środa, 27 listopada 2019

Basia i Balbinka, czyli demolka po kociemu.

Poziom zakocenia naszego domu zmienia się jak w kalejdoskopie. 
Czasem pełnimy tylko rolę rodziny zastępczej, przygarniamy jakieś biedaki i szukamy im nowych domków. Jest też naturalna wymiana, jedne odchodzą za Tęczowy Most (starość, choroba itd), inne się rodzą lub przychodzą same skądś tam, ze świata, inne samemu trzeba uratować i przynieść do domu, żeby ogarnąć, wyleczyć, podkarmić. Bywają harde charaktery, które przychodzą tylko jak muszą, na jedzonko jak głód doskwiera, na spanko w składziku na drewno... Inne zamieszkują u nas w domu na stałe, bo lubią spać człowiekowi na głowie :). Poddajemy się temu, bo jak odmówić kotu?

Po zamieszaniu wiosennym z takim właśnie psio-kocim przychodzeniem i odchodzeniem, od jakichś dwóch miesięcy zapanował niebywały spokój i zwierzostan domowy stanowiły tylko dwie kotki: 14-letnia Czarnuszka i 3-letnia Sabinka.

Aż nam trochę dziwnie było, że tylko dwa koty i w dodatku, po odejściu Muszki, po raz pierwszy od 30 lat żadnego psa (zapewne chwilowo)...

Ale życie nie znosi takiej próżni.

Opowiem po kolei...

Nowe mieszkanki naszego domu - Basia i Balbinka


Dwa domy dalej, w starej poniemieckiej chałupie (no dobra, murowanej, ale jednak starej i zaniedbanej, obrośniętej szopkami i przybudówkami) mieszka młody facet, któremu dawno temu zmarł ojciec, a całkiem niedawno matka. Rodzina może nie patologiczna, ale tak ogólnie rzecz biorąc, od kiedy ojca nie stało, to była tam bida z nędzą, matka popijała, potem syn poszedł w jej ślady, ostatnio jakoś się opamiętał, ale żadnej stałej pracy, dziwni kumple, on taki wioskowy mądrala (chociaż w mieście mieszkamy, ale to taki termin umowny, wiadomo o co chodzi), ale ciągle ktoś go oszukuje, wykorzystuje, on nie daje sobie wytłumaczyć i pomóc, bo wie lepiej. Szkoda gadać. Ale mniejsza z nim... 

Mieszka tam u niego śliczna szylkretowa koteczka, zwana Skrabkiem. Mieszka - to może za dużo powiedziane, bo nie w domu tylko gdzieś tam w obejściu, z przyzwyczajenia trzyma się miejsca. Gospodarz czasem coś jej tam nawet da do jedzenia, ale jak mu się przypomni, a poza tym ostatnio dorwał jakąś robotę na wyjeździe i nie ma go całymi tygodniami. 
Skrabek rok temu okociła się na strychu, sąsiadka dokarmiała całą kocią rodzinkę, potem znalazła nowe domki dla maluchów. W tym roku latem kolejny miot, zauważyliśmy małe jak już wychodziły na drogę. Bliżsi sąsiedzi zaczęli wystawiać miseczki z jedzeniem, my natomiast jak się zorientowaliśmy w sytuacji, to zaplanowaliśmy przede wszystkim sterylizację, a ściślej mówiąc - kastrację. Jednak tutaj są jeszcze te cztery maluchy, mieszkają nie wiadomo gdzie w stertach klamotów walających się po podwórku. Kocia mama jakoś to pilnuje i ogarnia, ale do sterylki trzeba by ją zabrać przynajmniej na parę dni, w tym czasie maluchy się gdzieś rozpełzną.... Pomijam koszty - wiadomo, że to już byśmy sami musieli sfinansować, ale czego się nie robi dla kota, nawet cudzego. A koteczka prześliczna, trikolor, białe łapeczki, nawet czysta i wyglądająca na zdrową.

Zaczęliśmy systematyczne wizyty w zakątku między szopkami (ogrodzenia w tym miejscu brak), gdzie najczęściej te kotki siedziały - miały tam nawet jakieś plastikowe pudełka na wodę i jedzenie, ale chyba rzadko w nich coś było... W tak zwanym międzyczasie jakiś debil, który w kolejnym wcieleniu na pewno będzie glistą, przejechał jednego z małych kotków. A potem zaczęliśmy podejrzewać, że Skrabek znowu jest w ciąży. 
Masakra! A tu zima idzie...

Wszyscy znajomi i sąsiedzi już zakoceni, nie ma chętnych do adopcji. No więc jakoś tak powoli zaczęła kiełkować myśl, że kto, jak nie my... Ale tu trzy maluchy i kotka w ciąży, za chwilę kolejny miot do zaopiekowania...

No więc, żeby nie przedłużać, pominę nasze rozterki i rozważania. Dalej działo się tak:
Chodziliśmy rano i wczesnym wieczorem do kociej rodzinki, zanosiliśmy jedzonko, czystą wodę, czasem ciepłe mleczko. Kotki wyłaziły na drogę i czekały na nas jak tylko usłyszały, że zamykamy naszą bramkę, biegły na spotkanie. No i po tygodniu jeden z maluchów, bardziej śmiały, zaczął nas też odprowadzać do domu. Trochę nas to martwiło, bo mógł się potem gdzieś zapodziać, więc pewnego razu jak już doszedł do naszej posesji i nie zamierzał wracać do mamy, to wzięliśmy go do domku. Nawet podejrzewaliśmy, że jest jedynym w rodzince chłopczykiem, bo pozostałe są szylkretowe, więc wiadomo, że dziewczynki (jak ktoś nie wie - szylkretowe są tylko samiczki!), a ten akurat szaro-bury pręgowany. A u nas już dwie samiczki, dziewczyny nie bardzo się lubią, a w zasadzie to wieczna wojna, to samo było z dwiema sukami. Wolelibyśmy więc wziąć kocurka. No ale się okazało, że jednak też dziewucha. 

No dobra, pierwsza noc za nami. Co prawda kotek zrobił siku i kupę na pańcia łóżko, ale to dlatego, że pańcio zapomniał przynieść z piwnicy kuwetę, której od dawna nie używaliśmy. Nasze wychodzące koty załatwiają się prawie wyłącznie na dworze, a jak je pod naszą nieobecność przyciśnie w domu potrzeba sikania, to idą do brodzika i sikają prosto do odpływu. Nikt ich nie uczył, ale wszystkie nasze koty tak robiły. Pomijam wybryki Sabinki, która znaczy teren i jak w domu jest Czarnuszka, to wredny rudzielec czasem pstryka po ścianach. Ale to taka patologiczna jednostka...

Wracajmy do ad remu, jak to mówią. No więc rano, idąc z jedzonkiem do koteczki i pozostałych maluchów, postanowiliśmy zabrać ze sobą naszego nocnego gościa. Koteczek ochoczo z nami poszedł, radośnie przyłączył się do mamy i siostrzyczek i został. Wieczorem jednak historia się powtórzyła, po karmieniu kotek pobiegł za nami. No to już nie było co deliberować, zapadła decyzja, że kotek zostaje u nas. 
I oto jest Barbara czyli BASIA - kot, który nas sobie wybrał:





Basia jest ciekawskim i dzielnym kotkiem, szybko się zadomowiła, pozwiedzała cały dom, od razu wiedziała, po co w kącie stoi kuweta (bo tym razem pańcio od razu po nią poleciał).

Ale!
To nie koniec kociej historii!
No bo przecież zostały dwa maluchy!

Nie przeciągając już tego opowiadania powiem tylko, że ostatecznie u nas wylądował jeszcze jeden maluch, najmniejszy i najbardziej wystraszony, taka śliczna łaciata trikolorka, BALBINKA, bardzo podobna do mamusi:






Trzeci maluszek z kociej rodzinki powędrował do naszego syna.
Kocią mamę nadal dokarmiamy i będziemy monitorować co się z nią dzieje, żeby jakoś dała radę odchować kolejne maluchy. Jeśli ktoś myśli, że można ją zabrać po prostu do domu, to jest w błędzie, To jest tak naprawdę kot wolno żyjący, tylko korzystający z ludzkiej pomocy. Nagłe zamknięcie jej byłoby ogromnym stresem. Mimo wszystko próbujemy ją zachęcać, żeby do nas przychodziła, bo łatwiej by nam było nawet na naszym podwórku zorganizować jej jakiś ciepły i bezpieczny kącik do zamieszkania, ale ona na razie jest ostrożna z tym spoufalaniem się i nie chce podejść bliżej niż 10 metrów od naszego domu. Kiedy wzięłam ja na ręce to doszłyśmy dość blisko drzwi, ale w ostatniej chwili wyrwała się i uciekła. No zobaczymy, może nasza cierpliwość zostanie jednak w końcu wynagrodzona :).

A tymczasem Basia z Balbinką po jednodniowym rozpoznawaniu terenu przystąpiły do totalnej demolki :). Szaleją razem po całym domu, wszędzie ich pełno! Firanki zaliczone, piękna duża ceramiczna waza rozbita, wszędzie walają się kocie zabawki i orzechy włoskie wygrzebane z owej nieszczęsnej wazy. 
Zdjęcia są jednak raczej statyczne, bo mój aparat nie nadąża za tymi małymi czorcikami :)







W kontekście całej tej historii chcę napisać tu jeszcze kilka zdań o sterylizacji (bądź kastracji) kotów.
Ludzie są pod tym względem totalnie nieodpowiedzialni, dotyczy to zwłaszcza właścicieli kocurów. Egoistycznie uważają, że to nie ich problem. 

Zapładnianie niewysterylizowanych kotek (choćby takich dzikich czy wolno żyjących) to jedno, ale druga rzecz - co się dzieje jak koty mają ruję! U nas kotki są wykastrowane, ale obce kocury i tak w amoku obsikują mi drzwi i całą okolicę, w lecie jak taras otwarty to potrafią do domu wleźć i nasmrodzić, zachowują się jak naćpane. Kocur potrafi całymi dniami nie jeść, nie pić, tylko łazi w okolicy domu wybranki i jęczy przeraźliwie. Jak zalotników jest więcej, to dochodzą do tego jeszcze kocie bitwy, jazgot czasem w środku nocy, kocury potem sponiewierane... 
Po co ludzie im to robią? 
Nie chcecie mieć małych kotków, to ulżyjcie biedakom, wykastrujcie, zarówno kotki jak i kocury! Sąsiadka trzyma w domu niesterylizowaną kotkę, kilka razy w roku biedna kicia cierpi niezaspokojona, a kocury w okolicy dostają szału, wydzierają się po nocach, pstrykają wszędzie, walczą ze sobą... istny armagedon!

No więc teraz będzie poważnie i naukowo.

Wyjaśnijmy najpierw pojęcia, bo kastracja i sterylizacja to nie to samo. Sama kiedyś nie wiedziałam, myślałam, ze sterylizuje się kotki a kocury kastruje. A otóż nie. Zarówno kastracaję jak i sterylizację można przeprowadzić u samców i u samiczek.

Kastracja: Podczas zabiegu kastracji kota usuwane są jego organy lub gruczoły produkujące hormony, u kocurów jądra, u samic jajniki. To standardowy zabieg, który przeprowadza zdecydowana większość lekarzy weterynarii.
U kocurów otwiera się mosznę, wiąże nasieniowód oraz włośniczki i usuwa jądra. U samic zabieg jest nieco bardziej wymagający i czasochłonny, ponieważ by usunąć jajniki, otworzona musi zostać powłoka jamy brzusznej. Nierzadko usuwa się przy tym macicę. Kastracja samicy nie jest bardziej skomplikowana, ale nieco bardziej inwazyjna i zwykle droższa niż kastracja samca. (źródło - zooplus.pl)

Sterylizacja: Zabieg sterylizacji także pozbawia koty możliwości rozmnażania się, jednak nie poprzez usunięcie, a poprzez przycięcie lub podwiązanie nasieniowodu lub jajników. Nie może wówczas dojść do zapłodnienia, poza tym nie zmienia się wiele więcej. Produkcja hormonów i popęd rozrodczy pozostają niezmienione. (źródło - zooplus.pl)

Kastracja lub sterylizacja to nie tylko zapobieganie niechcianym ciążom, ale także szereg innych pozytywnych skutków, dotyczy to zwłaszcza kastracji.

W przypadku sterylizacji, ponieważ nie dochodzi do usunięcia gruczołów produkujących hormony, zachowanie kotów zasadniczo nie ulega zmianie, nie ma też w związku z tym ryzyka przybierania na wadze.

Kastracja polega na usunięciu tych gruczołów, więc koty pozbawione są w ten sposób popędu, co powoduje, że są spokojniejsze, nie mają stresów związanych z rują - kto miał kotkę w rui albo niewykastrowanego kocura wyczuwającego ruję u kotki, to wie jaki to koszmar dla całego otoczenia. Koty wychodzące trzymają się bliżej domu, nie szwendają się po ulicach narażając się na wypadki, nie walczą z innymi kotami (unikają ryzyka poranienia lub zarażenia poważnymi chorobami), robią się z nich koty kanapowe - spokojne, zrównoważone, ufne i towarzyskie, mniej zestresowane i bojowe, nie znaczą terenu (w tym własnego domu). Oczywiście kastracja automatycznie likwiduje niektóre ciężkie i dość często występujące choroby właściwe dla płci, jak na przykład ropomacicze u samiczek, nowotwory gruczołów mlekowych, nowotwory jąder u kocurów. Nie bez znaczenia jest także wydłużenie średniego okresu życia wykastrowanych kotów.

Polecam ciekawy artykuł obalający różne mity związane z tymi zabiegami:
https://www.karmimypsiaki.pl/blog/kastracja-kotow-obalamy-10-popularnych-mitow/

I jeszcze dla zobrazowania problemu, proszę bardzo, grafika zapożyczona ze strony Amyszki:



Polecam też obszerny artykuł na stronie ZOOPLUSA, w którym wyjaśniono dokładnie różnice między kastracją i sterylizacją, opisano na czym te zabiegi polegają i jakie są ich efekty w zachowaniu i zdrowiu kotów: 

Zapobieganie rozmnażaniu się kotów jest wyrazem odpowiedzialności i świadomości właściciela. Kastracja nie tylko pozwala zmniejszyć liczbę bezdomnych zwierząt, ale także korzystnie wpływa na komfort życia zwierzęcia i jego właściciela, a kotu może przedłużyć życie nawet dwukrotnie.

Nasze nowe koteczki też wkrótce zostaną wykastrowane.


BASIA - rozrabiara

BALBINKA - nieśmiała



*****

40 komentarzy:

  1. Koteńki śliczne, tylko to dodatkowy kłopot na głowie. I nie chodzi nawet o samo jedzenie, ale wojny między rezydentami, a nowymi.
    My kiedyś skończymy jak Violetta Villas😉. Przychówek zwierzęcy zwiększa się u nas w zatrważającym tempie, mimo naszego "nigdy więcej". Zakociłam już kawałek Warszawy, rodzinę i zapsiłam sąsiadów.
    Nam lekarz wykastrował ciężarną kotkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nam się kiedyś zdarzyło, że po kolejnej ciąży chcieliśmy szybko wykastrować kotkę, a i tek weterynarz powiedział, że to była jednocześnie aborcja, bo już zdążyła znowu znaleźć sobie jakiegoś narzeczonego. Ja też zawsze mówię "nigdy więcej", no ale co zrobić, jak się spotyka takiego kociego biedaka...

      Usuń
  2. Cudne kotki, zwłaszcza podoba mi się Balbinka. :) A grafika pokazująca rozmnażanie kotów mówi sama za siebie, dopiero w takim zestawieniu widać to najlepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Balbinka jest przeurocza, to prawda :). Myślę, że będzie takim przytulaśnym i bardziej domowym kotkiem, natomiast Baśka to szatanica, będzie się włóczyć po okolicy i zaczepiać inne koty. Jest nadzieja,że jej to trochę przejdzie po kastracji, ale geny ma na pewno inne niż Balbinka.

      Usuń
  3. Tytuł posta jakoś mnie rozweselił. hehe Historie związane ze zwierzątkami rozczulają mnie najbardziej. Jak sobie wyobrażam Basie, tak Was odprowadzającą, patrze na zdjęcia i ze wzruszenia płakać mi się chce. Tak się cieszę, że znalazły dom i niech będą grzeczne. hehe Niesamowicie dobrze mi się czyta o takim wsparciu dla zwierząt, jesteś cudowna. Ileż razy już widziałam znęcanie się nad akurat kotami, zawsze wtedy się drę, bo przejść obojętnie nie można! Po takich postach ja zawsze muszę utulić Timmiego, jak myślę, że mógł siedzieć w schronisku, to mi słabo, ale on jest nam pisany. Tak samo Wam Basia i Balbinka. Piękna rodzina o pięknych sercach. Posyłam najserdeczniejsze pozdrowienia. :*****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję, Agnieszko, za tyle ciepłych słów. Wiem, że jesteś osobą bardzo wrażliwą i o wielkim sercu, ale niestety obok nas wielu jest ludzi podłych i okrutnych, lub nawet tylko obojętnych na czyjąś krzywdę. Mnie się zdaje, że jak ktoś krzywdzi zwierzę, to z taką samą łatwością potrafi skrzywdzić człowieka. Moja opieka nad zwierzętami to tylko mała kropelka w morzu potrzeb, ale gdyby wszyscy tak postępowali, to nie byłoby tylu kocich czy psich nieszczęśników.
      Uściskaj ode mnie Timmiego :).
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  4. Skąd ja to znam :) Mam na razie 3 koty i dwa psy. U mamy cztery koty i pies. Wszystko to trzeba ogarniać. I oczywiście wszystko znajdy. Nic się ludziom nie wytłumaczy. Trzeba zaczynać od przedszkoli i mieć nadzieję, że następne pokolenia już większy rozum będą miały i empatię.
    Ale macie też kupę radochy, małe koty to wariaty ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, maluchy są pocieszne, ale starszaki też uwielbiamy :). W szczytowym momencie mieliśmy w domu dwa psy i czternaście kotów. Można było oszaleć, ale i tak każdy był kochany tak samo.

      Usuń
  5. Jednym słowem macie w domu wesoło . Śliczne kotki . Basia skradła moje serce , bo bardzo lubię tygryski . My też naszego kota wykastrowaliśmy jak ostatnio przyszedł do domu sponiewierany i z otwartymi ranami. Teraz nie chodzi po wsi , ciągle trzyma się domu . Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, kastracja ma mnóstwo zalet, zarówno dla samego kota jak i dla właściciela.
      Basia i Balbinka mają zupełnie inne charaktery, ale dla nas najważniejsze, że bawią się i śpią razem, nie ma między nimi jakichś antagonizmów. Co prawda we dwójkę sieją więcej spustoszenia w domu, ale też potrafią się same sobą zająć, co dla nas ma znaczenie przy czterech kotach :).

      Usuń
  6. Basia i Balbinka śliczne :)
    Naszego Myka brat ściągnął z drzewa, ponoć siedział na nim i płakał. Był podrośniętym kociakiem, jak wydoroślał to został wykastrowany, jest już w naszym domu 8 lat.
    Przed Mykiem był Darek zawadiaka, mały psiur, którego bratanica odwiązała od drzewa w parku. A po Darku był Morus po którego pojechaliśmy do schroniska, a dlatego to on został wybrany bo w trakcie posiłku siedział w kąciku, a jak reszta piesków się najadła to poszedł wylizać puste miski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też zabieramy takie największe biedaki, bo one chyba potrzebują najwięcej miłości, ale też najwspanialej odwdzięczają się przywiązaniem. A ściąganie rozmaitych, przeważnie nie naszych, kotów z okolicznych drzew to już tradycja, mąż przypłacił to kontuzją, syn został poważnie podrapany przez uratowanego. Ale jak jest potrzeba, to nadal ratują :).

      Usuń
  7. wszystkie piękne, ale Balbinka cudowna. Przypomina mi mojego persa, który był kiedyś z nami, ale to zadziora straszna była :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Balbinka jest urocza, była najmniejsza i najmniej zaradna z rodzeństwa, ale teraz dokazuje razem z Basią, więc jeszcze nie wiadomo, jaki pokaże charakterek :).

      Usuń
    2. w małym ciele, duży duch :)

      Usuń
  8. BASIA - rozrabiara? No, nie wierzę, przecież na zdjęciu wygląda na przesłodkiego aniołeczka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. One wszystkie wyglądają przesłodko :))) - ale potem to różnie bywa, zobaczymy w miarę podrastania.

      Usuń
  9. Hmmm, dostrzegam pewną prawidłowość - nasze rude też obsikują mimo, że kastrowane. Nasza Balbinka też bida i sierotka, nawet nie zwiedza terenu, bo nie potrafi przeskoczyć ogrodzenia (lepiej dla niej, bo bezpieczniejsza). Nasze dwie kotki chowane od małego do śmierci prychały na siebie... Ale też dwa kocurki także wciąż ze sobą walczą.
    Zawsze, gdy tylko mam okazję przekonuję do kastracji. Dziwne ludzie mają argumenty przeciwko, na przykład, że nie chcą zwierzętom zabierać takiej przyjemności (znaczy kocurom seksu) lub spełnienia w macierzyńswie (to o samiczkach). Skutkiem czego wciąż jest cała masa niezaopiekowanych bezpańskich zwierząt, które niewyobrażalnie cierpią...
    Ściskam mocno całą Waszą gromadkę i cieszę się, że kolejna trójeczka znalazła nowy dom:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słabo mi się robi, jak ludzie takie głupoty gadają, ale czego oczekiwać po naszym gatunku, skoro niektórzy jego przedstawiciele sami najwyraźniej nie wiedzą skąd się biorą dzieci, nie mówiąc już o rodzicach porzucających lub zaniedbujących swoje potomstwo.
      A z rudzielcami to faktycznie jest chyba taka ich "uroda", że takie trochę wredniejsze są. Ale i tak je kochamy :))).

      Usuń
  10. Tak to czasem jest że to właśnie koty wybierają nas :-)
    Cudowna parka i fajnie że rodzeństwo. Chyba wolą zabawę ze sobą , niż zaczepki starszyzny ?
    Brawo dla Was , za to co robicie ... ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starszaki początkowo prychały z oddali, ale już się zorientowały, że maluchy tak są zajęte sobą nawzajem, że nie ma się co nimi przejmować. Nawet starsze między sobą zakopały chwilowo topór wojenny :). A maluchy wyjątkowo grzeczne, bawią się najczęściej w parterze, wystarcza im kilka miękkich kulek i mają uciechę na cały dzień. A potem śpią jak aniołki przytulone do siebie :).

      Usuń
    2. No i to jest właśnie pozytywna strona dwupaku :D
      Starszaki mają na co patrzeć i chyba dlatego zapomniały o waśniach ;-)

      Usuń
  11. jestem tego samego zdania, należy kastrować i tyle; na 4 moje koty (w przeciągu 20 lat) wszystkie 4 zostały poddane temu zabiegowi. Popieram! I jesteście wspaniali że przygarniacie maluchy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas kotów to już było ze 40 :))), nawet nie pamiętam dokładnie, bo przygarniamy, rozdajemy, trafiają się też ciężarne już kotki. W pierwszych latach opieki nad kotami podawaliśmy tabletki, były bardzo skuteczne, ale po jakimś czasie zostały wycofane z produkcji. Później już były kastracje. A przygarniamy, bo nie jesteśmy obojętni i zdajemy sobie sprawę, co może się dziać z takimi bezdomnymi kotami, w dodatku maluchami, szczególnie w porze zimowej.

      Usuń
  12. Popieram w całej rozciągłości kwestię sterylizowania kotów i psów. Sama mam w domu 4 psy i 3 koty i wszystkie maja już to za sobą. Również dokarmiam takie dochodzące. Warto zainteresować się bezpłatna sterylizacją w gminie. Do wszystkich minusów niewysterylizowanych kotów dołożę też ten że koty wolno żyjące i wychodzące robią ogromne straty w populacjach ptaków a im więcej ich jest tym te straty są również większe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Sama widzę, że po kastracji koty przestają interesować się ptakami i w ogóle polowaniami. Nasza Sabinka pod tym względem jest trochę inna, po zabiegu charakter i upodobania myśliwskie wcale jej się nie zmieniły. Podejrzewam, że zamiast kastracji wykonano u niej tylko sterylizację.

      Usuń
  13. Śliczne Twoje koty, a i historia bardzo interesująca. Wykresy dotyczące rozmnażania się kotów, należy puścić na portale społecznościowe, bo ludzie nie mają wyobraźni i twierdzą, że nie trzeba ingerować w życie kotów, tudzież psów, bo i psów to dotyczy. Nasza Beza została wysterylizowana, kiedy miała pół roku , zniosła to znakomicie, a teraz mamy spokój.
    Czy mogę tę planszę puścić na Facebooku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Jaskółko, grafikę zapożyczyłam ze strony Amyszki - http://kotyszki.blogspot.com/ , na bocznym pasku jest grafika przekierowująca do wpisu z wieloma innymi grafikami. Amyszka też skądś ją ściągnęła, więc tak dokładnie to nie wiem kto jest autorem, ale cel jest szczytny, więc chyba można to rozpropagować. Ja nie mam konta na Fb, a dobrze by było, gdyby fejsbukowicze mieli możliwość zapoznania się z tymi informacjami. Dziękuję i pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  14. No i Małgosiu, masz jednym słowem kocie schronisko, albo przytulisko. W moim domu był: piesek-krótko niestety, potem był kot Teofil, wiewiórka ziemna, chomik, rybki i na koniec kotka Pusia. Teraz nie mam żadnego zwierzątka i na razie chyba tak zostanie, bo byłby problem, u kogo zostawić w razie naszego wyjazdu, ale chyba nie tylko o to chodzi.....tak mi się wydaje. Pozdrawiam gorąco:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety z tym jest zawsze problem, bo jednak czasem chcemy wyjechać na urlop, nie mówiąc już o jakichś niezbędnych jednodniowych wypadach. Największy kłopot jest z psami, bo trzeba je wyprowadzać na dwór przynajmniej kilka razy dziennie, a przy chorym to już w ogóle stale ktoś musiał być. Z kotami łatwiej to ogarnąć, ale mimo wszystko zawsze trzeba to wcześniej zaplanować i z kimś załatwić opiekę. Ja po każdym kolejnym przygarniętym zwierzaku mówię, że już ani jednego więcej, no ale potem są takie sytuacje, że nie mamy serca zostawić biedaka na pastwę losu. Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  15. Śliczne dziewczynki!
    Super, że trafiły na odpowiedzialny domek. Mam nadzieję, że uda Wam się wykastrować kocią mamę jak już odchowa maluchy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję w imieniu dziewczynek! Na razie maluchy miały wizytę i weterynarza, wszystko z nimi w porządku, zostały zaszczepione i odrobaczone, i brykają, że hej!

      Usuń
  16. Koteczki są śliczne a Wy macie i dobre serduszka i wiele mądrości. Dawno tyle nie przeczytałam nt. kotów - dzięki a garść informacji o których nie miałam pojęcia.
    Wszystkiego kociego dla Balbinki i Basi - w dniu jej imienin ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za życzenia dla koteczek :))). Cieszę się, że moja pisanina na coś się przydaje, po to właśnie poruszam takie tematy, bo niestety wiele osób nie wie, że nie kastrując kotów narażają wiele kocich istnień na cierpienia.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  17. Dzień dobry!
    Uśmiałam się, jak przeczytałam o kulturze (korzystanie z toalety -odpływu) Waszych kotów. Naprawdę, niebywałe!
    A odnośnie sterylizacji, kastracji... to wzdycham teraz żałośnie... mam sąsiadkę, która nie widzi potrzeby zając się swoimi kotkami, ma 3, przerażające są te kocie bitwy w środku nocy, pod oknem sypialni... te straszne wrzaski jak z horroru... Proszenie nic nie daje by się zaopiekowali swoimi zwierzętami...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym sikaniem do odpływu w brodziku prysznicowym to nie mam pojęcia, skąd im się to bierze, ale naprawdę koty same z siebie to miejsce wybierają, nawet jak jest świeżo zdezynfekowane jakąś sanitarną chemią. Tyle tylko, że trzeba zostawiać uchylone drzwi do łazienki.

      Usuń
  18. Koty to niezwykłe stworzenia. Widziałam filmiki, gdzie koty załatwiały potrzeby prosto do toalety. Jestem w stanie uwierzyć, że u was korzystają z prysznica. Nasz kot pod prysznic idzie jak ma chęć na świeżą zimą wodę. I co ciekawe do tej czynności woła tylko mnie.
    Cieszę się, że te przepiękne i mądre zwierzaki znalazły u was nowy, bezpieczny dom. Widać, że im dobrze :)
    Dotychczas sterylizacja i kastracja znaczyły dla mnie to samo. Tylko inne słowa. Dlatego dziękuję za objaśnienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasze koty nie chodzą pod prysznic po wodę, bo nic tam nie kapie, ale z jakiegoś powodu jak nie ma kuwety to siku robią do odpływu brodzika. Dorosłe wychodzące koty generalnie załatwiają się na dworze, kuwety mamy wystawione tylko jak są maluchy takie jeszcze niewychodzące. A kota załatwiającego się do toalety widziałam na własne oczy i wiem, że nikt go tego nie uczył. Maluch, który po raz pierwszy widzi kuwetę z czystym żwirkiem, też z jakiegoś powodu od razu sam wie, do czego ona służy. Koty to naprawdę bardzo inteligentne stworzenia :).
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń