Jak to mówią znajomi emeryci - na emeryturze to człowiek dopiero nie ma czasu. No i mnie też to dopadło, firma niby zamknięta, ale ciągle coś... Porządki w biurze, przeglądanie papierów i przeróżnych drobiazgów i gratów, układanie, wyrzucanie, załatwianie rozmaitych spraw, wypowiadanie umów (internet, telefon, śmieci i tak dalej... no, aż się zdziwiłam, ile tych różności jest). W domu wszystko woła o porządne ogarnięcie, ogród jeszcze bardziej... Do tego powalające fale upałów, przy których nie mam siły oddychać, a co dopiero zająć się czymś konkretnym. Tak więc wszystko idzie w zwolnionym tempie, blog też nie może ruszyć... No ale trzeba w końcu wziąć się w garść. Dzisiaj wpadam tu na krótko, żeby w ogóle ruszyć blog, bo im dłuższa przerwa, tym trudniej wrócić. Postaram się jednak nieco zdyscyplinować w tej kwestii.
Wspomniałam ostatnio, że postanowiłam spróbować sprzedawać swoje obrazki na platformach typu marketplatz... Obrazki zalegają i przybywają, trezba coś z tym zrobić. To było takie dość spontaniczne postanowienie, no ale w końcu jednak przemyślałam to sobie, a mówiąc ściślej: przekalkulowałam. No i wyszło mi, że to się w ogóle nie kalkuluje, zwłaszcza w mojej sytuacji. Jako przedsiębiorca (VATowiec na dodatek) nie mogę korzystać z przywilejów działalności nierejestrowanej (trzeba mieć minimum 5 lat przerwy w DG). Nie będę tu wszystkiego szczegółowo wyliczać, ale wyszło mi, że prawie połowę przychodu (nie dochodu) musiałabym oddać fiskusowi, ZUSowi oraz pośrednikowi. A przecież są jeszcze koszty (materiały itp). Że nie wspomnę o całej buchalterii, której mam już powyżej kokardek. Nie zagłębiając się w szczegóły - po głębszej analizie doszłam do wniosku, że to by nie miało sensu, bo co ja tam zarobię, nie zamierzam przecież produkować obrazków i innych rzeczy hurtowo, na ZUS nie wystarczy (minimalna zdrowotna 432 zł!). A jak nie zarobię, to lepiej niech sobie to leży dalej na szafie czy w szufladzie. Parcia na ten zarobek nie mam, tak więc pomyślałam, że odpuszczę jednak sobie te Pakamery i inne takie ArtMadamy. Coś tam trochę zawsze gdzieś idzie prywatnymi kanałami, niech więc tak zostanie. No ale zanim to sobie w głowie tak do końca poukładałam, to się odezwali i zaprosili, no więc... ostrożnie spróbuję i zobaczymy, jak to pójdzie, ale nie wróżę przyszłości temu biznesowi.
Sztuką mojej twórczości nie nazywam, chociaż to przecież rzecz względna, no ale wolę tak bez zadęcia, więc trzymam się określenia - rękodzieło. Dawniej więcej malowałam, teraz oprócz obrazków tworzę różności z papier-mache, rozmaitości dziergane i tkane i inne cuda-wianki, ale wkrótce pewnie wrócę do malowania. Jedne rzeczy są może bardziej udane i jakby się uprzeć to można je podciągnąć pod twórczość artystyczną, inne to całkiem proste wytworki moich niespokojnych rąk, bez pretensji do miana sztuki, mniej lub bardziej użyteczne, czasem tylko trochę może ozdobne. Robię to dla siebie, dla samej przyjemności tworzenia - lepienia, malowania, rysowania, dziergania itd. Na sprzedaż pójdą obrazki, może czasem zakładki, bo też mi się ich trochę niechcący w międzyczasie naprodukowało ;). No, zobaczymy...
Pogoda traktuje nas dość łaskawie, jeśli porównać to z permanentną suszą albo huraganami i gwałtownymi burzami z gradem, jakie nawiedzały inne części kraju. Upały owszem, dają w kość, ale trwają po kilka dni, potem bardzo przelotna burza, spokojny deszcz, który zawsze tam jednak choć odrobinę podlewa ogródek, tak że ziemia nie zamienia się w skorupę, a po nim następuje ochłodzenie do znośnych temperatur. I tak na zmianę. Upały mnie rozwalają, to nie jest mój żywioł, no ale trzy dni wytrzymuję, do kolejnego deszczu. Ostatnio opadów trochę mniej, ale noce przynajmniej w sierpniu są już chłodniejsze, lepiej się śpi.
Pod koniec dnia siadamy na tarasie i obserwujemy uwijające się nietoperze. Dzięki nim nie mamy problemów z muchami, komarami i innymi uciążliwymi owadami. Ryby w stawie też zjadają larwy komarów, więc w zasadzie komary to bardzo rzadko widywani goście w naszym domu i ogrodzie. Natomiast nietoperze bywają też w moim biurze, które mieści się w poniemieckiej kamienicy z niezbadanym przepastnym strychem, w którym prawdopodobnie nietoperki mają jakąś swoją stałą miejscówkę. Jednak latem niemal co roku kilka młodych sztuk włazi nam - chyba przez pomyłkę - do biurowej łazienki przez uchylone na stałe okno. W dzień nie są uciążliwe, bo śpią zazwyczaj w wannie (no tak, mam wannę w biurze), albo w jakimś kącie. No ale biuro nie jest odpowiednim miejscem do mieszkania dla nietoperzy, a one po prostu nie potrafią samodzielnie się wydostać. Robimy więc akcje odławiania nocnych łowców, przy pomocy grubych rękawic i pudełka. Po czym w kolejnym roku znowu ktoś zapomina, że latem okno trzeba na noc zamykać, i kolejne nietoperki mamy w łazience. Podobno dom z nietoperzami to szczęśliwy dom :).
![]() |
| źródło |
Te nasze nietoperki biurowe to prawdopodobnie karliki. Jedne z najmniejszych polskich nietoperzy, a każdy z nich potrafi w ciągu nocy zjeść nawet 2 tysiące komarów! Natomiast jakie konkretnie nietoperze latają po naszym ogrodzie to nie wiem dokładnie, bo śmigają o zmierzchu jak błyskawice i trudno im się dokładniej przyjrzeć, ale to też jedne z mniejszych, prawdopodobnie mroczki.
A w nocy z naszego tarasu, a jeszcze lepiej z balkonu, pięknie widać rozgwieżdżone niebo i Perseidy. Zielsko pachnie, wrotycz, mięta i melisa, bylica i nie wiem co tam jeszcze... Fajnie jest :).
I na koniec - panna Balbinka oczekująca na drapanko po brzuszku - najchętniej wylegująca się na nowym chodniczku wyprodukowanym niedawno przez pańcię ze znoszonych t-shirtów.
... i zaczątek kolejnego chodniczka, mniejszego i w zupełnie innej kolorystyce. Może innemu kotkowi przypadnie do gustu, chociaż w zasadzie to mam już obmyślane nieco inne zastosowanie dla niego...




A propos fiskusa, mój mąż chciał popracować na emeryturze jeden dzień w tygodniu, bardziej towarzysko, niż z potrzeb finansowych.
OdpowiedzUsuńZ rozliczenia wynikło, ze musieliśmy oddać skarbówce 4 tysiące, gra nie warta świeczki, a gdyby pracował więcej? to chyba na rozdawnictwo wszelakie.
Radość tworzenia jest najważniejsza, podobno jeśli ktoś z góry zakłada sukces, to może sie nie doczekać:-)
Och, taki wieczór na tarasie...pomarzyć można!
No właśnie sukcesu to ja nigdy nie zakładałam, bo maluję i tworzę dla własnej przyjemności. A niektórzy mówią, że właśnie przeciwnie - jak się wierzy w sukces, to się go w końcu osiągnie :). I bądź tu mądry, człowieku... Ja po prostu chciałam upłynnić nadwyżki obrazków, zapychające mi kąty. Ale jak z tą sprzedażą nie będzie interesu, to oddam na cele charytatywne, może to będzie większy pożytek.
UsuńZ tymi podatkami to jest jakiś dramat. Szkoda, że nie moższe mieć działalności nierejestrowanej. A Vinted czy jakiś inny portal? W sumie najważniejsza jest pasja i tego się trzymajmy.
OdpowiedzUsuńO Vinted też myślałam, ale tam są inne niedogodności... no cóż, spróbuję i zobaczę, co z tego wyjdzie. Masz rację, pasja jest najważniejsza, przyjemność tworzenia :).
Usuńchodniczki bardzo ładne, bardzo, ja mam taki wielki we filetach. ale nie ja go tkałam.
OdpowiedzUsuńKoteczka cudna w umaszczeniu, podobna do panny Lucynki ale co ja czytam, że ona raczej milusińska jest, no to zupełnie nie w stylu Lucyny diabła tasmańskiego. niestety.
nietoperki też mamy takie malutkie i nie mamy za bardzo komarów, lęgną nam się pod dachem chałupy, niestety zdarza sie, że albo same wpadną do domu połaciowym oknem albo koty...cholera. Uwielbiam nietoperze, uważam, że są śliczne.
do wyrobów art. mam podejście podobne. firmy nie założę, bo papierologia nie dla mnie :-)
I po ogarnięciu stajni Augiasza będę miała czas na tfurczość, z której mam samą przyjemność.
Zaraz tnę różne zielsko i wieszam bo czas już. Uwielbiam zapachy lata na wsi.
ściskam.
Chodniczki mnie wciągnęły, aż żal, że tyle t-shirtów w życiu powyrzucałam bezpowrotnie :))).
UsuńBalbinka to łobuzica, chociaż najmniejsza w stadzie, nawet nasz pies czuje przed nią respekt, przepuszcza ją w drzwiach, usuwa się z drogi. Ale poza tym ona jest autystyczna i rzadko daje się głaskać. A jak już ma ochotę na pieszczoty, to uwala się brzuszkiem do góry i zaprasza do miziania.
Papierkologii mam już dosyć po latach dotychczasowej działalności, a tu widać bez tego się nie da na legalu. Spróbuję, zobaczę, czy gra warta świeczki.
Zielska narwałam wczoraj mnóstwo i porozwieszałam po domu, niech pachnie, najbardziej pachnie jak schnie, też uwielbiam :).
Odściskuję!
Przepiękne masz te obrazy! Oby udało się znaleźć jakiś zadowalający Cię sposób ich sprzedaży; czemu miałyby zalegać, skoro mogą cieszyć oko :))
OdpowiedzUsuńKotełek cudowny! Głaski dla Balbinki :D A nowy chodniczek zapowiada się ciekawie ;)
Dziękuję :). Niektóre obrazki mi się podobają i te zostaną, ale z większości nie do końca jestem zadowolona, więc rozstanę się bez żalu, dlatego pomyślałam o sprzedaży, przynajmniej za farby nich się zwróci.
UsuńBalbinka pogłaskana, też dziękuje :).
Czasami nie sprzedaje się prac po to, żeby zarobić lub odzyskać chociaż minimalną kwotę za materiały. Czasami się sprzedaje, żeby dać drugie życie pracom lub po prostu poczuć się docenionym. Tworzysz piękne rzeczy i mam nadzieję, że wszystkie znajdą swoje miejsce.
OdpowiedzUsuńUściski
Dziękuję :). Masz rację, nie zawsze chodzi o ten zarobek, ale jednak nie chciałabym do tego dokładać jeszcze nadmiernego haraczu, na który muszę dodatkowo zarobić. Płacę uczciwie podatki, ale oddawanie prawie 50% do jednak jakaś patologia. Pozdrawiam
UsuńZgadzam się z Tobą w pełni. Pozdrawiam :)
Usuń:))))))
UsuńMałgosiu, pięknie malujesz. Obrazy są wspaniałe! Z ciekawością przeczytałam o sprawach sprzedaży rękodzieła, bo nic się na tym nie znam. Ostatnio "rozmawiałam" o tym z czatem i zainteresowałam się sprzedażą nierejestrowaną. Może kiedyś się skuszę:)
OdpowiedzUsuńDywaniki upcyklingowe są świetne. Bardzo mi się podobają. Aż pożałowałam, że tak dokładnie posprzątałam teraz swoje szafy. Będę jednak zbierała materiał na podobny. Marzy mi się okrągły.
Na koniec koteczka - piękna jest. Takie umaszczenie niespotykane. Do zagłaskania:)
Niedawno moja koleżanka będąca już kilka lat na emeryturze powiedziała: -Jak myślisz, że będziesz sobie tylko czytała książki, to się mylisz. Nie uwierzyłam :DDD... a książki w wakacje przeczytałam dwie :DDD Naszykowałam dziesięć :DDD
Przesyłam moc uścisków!
Gdybym mogła korzystać z działalności nierejestrowanej, to skorzystałabym bez namysłu. Płaci się tylko na koniec roku podatek dochodowy od faktycznego zarobku, bez ZUSu, VATu i bez żadnej dodatkowej buchalterii. Ja jednak musiałabym prowadzić księgi, płacić ZUS (minimum 432 zł, nawet jak nic nie zarobię), VAT minimum 8%, deklaracje co miesiąc. Przy takiej drobnej skali działalności - odechciewa się.
UsuńKoteczka owszem śliczna, bardzo lubię trikolorki :).
Serdeczności!
Nietoperki śpiące w biurze w wannie, fajowski obrazek rodzajowy, mam dużą sympatię do nietoperzy :)
OdpowiedzUsuńBalbinka i dywanik wspaniale pasują do siebie :)
Obrazki powinny znaleźć nabywców bo bardzo ładne, z opłacalnością tego przedsięwzięcia może być różnie, ale spróbować warto.
No i dorzucę jeszcze że ja myślę o sobie...twórca, czasami także artysta. A rękodzielnik kojarzy mi się z manufakturzystą, czyli z kimś kto działa co prawda ręcznie ale tworzy jakąś serię według cudzych wzorów. Bo już kogoś kto tworzy serie ale pierwowzory on sam wymyślił nazywam twórcą :)
Nietoperki jako nocni stróże :))).
UsuńPoruszyłaś temat, na który odpowiem chyba obszerniej w jednym z kolejnych postów, bo za dużo mi tu przychodzi do głowy, żeby się rozpisywać w komentarzu. Z grubsza się zgadzam z Tobą, oczywiście Ty i ja jesteśmy twórcami, ale już rękodzielnik to niekoniecznie manufakturzysta, który tworzy serie i według cudzych wzorów. Natomiast chodziło mi raczej o to, że nie każdy twórca jest artystą, nie każda indywidualna twórczość jest sztuką. Ja mam sporo pokory wobec wielkich artystów, więc nie śmiem nazywać swoich produktów dziełami sztuki.
Nasze nietoperze nie wróciły, ale raczej mnie to cieszy. Co do sprzedaży sztuki to chyba nigdzie nie jest łatwo. U nas można wynając pokój w galerii I mieć miejsce sprzedaży, widocznie się to artystom opłaca, bo są tam długo.
OdpowiedzUsuńFajna opcja, chętnie bym z takiej skorzystała, oczywiście zakładając, że koszt jest sensowny.
UsuńO matko! Te obrazy są PRZEPIĘKNE!!!
OdpowiedzUsuńNietoperek przecudnej urody, szkoda, że mieszkam w bloku i nie mam strychu.
Oj tam, oj tam... dziękuję! Bardzo mi miło, że tak Ci się podobają. Obrazki i nietoperek :).
UsuńPoczytaj tutaj info o sprzedaży rękodzieła https://www.e-pity.pl/aktualnosci/2025/sprzdaz-rekodziela-a-dzialalnosc-gospodarcza/ , może jednak da się to zrobić bez papierologii i dodatkowych obciążeń?
OdpowiedzUsuńNie mogę się napatrzeć na Twoje dywaniki, spróbowałabym sobie zrobić jakiś podobny, ale nijak nie potrafię znaleźć tutorialu z takim sposobem wiązania szmaciaczka, możesz podrzucić jakiś link? Gacki cudne, u mnie też się wieczorami przemykają w ogródku, ale nie wiem, gdzie sypiają, mamy na osiedlu trochę opuszczonych domów, więc może tam znalazły przytulisko.
Tam jest mowa o innej sytuacji, o takiej okazjonalnej, sporadycznej sprzedaży, kilka razy do roku, bez ogłaszania, wystawiania, reklamowania itd. Ja natomiast chcę wypchnąć wszystkie pochowane po kątach obrazki, pokazać je gdzieś publicznie w większej ilości, zaoferować, a także stale sprzedawać wszelkie powstające nadwyżki. To jest już jednak zorganizowana działalność zarobkowa, więc podpada pod przepisy o działalności. Oczywiście może się zdarzyć, że nic z tego nie wyjdzie, to wtedy owszem, będę sprzedawać okazjonalnie, między znajomymi, bo zawsze są jakieś zainteresowane osoby.
UsuńZ dywanikami nie korzystałam z żadnych tutoriali, sama to sobie wymyśliłam, ale widziałam podobnie robione pojemniki, koszyczki itp, chyba na Pintereście. Tak w skrócie: zaczynam od łańcuszka na szydełku (włóczka lub sznurek), potem na zmianę półsłupek i 1 oczko łańcuszka, przy czym wplatam w to tasiemkę zrobioną z pociętych w paski t-shirtów ( robiąc półsłupek obejmuję nitką tę tasiemkę). Jak trafię gdzieś na filmik z instrukcją, to podeślę.
Dziękuję, zrobię próbkę wg Twoich wskazówek :-)
UsuńPowodzenia! Pochwal się efektami!
UsuńMałgosiu, pamietam, jak zaczynałam przygodę z patchworkiem, też myślałam że sprzedam, w końcu takie duże kapy porozdawałam po rodzinie, w końcu usłyszałam, że są niemodne.:(( zarzuciłam więc tę robotę. Raz jeden pojechałam do Grodziska, żeby sprzedać jajka wielkanocne, ach, jakie piękne!, ale sprzedałam dwa za cenę niegodną uwagi.
OdpowiedzUsuńRozumiem więc Twoje dylematy. z drugiej strony, w sklepach jest tak ogromna ilość tanich rzeczy, że rękodzieło nie może się obronić, co stwierdzam z przykrością.
Podejrzałam jak tworzysz chodniczki i na pewno spróbuję . Nietoperków zazdroszczę, może skusiłyby się na opuchlaki? Mamy tylko rybki w oczku, ale też dają dużo radości.
Małgosiu, pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.
No właśnie chcę się przekonać, czy w ogóle warto zawracać sobie głowę. Zobaczymy.
UsuńNietoperki chyba nie gustują w opuchlakach, ale jeśli masz z nimi problem, to wiem, że można kupić przez internet specjalne nicienie, które żywią się larwami opuchlaków. Środek naturalny, ekologiczny i bardzo skuteczny (znajomi wypróbowali, polecają).
Ściskam Cię mocno i pozdrawiam!
Pięknie się czyta takie wpisy — tyle w nich życia, dystansu i zwyczajnej radości z małych rzeczy. 😊 Widać, że emerytura wcale nie oznacza nudy, tylko po prostu zmianę rodzaju zajęć. A rękodzieło robione przede wszystkim dla własnej przyjemności to chyba najlepsza motywacja — bez presji, za to z ogromną satysfakcją.
OdpowiedzUsuńSzczególnie urzekła mnie historia z nietoperkami. 🦇 Tyle pożytku z tych małych lokatorów, a do tego jeszcze nocne obserwowanie ich z tarasu, Perseidy, zapach ziół i spokojny ogród… Brzmi jak naprawdę piękny sposób na życie. I jeszcze Balbinka na koniec — zdecydowanie kropka nad i. ❤️
Życzę dużo energii, chłodniejszych dni, weny twórczej i przede wszystkim przyjemności z tego wszystkiego, co teraz można robić bez pośpiechu. A blog? Niech wraca swoim tempem — najważniejsze, żeby powrót sprawiał radość. 🌿
Serdecznie Ci dziękuję za uroczy komentarz :). To prawda, cieszę się z małych i prostych rzeczy, i nie potrafię się nudzić. Samo obserowawnie życia w ogrodzie to już przepiękna i pouczająca historia - jak można się nudzić wśród tylu dziejących się spraw! A pomysłów na własną twórczość mam mnóstwo - ciesze się więc, że nareszcie mam na to dużo czasu :).
UsuńPozdrawiam najserdeczniej!
Z składkami to jest dramat.
OdpowiedzUsuńOwszem, zwłaszcza z tą zdrowotną, zupełnie od czapy.
UsuńZamiast składkę zdrowotną wykupiłabym sobie jakiś pakiet medyczny, przynajmniej byłaby jakaś korzyść, a tak składki płacone i to niemałe (budżetówka wiadomo, że się nie wykręci) a lekarz rodzinny nie dał skierowania nawet na zwykłe badanie krwi przy licznych chorobach, przy których trzeba kontrolować poziomy cukru, cholesterolu i inne.
OdpowiedzUsuńNa emeryturze brak czasu to prawda cała prawda i święta prawda, a mnie ostatnio dopadła depresja i dodatkowo brak chęci na blogowanie, podobnie jak ty tym wpisem dziś ja próbuję podnieść bloga, bo jak piszesz im dłuższa przerwa tym trudniej.
O tych pakietach medycznych różne rzeczy słyszałam, wszystko ładnie pięknie, dopóki naprawdę nie potrzebuje się pomocy. No, chyba że jakiś wariant super-ekstra-lux ;). Może nie będę się jednak na ten temat rozpisywać. Co do pomiarów cukru, to najlepiej mieć w domu glukometr, w wielu aptekach i poradniach diabetologicznych można dostać za darmo z zestawem startowym pasków i lancetów.
UsuńWspółczuję depresji, przykro mi to czytać... Zatem życzę Ci jak najszybszej poprawy nastroju i powrotu do dobrej formy.