Gdyby nie to, że mąż podsunął mi do czytania akurat te dwie książki, które wygrzebał u znajomych, to nadal pewnie bym nie wiedziała o istnieniu osoby o nazwisku Weisberger. Bo film "Diabeł ubiera się u Prady" owszem kilka razy oglądałam i może jeszcze kiedyś obejrzę, ale nie zakonotowałam sobie, że autorką książki, na podstawie której ów film nakręcono, była Lauren Weisberger. Nic mi to nazwisko nie mówiło. Być może kiedyś, przy okazji filmu, do ucha mi wleciało, ale drugim zaraz wyleciało. Dla zainteresowanych skrót życiorysu autorki - podaję za portalem "Lubimy czytać":
Amerykańska pisarka i dziennikarka. Ukończyła Cornell University. Przez rok włóczyła się z plecakiem po świecie, odwiedzając m.in. Europę, Izrael, Egipt, Tajlandię, Indie i Nepal. Po powrocie do USA podjęła pracę w prestiżowym magazynie mody „Vogue”, a następnie w czasopiśmie podróżniczym „Departures”; uczestniczyła też w warsztatach literackich. Swoją szefową z „Vogue’a”, Annę Wintour, sportretowała jako Diabła w opublikowanej w 2003 roku powieści Diabeł ubiera się u Prady, która okazała się światowym bestsellerem. Powodzenie debiutanckiej książki przełożyło się na sukces jej filmowej adaptacji z Meryl Streep i Anne Hathaway w rolach głównych. Oprócz Diabła…, Weisberger ma w swoim dorobku pięć powieści: Portier nosi garnitur od Gabbany, W pogoni za Harrym Winstonem, Ostatnia noc w Chateau Marmont, Zemsta ubiera się u Prady, Gra singli oraz najnowszą When Life Gives You Lululemons, która w USA ukazała się latem 2018 roku.
Jak wspomniałam - film "Diabeł ubiera się u Prady" obejrzałam kilka razy - bo mi się spodobał, rzecz jasna. Oczywiście nie wszyscy zapewne są fanami tej produkcji, ale film zdobył mnóstwo nagród i niewątpliwie odniósł zasłużony sukces. Dlaczego w ogóle ten film obejrzałam? Bo uwielbiam Meryl Streep. I to był powód główny, bo dla samej Meryl Streep obejrzę każdy film, w którym ona zagra. Lubię też Anne Hathaway. Opis fabuły wyglądał dość interesująco, więc z tych powodów obejrzałam po raz pierwszy. Dlaczego natomiast oglądałam po raz kolejny? Bo to jest świetny film :). Genialni aktorzy, aktorki zwłaszcza, ale na przykład Stanley Tucci też był fantastyczny. No i od czasu do czasu chyba większość z nas lubi obejrzeć sobie życie tzw. wyższych sfer, nawet jeśli ta wyższość dotyczy wyłącznie pieniędzy, których sami nie mamy - tak z ciekawości, jak można sobie dzięki nim życie ulepszyć albo spieprzyć. Piękne stroje, piękne wnętrza itd. Miło się ogląda, mnie zawsze interesuje scenografia, plenery, kostiumy itd. Zwracam uwagę na przykład na takie rzeczy, jak dobór kolorów - w niektórych filmach jest to bardzo widoczne, że stroje i wnętrza są w jednej tonacji, albo przeciwnie - kontrastowo bardzo przemyślnie dobrane - kilka seriali w TV obejrzałam tylko dlatego, że podobała mi się scenografia, po prostu sprawiało mi przyjemność oglądanie, fabuła nie była istotna. A w tym konkretnie filmie dochodzi jeszcze dynamiczna akcja, błyskotliwe dialogi i wyraziści bohaterowie, miesza się życie zwykłych ludzi z blichtrem i blaskiem fleszy i brylantów, świat prostych rzeczy i drobnych codziennych przyjemności zderza się z bezpardonową walką o wpływy, duże pieniądze i rozgłos medialny. Mamy okazję zajrzeć za kulisy rozgrywek personalnych w świecie wielkiej mody, zarówno na najwyższych szczeblach, jak i wśród aspirujących asystentek. Film skłania też do refleksji i zastanowienia nad tym, co w życiu jest ważne, ile można poświęcić dla kariery i czy warto zaprzedać duszę Diabłu. Nie będę streszczać, bo większość pewnie ten film zna, no i nie po to jest ten wpis. Miało być o książkach.
![]() |
| Meryl Streep jako Miranda w filmie "Diabeł ubiera się u Prady" |
Książki "Diabeł ubiera się u Prady" jednak nie przeczytałam. I nie planuję. Bo film jest bardzo dobry, a książka zwykle bywa czymś zupełnie innym. Nie chcę przeżywać rozczarowania. Tym bardziej teraz, kiedy przeczytałam kolejne książki tej samej autorki i mam poczucie straconego czasu. Natomiast z pewnością obejrzę drugą część filmu (bo gra Meryl Streep), chociaż trochę się obawiam, bo z sequelami różnie bywa...
Ale ad rem...
- LAUREN WEISBERGER - "Portier nosi garnitur od Gabbany". Wydawnictwo Albatros, 2010r, 448 str.
Po przeczytaniu 1/4 książki byłam już nią okropnie zmęczona, ale brnęłam dalej, no bo może coś się rozkręci. W połowie uznałam, że nie dam rady jej doczytać do końca, bo tak naprawdę nic się nie dzieje, akcja żadna, jeśli nie liczyć opisów kolejnych podobnych do siebie eventów, poziom literacki beznadziejny, gorzej niż w typowym Harlequinie. Ale... w tym momencie, czyli gdzieś około połowy książki, nastąpiło przełamanie i dalej jakoś dało się czytać. Więc ostatecznie dojechałam do końca, nawet bez większych skrótów. Książka jednak generalnie słaba. Gdyby mocno skrócić tę pierwszą część (nudną i straszliwie przegadaną, w większości o niczym, o jakichś wydumanych bzdurach), to byłaby to - moim zdaniem - książka co najwyżej przeciętna.
Styl jest bardzo nierówny, początek bez pomysłu, rozwleczony niemiłosiernie, później już idzie nieco bardziej składnie i w miarę ciekawie, można się trochę wciągnąć w całą tę historię, chociaż też szału nie ma. A zatem krótko o fabule. Część pierwsza to zwyczajne, codzienne dialogi bez polotu, drobiazgowe obserwacje niezbyt rozgarniętej dziewczyny, takiej słodkiej idiotki, mówiąc wprost. W gruncie rzeczy cała ta historia to próba odgrzewania kotleta, bo scenariusz bezpiecznie bazuje na głównych pomysłach z pierwszej książki. Jedno się sprzedało, to może i drugie się sprzeda, a pomysłów oryginalnych jak widać brak. Tam jednak były przynajmniej jakieś skomplikowane intrygi oraz spektakularna przemiana bohaterki, tutaj natomiast narratorka przez połowę książki chodzi z imprezy na imprezę, ciągle zachwyca się mnóstwem pięknych i chudych ludzi, o których nic nie wiemy, poza tym, że są cudowni, piękni, mają piękną skórę i piękne ręce, nogi itd. I nieustannie ktoś kogoś obejmuje i całuje i wszyscy się ekscytują, że ojej tak dużo ludzi i ojej jacy oni cudowni i w ogóle ojej jaka cudowna impreza i tak dalej w tym stylu, ojej. Co chwila okazuje się, że to czy tamto miejsce jest absolutnie zachwycające i seksowne, a ludzie też niesamowicie seksowni. Bez konkretów. Żadnej próby przekonania czytelnika, bardziej precyzyjnego opisania zjawiska. Pewnie są czytelnicy, którzy tak lubią - autor pisze, że jest cudownie, to oni natychmiast czują, że jest cudownie, nie zawracając sobie głowy dociekaniem - dlaczego mianowicie jest tak cudownie. Ja dociekam. Chciałabym sama to poczuć z kontekstu, a nie - dowiedzieć się z suchego przekazu.
W "Diabeł ubiera się u Prady" Andrea, zwyczajna dziewczyna marząca o pracy w przeciętnej redakcji, zostaje dziwnym trafem asystentką wpływowej szefowej najważniejszego pisma o modzie. Jak się dowiadujemy - to praca, o której marzą tysiące dziewczyn na Manhattanie. W "Portier nosi garnitur od Gabbany" główna bohaterka Betty Robinson też szuka pracy, trafia - a jakże - do znanej i modnej agencji eventowej czy też public relations, jak bajkowy Kopciuszek trafia od razu na - częściowo służbowy - bal establishmentu, a stamtąd nie wiadomo znowu jakim cudem ląduje w mieszkaniu i łóżku faceta "o którym marzą tysiące dziewczyn na Manhattanie". Przystojny, seksowny, bogaty, utytułowany, ustosunkowany, grzeczny (nie przeleciał pijanej panienki a nawet się nią zaopiekował) itd. Oczywiście, jakżeby inaczej. Wachlarz przymiotników nie jest zresztą zbyt bogaty, powtarzają się wciąż te same określenia, z których niewiele wynika, trudno sobie zwizualizować te postaci. No i nie do końca wiadomo, dlaczego bohaterka nie chce tego uroczego przystojniaka. Koleżance mówi, że to rozpuszczony bogaty dzieciak, ale chyba żadna opisana systuacja tego nie uzasadnia, a chwilami nawet wręcz przeciwnie. I no cóż - bohaterka właściwie sama nie wie, czy go chce. I tak się ta kwestia wałkuje na dwustu stronach. Gdzieś tam pod koniec to i owo się wyjaśnia, chociaż zaskoczeń brak, bo średnio inteligentna osoba dość szybko domyśli się kto jest kim w intrygach szytych grubymi nićmi. Ale mniejsza o przewidywalną i nudną fabułę. Jak wspomniałam - Betty snuje te swoje rozkminki na poziomie gimnazjalistki przez pół książki, a przecież jest 27-letnią kobietą pracującą w znanej firmie obsługującej ważnych klientów, biznesmenów, projektantów, artystów, dziennikarzy itd - i nawet, jak się z czasem okazuje, zawodowo doskonale sobie radzi. Po którejś tam już książce-kalce pani Weisberger mogłaby jednak bardziej się wysilić i dopracować postać głownej bohaterki, dialogi i całą fabułę. Oraz pozbyć się swojej obsesji na punkcie chudych ludzi.
No i dopiero gdzieś w połowie, kiedy już miałam rzucić to marne książczydło w kąt, zaczęło się powoli coś dziać, jakiś nagły zwrot w ślimaczej akcji, nowy amant wkracza znienacka w życie naszej nieogarniętej bohaterki. I tu znowu bez zaskoczeń, bo jest kucharzem i marzy o własnej restauracji - podobnie jak chłopak Andrei z "Diabeł ubiera sie u Prady". No patrzcie państwo, jak oryginalnie. Pani Weisberger najwyraźniej bała się przełamać sprawdzony schemat z udanego debiutu. Na szczęście jednak wzięła się w końcu w garść i nawet styl jej się nieco poprawił. Miałam wrażenie, jakby dwie części książki napisały dwie różne osoby. Fabuła nabrała rumieńców, pojawili się inni bohaterowie, jakieś nowe sytuacje, trochę życia rodzinnego z oryginalnymi postaciami, trochę wspomnień szkolnych - miłych i niemiłych, coraz bardziej zagmatwane machinacje, a główna bohaterka przestała odgrywać głupkowate dziewczątko.
Tak więc ostatecznie doczytałam do końca, ale nie polecam. Mimo kilku całkiem inteligentnie napisanych fragmentów - książka niestety prezentuje poziom początkującej pisarki piszącej wprawki do szuflady, z mnóstwem amatorskich błędów stylistycznych i konstrukcyjnych. Nie wiem, w jakiego czytelnika pani Weisberger celowała, może to miała być powieść dla nastolatek i dlatego ja nie poznałam się na tym arcydziele? Ma jednak sporo wielbicielek, więc może ja się rzeczywiście nie znam.
Za drugą książkę nie miałam ochoty się zabierać, ale skoro ją już miałam pod ręką, to zaryzykowałam...
- LAUREN WEISBERGER - "Gra singli". Wydawnictwo Albatros, 2019r, 447 str.
Tutaj autorka postanowiła jednak zaszaleć, zerwała z bezpiecznym schematem i zmieniła nieco okoliczności, a mianowicie rzuciła czytelników na kort tenisowy. Oczywiście chodzi o oszałamiający świat WIELKIEGO tenisa i wielkich pieniędzy. Zaglądamy za kulisy rozgrywek turniejowych na najwyższym poziomie - Wimbledon, trenerzy, sparingpartnerzy, treningi, kontrole przedmeczowe i antydopingowe, diety, rehabilitacje, sponsorzy, kwestie sprzętu i ubrań sportowych, których niewłaściwy wybór może zmienić bieg historii, rywalizacja i współpraca, kreowanie wizerunku itd. A równolegle próby układania sobie normalnego życia - rodzina, przyjaciele itd.
No i tę książkę czytało mi się może bez większych emocji, ale było lepiej niż z poprzednią. Bohaterka - młoda utalentowana tenisistka - zachowuje się odrobinę bardziej dojrzale niż Betty z poprzedniej książki, więc już to było dla mnie plusem. Prawdopodobnie jednak za miesiąc nie bardzo będę pamietać o czym dokładnie była ta opowieść, bo - poza opisem przygotowań do kolejnych meczów i życia osobistego głównej bohaterki, podporządkowanego terminarzowi treningów i rozgrywek - niewiele się dzieje, żadnych zaskoczeń, znowu dużo rzeczy daje się przewidzieć. Jest wredna rywalka, jeden chłopak, potem drugi i trzeci, miła trenerka a potem wredny trener, no takie tam...
Obie te lektury niewiele wniosły w moje życie, ale umówmy się, że były po prostu lekkim usypiaczem wieczorową porą. I może wielu osobom przypadną do gustu, ale mnie się średnio podobały, takie zwyczajne historyjki, druga opowiedziana trochę lepiej niż pierwsza.
Kolejny wpis będzie też książkowy, ale już w całkiem innych klimatach.
********
W ostatnią niedzielę lutego, kiedy po kilku tygodniach mrozu nagle wybuchła wiosna i na termometrze było już 19 na plusie, zrobiłam inspekcję domku dla pszczółek murarek. Domek zainstalowaliśmy w ubiegłym roku w ogrodowej altance, trochę późno, bo pod koniec lata, ale okazało się, że jeszcze jakieś spóźnialskie pszczoły poskładały tam swoje jajeczka i pozalepiały komórki. Miałam nadzieję zobaczyć na wiosnę wygryzanie i wyloty nowych owadów... Ale się okazało, że wystarczyło kilka ciepłych dni w lutym - i oto pszczółek już w domku nie ma! Z jednej strony - cieszę się, że pomogliśmy pożytecznym owadom trochę się rozmnożyć, ale z drugiej - martwię się, że jeszcze zima zaskoczy i biedaczki pomarzną. No i jedzenia to dla nich w zasadzie jeszcze za bardzo na przełomie lutego i marca nie ma, bo niewiele kwitnie, w każdym razie nie w moim ogrodzie. Pierwsze podobno wygryzają się samce, samiczki jakieś 2 tygodnie później. Muszę pomyśleć o posadzeniu bardzowczesnowiosennych kwiatów na przyszły rok, żeby kolejne pokolenie miało gotową spiżarkę. Jedna murarka zapyla sto razy tyle kwiatów, co pszczoła miodna, są to więc bardzo pożyteczne zapylacze. A w ogrodzie mamy drzewa i krzewy owocowe, więc tacy pomocnicy są bardzo potrzebni, żeby owocki były, wiadomka.
Może to jest mało widoczne, ale kilka rurek trzcinowych i drewienkowych jest jeszcze zalepionych, część wygryzionych, a część nie była w ogóle zamieszkana. Czy w szyszkach i wiórkach coś mieszkało, to nie mam pojęcia, tak po wierzchu nie widać, a nie rozgrzebywałam, żeby się przekonać.
********





Oczywiście, że nie miałam pojęcia, że film nakręcony został na podstawie książki. Już się cieszyłam, że L.Weisberger napisała kolejne książki i niecierpliwie czekałam końca Twojego postu (posta?)... Bo już nie mogłam się doczekać, żeby zamówić....
OdpowiedzUsuń(Ostatnio nie mam szczęścia do książek, które mi się podobają).
I wychodzi na to, że ze wszystkiego dobrego związanego z tą autorką , to najlepszy jest Twój post.😁
Z tego co piszesz, wcale się nie dziwię, że o kobicie cisza na forach czytelniczych.
Za to nigdy się nie zawiodłam na żadnym filmie z Meryl.
Ciekawe rzeczy napisałaś o murarkach.
Ja raczej nie sięgam sama po tego typu książki (nawet mam problem jak je zaklasyfikować - literatura wagonowa? lekka obyczajówka? powieść młodzieżowa?). Ale mój mąż lubi pogrzebać w bibliotekach i biblioteczkach znajomych i przynosi mi takie dziwne rzeczy. A ja na zasadzie - a zobaczę co ludzie czytają - czasem się w nie zagłębiam. Zdarzają się ciekawe rodzynki, ale i sporo barachła. No ale jak widać pisać każdy może - trochę lepiej lub trochę gorzej, a zawsze znajdzie się ktoś, kto to przeczyta, celowo lub przez przypadek.
UsuńA Meryl Streep uwielbiam i zachwyca mnie w każdej roli :).
Ja oglądałam jedynie film, a książkę od dłuższego czasu mam w planach.
OdpowiedzUsuńKsiążki "Diabeł ubiera się u Prady" raczej nie planuję po tych dwóch lekturach, ale kto wie, może kiedyś.
Usuńorany, no dobra to po kolei, i osobno.
OdpowiedzUsuńfilm oczywiście świetny. bez fajerwerków ale świetny, bo Meryl i Anne i w ogóle. Bardzo ci dziękuję za ten post, o książkach bo już miałam ciebie zapytać, czy czytać, czy nie czytać kolejnych pozycji autorki, skoro książka odniosła taki sukces?
no to już nie muszę :-))
Nie jestem pewna, czy najpierw książka odniosła sukces, czy dopiero film przyniósł jej taką sławę. Może ta pierwsza książka była bardziej udana niż kolejne? Na razie nie mam ochoty na czytanie czegokolwiek autorstwa pani Weisberger, ale może kiedyś sprawdzę, czy rzeczywiście sama książka byłą taką rewelacją.
UsuńDawno już przeczytałam książki tej autorki, film oczywiście też obejrzany. Niestety literatura mnie nie zachwyciła. Było nudno, sztampowo, za długo. Na dodatek u mnie jest tak, że jak nie kliknie do 30-50 strony, to już raczej nie ma szans. Często też odkładam wtedy takie książki. Te czytałam w latach, gdy praktycznie wszystko doczytywałam do końca - teraz szkoda mi na to czasu.
OdpowiedzUsuńWidziałam takie domki dla owadów w wielu sklepach i zastanawiałam się czy faktycznie owady z nich korzystają. Zachęciłaś mnie.
Miłego dnia.
A widzisz, to u mnie na odwrót - dawniej jak z książką nie zatrybiło od razu, to ją porzucałam, a teraz żyję wolniej i czasem (niezbyt często, to prawda) lubię się zagłębić w takie dziwne lektury, które z jakiegoś powodu ludziom się podobają. Próbuję znaleźć w tym sens.
UsuńZ domkiem dla owadów to tak wyszło przypadkowo, też myślałam, że to bardziej ozdobny bajer, ale się zdziwiłam jak zobaczyłam, że pszczoły się zainteresowały. Szkoda, że nie porobiłam zdjęć jak wchodziły do tych rurek i potem je zalepiały. Bardzo ciekawe obserwacje :). Pozdrawiam!
Sprawdzę w tym roku na pewno jak u mnie owady zareagują na takie domki. Mogę poszaleć z ich ilością :)
UsuńPodobno najlepsze są odpowiednio przygotowane wiązki trzcin, trochę o tym czytałam, ale nie bardzo mi się chciało je szykować, więc poszłam na łatwiznę i kupiłam taki domek, no i się okazało że faktycznie to działa :).
UsuńFilm obejrzałam chyba jeden raz, książek nie czytałam i pewnie - po Twojej recenzji nie przeczytam.
OdpowiedzUsuńPiękne miejsce stworzyliście murarkom, część już doceniła, a część doceni pewnie później.
Gdyby mnie ktoś uprzedził, to pewnie bym też nie czytała, ale miałam nadzieję, że skoro film był fajny, to książki mogą być też dobre.
UsuńPszczoły mnie fascynują, nawet myślałam kiedyś o ulach w ogrodzie, ale musiałabym trochę się jeszcze dokształcić, bo miodne to jednak nie to samo co murarki.
Film obejrzałam, ale czy przeczytam książki raczej nie. Wolę odwrotnie, ale jak piszesz że to raczej usypiacze to nie sięgnę po ten drugi tytuł.
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawy ten pomysł na taki domek dla pszczół!
Pozdrawiam serdecznie :)
Tak sobie myślę, że dla siedemnastolatek to może te książki są ciekawsze niż dla mnie. Ja już po prostu szukam innych tematów w literaturze.
UsuńDomek się sprawdził, polecam :).
Pozdrawiam serdecznie!
Film oczywiście znam, ale z książkami tejże pisarki nie miałam do czynienia i chyba niewielka strata, jak piszesz. Pogoda zaskakuje nie tylko ludzi, miejmy nadzieje, że zwierzęta sobie poradzą, choć owady mają trudniej.
OdpowiedzUsuńPięknej wiosny:-)
Biorąc te książki do ręki miałam nadzieję na dobrą zabawę i emocjonujące historie, no ale niestety było to dość głębokie rozczarowanie.
UsuńWszystkiego dobrego, Jotko! Pozdrawiam Cię serdecznie :).
Film jest na prawdę fajny. Muszę usiąść i obejrzeć raz jeszcze żeby przypomnieć sobie dokładnie co było bo za chwilę wchodzi dwójka :)
OdpowiedzUsuńDobra myśl - ja też chętnie sobie przypomnę :).
UsuńŚwietnie wstrzeliłaś się w temat, bo dziś w nocy właśnie Ann Wintour i Hathaway wręczały Oscara wyróżnionej aktorce.
OdpowiedzUsuńPodobnie jak ty bardzo lubię Meryl Streep i nie przegapie żadnego filmu. W Diable i w Pożegnaniu z Afryką wyglądała najpiękniej, bo talentem zawsze nas zaskakuje, więc o tym nie piszę. Najbardziej lubię, przynajmniej raz w roku obejrzeć Co się wydarzyło w Madison County.:))
W poście wkradł się chochlik z nazwą drugiej książki? Dziękuję Ci za wyczerpujące recenzję.
Pozdrowienia ale serdeczne.
Oczywiście, ślę..
UsuńA to zagadka... Jednego chochlika wyłapałam wcześniej i poprawiłam, ale dotyczył murarek, natomiast nie widzę tego od książki - chyba dobrze się przede mną ukrył. Czasem jak człowiek czyta co sam napisał, to widzi to, co chciał, żeby było napisane, i nie dostrzega własnych błędów ;).
UsuńZ Oscarów obejrzałam tylko skrócone relacje - nie jestem kinomanką, więc zazwyczaj czekam spokojnie na gotowe wyniki.
Pozdrawiam Cię serdecznie!
Film widziałam, książki nie czytałam i raczej nie przeczytam... Domek dla pszczół i innych owadów fajny. Ja czekam na wyklucie modliszek, bo lubią mój ogródek i widziałam ich ootekę na winogronie. Pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńO, to ciekawe - modliszki u mnie rzadko się pojawiają! Nie miałam za bardzo okazji żeby je podglądać. W każdym razie - w ogrodzie zawsze dzieje się coś ciekawego :). Pozdrawiam serdecznie!
UsuńŚwietny wpis! 😄 Film nadal wygrywa, ale Twoje recenzje książek mega dokładne. A domek dla murarek – super pomysł, małe pszczółki, wielka robota! 🐝📚”
OdpowiedzUsuńOd razu sobie pomyślałam, że u Ciebie pewnie zaraz się pojawią pszczółki uplecione z gałązek :))) - o ile już takie nie mieszkają w Twoim ogrodzie, oczywiście!
UsuńA ja nie lubię tego filmu. Nie lubię Anne, jej obecność na ekranie wpływa na mnie denerwująco. Meryl Streep natomiast uwielbiam i cenię, ale w tej roli po prostu mi się nie podoba, chociaż Mirandę zagrała świetnie. Na książkę więc się nie skuszę.
OdpowiedzUsuńPomysł z domkiem dla murarek bardzo sympatyczny. Mieszkam w okolicy Instytutu Nauk o Ziemi UJ i tam jest mnóstwo takich domków. Mój tato zrobił taki samodzielnie. Po prostu wywiercił otwory w kawałku pnia:-) Pszczółkom przypadł do gustu i szybko w nim zamieszkały.
Hmm... nie wiem, czy dobrze zrozumiałam. Jak ja uważam, że ktoś świetnie zagrał jakąś rolę, to jest to dla mnie jednoznaczne z tym, że mi się w tej roli podoba. Nie lubię Mirandy (tej postaci), ale Meryl w tej roli, jako aktorka, bardzo mi się podoba, no bo świetnie ją zagrała. To jest mój tok myślenia. A Anne wydaje mi się urocza i nie chodzi mi tutaj o jej rolę w filmie. Tak że wychodzi na to, że mamy całkiem odmienne upodobania, jeśli chodzi o aktorki :).
UsuńWiem, że domki dla murarek można też zrobić z wiązki trzciny albo cegły takiej z dziurkami, ale ja po prostu poszłam na łatwiznę i kupiłam domek, który akurat rzucił mi się w oczy w sklepie. Nie miałam dużej nadziei, że coś tam się zadzieje, a tu proszę - są lokatorzy :).
Zdaję sobie sprawę, że trudno to zrozumieć, bo to pokręcona logika. Tak pokręcona, jak ja. Chyba nadawałabym się na polityka;-)
UsuńLubię pokręconych ludzi :)))))))
UsuńWitaj Małgosiu 🥰
OdpowiedzUsuńFilm " Diabeł ubiera się u Prady" widziałam i oczywiście bardzo lubię. Głównie za rolę Anne Hathaway i Stanleya Tucci. Książki nie czytałam i po Twojej recenzji tych innych autorki też nie zamierzam czytać. Nie lubię książek gdzie leją wodę i nic się nie dzieje... Jesteś dzielna że dotrwałaś do końca tych książek.
Domek piękny. Na pewno pszczółki jeszcze zajrzą, bo chłodne fronty w pogodzie zapowiadają.
Gorące uściski i pozdrowienia 😘
Pszczoły murarki nie mieszkają w tych domkach, przylatują do nich tylko pod koniec lata, żeby złożyć jajeczka i niestety na tym kończy się ich życie. Na wiosnę wylatuje nowe pokolenie, które znowu pod koniec lata złoży jajeczka. Cykl życia murarek jest bardzo krótki, żyją właściwie po to, żeby się rozmnożyć, a przy okazji, zbierając pokarm, zapylają nasze roślinki.
UsuńPozdrawiam Cię serdecznie!
No proszę jak mi to ładnie i po krótce objaśniłaś. Bardzo dziękuję 😘
UsuńBardzo się cieszę, że mogłam się podzielić z Tobą moją skromną wiedzą :). Fascynuje mnie życie pszczół, ale więcej czytałam o miodnych, ostatnio natomiast zainteresowały mnie właśnie murarki.
UsuńŚciskam Cię mocno!
Książek nie czytałam, jak widać nic nie straciłam, a zyskałam czas, jaki mogłabym zużytkować na lekturę. Natomiast podobnie, jak Ty lubię i Meryl Streep i Anne H. I uważam, że MS fantastycznie zagrała swoją rolę, Anne też nieźle, choć jej rola nie była tak wymagająca. Granie wyrazistych postaci jest najlepszym aktorskim wyzwaniem, Anne nie miała tu tak dużego pola do popisu. I też od czasu do czasu oglądam ten film.
OdpowiedzUsuńCiekawe jest też zestawienie tych dwóch postaci, tak kontrastowych, a zarazem mających trochę cech wspólnych. Obie role się uzupełniają i jedna na tle drugiej zyskuje.
UsuńTeż nie wiedziałam, że autorka ma w sumie tyle wspólnego z prawdziwą historią :o
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło! 💛🌸
Angelika
Ja akurat tyle to wiedziałam w momencie oglądania filmu, ale nazwisko autorki zupełnie nie zapadło mi w pamięć. Pozdrawiam :).
UsuńFilmu nie widziałam, książki nie czytałam. Ale cóż, może jeszcze wszystko przede mną? Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńOczywiscie, przecież nie wszyscy muszą akurat ten film oglądać i tę książkę czytać :).
UsuńJa też bardzo lubię Meryl Streep :) miałam przeczytać książkę Diabeł ubiera się u Prady, ale po Twojej recenzji raczej zrezygnuję i poświęcę ten czas na coś ciekawszego ;)
OdpowiedzUsuńNapisałam co prawda o innych książkach tej autorki, ale wyrobiłam sobie pewien pogląd po tych lekturach, więc sama nie mam ochoty sięgać po "Diabeł ubiera się u Prady".
Usuń"Portier nosi garnitur od Gabbany"- dla mnie okazała się koszmarkiem na który tylko straciłam czas. I chyba mi ulżyło, że nie tylko ja miałam takie odczucie;) Pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńJa też mam poczucie straconego czasu, ale czasem mam w sobie taką żyłkę "poszukiwacza skarbów" :))) - próbuję dokopać się do sedna, czyli odpowiedzi na pytanie, dlaczego ta książka wielu ludziom jednak się bardzo podoba. Tutaj tej odpowiedzi nie znalazłam. Pozdrawiam wiosennie!
Usuń