niedziela, 12 lipca 2026

A na łące, a w ogrodzie...

Ostatni miesiąc mojej JDG, mnóstwo spraw do ogarnięcia, a jeszcze dziewczyny muszę wysłać na pozostałe z rocznej puli urlopy... Tak że praca niby tylko gdzieś do połowy miesiąca w zasadzie, tyle że bardziej intensywna niż zwykle, nawet w sobotę poszłam do firmy to i owo przejrzeć i uporządkować na spokojnie, kiedy nikt głowy nie zawraca. Brakuje mi więc w tym wszystkim czasu na inne rzeczy, przyjemności, blogowanie itp. 

Udało się jednak skończyć recyklingowy dywanik, tzw. szmaciak.


Cały chodniczek ma wymiary 110x180 cm, ciężko go było zmieścić w całości na zdjęciu.




Poszło całkiem sprawnie, bo to jest taka dość fajna robótka bez spiny, że coś nierówno, czy coś tam - bo właśnie miało być nierówno :). Owszem, trochę było też nauki na własnych błędach, no bo przecież co tam tutoriale na YT, ja pójdę na skróty i sobie ułatwię, a potem kombinowanie i poprawianie. Robiłam go w zasadzie intuicyjnie, ale jakby ktoś chciał sobie wydziergać podobny chodniczek, to filmików z instrukcjami jest pełno w internetach. 


Dorobiłam mu frędzle, bo mi czegoś brakowało na tych końcówkach, a że zdecydowałam się na trudniejszą wersję, skręcaną przy pomocy szydełka... no to ech... trochę mi to zajęło, najbardziej upierdliwy kawałek pracy. Około 250 frędzelków, a każdy trzeba skręcić po 20 razy. Ufff... Następnym razem zrobię zwykłe wiązane.

Bardzo jestem z tego chodniczka zadowolona, pasuje mi do sypialni i w ogóle jest super, taki jak miał być. Kolorem, strukturą, naturalnym składem. I przypomina mi wakacje u babci, bo były tam takie podobne "szmaciaki" tkane przez babcię :). I będą następne dywaniki z pewnością, bo mi się to spodobało -  pierwszy w kolejce jest bardzo kolorowy projekt, a że będzie o połowę mniejszy od tego pierwszego, to pewnie szybciej też mi z nim pójdzie. Na razie jeszcze zbieram materiał w odpowiednich kolorach i dobieram nici. Oprócz starych t-shirtów wykorzystam przy okazji różne resztki wełenek i mulin z czasów, kiedy haftowałam i dużo dziergałam. Aż mi żal, że całkiem niedawno wyrzuciłam poplamione czymś trwale koszulki w ostrym turkusie i fuksji, ech, ależ by mi teraz pasowały... 




Na polach i łąkach pobliskich szaleństwo trwa i kwiecia przeróżnego, wybujało wszystko po deszczach i w ciepełku. Wypatrzyłam kilka nowych gatunków. Nie wszystkie udało mi się rozpoznać i sklasyfikować, ale na przykład pojawiła się taka oto nieznana mi wcześniej roślinka - trojeść amerykańska (asclepias syriaca). Zdjęcie z internetu, bo na przebieżki z psem nie zabieram żadnego sprzętu do fotografowania (a swoją drogą... może powinnam to zmienić):

źródło


Podobno gatunek inwazyjny, niestety. Rośnie kilka kęp takich egzemplarzy tuż przy ścieżce, którą wędrujemy z pieskiem, i zwróciłam na nie uwagę już w momencie, kiedy wypuszczały pierwsze liście, bo wśród morza wiotkich traw i drobnych kwiatków wyróżniały się sporymi rozmiarami, potem pokazały się pąki kwiatowe i z niecierpliwością czekałam na to co też tam się rozwinie. A w międzyczasie oglądałam w internetach jakieś ogrodnicze ciekawostki i rzuciła mi się w oczy ogniście pomarańczowa... trojeść bulwiasta/pomarańczowa (asclepias tuberosa). I już po liściach i pąkach kwiatowych skojarzyłam, że mój łąkowy obiekt zainteresowania to także trojeść. Wszystkie odmiany trojeści są miododajne i pięknie pachną, zwabiają więc do ogrodu motyle i pszczoły. A mam już w planach zakup białej trojeści orszelinowej, bo najbardziej lubię białe kwiaty.

W ogrodzie skończyły się już czereśnie i porzeczki, wiśnie kończymy zbierać, natomiast cieszą mnie posadzone jesienią krzewy borówki amerykańskiej - dostaliśmy kilkuletnie krzaki z likwidowanej plantacji i były obawy, że w pierwszym roku będą słabo owocować, a tu proszę, owocków zawiązało się mnóstwo, pierwsze już jedliśmy!



No i zaczynają kwitnąć kolejne odmiany hortensji - w takiej fazie najbardziej je lubię - biało-limonkowe.


I skarby łąkowe do wazonu - wrotycz, który też bardzo lubię. Część stoi w wodzie, część będzie na suche bukiety. Oraz krwawnik, trawy różne i dzika marchew. Żeby się upewnić, że to marchew a nie inne podobne coś - poczytałam w internetach i obejrzałam ciekawy filmik pana Łuczaja. 


Dowiedziałam się na przykład, że u dzikiej marchwi znakiem rozpoznawczym jest jeden malutki kwiatuszek w kolorze ciemnego bordo, brązu albo wręcz czerni - na samym środku białego kwiatostanu. No i proszę - faktycznie! Oglądałam potem na łące i rzeczywiście wszystkie większe, w pełni rozwinięte kwiatostany marchwi miały ten prawie czarny punkcik na środku. A zanim się dowiedziałam i bacznie przyjrzałam, to myślałam, że to takie robaczki :))).


widoczny na środku czarny kwiatuszek

Lubię takie ciekawostki o roślinach, podobnie jak o ptakach, potem opowiadam rodzinie i znajomym i oni myślą, że ja taka znawczyni jestem :). A to tylko wybiórcza wiedza o tym, co akurat gdzieś zaobserwowałam - po prostu lubię pogłębiać wiedzę, wyszukiwać jak najwięcej ciekawych informacji o napotkanych stworzeniach i roślinach.

********


26 komentarzy:

  1. Też kocham ciekawostki przyrodnicze :) Uwielbiam książki z tej tematyki, niestety w moich bibliotekach mało jest takich książek i muszę kupować, a to spowalnia proces czytania.
    Dywanik fajny i taki przenoszący w czasie do lat dziecinnych.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście sporo ciekawych informacji można teraz znaleźć w internecie, jest dużo wiedzy encyklopedycznej, ale i mnóstwo wspaniałych filmów. Książki mam głównie o ptakach, ale właśnie planuję dokupić parę pozycji o roślinach. Serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
  2. Piękne rośliny znalazłaś, ta trojeść niesamowicie mi się podoba! Wygląda tak egzotycznie, a jak widać dobrze sobie radzi w naszym klimacie. Biała też będzie piękna!
    Nie miałam pojęcia, że w ogóle istnieje dzika marchew i na dodatek tak ślicznie kwitnie... Fajnie, że się z nami podzieliłaś tymi ciekawostkami :)
    Chodniczek rewelacja! Też nieraz próbowałam iść na skróty podczas szycia i ostatecznie prucie, przerabianie i kombinowanie zajęło więcej czasu... :D
    Serdecznie pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, trojeść wygląda niesamowicie, zwłaszcza na tle łąkowej drobnicy, dlatego przyciągnęła moją uwagę. Biała ma trochę inne kwiatostany, wyglądające jak długie, wygięte kłosy.
      Cieszę się, że chodniczek Ci się podoba! No właśnie, ja też już mam trochę doświadczeń z takim chodzeniem na skróty, a jednak znowu popełniłam ten błąd, na szczęście stosunkowo niegroźny w skutkach :). Serdeczności przesyłam!

      Usuń
  3. Myślę że nawet tak intensywna praca jest radosna mając TAKĄ perspektywę wypoczynku i dużej ilości czasu wolnego, choć jako już doświadczona trzyletnim "leniuchowaniem" emerytka przestrzegam, że wciąż nam brakuje czasu:) taki paradoks, ale jest to miły brak czasu, kiedy wykorzystuje się go na swoje pasje w sporej mierze, choć wiadomo, że życie niesie też swoje zobowiązania. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja 90-letnia mama też ciągle powtarza, że ma tyle zajęć, że na nic nie ma czasu :))).
      Ściskam serdecznie!

      Usuń
  4. Bardzo ciekawy ten chodniczek. Mnie podobają się takie rękodzielnicze przedmioty w domu. Mieszkanie wygląda jak mieszkanie, a nie jak ekspozycja w salonie meblowym. Ma tę tzw duszę.
    Wczoraj przytachałam wielkie naręcze wrotyczu. Będzie na zimowe suszki , wianki i wieńce. Kocham ten zapach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no właśnie, mieszkanie ma być po mojemu, a nie według katalogu. Też bardzo lubię zapach wrotyczu, taki mocno ziołowy :). W tygodniu nie mam czasu, ale planuję na weekend wyprawę na łąki i będę pleść wianki z łąkowego kwiecia!

      Usuń
  5. Równo-nierówno ważne, że się podoba.

    OdpowiedzUsuń
  6. chodnik czad, moja droga. super. bardzo mi sie takie podobają, moja babka Zofia robiła. i ja sie kiedyś zasadzałam. tobie wyszedł bardzo profesjonalny.
    tojeść jest piękna ale zakazana w ogrodach. podobno.
    uwielbiam bukiety dzikie z letnich łąk, też zaraz narwę i zrobię. gdybym chodziła z Ciri na spacery już dawno bym rwała ale jeszcze nie chodze, jutro po drodze do teatru narwę i w drodze powrotnej też do domu. na rowerze nie będę targała :-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakazana jest tylko ta odmiana amerykańska trojeści, właśnie ta która rośnie sobie na pobliskiej łące. Natomiast odmiany ogrodowe, jak tuberosa czy orszelinowa i jeszcze parę innych, nie są tak ekspansywne, więc jak najbardziej można je uprawiac w ogrodzie.
      U nas spacery z psem to są dość intensywne przebieżki, więc tak w biegu tylko przelotnie coś tam zerwę, ale jest już uknuty plan, że w najbliższy weekend mąż będzie z psem krążył po okolicy, a ja będę sobie rwać co lepsze kwiatki, albo po prostu zrobię wyprawę na łąkę bez psa. Daleko nie mam.
      Dzięki za uznanie dla chodniczka, bardzo jestem z niego zadowolona, tym bardziej że szybko się z nim uwinęłam :).

      Usuń
  7. Mimo wakacji z czasem u mnie krucho, bo z wnukiem spędzam czas.
    Miałam zrobić bukiet łąkowy, to kosiary wkroczyły na łąki i po bukiecie.
    Chodniczek cudny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :). U mnie coraz mniej łąk, coraz więcej zabudowy jednorodzinnej. Ale na szczęście jeszcze nie wszystko zabetonowane.

      Usuń
  8. Witaj Małgosiu 🥰
    Jestem pod wrażeniem Twojego chodniczka. Pięknie go wykończyłaś i dobrałaś kolory. Owocowe dary z własnego doświadczenia to zawsze radość. Super że borówki tak pięknie się u Was przyjęły. Bukietu piękne! Wrotycz też mi się podoba. Podsunęłaś mi pomysł żeby zebrać i zasuszyc i zrobić bukiet. Nigdy tego nie robiłam. Tak samo jak nie miałam pojęcia że jest coś takiego jak dzika 🥕. I te ciekawostki, które napisałaś też bardzo interesujące. Udanej reszty lipca i w miarę łagodnego zakończenia kariery zawodowej 🪷
    Buziaki 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za przemiły komentarz :). Ogromnie mi miło, że podoba Ci się mój chodniczek. Suche bukiety dawniej często robiłąm, potem jakoś mi się znudziły i opatrzyły, a teraz znowu mam ochotę na zrobienie takich dekoracji.
      Ściskam Cię mocno i serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
  9. Bardzo ładny chodniczek i gratuluję wytrwałości przy skręcaniu frędzelków :) Wspaniały sposób na recykling!
    Tkane chodniczki z resztek materiałów leżały na podłogach w rodzinnym domu mojego oćca. Za życia babci, która zmarła kilka lat przed moim urodzeniem, hodowano owce, tkano nie tylko chodniczki ale i samodziały. Ja już żadnej działalności tkackiej tam nie widziałam, ale jako nastolatka odkryłam za oborą warsztat tkacki, na strychu zaś kołowrotek. O ten kołowrotek to "starałam się" u ojca siostry chyba z 10 lat i go dostałam i mam go w domu do dzisiaj :) Jednak służył mi on tylko do ozdoby, bo ani nigdy nie przędłam ani nie tkałam.
    Łąkowe bukiety są równie piękne jak i bukiety z bardzo wyszukanych kwiatów hodowlanych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajne wspomnienia i w dodatku konkretna pamiątka :). Ja właśnie też pamiętam takie chodniczki z domu babci i już od dawna chodziło to za mną, żeby sobie coś takiego zrobić. A przy okazji dałam drugie życie starym koszulkom.
      Bukiety to ja nawet wolę takie z łaki, niż z kwiaciarni :).

      Usuń
  10. O! A ja się zawsze zawieszałam na tym jednym ciemnym kwiatuszku pośrodku białego. Pojęcia nie miałam, że to dzika marchew! Ta trojeść kwitnie bardzo pięknie. Natomiast mnie najbardziej podoba się Twój łąkowy bukiet. Uwielbiam takie roślinki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uwielbiam takie łakowe cuda :). Podczas spacerów po okolicy nie tylko podziwiam krajobraz jako całość, ale też przyglądam się dość uważnie poszczególnym elementom, a potem wyszukuję w internecie albo atlasach przyrodniczych (których trochę mam) dokładniejsze informacje i ciekawostki. Świat przyrody jest fascynujący.

      Usuń
    2. Trzy razy TAK! 👍🏻

      Usuń
  11. Mój komentarz się nie opublikował. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W spamie go też nie ma, więc chyba zmienił trajektorię i pofrunął w kosmos...

      Usuń
  12. No ten dywanik to przecudny jest! Wyobrażam go sobie w domku nad morzem. I ma w sobie drobinki piasku z plaży naniesione na stopach.
    Klimat wakacji zachowany ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że Ci się spodobał! A wiesz, mnie się też trochę z morzem kojarzy :).

      Usuń

Jeśli Twój komentarz nie pojawił się od razu, to niestety wina nowej (gorszej) wersji bloggera, który z nieznanych mi powodów wrzuca niektóre komentarze do spamu - ale nie martw się, na pewno go znajdę i opublikuję :).