia. Mogą być ulubionym kolorem dziecka.” — mówi projektant grafiki Jimmy Presler.

W nauce kolor czarny to brak światła. A kolor jest zjawiskiem światła. Ale czarny obiekt lub czarne obrazy wydrukowane na białym papierze są tworzone z pigmentu, a nie ze światła. Artyści muszą więc używać najciemniejszego koloru farby dla przybliżonej czerni.

To, co widzisz jako pigment o czarnym kolorze lub światło o białym kolorze, w rzeczywistości składa się z różnych jasnych lub ciemnych kolorów. Nic nie może być czystą bielą lub czystą czernią, z wyjątkiem niefiltrowanego światła słonecznego lub głębi czarnej dziury.

A czy wiecie, jaki kolor ma futro niedźwiedzia polarnego? Otóż wcale nie jest ono białe. Taki polarny misio skórę ma całkiem czarną, co jest logiczne, ponieważ kolor czarny najlepiej "trzyma" ciepło, którego pod biegunem raczej brakuje. Natomiast futro jest bezbarwne i przeźroczyste. Poszczególne włosy są wypełnione powietrzem, co daje doskonałe właściwości izolacyjne, a jednocześnie ich powierzchnia nie jest gładka, wręcz przeciwnie - pokryta jest rozmaitymi wypustkami i nierównościami, które mają za zadanie załamywanie i odbijanie światła. Do tego dochodzi kolejna sztuczka, mianowicie niedźwiedzie włosy w czasie nieustannych kąpieli nasiąkają minerałami morskimi - a połączenie tych wszystkich czynników powoduje zmianę długości fali promieni ultrafioletowych i powstanie zjawiska luminescencji. Czyli miś odbija światło i świeci bielą. Ciekawy artykuł na ten temat - tutaj.

Ale porzućmy te fascynujące rozważania o bieli i wróćmy do obrazka. Wyżej było zdjęcie zrobione w świetle dziennym, tutaj jest w oświetleniu sztucznym światłem ciepłym:



W temacie bieli przypomniał mi się epizod z książki "Burza kolorów", o której pisałam tutaj (klik). Rzecz dzieje się w Wenecji w XVI wieku, ale w rozmowie o kolorach Giorgione rzuca przypuszczenie, że może ktoś kiedyś wpadnie na niezwykły pomysł i namaluje biały kwadrat na białym tle. To oczywiście nawiązanie do słynnego obrazu Kazimierza Malewicza z 1918 roku "Białe na białym", przedstawiającego właśnie biały kwadrat na białym tle (link dla zainteresowanych: Kompozycja suprematyczna).

No i jeszcze raz obrazek, tym razem w oświetleniu sztucznym białym/zimnym. Na monitorze mojego komputera ta wersja jest najbardziej zbliżona do oryginału:




Obraz olejny 40x50cm, płótno na blejtramie.

*****


77 komentarzy:

  1. Doskonałe są te floksy. Fascynuje mnie oszczędność kolorów w malarstwie i fotografii. Podjęłaś ciekawy temat, czekam na kolejne " białe" obrazy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! A wiesz, Basiu, że ja też ostatnio skłaniam się ku tej oszczędności, a może należałoby powiedzieć - ku szukaniu bogactwa w oszczędnej palecie barw :). To bardzo ciekawe doświadczenie!
      Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
    2. Oj, a ja ostatnio szaleję z kolorami. Moja ostatnia praca - Trzej Królowie, aż miga od barw:)))

      Usuń
    3. A ja chyba mam przesyt, bo dawniej kochałam mocne kolory, teraz potrzebuję spokojniejszych tonacji. Za jakiś czas pewnie znowu wrócę do pełnej palety :).

      Usuń
  2. Faaaajne. One bardziej białe od poprzednich kwiatków, fajne.
    I jakie ciekawe linki, zaraz będę czytać 😀.
    Z jasnymi, "białymi" obrazami jest tylko jeden kłopot, one żółkną i szarzeją. Mam taki kłopot z obrazkiem przedstawiającym suchołustki na tle bieli, u Bobusiów jest zamglony las w takim samym poszarzalym i pożółkłym stanie. Autorka obu to Barbara Sas, malowane w latach 70-tych. Podobno woda utleniona usuwa takie ślady lat, a na jasnych "białych" obrazkach są widoczne bardzo. Nie wiem czy się odważę z tą wodą utlenioną. Może to i lepsze od uprawianego w szlacheckich dworkach szorowania "rembrantów" ryżowymi szczotkami i smarowanie ich sokiem z cebuli, więc kto wie. Może.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jasne, że bardziej białe, bo poprzednie w ogóle białe nie miały być :) - ja tam w poprzednim poście tylko napomknęłam, że białe wkrótce będę malować. I chciałabym namalować jeszcze kilka kolejnych z serii "białe na białym", ale mam też inne pomysły, no i inne zaczęte obrazki też same się nie dokończą... Tak więc zobaczymy, co z tych planów wyniknie.
      Z tymi żółknącymi obrazami to zależy, czy zżółkły tak tylko po wierzchu (werniks?), czy dogłębnie (farba, albo wyłażący kiepski grunt). Ja używam do malowania medium, którego producent zapewnia, że nic nie zżółknie. W sumie bardziej mi chodzi o zachowanie czystej barwy za mojego życia, no ale może spadkobiercy też by chcieli te dzieła zachować w dobrym stanie :))). A do czyszczenia podobno najlepsza jest ślina :), z tym że istnieją też gotowe, profesjonalne preparaty do renowacji obrazów.

      Usuń
    2. Patrz, zakodowało mi się inaczej😀.
      Ślina, fuj. Miejmy nadzieję że medium naprawdę nie dopuszcza do zmian, daj znać jakie to. A jak dopuści to spadkobiercy niech się głowią czy ślinić 😀😉.
      Floksy w każdym razie udane, a jak piszesz że coraz pewniej się czujesz malując wg.tego co pokazuje Rodionowa, to czekam na kolejne.

      Usuń
    3. W czasach zarazy odkryłam lekcje malarstwa prowadzone on-line przez krakowską pracownię OKO Tomasza Wełny - mnóstwo się wtedy nauczyłam, pisałam o tym zresztą na blogu i kilka obrazków z tego czasu gdzieś tu jest. Zachęcona tym doświadczeniem zaczęłam odkrywać inne filmy na YT, niekoniecznie typowo edukacyjne, ale przecież samo obserwowanie procesu twórczego też bardzo dużo daje. Teraz zafiksowałam się na Rodionowej, ale mam zapisane też inne ciekawe miejsca, tylko chętnie kupiłabym worek wolnego czasu... a i kilka dodatkowych żyć może od kotów dałoby się pozyskać :).

      Usuń
  3. No piękne to teraz czekamy na białego kota :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha :))) - no nie wiem, białego modela nie mam w domu, prędzej będzie czarny , trikolor albo pręgowany burasek :).

      Usuń
  4. Bardzo ciekawy ten Twój post, Małgosiu.
    Nigdy się nad takim zagadnieniem nie zastanawiałam, ale rzeczywiście, Twój obraz ukazuje, ile może być odcieni jednego koloru i jak cudownie można te różne odcienie oddać i stworzyć tak, żeby były widoczne wszystkie szczegóły pracy.
    U Ciebie wyszło to doskonale, prawie wszystko na obrazie jest białe, a jednak nie tworzy jednolitej białej plamy, tylko uwidacznia kontury przedmiotów oraz wszystkie szczegóły widocznych na obrazie elementów.
    Ogromnie mi się ta praca podoba, choć floksy są jednymi z nielicznych kwiatów, za którymi niespecjalnie przepadam :) U Ciebie wyszły przepięknie :)
    Serdeczności, Małgosiu... Miłej niedzieli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie jestem pewna, czy na moim obrazku wyglądają jak floksy - w trakcie malowania zastanawiałam się, czy za bardzo nie przypominają hortensji :))). Za floksami też nie przepadam, pamiętam je z ogródka babci, ale nigdy nie były moimi ulubionymi. Dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam Cię, Iwonko, serdecznie!

      Usuń
  5. Bardzo mi się podoba ten obraz z oszczędnością kolorów. Ma w sobie taki spokój. Kocham floksy, a Ty odwzorowałaś je doskonale. Pozdrawiam serdecznie!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to bardzo się cieszę, że tak Ci się spodobał ten obrazek, ogromnie to dla mnie miłe :). Dziękuję i pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  6. Małgosiu! Bardzo ciekawy post i dla mnie na czasie, bo właśnie teraz "przerabiam" obrazki z przewagą bieli. Widziałaś. Ostatnio malowałam też kwiaty w słoju, ale kwiaty zrobiłam lekko pastelowo-cytrynowe.
    Piszesz, że do Rodinowej Tobie daleko, a mnie do Ciebie- to przepaść- wiele się muszę jeszcze nauczyć. Ale taka nauka to przyjemność...
    Obrazek przepiękny- wspaniale oddałaś piękno i naturę floksów. Są jak żywe. Pokochałam białe obrazki- są takie eteryczne...
    Gratuluję i dużo radości z malowania i innych pasji życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, no właśnie, zauważyłam, nawet też pisałaś coś o tych odcieniach bieli :). A ja ten mój post miałam przygotowany już dawno i jakoś nie mogłam się zebrać, żeby go dokończyć i opublikować - Twój ostatni wpis z biało-czarnymi "madamkami" dał mi w końcu impuls :). Ale co też Ty piszesz o tych przepaściach?! chyba sobie żartujesz! Ja Tobie zazdroszczę widocznego luzu w malowaniu, mam skłonność do dziubania detali i w końcu obrazki są często takie trochę wymęczone. Właśnie między innymi nad tym pracuję, podpatruję mistrzów, uczę się większej swobody.
      Serdeczności dla Ciebie, ściskam Cię mocno!

      Usuń
    2. To wspaniałe! myślimy o tym samym :) jak ja kocham takie zbieżności. To mi daje przeświadczenie, że jednak istnieją "bratnie dusze". Tak, wiem, ja pracuję na luzie i bez żadnych zasad, bo nie mam nawet minimalnych podstaw merytorycznego przygotowania [nie licząc podpatrywania męża przez 40 lat hahahaha]. Profesjonaliści zwykle zachowują zasady, żeby nie być krytykowanym [chociaż dziś w sztuce najwięksi artyści robią takie rzeczy, "że szok" i to znajduje nabywców za miliony :)
      Więc ja się bawię i moją merytoryką jest jedynie intuicja i własne poczucie estetyki. Dziękuję, że zwróciłaś na to uwagę :) No, ale kto, jak nie Ty :)
      A oglądając obrazy takie, jak Twoje widać tę klasę, czas włożony w malowanie no i oczywiście talent i umiejętności warsztatowe. Miłej, śnieżnej niedzieli!

      Usuń
    3. Ja mam wiedzę raczej znikomą, mało profesjonalną, raczej wynikającą z własnych doświadczeń, ale poszukuję inspiracji i wzorców u profesjonalistów właśnie, bo widzę u siebie mankamenty, które mi przeszkadzają, a czasem sama nie wiem, jak z nich wybrnąć. To trochę jak z pieczeniem ciasta - nie wystarczy przepis, trzeba parę własnych zakalców wyrzucić, żeby zaczęło wychodzić dobrze :). Nie znam malarstwa Twojego męża (chyba nigdy nie zrobiłaś prezentacji na blogu? a może źle szukałam...), ale może właśnie to podpatrywanie przez 40 lat jednak też czegoś Cię nauczyło - tym się nasiąka mimowolnie, nawet jeśli nie na wskroś, to coś pozostaje. Potem bierzesz pierwszy raz pędzel do ręki i powstaje świetna praca :).
      Pięknej pogody i miłej niedzieli!

      Usuń
    4. Nawiążę do tego co napisała Pola. Na luzie i bez zasad, coraz bardziej jestem przeświadczona że twórczość właśnie tak powinna wyglądać, tak jak tworzą małe dzieci nie skażone jeszcze wskazówkami i krytyką dorosłych. Twórczość powinna wynikać z nas, dawać nam satysfakcję. Co do warsztatu to powszechnie się uważa, że ludzie ze zdolnościami plastycznymi powinni się wpierw nauczyć poprawnie odwzorowywać rzeczywistość i tego uczą różne szkoły, a dopiero potem poszukiwać swojego własnego stylu. Tylko że współcześnie mamy fotografię która rejestruje nam rzeczywistość, czyż nie powinno się więc nie zabijać w dzieciach ich spontaniczności i pozwolić im wyrażać siebie tak jak chcą i czym chcą. Pracowałam z małymi dziećmi i takie pytanie matki skierowane do swojego syna utkwiło mi w pamięci: No kiedy pani nauczy cię ładnie rysować. Gdybyśmy nie zniechęcali dzieci do tworzenia, narzucając im pewne wzorce którym nie potrafią sprostać, mielibyśmy o wiele więcej twórczych dorosłych.
      Tak że ten tego Małgosiu, uważam że każda twórczość która wychodzi z naszego wnętrza jest dobra nawet gdy jest w niej "zakalec" ;)
      To co napisałam dotyczy naszej potrzeby tworzenia. Jest jeszcze kwestia czy wystarczy nam tworzenie dla samych siebie czy może jednak chcielibyśmy to sprzedać? :) Jednak tworzenie tak aby się to dobrze sprzedawało to bardzo obszerny temat próbowałam go "rozgryzać" ale zrezygnowałam ;) Teraz robiąc to co robię nie biorę zupełnie pod uwagę cudzych gustów, najważniejsza jest dla mnie moja satysfakcja :)
      Twoje floksy Małgosiu bardzo mi się podobają według mnie są idealne! :)

      Usuń
    5. Temat do dłuższej dyskusji, ale postaram się tutaj tak krótko: sama dla siebie też nie chcę mieć ciasta z zakalcem, bo mi nie smakuje. Więc eksperymentuję, szukam sposobu, ale też słucham tych, którym to "ciasto" pięknie wyrasta i dobrze smakuje. Doskonale wiem, o czym piszesz w kwestii tych dobrych rad mamusi czy nauczyciela. Zresztą artyści, z którymi rozmawiałam o edukacji plastycznej, jak jeden mąż mówili, że na przykład liceum plastyczne wypacza talenty młodych ludzi. Jak się chce być artystą, a nie rzemieślnikiem, to nie powinno się iść do szkoły plastycznej na etapie liceum (są wyjątki, oczywiście). Studenci, jako nieco starsi i mający własne wizje, są już trochę bardziej odporni na sugestie, ale - o ile nie mają bardzo silnej osobowości - też często ulegają swoim nauczycielom i malują w stylu prowadzącego zajęcia profesora. Ja wiem, co mi się podoba i jak chciałabym, żeby moje obrazy wyglądały, ale nie zawsze potrafię namalować to tak, jak bym chciała, bo mam po prostu braki warsztatowe. Pozostając w odniesieniach gastronomicznych - długo miałam problem z ciastem na pierogi, bo nie wiedziałam, że ono musi odpocząć, żeby wszystko się przegryzło, mąka nasiąkła i gluten zaczął działać, dopiero po latach gdzieś to wyczytałam. Więc ćwiczę i słucham tych, którzy malują tak, jak ja bym też chciała. Ale wybieram sobie to, co mnie ciekawi. U Rodionowej zobaczyłam sposób trzymania pędzla, kolejność budowania przestrzeni i kompozycji, wydobywanie szczegółów, podkreślanie konkretnych barw - tego od niej się uczę, a najlepiej uczyć się najpierw próbując odtworzyć to, co zrobił nauczyciel, a potem próbując zastosować to w swoim obrazie. Namaluję z nią kilka obrazków, ale nie będę jej naśladować. Malowałam kiedyś według filmików pana Tomka Wełny - to były cenne lekcje, nauczyłam się paru sztuczek, których mi brakowało do osiągniecia pewnych rzeczy w moich obrazach, ale jego styl nie do końca mi odpowiada, więc na paru lekcjach poprzestałam, żeby nie nasiąknąć za bardzo ;). Uważam, że nie ma nic złego w tym, że malarze zaczynają od kopiowania dzieł uznanych artystów. Ważne jest tylko, żeby umieli to wykorzystać we własnych obrazach, malowanych we własnym stylu. Ale na to trzeba czasu, wielu ćwiczeń, eksperymentów, zakalców wyrzuconych do kosza. Jeśli coś mi nie wychodzi dobrze, to wdzięczna jestem, jeśli ktoś doświadczony pokaże mi, z jakiego powodu mi nie wyszło i jak mogę tego uniknąć. Oczywiście zupełnie czym innym jest malowanie chałturek na sprzedaż. Ja mam to szczęście, że zarabiam w inny sposób, a maluję tylko i wyłącznie dla własnej przyjemności - więc nie muszę dopasowywać się do czyjegoś gustu, zastanawiać się, czy komuś to się spodoba. Zaczęłam niedawno wystawiać na sprzedaż te niepotrzebne i według mnie niezbyt udane obrazki, które mi zalegają po szafach i kątach, bo u siebie i tak ich nie powieszę, a jak się komuś spodobają, to zwróci mi się koszt tego hobby. Ale jak się komuś nie podoba moja twórczość, to zupełnie mnie to nie rusza, ma takie prawo a ja nie zamierzam kogokolwiek zadowolić w tej materii.

      Usuń
    6. Może powinnam jeszcze jedno uściślić: pisząc o "luzie" miałam na myśli bardziej technikę, niż emocje. Ja od dziecka malowałam precyzyjnie, ze szczególikami, nie mazałam jakich "pikassów". Poprawiam więc obrazek bez końca, bo denerwują mnie na przykład niestaranne kontury albo jakaś plama zbyt krzykliwa i ostatecznie obraz jest czasem przepracowany, wcale nie wygląda lepiej. Od pewnego czasu pilnuję się, żeby za dużo nie poprawiać i wiem, że bez poprawek efekt jest lepszy. Ale tego też musiałam się nauczyć, głównie dzięki podpatrywaniu i słuchaniu innych artystów. O tym, żeby za dużo nie poprawiać, mówił na przykład Tomasz Wełna, wbiło mi się to do głowy i wreszcie potrafię się powstrzymać przed dziubdzianiem szczególików.

      Usuń
    7. Bardzo dobre podejście Małgosiu. Bo malowanie "uprawiamy" z pasji, dla zabawy, dla przyjemności. A co do techniki, to ja z kolei nie lubię czystych konturów, dlatego ich unikam. Musi być trochę rozmazane, wtedy powstają nawet przypadkowe smaczki, które jeśli mi się podobają-zostawiam, a jeśli nie- szukam dalej. Mój mąż maluje realistycznie, warsztatowo świetnie. Chyba jeden raz zamieściłam jego obraz, który niestety nie jest nr 1 zdjęcia :) Tutaj: https://wokolciebie.blogspot.com/2020/09/kolekcjonowanie-chwil.html
      Miło mi, że sprowokowałyśmy dyskusję :) Pozdrawiam interlokutorki :)

      Usuń
    8. Ach, no rzeczywiście, nawet coś mi świtało, że chyba kiedyś coś, jakieś kobiety w zwiewnych szatach... Przepiękny obraz! No i właśnie też niby realistycznie, ale tak bez wygłaskiwania, jakiemu ja bym pewnie nie mogła się oprzeć... A efekt świetny. Jeden to ma, drugi musi się nauczyć.

      Usuń
  7. Piękny obraz , bardzo mi się podoba. Delikatna kolorystyka , świeżość po prostu cudny. Pozdrawiam serdecznie ❄️❄️❄️❄️❄️❄️❄️❄️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że Ci się podoba :). Dziękuję i pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  8. Małgosiu, piękny obraz. Masz niesamowite wyczucie i wspaniałą technikę. Sama lekcja nie pomogłaby, gdybyś nie była już profesjonalistką.
    W plastyce (przedmiot) jest dużo wiedzy na temat barw czystych, złamanych, dopełniających, kontrastowych, podstawowych, pochodnych, ciepłych, zimnych... natomiast mało o samej bieli i czerni. Najczęściej przewija się nazwa do obu - neutralne.
    Serdecznie Cię pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, biel jest tak fascynująca, a tak mało wiedzy o niej wynosimy ze szkoły. Dlatego tak mnie ten temat wciągnął. Izuniu, dziękuję Ci ogromnie za przemiłe słowa na temat mojego obrazka :))). Oczywiście żadna ze mnie profesjonalistka, ale z każdej lekcji wynoszę jakąś pożyteczną dla mnie naukę i cieszę się, gdy potrafię ją w praktyce wykorzystać. Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
  9. No takie białe na białym to ja rozumiem, to jest sztuka, a nie biała czysta karta na której ktoś mi wmawia że namalowano coś białego, ale nie widać nic. Zdjęcia fantastycznie ukazują, jak różne może być widzenie obrazu patrząc na fotografie. Na ostatniej wystawie obrazów robiłam zdjęcia dwoma aparatami, bo jeden wciąż odmawiał mi posłuszeństwa. Na jednych (ze starego aparatu) były bliższe oryginałowi, aczkolwiek trochę zbyt szaro-bure, wyblakłe, nie wyraziste. Na drugich (z nowego aparatu) zdjęcia były przerysowane, przejaskrawione, niczym obrazki z Disneylandu- bajecznie kolorowe. Bardzo ładne, ale nie mające nic wspólnego z fotografowanymi obrazami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nawiązujesz do obrazu Malewicza, to on jednak nie jest jednolitą taflą, warto się przyjrzeć, oczywiście najlepiej by było na żywo :). Ja niestety przyglądałam się tylko zdjęciom, ale wiem, że ten kwadrat tam naprawdę widać i to jest nawet dość ciekawa sprawa, do przemyślenia - na temat optyki i paru innych zjawisk. O moich zdjęciach natomiast to niestety nic dobrego nie da się powiedzieć, nie jest to moja mocna strona, ale jak widać - różnice w zależności tylko od oświetlenia są kolosalne. A jeszcze dodajmy przekazanie tego obrazu przez różnego rodzaju monitory...

      Usuń
    2. Nie znam obrazu o którym piszesz, tzn. nie znałam zerknęłam i już znam. Miałam na myśli generalnie sztukę tego typu, która do mnie nie przemawia, której nie rozumiem. A skojarzyło mi się ze sztuką teatralną pod nazwą Sztuka, albo art, gdzie rzecz cała dotyczy właśnie dyskusji na temat takiego obrazu białe, którego nie widać na białym tle. Tzn. z pozoru tego dotyczy, bo jak się okaże później dotyczy też kwestii znacznie głębszych.

      Usuń
    3. A to się z Tobą zgadzam, nie każdy twór rąk ludzkich, uznany przez krytyków i teoretyków za dzieło sztuki, mieści się w moich osobistych kategoriach sztuki, nie mówiąc już o pięknie. Ten słynny biały kwadrat na białym tle to coś jak Ulisses Joyce'a - był pewnym przełomem, jakimś nowym podejściem do danej dziedziny twórczości, ale dzisiaj jest jak zakurzone wykopalisko, które mówi nam o pierwszym twórcy - odważnym "wynalazcy" nowego trendu, ale to jednak tylko podwalina pod to, co inni później z tym zrobili w swoich pracach. Teoretycy mogą z tym robić potem rozmaite sztuczki, pisać grube tomy rozpraw, ale ja chcę oglądać po prostu piękne obrazy, które przyciągają moje oko i cieszą zmysły :).

      Usuń
  10. Piękny obraz. A tematyka kolorów jest niezwykle ciekawa! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło :) - cieszę się, że i obrazek Ci się spodobał, i temat zaciekawił. Dziękuję i pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  11. Pięknie Małgosiu, z przyjemnością czytam jak o tym piszesz, nie mówiąc już o obrazach. 🙂Biel jest piękna, zwłaszcza z wszystkimi odcieniami. Przypominam sobie jak dano temu miałam "fazę" na bezbarwne szkło.
    Zaległości mam i staram się nadrabiać, głównie czytanie. Wszystkiego dobrego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ten temat jest bardzo ciekawy :). Dziękuję za wizytę i pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  12. wspaniały opis bieli i czerni też, bardzo lubię Twoje wszechstronne informacje, zawsze czegoś się można nowego dowiedzieć :) zwłaszcza o przezroczystym futrze wypełnionym powietrzem - natura jest fenomenalna! jak często myślimy że coś widzimy, a w rzeczywistości to tylko złudzenie! a obraz bardzo ciekawy, ja tak kiedyś starałam się malować z Rossem, ale jakoś nigdy nie podłapałam rytmu, więc zaniechałam tej metody
    wszystkiego najlepszego na nowy rok 2024!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z Rodionową czy wcześniej Tomkiem Wełną niektóre rzeczy malowałam i szło mi w miarę dobrze, a innych jakoś nie mogłam załapać, po pierwszym podejściu stwierdzałam, że jednak to nie o to mi chodzi.
      Dzięki za miłe słowa, lubię się podzielić takimi ciekawostkami, więc cieszę się, że ktoś lubi to czytać :))).
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  13. to "z Rossem" wyżej powinno być w nawiasie, bo Ty nie malujesz z nim konkretnie, chodziło mi o metodę :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Witaj Gosiu, bardzo dobrze Ci to wyszło. Ciekawa jestem, chętnie zerknę na te filmiki. Efekt doskonały. Urzekłaś mnie tym dziełem. Świetna metoda. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, bardzo mi miło czytać takie słowa :). Cieszę się, że obrazek Ci się spodobał :). Pozdrawiam Cię najserdeczniej!

      Usuń
  15. Ale świetny post!
    Przeczytałam z ogromnym zainteresowaniem bo to całkiem nowa wiedza na temat kolorów, szczególnie jeśli chodzi o biel i czerń.
    Malowanie bielą to świetne doświadczenie a efekt imponujący. Wow!
    Kiedy czytałam przypomniała mi się pewna sytuacja z odległych lat. Byłam wtedy na jakiejś imprezie,na której grała i śpiewała kapela. A że zawsze zwracam uwagę na słowa to wyłapałam coś takiego:
    "ułożę stubarwny bukiet z białych bzów ".
    Zastanawiałam się jak to jest możliwe? A jednak:)
    Wszystkiego dobrego życzę i pozdrawiam cieplutko 😘🧡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to rzeczywiście bardzo ciekawy cytat, doskonale pasuje do tego tematu :). Cieszę się, że Cię zainteresował mój post, no i ogromnie mi miło, że spodobał Ci się obrazek. Wiesz, maluję dla własnej frajdy, ale to zawsze bardzo cieszy i motywuje, gdy moje prace znajdują czyjeś uznanie :). Bardzo Ci dziękuję za ten przesympatyczny komentarz i pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
  16. Śliczny obraz. Bardzo lubię biały kolor, chociaż jak tak się teraz zastanawiam, to rzeczywiście, trudno jest uzyskać idealnie "czystą" biel. Nawet nie wiedziałam, że futro niedźwiedzi polarnych jest przeźroczyste. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przyrodzie jest mnóstwo takich niesamowitych zjawisk, bardzo lubię czytać takie fascynujące historie. Dzięki za miłe słówko, cieszę się, że podoba Ci się obrazek :). Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  17. Bardzo interesujący wpis o bieli w malarstwie. Piękny obraz w całej gamie różnych odcieni bieli :D Mnie to raczej ciągnie w kolory , jak na razie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię wyszukiwać takie ciekawostki :). Bardzo mnie cieszy, że spodobał Ci się wpis i obrazek! Miło czytać takie ciepłe słowa :). A z kolorami to ja mam właśnie fazę spokojnych monochromów, pewnie wkrótce mi się to znudzi. Ściskam mocno i pozdrawiam!

      Usuń
  18. Piękny obraz, dopracowany i przyciągający uwagę. Dziękuję też za garść informacji o niedźwiedziach polarnych :). Dobrze poznaje się takie ciekawostki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zaciekawił Cię ten wpis :) - czasem zastanawiam się, czy warto pisać takie rzeczy, bo niektórych czytelników może to nudzić, ale lubię podzielić się takimi fascynującymi (w moim odczuciu) informacjami. Dziękuję Ci ogromnie za przemiły komentarz, sprawiłaś mi dużo radości :). Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  19. Zarówno malowanie na ekranie, jak i dzisiejszy post bardzo mi się podobają, tym bardziej, że sama nie mam za grosz talentu. Interesująco piszesz o kolorach, odcieniach i technikach malarskich.
    Takie obrazy bardzo lubię, delikatne, z mnóstwem szczegółów, bez udziwnień.
    Zawsze mnie fascynuje, jak można farbami i pędzlem oddać te odcienie, blask szkła czy cekinów, lekkość tiulu...
    Piękne te kwiaty!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej! bardzo Ci dziękuję! czuję się wręcz zasypana komplementami! To bardzo miłe, co piszesz, aż mam wrażenie, że rosną mi skrzydła :). Ale co do talentu, to zawsze powtarzam, że każdy się z nim rodzi, tylko że... zwykle tych talentów mamy więcej i coś trzeba sobie wybrać do szlifowania :).
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  20. witam Małgosiu💗,
    wspaniały i jakże interesujący post .. dziękuję bardzo za tyle niezwykłych ciekawostek..
    uwielbiam malarstwo .. Twój obraz jest cudowny, piękne kwiaty .. zaglądam do Ciebie z ogromną przyjemnością i podziwiam Twoje piękne prace 💗

    - pozdrawiam bardzo serdecznie i ciepło, życzę dobrych dni i uroczych chwil ❣️💗

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję za przemiły komentarz, lejesz miód na moje serce :). Cieszę się, że spodobał Ci się i wpis, i obrazek. Dziękuję za życzenia, ja Tobie także życzę wszystkiego co najlepsze, pogody ducha i wielu pięknych chwil :). Pozdrawiam najserdeczniej!

      Usuń
  21. Przepięknie wygląda! Nie jest to proste - malowanie bielą na bieli, ale pokazuje też ile jest jej odcieni. A efekty zazwyczaj wychodzą magiczne, jak u Ciebie. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Dawniej miałam potrzebę używania wielu wyrazistych kolorów, z biegiem czasu znajduję coraz więcej przyjemności w doszukiwaniu się takich delikatnych niuansów, w monochromach.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  22. Pięknie malujesz :) Tyle odcieni bieli na Twoim obrazie. Z kolorami to w ogóle ciekawa sprawa. Byłam np. przekonana, że kupiłam biały samochód. Po jakimś czasie kuzynka stanęła kiedyś obok swoim i okazało się, że mój tak naprawdę jest zgaszoną bielą, a ona ma śnieżnobiały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no właśnie, nawet w życiu codziennym zauważamy takie niuanse, mnie się to zdarzyło przy próbie zamalowania kawałka białej ściany białą farbą - ciężko było dopasować odcień :). Dziękuję za miła słowa i pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
  23. Piękny obraz... mimo, że floksy uchodzą raczej za kwiaty z babcinego ogródka, to Twój bukiet prezentuje się bardzo elegancko... może za sprawą bieli właśnie. Dzięki za garść ciekawych informacji... Pozdrawiam i ściskam noworocznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przepadam za floksami (też pamiętam je z babcinego ogródka!), ale taki akurat był temat do namalowania - i na obrazku już mnie nie drażnią :). Kiedyś malowałam bukiet krwawnika i jest to jeden z moich ulubionych i bardziej udanych obrazków, a przecież w naturze krwawnik to taki zwyczajny chwast. To jeden z fajnych aspektów malarstwa - czasem mało interesujące obiekty miło się maluje i efekty bywają interesujące. Dziękuję za miły komentarz i pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  24. Bardzo podoba mi się Twoje malowanie bieli :) ten obraz ma w sobie mnóstwo elegancji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję, Justynko, za miłe słowa :). Cieszę się, że obrazek Ci się podoba! Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  25. Obraz przykuwa wzrok, swoim spokojem. Piękny!

    OdpowiedzUsuń
  26. Bardzo interesujący wpis. Temat kolorów bardzo ciekawy, niepozorny a mimo wszystko wszechobecny, towarzyszy nam przecież codziennie :) Kolory w malarstwie są niesamowite, czasem jedna barwa oddaje tyle emocji co cała tęcza. Wszystko zależy od tego jak ją przedstawimy i jak ją odbierzemy. Starając się "rozebrać" obraz z pewnością dostrzeżemy więcej, niż tylko to co na pierwszy rzut oka :) Cudowne działo, pięknie wyglądają te kwiaty, minimalistycznie, a jednak bogato!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że temat Cię zainteresował :). Jak się tak człowiek w to zagłębi, to są rzeczywiście fascynujące zjawiska, ja bardzo lubię czytać o takich ciekawostkach. Dziękuję za wnikliwy komentarz i miłe słowa :). Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  27. Kocham floksy, mam kilka odmian w ogródku, białe też. Przepięknie wyszły, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :). Floksy przypominają mi wakacje u babci, w jej ogródku zawsze były floksy - białe i różowe. Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  28. Przepiękny obraz, absolutnie przepiękny. Kocham malarstwo i jest się tu czym zachwycać. Dostałam farby olejne i nie mogę się doczekać, aż zacznę się nimi bawić, uczyć się...ach będzie zabawa. Ostatnio poznałam pastele olejne, to była miłość już po paru sekundach. :D Naprawdę ciekawy post, o kolorze niedźwiedzia polarnego pojęcia nie miałam, tu mam szok i czuję nawet ekscytację. hehe Prawda to z bielą, robię często zdjęcia na białym tle i raz wychodzi taka sepia, raz siwawe, naprawdę różnie bywa, kwestia światła, dodatków, tak, jak napisałaś. Temat czerni też mnie zainteresował, tyle jest tematów, o których pojęcia nie mam, ale te akurat zgłębię bardziej. Pozdrawiam i bardzo dziękuję Ci za wsparcie, dziękuję za słowa, które pomagają mi wierzyć. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci, Agnieszko, za ten entuzjastyczny komentarz :). Miło mi, że obraz Ci się podoba, ale też bardzo się cieszę, że to co tutaj piszę jest dla Ciebie interesujące i skłaniające do własnych refleksji i poszukiwań. Jeśli chodzi o techniki malarskie, to ja najbardziej lubię farby olejne, natomiast zupełnie nie polubiłam pasteli olejnych, jakoś źle mi się z nimi pracuje. Ale na szczęście jest tak dużo różnych materiałów i technik, że każdy może coś fajnego dla siebie wybrać :). Życzę Ci powodzenia w tworzeniu i wielu wspaniałych przeżyć artystycznych! Pozdrawiam najserdeczniej!

      Usuń
  29. Bardzo mi się podobają interesujące wiadomości o bieli, którą bardzo lubię we wnętrzach. wyobrażam sobie, ze to dość karkołomne zadanie, żeby białe floksy swietnie się prezentowały na białym tle, a Tobie wyszło to doskonale. Pierwsze zdjęcie jest zimne, a to drugie cieplejsze, więc wypośrodkowując wyobrażam sobie, jaki obraz jest w rzeczywistości. Wiesz, że na niego patrząc, czuję zapach floksów?
    Serdeczności moc przesyłam.:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo to miłe, Celu, serdecznie Ci dziękuję za ten uskrzydlający komentarz :). Ten obraz to dopiero moje nieśmiałe początki przygody z bielą, ale już widzę, jaki to fascynujący i wdzięczny temat. Mam nadzieję, że kolejne obrazki w tym temacie będą coraz lepsze. Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń

Jeśli Twój komentarz nie pojawił się od razu, to niestety wina nowej (gorszej) wersji bloggera, który z nieznanych mi powodów wrzuca niektóre komentarze do spamu - ale nie martw się, na pewno go znajdę i opublikuję :).