poniedziałek, 20 lipca 2026

Plotę sobie...



Plotę wianki z łąkowych kwiatków i moich własnych hortensji, które zaczynają dopiero kwitnąć, ale kwitną obficie. Suszę rozmaite roślinki i będę układać z nich bukiety. Dawno temu lubiłam takie kompozycje z suchych kwiatów, robiłam je najczęściej z róż i kłosów zbóż, z różnymi trawami. Potem na długo przestały mi się podobać takie dekoracje. A teraz znowu wracam do nich, w nieco innej odsłonie. 



Wianek dość słusznych rozmiarów, 65 cm średnicy. Może to nie jest mistrzostwo świata, nie jestem biegła w tej dziedzinie, ale jakoś wyszło. Przy pomocy sznurka połączyłam bluszcz, hortensje, wrotycz, trochę lawendy i jakieś trawy. Najpierw to podeschnie na leżąco, potem pewnie trzeba będzie trochę pouzupełniać, bo się rozluźni, i wtedy będzie dalej schło już na wisząco - do góry nogami, rzec można. Albowiem przeznaczenie tego wianka jest od dawien dawna zaplanowane - będzie ramą do górnego oświetlenia w altance, skomponowanego z tzw. cotton balls. No, zobaczymy, co z tego wyjdzie, nie omieszkam pokazać światu.



Od znajomych dostałam wiadro jagód. Zwykle robiłam je do słoików zasypując cukrem i zagotowując. Tym razem nie bardzo mi się chciało, więc większość zamroziłam, a część zasiliła sezonowe koktajle na bazie kefiru/jogurtu/śmietany/mleka, z dodatkiem zeszłorocznych truskawek w syropie. Oraz galaretki owocowe z wkładką z jagód, żurawiny i pokrojonych w kosteczkę jabłek. 

Po czym, przy okazji oddawania pustego wiaderka, dostałam kolejne dwa 10-litrowe wiadra jagód. Połowa znowu do zamrażarki, resztę zagotowałam z cukrem i zapakowałam do słoiczków. Taka niespodziewana robota mi się trafiła, trochę może nie w czas, bo z roboty zasadniczej czyli z firmy wracałam zmordowana (wiadomo, końcówka to najwięcej zamieszania), no ale darowanemu koniowi... Fajnie, że ktoś tych jagód za mnie tyle nazbierał :). Te jagody zaś zainspirowały nas do wycieczki w okoliczne lasy, ale pogoda się zbiesiła, od sobotniego wieczoru ciągle padało, więc trzeba to przełożyć. 

W ogrodzie po raz drugi w tym sezonie zakwitł oleander, spisany już prawie na straty, bo jakoś zmarniał nagle. Do tej pory rósł sobie w donicy i był kłopot z targaniem krzaka z ogrodu zimowego do letniego i na odwrót, w zależności od pory roku, po czym się okazywało, że jednak pogoda nieodpowiednia bo nagły przymrozek albo przeciwnie, a to znowu jakieś robactwo sie zalęgło, i w końcu podjęliśmy decyzję, że wsadzamy do ziemi i niech sobie radzi. Na razie poradził sobie świetnie, bo z suchego badyla wypuścił kwiaty i mnóstwo nowych liści. Na zimę będziemy okrywać włókniną. 



Firma w zasadzie już zamknięta, ale jeszcze w ostatnich dniach były różne rozliczenia, jeszcze ktoś coś sobie przypomniał, że potrzebuje ode mnie jakichś informacji czy kwitów, a to znowu trzeba jednemu i drugiemu to czy tamto objaśnić, przekazać itd. Zostało sprzątanie, czyli wywożenie gratów, sprzętów, komputerów, mebli, papierów, wybujałych przez te lata kwiatów biurowych. Od klientów dostałam trochę prezentów, kwiatki, czekoladki, flaszki. Oraz taki jeden kwiatek na przykład, który podobno modny był za czasów naszych babć, a ja nie kojarzyłam - gloksynia. Ma ciekawe mięsiste, dość grube i omszone płatki kwiatowe, pięknie kwitnie, ale jest dość wrażliwa. Nie za dużo wody, nie za dużo słońca, ale za mało też nie, no i żeby przeciągów nie było... Postawiłam na oknie w przedpokoju, od północnego wschodu, chyba jej tu dobrze.

Umówiłam się jeszcze z moimi dziewczynami na koniec miesiąca, bo została do zrobienia wypłata, świadectwa pracy, ostatnie ogarnięcie. Nie wiem jeszcze co dalej z lokalem, nie mogę się zdecydować, trochę mi szkoda się z nim rozstać, bo to było kiedyś piękne 100-metrowe mieszkanie w poniemieckiej kamienicy, duże okna, sufit na wysokości 3,5 metra, pierwsze piętro. Nawet pytałam syna, czy nie chce na mieszkanie, bo jego jest małe, ale on myśli o domu z garażem, a raczej o garażu z domem (klasyczny grzebacz samochodowo-motocyklowy - to jego pasja, więc przede wszystkim chodzi o ten garażo-warsztat, jakaś stodoła itd). Więc chyba lokal na sprzedaż, tylko trzeba będzie trochę odświeżyć, ale teraz nie chce mi się o tym myśleć.

W sobotę, dzień po oficjalnym zamknięciu firmy, rzuciłam się w wir prac ogrodowych. Krzaczory niektóre wołały o przycięcie w zasadzie od jesieni, ale wtedy nie wszystkie dałam radę ogarnąć, na wiosnę też było co innego do roboty, potem to wszystko zakwitło, no i dopiero teraz można było ciąć. Nie będę odkładać na jesień, bo znowu coś nie wyjdzie... 


te hortensje z tyłu są wyższe ode mnie, dopiero zaczynają kwitnąć

Naharatałam zatem żywotników, krzewuszek, berberysów, irg i co mi tak jeszcze pod sekator wpadło, przy okazji przycięłam też trochę bez, bo rozrastał się trochę bez sensu, właściwie to miałam już mały bzowy zagajnik. Gąszcz zniknął, zrobiło się miejsce na żurawki i tawułki, o których ciągle myślałam, a nie bardzo było gdzie wsadzić. Po tej akcji odsłoniła się jedna oszklona ściana ogrodu zimowego, która była mocno z zewnątrz zarośnięta, i ujawniła swoje sponiewierane oblicze. W środku okna owszem na bieżąco umyte, ale na zewnątrz nie było podejścia, bo ten gąszcz, oraz trochę tam jest pochyło, bo na skarpie, więc z jakąś drabiną to niezbyt bezpiecznie w tych krzakach. Więc teraz trzeba będzie dobrze się przyłożyć. Robota nie mam, ale i tak byłby problem, bo u góry są małe szybki i mimo wszystko trzeba tam się wspiąć i ręcznie doczyścić. Powinnam dokupić lancę/przedłużkę do myjki okiennej (mam Karchera).


gąszcz w środku i na zewnątrz

Tak więc początek wolności zapowiada się intensywnie roboczo w domu i zagrodzie. Snuję różne plany na ogród, bo zaraz jesień i trzeba w końcu obsadzić ugory w różnych miejscach. W jednym kwiatki i krzaczki ozdobne, w drugim jakaś spożywka.

Ślimakom zapowiedziałam, że jak spróbują mi coś obżerać, to już nie będzie nierównej ekologicznej walki, tylko wkroczy ciężka chemia czyli niebieskie granulki. Mimo protestów męża, który każdemu sponiewieranemu ślimakowi gotów robić sztuczne oddychanie, już w ubiegłym roku posypałam truciznę w rejonie świeżo posadzonych funkii, bo to przysmak tych oślizgłych obrzydliwców i zaraz na drugi dzień sie zleciały, jak tylko kwiatki posadziłam. Któregoś roku w czasie ślimaczej plagi poległy mi całe zagony truskawek i od tej pory już ich nie uprawiałam. Ale jesienią zamierzam posadzić nową plantacyjkę i już nie będzie zmiłuj. Na szczęście ślimory chyba zrozumiały, bo widuję tylko pojedyncze egzemplarze, czmychające na mój widok gdzie pieprz rośnie.



Wysłałam swoje zgłoszenia do Art-Madam i Pakamery, będę próbować sprzedawać moje wytworki. W domu leżą stosy obrazków, no i będzie wreszcie czas na malowanie, więc dzieł przybędzie. Tak że jedne drzwi zatrzasnęłam i otwieram od razu następne :). Pomysł z otwarciem sklepiku na portalu z rękodziełem kiełkował od dawna, ale w moim przypadku to nie jest taka prosta (czytaj: tania) sprawa, bo mam zarejestrowaną firmę i jestem w dodatku czynnym VATowcem, więc nie mogę korzystać z dobrodziejstwa mniej opodatkowanej i nieozusowanej działalności nierejestrowanej. Połowa zarobku pójdzie na opłaty. Ale zobaczymy jak to się rozwinie. Jak się rozmaluję, to może pomyślę raczej o stronach związanych bardziej ze sztuką, albo puszczę to innymi kanałami... Na razie dopiero zaczynam tę przygodę, więc zobaczymy.

Zastanawiałam się też, co ja będę robić w sferze umysłowej, jak już opanuję ten mój włoski w stopniu w miarę zadowalającym. Bo ja lubię takie zajęcia do myślenia i uczenia się czegoś nowego. Ostatnie moje wyczyny to podyplomowe rolnictwo (bo były pomysły, żeby kupić działkę rolniczą, a na to trzeba mieć papiery, no to kto, jak nie ja, i tadam! mam to!), potem intensywna współpraca przy pisaniu projektu inżynierskiego oraz pracy dyplomowej z tejże inżynierii, a teraz nauka włoskiego. No i wymyśliłam: będę uczyć się grać w szachy! Bo nie umiem. A na Duo też są szachy, więc spróbuję. Tak że plany mi się rozwijają, nudy nie będzie :). 

Rozwalają mnie zatroskane pytania od co piątej osoby w stylu "a co pani będzie w domu robić"? Ale niestety, dla niektórych ludzi praca to całe ich życie, nawet niekoniecznie z powodów finansowych. Bo jeszcze bym zrozumiała, że ktoś musi, bo mu emerytury nie wystarczy do pierwszego, bo komuś pomaga itd, ale przerażające jest, że wiele osób po prostu nie ma innych zainteresowań, pasji itd. Jak przechodzą na emeryturę , to tracą sens życia. Straszne. 

Mi to na szczęście nie grozi :).



********


20 komentarzy:

  1. Piękny wyszedł Ci ten wianek, cudny ogród - i ten zimowy, i letni ;)
    Zaglądam tu od niedawna, więc nie do końca jestem na bieżąco w każdym temacie, ale patrząc na Twoje dzieła i zdolności to jestem pewna, że nie będzie nudy, tylko mnóstwo twórczych działań ;) Też jestem jedną z tych osób, które w domu znajdą sobie zawsze tyle zajęć (i nie mówię tu o sprzątaniu!), że nigdy się nie nudzą:D
    Serdecznie pozdrawiam ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nudy na pewno nie będzie w moim życiu, przynajmniej z mojego punktu widzenia :). A przy okazji może coś interesującego dla siebie znajdą na moim blogu mili Czytelnicy. Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  2. Na serio musiały Ci te hortensje wysokie urosnać skoro Cię przewyższają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, wyrosły wspaniale, a konkretnie jedna odmiana, bo nie wszystkie są aż tak imponujące :).

      Usuń
  3. a wiesz, ze ja uwielbiam polne bukiety i też mam zawsze dzbany i szkło zapełnione a dodatkowo wiszą. między melisą i mięta wszędzie:-))
    ale wianki to jest zupełnie inna półka, kochana, wianki to sztuka. Uwielbiam. nie robie. koniecznie zamieść foto tej lampy z wiankiem.
    Mieliśmy oleandra, kiedyś wsadziliśmy w glebe i ...tyle go widzieliśmy :-))) zdechł pierwszej zimy. bo wtedy zimy były takie jak ta ostatnia. zresztą ile ja kwiatów pogrzebałam to...ogrodu zimowego zazdroszczę ci bardzo. chciałam mieć w łazience ścianę przeszkloną , drzwi na ogród...ale już chyba nam się nie chcę robić remontu.
    Mój ogród malutki też zachaszczał i też mnie czeka wreszcie odpowiednie się zajęcie.
    Zgłosiłaś akces ze swoimi wyrobami , to cudownie :-) jak się kiedyś zdecyduje, to zapytam jak to sie robi . no i bardzo mi sie podoba Twoje podejście Sztuko. bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy, co z tego wianka w ogóle wyjdzie, a jak wyjdzie, to pokażę w docelowym miejscu, oczywiście.
      Oleandry po sąsiedzku rosną u ludzi w ogrodach, niektórzy nawet ich nie okrywają w zimie, więc może i nasz da radę. Ogród zimowy zrobił nam sie tak stopniowo, najpierw był dom w kształcie litery L, potem zrobiliśmy taras, potem dach nad tarasem, a w końcu szklane ściany :). A z przodu został jeszcze kawałek otwartego tarasu, gdzie można posiedzieć pod parasolem, na zdjęciu trochę widać.
      Co mi tam wyjdzie z tą sprzedażą, to opowiem, ale szczerze mówiąc to myślałam, że Ty gdzieś swoje prace już sprzedajesz i więcej ja się od Ciebie dowiem :). Pomyślałam o takiej zorganizowanej formie na początek, żeby zobaczyć, jak to w ogóle będzie działać, a czy przy tym pozostanę, to się zobaczy...

      Usuń
    2. ;-) na szczęście często piszę o konfabulacji, to ma zmylić przeciwnika ale nie sprzedaję internetowo...🙄

      Usuń
    3. Mnie się raz zdarzyło na własnym blogu wystawić kilka obrazków, żeby wysondować czy coś z tego będzie (i było). Ale co innego jednorazowa akcja, a co innego ciągła sprzedaż. No i kiedyś dawno temu brałam udział w zbiorowej wystawie, to owszem też coś poszło. Znajomi dopytują... tak że można różnymi kanałami, więc jeszcze zobaczymy...

      Usuń
  4. Ten pomysł ze sklepikiem to rewelacyjna idea. Życzę powodzenia, bo pasja napędza nas do życia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wieniec przepiękny, nie szukaj w nim braków!
    Owoców zazdroszczę i ogrodu w ogóle...
    Coraz częściej widuje oleandry w tym roku, wprawdzie skromniejsze, niż widywane w Grecji, ale zawsze!
    Ja spotykam sie z pytaniami: jak jest na emeryturze? odpowiadam, że świetnie i każdemu polecam!
    Spełniaj marzenia i rozpieszczaj siebie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wianek z żywych kwiatów mocno chudnie w czasie schnięcia, więc na pewno będzie wymagał poprawek, ale jestem dobrej myśli :). Oleandry rosną u sąsiadów w ogrodach, wiec mam nadzieję, że i nasz sobie poradzi.
      Dzięki za życzenia, tak właśnie zamierzam robić :).

      Usuń
  6. Małgosiu, jak ja lubię Twoje posty!:) Zacznę od końca. Pytania: - Co ty będziesz robić na emeryturze? - zaczęły mnie męczyć i denerwować. Dlaczego inni chcą, abym tłumaczyła swoją decyzję? Czy ich to naprawdę interesuje? Gdy próbowałam wyjaśniać słyszałam, ja bym się nudziła, ja bym tak nie mogła, ja bym w domu zwariowała itp. Przestałam wyjaśniać. Odpowiadam krótko - mam plany, a gdy ktoś dopytuje mówię, że dopiero, gdy je zrealizuję to ujawnię:) Moi bliscy i przyjaciele te plany znają.
    Gąszcz masz w domu wspaniały - chodzi mi o rośliny. Ja zawsze o takim marzyłam, ale mam zbyt ubogo i zbyt sucho. Pod każdą sadzoną roślinę muszę przygotować odpowiednio glebę zmieniając ją całkowicie. Po kilku latach i tak wraca do wyjścia. Jest też mały plusik moich ugorków piaszczystych - nie mam ślimaków! Mąż robiący sztuczne oddychanie ślimakom mnie bardzo rozbawił, ale przybijam mu piątkę, bo ja turkucie podjadki i inne krety wynoszę daleko do lasu. Jedynie pędraków chrabąszcza majowego nie reanimuję, bo załatwia je Bazyl. Lubi je zjadać - dziwoląg:DDD
    Porządki w pracy męczą, ale Małgosiu - warto wszystko idealnie pozamykać, aby odpocząć w pełni. Nie odkładaj, bo potem ciężko wrócić i dokończyć. Co do lokalu to może wynajmij. Szkoda sprzedać tak wspaniałe mieszkanie. Może sama otworzysz swoją galerię, tak pięknie tworzysz, przyjmiesz innych rękodzielników pod swój dach lub wymyślisz cos innego?
    Jeju, o sklepie i sprzedaży swoich prac myślę co jakiś czas, ale nie wiem, jak się za to zabrać. Nigdy nie sprzedałam żadnej swojej pracy. Otworzyłam nawet sklepik w Agrafce i po roku zamknęłam i usunęłam konto, bo nikt nie złożył mi żadnej oferty kupna:DDD Art Madame i Pakamerę sama lubię odwiedzić:) Czasami tez odwiedzam instagramowe konta, gdzie są polecane takie sklepiki własne, bez pośredników. W ogóle IG daje duże możliwości - można odpowiednio zaprezentować swoje prace, zareklamować i polecić. Oczywiście potrzeba sporo pracy - ładne zdjęcia, rolki, karuzele, systematyczna ich publikacja. Może Małgosiu taki system Cię zainteresuje, skoro znasz biznes od podszewki:)
    Na sam koniec wianki - są piękne. Takie właśnie lubię! Pokazuj, chwal się - ja będę podziwiała.
    No to ci tu naplotłam sporo. Juz milczę, pa:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za wszystkie miłe słowa :). Ogród dopiero w ostatnich latach tak zarósł, bo u mnie z kolei było dość gliniasto i też raczej jałowo. Długo trwało, zanim odbudowaliśmy wierzchnią warstwę pod uprawę czegokolwiek. Teraz już łatwiej, ale dawniej to była walka o każdą roślinkę.
      O sprzedaży naszych prac już kiedyś wymieniałyśmy przemyślenia, ja nawet raz tutaj na blogu wystawiłam kilka obrazków i owszem było pewne zainteresowanie, więc można i tak. O instagramie myślałam, ale nie chcę się uwiązać, wydaje mi się to czasochłonne, wolę jednak mieć pośrednika, przynajmniej na początku. No i nie potrafię robić ładnych zdjęć, więc nawet w takim sklepiku będzie trudno, a co do dopiero na IG, tam trzeba umieć się pokazać :). Ale może kiedyś i do tego dojrzeję.
      Serdeczności dla Ciebie!

      Usuń
    2. Mój Dżemik też uwielbia pędraki :))))))))

      Usuń
  7. Fajne masz emeryckie plany, niech ci przyniosą dużo satysfakcji i niech ci się rozkręci sprzedaż prac :)
    Ja sprzedałam trochę prac z agatowych plastrów, najwięcej zaś sówek okularników i ptaszorów, ale to przez bloga i to właściwie znajomym blogowym. No i takich najprostszych dyniaków trochę sprzedałam przy okazji chwalenia się swoimi pracami na Festiwalach Dyni, pokazywałam się na trzech, ale to dawno już było ;) Te Festiwale Dyni to było dla mnie bardzo duże wyzwanie ale wspominam bardzo fajnie, niezwykle dużo ciepłych słów wtedy usłyszałam.
    Kiedyś szlajałam się sporo po różnych kiermaszach i rozmawiałam sobie z niektórymi wystawcami, byli tacy którzy głównie w ten sposób sprzedawali swoje prace, główną zaletą według mnie takiej sprzedaży to bezpośredni kontakt z ludźmi i to nie tylko tymi którzy kupują, z gapiami też ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękować, dziękować :))). Co do kiermaszy, to wiem, że to jest dobra forma sprzedaży, zawsze jest spore zainteresowanie, ale ja chyba się do tego nie nadaję. Na razie spróbuję internetowo, a potem się zobaczy. Przez bloga też mi się kiedyś zdarzyło kilka obrazków sprzedać, ale przy moich zasięgach to źródełko szybko by wyschło :).

      Usuń
  8. Wianek przepiękny!
    Na rolnictwie i ogrodnictwie się nie znam, nie mam nawet działki - ba! - ani balkonu! A tak bardzo tym marzę... O niewielkim domku z ogródkiem.
    Pracuję, bo muszę. Według mnie praca to zło. Zło, ale w moim wypadku konieczne, bo jestem biedna jak mysz kościelna, na nauczycielskiej pensyjce. Gdybym nie musiała, nigdy bym nie pracowała! Nie byłabym też kurą domową, bo kurzodomostwa nie lubię. Piorę, gotuję, sprzątam tylko wtedy, gdy mam nóż na gardle.
    Uczysz się włoskiego? To cudnie! Ja też postanowiłam się nauczyć (choć trochę). Na razie obracam Duolingo, a od jesieni zacznę się uczyć stacjonarnie w szkole językowej.
    Chcę na emeryturę, ale nie mogę i to jest tragedia!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to faktycznie, trudna sprawa, jak mus, to mus, i co zrobisz... Może coś się jednak zmieni, nigdy nie wiadomo, co nam los wykręci.
      Włoskiego uczę się na Duolingo i po różnych innych próbach uznałam, że to jest najlepsza metoda, w każdym razie na początek. W krótkim czasie opanowałam masę słówek, podstawy gramatyki, dużo rozumiem i coś tam powiedzieć potrafię.
      Życzę Ci pomyślnych wiatrów, niech Ci się zacznie lepiej układać w życiu :).

      Usuń
  9. Od 7 lat jestem na emeryturze i nie mam wolnej chwili:-) Dla ludzi z pasją nigdy nie ma nudy!
    A gloksynie są cudowne, występują w róznych kolorach, pełne i niepełne i przyjmują się z liścia. Wspaniały kwiat.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli Twój komentarz nie pojawił się od razu, to niestety wina nowej (gorszej) wersji bloggera, który z nieznanych mi powodów wrzuca niektóre komentarze do spamu - ale nie martw się, na pewno go znajdę i opublikuję :).