piątek, 3 lutego 2023

Książki. Graboń - o kawie, Pomsel & Hansen - o niemieckim życiu.

Tym razem zaprezentuję Wam tylko dwie książki. Zgodnie z moim noworocznym postanowieniem, aby pojawiać się tutaj częściej, ale za to z nieco krótszymi wpisami :). Bo zdarzały mi się kilkumiesięczne "zniknięcia" a potem nadrabiałam nieobecność tasiemcowymi opowieściami... No, zobaczymy, jak się ta nowa formuła sprawdzi. A zatem - moje najnowsze odkrycia książkowe, którymi chciałabym się z Wami podzielić.





IKA GRABOŃ -  "Kawa. Instrukcja obsługi najpopularniejszego napoju na świecie".

Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2017r, 298 stron, oprawa twarda.

Nie jest to typowy poradnik, ale niezwykła, a zarazem bardzo profesjonalna i treściwa opowieść o kawie, o jej uprawie, o świecie zapachów, sensoryce i cuppingu, o selekcji i wyborze ziaren kawy, o jej przyrządzaniu i smakowaniu, o Trzeciej Fali Kawy. Ika Graboń jest sensorykiem, baristką i certyfikowaną trenerką oraz sędzią w różnej rangi mistrzostwach "kawowych". A przede wszystkim - koneserką i pasjonatką kawy. Tę książkę miałam w ręku już kilka lat temu, kupiłam ją w prezencie dla znajomego kawosza, ale sama zdążyłam ją też pospiesznie przeczytać przed wręczeniem prezentu. Teraz kupiłam ją dla syna, który jest także wielbicielem kawy i nawet marzy mu się kurs baristyczny - dla własnych potrzeb, ot tak żeby poznać dobrze temat. 

No więc tamto pierwsze czytanie otworzyło mi oczy i głowę na temat kawy. Bo ja generalnie nigdy kawy nie lubiłam, a zaczęłam ją pijać na zalecenie lekarza, ponieważ zdarzały mi się omdlenia, bo krążenie i ciśnienie miałam zawsze jak zdechła żaba. Zalewałam jednak kawowy napój dużą ilością mleka, bo inaczej nie byłam w stanie przełknąć tego paskudztwa. Mój drugi syn ma to po mnie i mawia, że to zdumiewające, że coś, co tak ładnie pachnie, tak okropnie smakuje. A tymczasem Ika Graboń demaskuje mity na temat kawy i burzy nasze powszechne przyzwyczajenia do kawy mocno upalonej, woniejącej popiołem i dymem, i smakującej jak popiół. Bo kawa jest owocem. No przecież! Powinna być więc lekka, słodka i kwaskowa, owocowa, z ewentualną nutą kakao, orzechów, innych roślinnych smaków i zapachów. Dobra kawa wcale nie smakuje jak... kawa :). A to, co kupujemy najczęściej, w zwykłym spożywczaku, a czasem nawet w delikatesach, to są odrzucone po selekcji śmieci, najczęściej mocno spalone, bo w ich składzie są zarówno ziarna niedojrzałe, jak i przegniłe, uszkodzone itd... Mocne palenie pomaga ukryć tę gorszą jakość. Już nie wspomnę o rozpuszczalnych... Te najlepsze kawy (nie według marketingowców, tylko wg ekspertów) mają oznaczenie specjalty (mogą mieć w próbce do 5 drobnych defektów, jak np., popękane ziarna) lub premium (max 8 drobnych defektów), potem jest coraz gorzej... Najgorsze, tzw. odpad, ma nawet ponad 80 defektów poważnej "wagi", czyli ziarna sfermentowane, niedojrzałe, robaczywe, inne śmieci... Ten odpad nie jest wyrzucany, tylko wędruje do sklepów spożywczych. Tak, pijemy najczęściej odpadki kawowe... No ale dobrze, to nie miał być mój osobisty wykład o kawie...



W każdym razie po pierwszej lekturze tej książki kupiłam porządny elektryczny młynek do kawy i pierwsze porcje ziaren kawy te nieco lepsze (punktacja powyżej 80/100), z dobrego sklepu "kawowego", świeżo palone, z wiadomym pochodzeniem, a także, jako pierwszy eksperyment w dziedzinie parzenia kawy - kawiarkę. Bo w domu był wtedy ulubiony przez mojego męża ekspres kolbowy oraz chorwacki tygielek "jazzva", z których to urządzeń kawa wcale mi nie smakowała. Pierwsze moje "oświecone" parzenie kawy w kawiarce odbyło się jeszcze z jakiejś zwykłej, popularnej kawy... i to było odkrycie, eureka! Ta sama kawa nagle jest całkiem smaczna i ma ciekawy aromat! Czułam w niej i czekoladę i orzechy, nawet bez mleka dało się ją wypić! Dzisiaj myślę, że wpłynęły na to przede wszystkim proporcje kawy do wody (kawa z kawiarki ma "więcej kawy w kawie", niż ta z ekspresu) i czas parzenia. Od tego momentu piję kawę wyłącznie z kawiarki, z odrobiną mleka, bo mleko lubię. Mąż woli nadal tę z ekspresu, bo napój z kawiarki jest dla niego zbyt intensywny - jak widać, każdy powinien znaleźć tę najbardziej dla siebie odpowiednią metodę przygotowywania kawowego naparu.


Teraz planujemy eksperymentowanie w temacie parzenia alternatywnego innymi metodami (syn ma jeszcze french press, marzy mi się syfon, a chemexa na pewno lada dzień kupimy, chociaż metody przelewowe jakoś do mnie nie przemawiają (dripa zresztą kiedyś za młodu miałam, nie wiedząc nawet że to całkiem profesjonalny sprzęt - myślałam że to takie prymitywne i zastępcze urządzonko, a profesjonalny to tylko ekspres automatyczny, hehe, o ja naiwna!). No i te różne kawy... Będzie się działo :). Książka Igi Graboń jest pięknie ilustrowana, zawiera dokładne opisy wszystkich alternatywnych (czyli nie-ekspresowych) metod parzenia kawy, przewodnik po uprawach, rodzajach kawy, o sensoryce itd, przeplatane opowieściami o własnych doświadczeniach oraz rozmowami ze znanymi baristami. Polecam z całego serca, nie tylko kawoszom, ale i tym, co do tej pory kawy nie lubili :). A ponieważ wkręciłam się w temat i mam jeszcze inne książki o kawie, to za jakiś czas może popełnię jakiś typowo kawowy wpis na blogu.

*****


BRUNHILDE POMSEL, THORE D. HANSEN - "Niemieckie życie. Byłam sekretarką Goebbelsa"

Wydawnictwo Bellona, Warszawa 2018r, 220 stron, oprawa miękka.



To powinna być lektura obowiązkowa. Dla wszystkich. Chociaż, szczerze mówiąc, po przeczytaniu opinii na portalu "Lubimy czytać" ze zgrozą stwierdziłam, że niektórzy ludzie nie potrafią czytać ze zrozumieniem. Wielu osobom umknęło to, co w tej książce było najważniejsze - czyli nie tyle naiwna opowieść byłej sekretarki Goebbelsa, ale płynące z tej opowieści wnioski, czyli to, co jest między wierszami, a zostało napisane wyraźnie dopiero w omówieniu redakcyjnym współautora. Bo ludzie często szukają tzw. taniej sensacji, a w tej książce żadnej sensacji nie ma. No, chyba że uznamy za sensację fakt, że bliska współpracownica Josepha Goebbelsa nie wiedziała niemal do końca wojny nic o zbrodniach nazistów. Bo tak właśnie utrzymuje Brunhilde Pomsel. 

Książka jest zapisem rozmów przeprowadzanych w latach 2013-2014 na potrzeby filmu dokumentalnego. Brunhilde Pomsel urodziła się w zamożnej dzielnicy Berlina w 1911 roku i tam spędziła całą młodość. W 1932 r dzięki poznaniu Wulfa Bleya (reportera radiowego i członka NSDAP od początku powstania tej partii) rozpoczęła się droga zawodowa Pomsel. Początkowo pracowała w teatrze, następnie przenosiła się wraz z robiącym partyjną karierę Bleyem w kolejne miejsca, aż do centralnych kręgów władzy, do sekretariatu w Ministerstwie Propagandy. Czytamy opowieść ponad stuletniej kobiety o jej młodości w Berlinie pod rządami Hitlera i nazistów. Pomsel opowiada o zwyczajnym codziennym życiu młodej kobiety, która chciała spotykać się z przyjaciółmi (a początkowo byli wśród nich także Żydzi), bawić się, dobrze zarabiać, ładnie się ubierać. Cały czas utrzymuje, że nie interesowała jej polityka, o wielu wydarzeniach nie wiedziała, bo działy się gdzieś daleko, w innych dzielnicach lub poza Berlinem, radio i prasa były już wówczas kontrolowane przez władzę, a ona nie szukała informacji politycznych, bo jej to nie obchodziło. 

I ja w to wierzę. Pamiętajmy, że nie było internetu, smartfonów, telewizji itd. W prasie i radio jedynie słuszna linia partii. Później jednak, kiedy zaczęła się wojna, informacji przybywało, a jednak Pomsel pozostała obojętna na to, co działo się poza jej prywatnym życiem. Imponowało jej, że pracuje wśród elity, w pięknie umeblowanym biurze, że stać ją na ładne ubrania. To były jej zmartwienia: jak się ubrać, dokąd pójść coś zjeść w objętym wojennym kryzysem mieście. Po upływie 70 lat od tamtych wydarzeń, z perspektywy aktualnej wiedzy i doświadczenia, Brunhilde Pomsel uważa co prawda, że była wtedy młoda i naiwna, ale nie widzi swojej winy. Uważa, że skoro sama nikogo bezpośrednio nie zabiła, to nie ponosi odpowiedzialności za zbrodnie nazistów. A przecież to właśnie dzięki obojętności znacznej części niemieckiego społeczeństwa mogła się rozpędzić machina zbrodni, dzięki milionom milczących Niemców Hitler i narodowi socjaliści doszli do władzy. Obojętność bywa akceptacją, milczącym przyzwoleniem. Jeśli brakuje sprzeciwu - ktoś może to wykorzystać, czasem nawet przeciwko tym obojętnym. Dla mnie to fascynująca, bardzo prawdziwa opowieść o prawdziwym niemieckim życiu. Przerażająco spokojne życie elity, która milionom ludzi zgotowała piekło. 

Druga część książki to komentarz politologa Thore Hansena. I tutaj są wnioski, do których niestety niektórzy czytelnicy wspomnień sekretarki Goebbelsa sami nie doszli, a pewnie komentarza też już nie chciało im się czytać, więc chyba w sumie nic z tego nie zrozumieli. Bo wspomnienia Brunhilde Pomsel i jej poczucie braku winy znajdują silne odbicie w dzisiejszym świecie. Coraz mniej ludzi bierze udział w wyborach, społeczeństwo w masie jest bezwolne i obojętne na wydarzenia polityczne, natomiast radykalizują się skrajne odłamy. Pomsel mówi, że nam się tylko wydaje, że na jej miejscu zachowalibyśmy się inaczej. Jej przykład: oglądamy wojnę w Syrii, współczujemy tym biednym ludziom, ale za chwilę przełączamy kanał w telewizorze na jakiś program rozrywkowy i spędzamy miły wieczór, nie myśląc już o Syryjczykach. Czyż nie? Z notki redakcyjnej na okładce książki: "'Niemieckie życie' staje się sygnałem alarmowym dla współczesnego pokolenia. Bo na przykładzie Brunhilde Pomsel widać, dokąd mogą zaprowadzić obojętność, ignorancja i brak zainteresowania polityką". 

*****

Dzisiaj tak krótko i na temat, bo mam trochę zamieszania ze sprawami pracowymi i muszę się nimi w trybie pilnym zająć. Mój spontaniczny mąż zaordynował nagły urlop wyjazdowy, czym rozwalił mi misterny plan malowania, blogowania i innych przyjemnych zajęć. Zamiast więc rozkoszować się osobistymi przyjemnościami, muszę pośpiesznie ogarnąć różne sprawy w firmie. Urlop się oczywiście też przyda, ale miało to być trochę inaczej, tak że... ten... :))). Ale dłuższej przerwy tym razem nie przewiduję, widzimy się wkrótce!

*****



55 komentarzy:

  1. Cieszę się z Twojej decyzji o częstszym goszczenia w blogosferze. Pierwsza książka jest dla mojego męża, który uwielbia kawę i wszystkie rytuały związane z jej parzeniem w kawiarce.
    Tematy niemieckie wśród naszej społeczności nie znajdują zrozumienia, pamiętam opinie o "Zaklinaczce książek", że nie należy jej czytać, bo zakłamuje obraz złych Niemców...
    Teraz słusznie podkreślasz, że obojętniejemy wobec wojny w Syrii, a nawet w Ukrainie. Możemy sobie pozwolić na przelaczenie kanału tv. Jesienią okaże się, czy rzeczywiście jesteśmy społeczeństwem świadomym, do czego może doprowadzić toporna propaganda pseudo publicznej telewizji.
    Miłego tygodnia życzę.:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak zwane publiczne media ze swoją jedynie słuszną linią to jedno, a druga rzecz to niska świadomość społeczna i obojętność na kwestie polityczne, bo ludzie nie wiążą polityki z własnym życiem. Mam wrażenie, że życie wielu osób zamyka się w socjal mediach i skupieniu na sobie, własnym dobrobycie, karierze i zdobywaniu dóbr materialnych. To dość przerażające.

      Usuń
  2. Drugi tytuł to moja lektura obowiązkowa! Dziękuję za recenzję, bo dzięki niej nie przegapię tej książki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo wartościowa pozycja, a pewnie bym ją też przegapiła, gdyby ktoś mi jej nie podsunął.

      Usuń
  3. Piłam kiedyś kawę i bardzo lubiłam, zarówno parzoną jak i rozpuszczalną. Natomiast nigdy nie interesowałam się z czego jest zrobiona i ciekawe jest to, co napisałaś o tych odpadkach;) Aktualnie nie piję kawy od dłuższego czasu i cieszę się, że się od niej uwolniłam (uważam, że kawa uzależnia).
    Książki wydają się bardzo ciekawe, chociaż tak różne od siebie, świetnie je zrecenzowałaś. Mam nadzieję, że wpisy będą pojawiać się częściej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię wejść dokładnie w takie tematy, zwłaszcza że to co jemy i pijemy wpływa bezpośrednio na nasze zdrowie. A poza tym to bardzo ciekawe - ta cała droga od plantacji, sposobu uprawy, przez cały proces przetwarzania, a potem rozmaite metody parzenia. Ta książka o kawie to prawdziwa encyklopedia kawy :).

      Usuń
  4. Kawę piję sporadycznie, tylko z kawiarki. Już książkę zamówiłam, chętnie dowiem się może czegoś dla mnie nowego. Drugą pozycje też zamawiam. Interesuję się sprawami społecznymi i polityką w stopniu więcej niż umiarkowanym, więc powinna mnie zainteresowac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to bardzo się cieszę, że zainteresował Cię ten wpis :). Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  5. Ciekawe książki Zwłaszcza druga bo kawy to ja nie pije

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja piłam kawę jak lekarstwo, żeby podnieść ciśnienie, a teraz nawet ją polubiłam :).

      Usuń
  6. Jak zwykle ogarniesz i dasz radę 😊, oraz oczywiście wypoczniesz. Umiesz w te klocki 😊. Kawa dla mnie niezbędna, bez niej nie umiem, ale... Moja kawa. Cudze i inne to już nie to, więc mam zamiar ignorować, nie zauważać innych kaw. . No, chyba że zniknie z rynku "moja" kawa wtedy pomyślę. Takie Brunhildowe podejście uważam za w tym wypadku zaletę i nie będę drążyć tematu😊 .
    Ale w drugiej sprawie, to już zupełnie inaczej. Tak. Zwykli ludzie ignorują. Ja w dużym stopniu też, tu biję się w piersi. Co mogę jednak, moje chodzenie na wybory (a chodzę, coraz bardziej zniechęcona) pokazuje mi że moje poglądy są w absolutnej mniejszości i nie mają żadnego wpływu. Nieliczne jednostki "mają moc", ja do mocy się nie poczuwam, do niemocy to już prędzej. Staram się wpierać, nie przeszkadzać i bronić tych, co do których wiem że stoją po dobrej stronie. Tyle mogę na dziś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, ogarnę i wypocznę, ale ile mnie to zdrowia kosztuje... ;).
      W kwestiach kulinarnych jestem otwarta na nowinki, zwłaszcza jeśli ma to związek z poprawą jakości spożywanego pożywienia lub uświadamia mi, jaka była droga tegoż pożywienia z pola, ogrodu czy innej plantacji na mój talerz, jakim procesom były poddane te produkty itd. Kiedyś wkręciłam się tak w temat wina, którego wielbicielką wcześniej nie byłam. Znajomy zaczął się interesować winiarstwem, prenumerował czasopisma o winie, zwiedzał plantacje i winiarnie, sprowadzał jakieś wyselekcjonowane zestawy win, częstował, opowiadał itd, i tak jakoś temat mnie zaciekawił i wino zaczęło smakować. Ale byle jakiego już nie wypiję :). Co nie znaczy, że musi być drogie. Są dobre wina w przyzwoitej cenie, ale warto wiedzieć co się pije :).
      Co do książki... Czasem słyszę, jak ktoś mówi: mnie polityka nie interesuje. Wtedy pytam, czy zdaje sobie sprawę, jaki wpływ polityka ma na jego pracę i płacę, ochronę zdrowia, system szkolnictwa, bezpieczeństwo itd, czy jest mu obojętne czy będzie żył w jakimś totalitarnym zamordyzmie czy raczej w demokratycznym i przyjaznym dla obywatela państwie... i tak można bez końca. Dopiero wtedy niektórym otwierają się oczy. Potem mówią - ale na wybory nie pójdę, bo co tam mój głos znaczy, ONI i tak zrobią co chcą. No tak, jak parę milionów takich Pomsel nie pójdzie na wybory, to ONI znowu zrobią co chcą...

      Usuń
    2. Kosztuje mówisz? No właśnie, to o te koszty chodzi. W życiu to niestety, tak przecież jest, że jego ogarnianie wymaga wysiłku. Niekiedy przerastającego siły, no ale bez ogarniania to życie robi się bardzo kiepskie, i wtedy to dopiero wymaga siły. A jak się ogarnie, to siły przybywa, ogarnięcie ma taki wplyw😊.Więc ogarniesz i wypoczniesz😊, nie ma inaczej.
      Wiesz, mnie nie jest obojętne, jednak nie jestem Pomsel. Niewiele mogę, fakt. Może mogłabym więcej, ale nie teraz- niski poziom energii, za słabo życie ogarniam. Co do wiedzy na temat rozkoszy stołu i jak żywienie wpływa na nas, co i dlaczego, to oczywiście warto wiedzieć i tę wiedzę zastosować, oczywiście. Przynajmniej podstawy, choćby po to, by zdrowi funkcjonować i nie utrudniać sobie ogarniania😊. A także nie dać się mono-dietom. Obecnie w rodzinie szaleje mi dieta ketoniczna, zalecana przez lekarzy właściwie wyłącznie przy jakimś tam rodzaju padaczki.Ech. Ale modna, tak jak modna była dieta bezglutenowa wśród osób nieuczulonych na gluten. Lada moment okaże się że tylko skrobia to jest to, może tak być..

      Usuń
    3. Z tego co wiem, to do diety keto trzeba mieć zdrowe nerki, bo to jednak bomba białkowa i nerki muszą dać sobie radę z odfiltrowaniem pozostałości tych białek i innych toksyn. A nie wszyscy biorą to pod uwagę. W ogóle nie rozumiem takiego ślepego zawierzania dietetykom różnej maści, no ale co zrobić, każdy niech dba o swoje zdrowie sam. Tyle tylko, że ci wyznawcy cudownych diet zapełniają potem szpitale i przychodnie z rozwalonymi układami trawienia, wydalania, krążenia itd. I dodatkowo trują się lekami, więc kolejne choróbska... No tak to się kręci. A wracając do meritum - jeść trzeba, a więc warto jeść zdrowo, a więc interesować się tym, co właściwie trafia na nasz talerz :).
      No to zdrówka Ci życzę!

      Usuń
  7. Ale poszarpałaś tym wpisem moje pierwotne decyzje. Najpierw jak spojrzałam na te dwie książki, pomyślałam spontanicznie: - oooo, tylko ta druga pozycja mnie zainteresuje. Ale po przeczytaniu recenzji kawowej książki, zmieniłam zdanie, bo jej treści muszą być fascynujące i niezwykle ciekawe, a ponieważ ja kawoszem jestem okrutnym i permanentnym, z także z uporem maniaka twierdzę, że moja kawa jest najlepsza, to z pewnością zmieniłabym to zdanie po przeczytaniu tej pozycji :) Po przeczytaniu recenzji drugiej książki, znów zmieniłam zdanie... Tę pozycję muszę przeczytać obowiązkowo, wyczuwam w niej nutkę psychologii, więc to coś dla mnie. Poza tym wzbudziłaś we mnie odrobinę wyrzutów sumienia moją polityczną postawą, więc obowiązkowo muszę to zweryfikować... Tak że czuję się sponiewierana, ale jednocześnie zachwycona, że będziesz tu często ze swoimi wpisami :) Pozdrówka gorące...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwonko, skoro jesteś kawoszką, to tym bardziej powinnaś przeczytać tę książkę :). Na pewno znajdziesz w niej sporo ciekawych i pożytecznych informacji. Polityka natomiast to trudny temat, i masz rację, tutaj jest sporo psychologii, w każdym razie książka "Niemieckie życie" jest bardzo wartościową pozycją do przeczytania i do przemyślenia. Mam nadzieję, że lektura Ci się spodoba w obu przypadkach.
      Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
  8. Obie pozycje bardzo ciekawe. Na temat pierwszego wątku musiałabym zbyt wiele pisać, więc wybacz Małgosiu, bo nie wszyscy to lubią, dam link, przecież nieobowiązkowy, bo kiedyś na temat picia kawy w moim domu napisałam post: https://wokolciebie.blogspot.com/2020/02/o-poranku.html
    Drugi wątek dotyczy wojny, czyli sytuacji dla mnie mnie tragicznej, nieakceptowalnej i bardzo smutnej. Na szczęście nasze pokolenie jak dotąd wojny nie doświadczyło, i nie wiem, jak zachowują się zwykli ludzie podczas wojny.
    Wiem natomiast jak zachowują się ludzie dziś, w warunkach względnego pokoju- dają przyzwolenie na wiele zła, nie ma solidarności, nie ma sprawiedliwości, obiektywizmu, nie ma równości, zrozumienia. Gdy dzieje się zło obok, nabierają wody w usta. I jak te trzy małpy... Niestety...
    Jesteśmy skłóceni, podzieleni "na pół" właściwie w każdym, ważnym obszarze życia... A pogadać to umiemy tylko u cioci na imieninach...
    Mogę tylko domniemywać, że było tak zawsze.
    P.S. Lubię niedługie posty, super, że jesteś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, Kochana - niestety, chciałoby się rzec... A co do kawy, to zaraz zajrzę do Twojego wpisu, ciekawa jestem co napisałaś w tym temacie, tym bardziej że planuję też wpis stricte kawowy :).

      Usuń
  9. Obie pozycje bardzo interesujące... Jestem kawoszką i bez kawy kiepsko funkcjonuję:))) Pamiętam okres pooperacyjny, kiedy miałam zakaz picia kawy... w sanatorium chodziłam pod pokój pielęgniarek i wdychałam aromat magicznego napoju hehe... to były ciężkie dwa tygodnie:))) Dobre ziarna to podstawa smaku, sama najczęściej kupuję je w palarni, ale i w sklepach można znaleźć już dobre mieszanki...
    Kiedy czytam recenzję drugiej książki, a dokładnie komentarz politologa - przypominają mi się słowa Mariana Turskiego - "11. Nie bądź obojętny... Nie bądźcie obojętni, jeżeli widzicie kłamstwa historyczne. Nie bądźcie obojętni, kiedy widzicie, że przeszłość jest naciągana na poczet aktualnej polityki. Nie bądźcie obojętni, kiedy jakakolwiek mniejszość jest dyskryminowana..." Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do niedawna wydawało mi się, że kawa to kawa i specjalnej różnicy w tych kawach nie ma. Nie lubiłam, to nie wnikałam :). Ale to jak z innymi produktami - jajka od wiejskiej kury podwórkowej smakują zupełnie inaczej niż te z przemysłowej hodowli, a i zawartość mają całkiem inną, to samo z mięsem, pieczywem i czymkolwiek innym. Ostatnio nawet dowiedziałam się, że pieprz także ma inne właściwości w zależności od miejsca uprawy. Palarni kawy w moim mieście nie ma, ale kupuję już teraz w internecie, czytając przy okazji szczegółowe informacje o pochodzeniu, stopniu palenia itd. No cóż, człowiek uczy się całe życie :).
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  10. O to ja czekam na więcej książkowych poleceń :)
    Kawę pije niestety ta najtańsza rozpuszczalna z biedronki albo Stokrotki na zmianę. Ja wiem że to śmieć jest ale z mlekiem mnie budzi i przy niej wpisy robię.
    Sypanej nie lubię i mnie wykręca. 🤢
    I ja książkowo postanawiam się przyłożyć. Bo wpis to już ogarnęłam. :)
    Jeszcze recenzje ogarnę i książkę przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. W temacie Wina ja nie wiem czy to jest dobre ale jak jest jakaś okazja to biorę takie z kotem🐱😺 🤣negro gato albo cote 😻😆 domyślam się, że znawcy się przewracają ze śmiechu na to, ale co ja poradzę 😹😸

      Usuń
    2. Ja przez pół życia też piłam kawę pierwszą lepszą jaka się trafiła, długo piłam też rozpuszczalną, bo to taka wygoda... Co do tzw. sypanej to nie wolno zalewać kawy bezpośrednio w szklance czy kubku, trzeba ją przepuścić przez jakiś filtr, bo jak stoi cały czas w tym wrzątku, to jest "przeparzona", gorzka i niesmaczna. Teraz wiem o kawie trochę więcej, więc zmieniam te swoje przyzwyczajenia. Co do wina, to jak smakuje, to trzeba takie właśnie pić i nie przejmować się znawcami :).

      Usuń
    3. A to Motylowa sobie mieli taka reczna retro maszynka i sypie to na filtr. Ja takiej nie moge, wykreca mnie bleee :P

      Usuń
    4. Kiedyś też mnie wykręcało, tak że doskonale Cię rozumiem :))). Trzeba pić po prostu taką jaką się lubi i już :).

      Usuń
  11. Dzień zaczynam od espresso z ekspresu. Po południu wersja z pianką . Świetne książki . Warto po nie sięgnąć. Pozdrawiam Małgosiu serdecznie ❄️❄️❄️❄️❄️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i pozdrawiam Ciebie, Marysiu, również bardzo serdecznie!

      Usuń
  12. Witam serdecznie ♡
    Bardzo ciekawe tytuły, oba interesujące. Kawę bardzo lubię, można by powiedzieć, że to jeden z moich ulubionych napoi :)
    Pozdrawiam cieplutko ♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie myślę, że ta książka jest dla Ciebie :). Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    2. Być może, zależy co w niej przeczytam. Na co dzień piję jednak te "kawowe odpadki" - jestem miłośnikiem kawy rozpuszczalnej bo chodź lubię ten smak, to kawa musi być dla mnie delikatna również podlana sporą ilością mleka. Niektórzy śmieją się, że rozpuszczalną robi się ze wszystkiego, co jest na podłodze wokół procesu robienia parzonej :D Tak czy inaczej warto czytać, warto się kształcić w interesujących nas tematach :)

      Usuń
    3. Przyznaję się, że ja też piję czasem rozpuszczalną :). Ważne, żeby nam smakowało, ale tak jak piszesz - warto się czegoś więcej dowiedzieć. Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  13. Zainteresowała mnie "Kawa. Instrukcja obsługi najpopularniejszego napoju na świecie". Chętnie bym zajrzała do tej książki. Na co dzień jestem herbaciarą, ale dobrą kawę też lubię. To prawdziwa sztuka ją dobrze przyrządzić. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, kawa zupełnie inaczej smakuje, jak wybierze się dobre ziarno i prawidłowo je zaparzy. Ta książka tego właśnie uczy :). Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  14. Nie wyobrażam sobie życia bez kawy ale tak jest dopiero od drugiej ciąży. Nie mam żadnych gadżetów do jej parzenia. Ale piję czarną mieloną.
    Pozdrawiam i zapraszam do obejrzenia mojego nowego obrazu!^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gadżety nie są konieczne, ale warto mieć przynajmniej jakieś filtry. Ale poza tym, tak jak pisałam to już w odpowiedziach na inne komentarze - jak jakaś kawa nam smakuje, to nie ma się co oglądać na znawców. Ważne jest, żeby nam smakowało :). Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  15. Ta książka z kawą przemawia do mnie. Jestem uzależniona od kawy. Obserwuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Pamiętam, jak pierwszy raz wypiłam kawę z chemexa w kawiarni, zaparzoną przez profesjonalistę, i to był pozytywny szok! *^v^* Kawa była kwaskowa ale przyjemnie, miała różne nuty smakowe, aromaty!... Potem zrobiliśmy eksperyment i ten sam gatunek kawy został zaparzony w chemexie i w hand pressie - zupełnie inne doznania smakowe! Nigdy nie byłam miłośniczką kawy, nie muszę jej pić na obudzenie i spokojnie mogę ją pić tuż przed snem, ale zaczęłam się wciągać w kawowe ciekawostki, w domu mamy ekspres przelewowy dla męża, ja najczęściej korzystam z kawiarki albo robię kawę po wietnamsku. Dziękuję Ci za polecenie tej książki, na pewno po nią sięgnę! *^o^*
    Co do drugiej lektury, bardzo ciekawa i w sumie smutna perspektywa. Jak widać, czasy się zmieniają, ale natura ludzka nie. Dobrze, że mamy takie "koła napędowe" jak np.: Jurek Owsiak, który jest w stanie porwać miliony do działania. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby tylko było więcej takich Owsiaków i tłumów porwanych w dobrej sprawie, bo niestety wciąż zbyt wielu jest pomselopodobnych, obojętnych, skupionych wyłącznie na sobie i przymykających oczy na czyjaś krzywdę. W temacie kawy widzę, że zwyczaje mamy podobne - mąż z ekspresu przelewowego, żona z kawiarki :). A poza tym - cieszę się, że zajrzałaś, bo jakoś ostatnio zniknęłaś, mam nadzieję że i na Twoim blogu coś ruszy :). Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
  17. Niemieckie Życie zainteresowało mnie bardziej z tych dwóch pozycji :) Tak, zgadzam się, że w dzisiejszych czasach zbyt łatwo się odciąć od tematów wojny i cierpienia... z drugiej strony gdybym czasem się nie odcinała, zwariowałabym... pamiętam luty, marzec, kwiecień zeszłego roku kiedy dosłownie "żyłam" wojną w Ukrainie... chodziłam zapłakana, roztrzęsiona i zestresowana, bo nasiąkłam tymi tematami. Próbowałam pomagać na różne sposoby, ale ciągle miałam wrażenie, że to za mało... zbyt mocne wejście w temat też było niezdrowe. Musiałam zacząć się odcinać, ograniczać napływ wiadomości, i zaczęłam świadomie "przełączać się" na lżejsze tematy, np. pozwalałam sobie na głupawe komedie na Netflixie, i nie wstydzę się tego. Nauczyłam się wtedy, że równowaga jest bardzo ważna, moje zdrowie psychiczne też, i muszę się chronić. To taka moja refleksja :) a co do kawy - czasem piję rozpuszczalną, choć doskonale wiem, że nie jest to rewelacyjna jakość. Nie przejmuję się tym, i jest mi z tym bardzo dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję, Justynko, za obszerny i bardzo konkretny komentarz, widać po nim, że masz te tematy od dawna przemyślane. Zgadzam się, że trzeba zachować zdrowy rozsądek. Nie jesteśmy w stanie sami w pojedynkę uratować wszystkich wołających o pomoc, nakarmić wszystkich głodnych i tak dalej. Nie każdy może lub potrafi aktywnie działać angażując się w sensie fizycznym lub materialnym, to jeszcze zależy od konkretnych okoliczności i naszych możliwości. Ale ważne jest, żeby nie pozostawać obojętnym w momentach, kiedy jakąś prostą decyzją czy postawą możemy wyrazić swoje zdanie sprzeciwu przeciwko złu.
      A kawa rozpuszczalna - też czasem taką piję :). Jak smakuje, to nie ma się co przejmować baristycznymi kanonami!
      Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
  18. Tym razem to nie lektury dla mnie. Kawy nie piję, a drugą tematykę staram się unikać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie ta książka jest dla tych, co starają się tej tematyki unikać...

      Usuń
  19. wspaniałe recenzje jak zawsze <3
    kawa - mmm... bez niej dzień się nie zacznie u mnie! ja piję już tylko taką (kilka lat metodą prób i błędów) : ziarna Arabica z Kolumbii mielone z kardamonem (1 wyłuskane świeżo ziarno) tuż przed zaparzeniem w French Press to zalewam do szczypty szafranu Irańskiego z dodatkiem łyżeczki syropu klonowego <3<3
    a drugi temat - to prawda, bo łatwo jest być obojętnym, najtrudniej jest mieć swoje zdanie i się go trzymać żyjąc wg swoich zasad... wiele ludzi woli jednak płynąć z prądem, u mnie mówi się "Insha allah" jak Bóg da - kompletnie się z tym nie zgadzam, po to jest wolna wola żeby decydować i działać (bo nie działanie to też decyzja tylko... no łatwiejsza)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ciekawy przepis na kawę, mam na myśli ten szafran i syrop klonowy :). Za kardamonem nie przepadam, ale podobno jest super zdrowy, więc czasem dodaję odrobinę. Za to mój mąż uwielbia!
      Bardzo słuszne zdanie na końcu - dokładnie tak samo myślę, że po to mamy wolną wolę i rozum, żeby ich używać, a więc podejmować samodzielnie decyzje, a nie czekać obojętnie i leniwie na to co nam los czy Bóg przyniesie.
      Ściskam Cię mocno i pozdrawiam!

      Usuń
  20. Kawy nie pijam ale ksiażka wydaje się interesująca. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  21. Podobnie, jak jeden z twoich synów zastanawiam się, jak coś co tak ładnie pachnie tak kiepsko smakuje. Ja w zasadzie nie piję kawy, a mleko z kawą, a nawet nie kawą, bo rozpuszczałką, czyli jeszcze gorszym śmietnikiem, niż kawa udająca prawdziwą. Wierzę, że sposób parzenia, wybór kawy, nawet woda mają ogromny wpływ na jej smak. Tak zresztą jest ze wszystkim, czy chleb, który kupujemy w znanym markecie jest tak naprawdę chlebem. Od jakiegoś już czasu przymierzam się do zakupu maszyny do pieczenia chleba. Na szczęście jestem już na emeryturze i mogę sobie pozwolić na brak pośpiechu i różne drobne przyjemności. Może i do kawy się przekonam. Co do drugiej książki to chętnie przeczytam, bo od dawna przeraża mnie obojętność części współrodaków na to, co się dzieje choćby w naszym kraju. A tłumaczenie, że polityką się nie interesują jest tylko próbą usprawiedliwienia własnej bierności. Obojętność co dzieje się ze środowiskiem, jakby po nas to i potop. I to nie tak, że przeraża mnie postawa innych, dziś widzę, że sama zbyt późno zainteresowałam się pewnymi zagadnieniami, na które mamy jakiś wpływ. Nie powstrzymamy lecącej na głowę bomby, ale możemy choćby wyrażać swój sprzeciw przeciw polityce prowadzącej do tragedii. Takie książki powinno się czytać, aby na każdym kroku przypominać sobie, o naszych obowiązkach o grzechu bierności i zaniedbania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do kawy, to przez wiele lat piłam też takie mleko z kawą :). Jednak od kiedy zaczęłam się tym tematem interesować i wzrosła nieco moja kawowa świadomość, sporo się w tym temacie u mnie zmieniło.
      Natomiast w tej drugiej kwestii - myślę dokładnie tak jak Ty, podpisuję się pod Twoimi słowami obiema rękami.
      Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
  22. Na temat refleksji dotyczącej drugiej książki, mam takie same odczucia jak Ty. W dodatku w mediach akurat teraz przewraca się śmierć syna posłanki Magdaleny Filiks, Dla polityki wykorzystano cierpienie dziecka.
    Ostatnio czytam tylko książki popularno -naukowe, bo po przeczytaniu " A lasy wiecznie śpiewają", nic mi nie podchodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak czasem mam, że po jakiejś lekturze nic mi potem przez długi czas nie pasuje. A teraz od pewnego czasu mam fazę na biografie, rzadko coś innego biorę do ręki.
      Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
  23. Narobiłaś mi ochoty na tę książkę o kawie, ale jeszcze bardziej na taką prawdziwą, dobrej jakości kawę. I zaraz lecę do internetu poszukać sklepu z dobrą kawą i będę testować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Planuję trochę obszerniejszy wpis o kawie, jej rodzajach i sposobach parzenia, może Cię zainteresuje... Co prawda zaliczam tutaj kolejną przydługą przerwę, ale mam nadzieję, że wkrótce będę częściej pojawiać się na blogu :). Dziękuję, że do mnie wpadłaś, pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  24. Kocham kawę, więc ta pierwsza książka jest dla mnie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam! Mam nadzieję, że Cię zainteresuje i przyda się w praktyce :).

      Usuń