poniedziałek, 27 kwietnia 2026

Epicki dylemat z profesorową w tle. I ptasi prototyp.

Prototyp, czyli gawrokruk. Ale najpierw będzie o Szczupaczyńskiej.





Lubię profesorową Szczupaczyńską, lubię te krakowskie smaczki w każdej kolejnej opowieści, autentyczne postaci z przeszłości, które się tam pojawiają. Książki Maryli Szymiczkowej, czyli panów Jacka Dehnela i Piotra Tarczyńskiego, to cykl uroczych kryminałów osadzonych w realiach Krakowa na przełomie XIX i XX wieku. Poprzednich pięć tomów opisywałam tutaj: "Tajemnica domu Helclów", "Rozdarta zasłona", "Seans w Domu Egipskim", "Złoty róg" oraz "Śmierć na Wenecji". Jak na szpilkach czekałam na kontynuację. No i w końcu, po dłuższej przerwie, ukazał się kolejny tom... Już prawie chciałam go nawet zamówić w przedsprzedaży, ale... się okazało, że wydawnictwo Znak Literanova zrobiło czytelnikom głupiego psikusa i wydało ten tom w zupełnie zmienionej szacie graficznej, a konkretnie w okładce nie mającej nic wspólnego z dotychczas wydanymi pozycjami z cyklu. Jednocześnie wznowiono poprzednie tomy, w tejże nowej, żeby nie rzec - nowoczesnej - okładce. I żeby nie było, że tylko ja wydziwiam - czytałam wiele opinii czytelników niezadowolonych z tego posunięcia, nie mającego nic wspólnego z szacunkiem dla czytelnika.

Ktoś bardzo dosadnie napisał w recenzji na stronie Empiku: 

"Takie wydawnictwo jak Znak powinno rozumieć, że dla wielu czytelników książka to nie tylko zawartość intelektualno-estetyczna, ale i sensualny przedmiot, rodzaj fetyszu, który sprawia przyjemność samym istnieniem. I tenże Znak wydaje tom nr 6 w innej okładce. Kompletny BRAK LOJALNOŚCI wobec czytelników. Kupiłem ten tom, może wydrukuję sobie nawet ładniejszą wersję okładki, ale odebraliście mi całą przyjemność z nowej powieści. Wielki zawód." 


Tak wyglądają okładki pierwszych pięciu tomów:



A tak szósty tom w nowej wersji graficznej:


źródło


Może nie brzydka, ale całkiem inna bajka, ni przypiął, ni wypiął, zupełnie nowa stylistyka. Niby nie okładka jest najważniejsza, słuchaczom audiobooków i nabywcom wersji elektronicznej to wszystko jedno, ale my, tradycjonaliści, kochający książki w ich materialnej, papierowej postaci, czujemy się oszukani.

Tak więc konsternacja i dylemat... Oczywiście mam co czytać, więc mnie to nie pili, ale... miotam się między przymknięciem oka na tę wizualną niedogodność, a twardą obrazą. Po licznych skargach i prośbach czytelników autorzy zdecydowali się łaskawie udostępnić link do pobrania pliku z projektem obwoluty w starej stylistyce z początku serii. Czyli można sobie wydrukować i obłożyć albo obkleić książkę. Żenujący kompromis. Ale tam pod tym linkiem też są jakieś komplikacje z zakładaniem konta (żeby ten jeden plik pobrać), potem wydrukować to trzeba na A3 w kolorze, ja takiej drukarki nie posiadam, więc w sumie za dużo zamieszania, no i jeszcze papier nie powinien być taki zwyczajny 80g, bo to się zaraz podrze... A tymczasem panowie autorzy zdziwieni, że ludzie domagają się zachowania jednolitej szaty graficznej. No doprawdy... (link do dyskusji na ten temat na FB Profesorowej Szczupaczyńskiej : link

Tak by to miało wyglądać po obłożeniu tymże wydrukiem okładki w starej wersji:

Tak więc prawie już wymazałam z pamięci kwestię kontynuacji śledztw profesorowej, a co tam, kij z nią, jest tyle innych książek do przeczytania, życia nie wystarczy... A tu nagle Teatralna coraz to napomyka o słuchaniu Segdy czytającej ten najnowszy tom o Szczupaczyńskiej, ech... W dodatku podobno świetna jest ta opowieść i Segda świetnie czyta. No naprawdę, jak tak można się znęcać i człowieka zanęcać...

Może to dla wielu osób śmieszne, ale ja mam do książek stosunek dość tradycyjny, lubię mieć książkę w ręku, czuć jej zapach i słyszeć szelest kartek. Lubię czytać. Nie cierpię słuchać, jak ktoś inny czyta na głos. Całe długie lata sama czytałam na głos dzieciom i mężowi (bo się podpinał jako słuchacz, jak już po etapie bajek doszliśmy do szkolnych lektur, z gimnazjum włącznie). Podobno świetnie czytałam ;). I nie mówcie mi, że są znakomici lektorzy. No może są, ale dla mnie to oni zawsze za wolno czytają, a niektórzy z nazbyt narzucającą się interpretacją i intonacją, które zakłócają mi odbiór. 

No ale te napomknienia Teatralnej o słuchaniu profesorowej... Trudno się oprzeć... No cóż, pomyślałam, że może to okazja, żeby jednak wreszcie dać oczom odpocząć i nauczyć się słuchać. Mąż ma Audiotekę w subskrypcji, zajrzałam więc. Jest - Szczupaczyńska z Segdą. Z tym że w opcji poza Klubem, czyli dodatkowo płatne, dla klubowiczów raptem 22 złote z groszami, więc nie majątek, nie w tym rzecz, no ale trzeba ten zakup przeprocesować. Jakby był jeden klik, to bym ją już miała. Ale klików trzeba kilka, więc może jednak najpierw sprawdzę, czy aby na pewno mi się spodoba... 

Włączyłam zatem fragment dostępny do posłuchania (dostępne jest 68 min). Yyyhhhh... no cóż... po trzech minutach miałam dosyć. Nie, nie, nie, i jeszcze raz nie. Kompletnie mi się to nie podoba. Może Segda dobrze czyta, ale dla mnie to jest za sztuczne. Za silne akcenty w co drugim słowie, intonacja nie taka, jakbym chciała, ach nie, nie, nie. Nie jestem w stanie tego słuchać. Skreślam audiobooki raz na zawsze, koniec i kropka.

No i tym sposobem nie mam wyjścia, muszę kupić wersję do czytania. A żeby nie patrzeć na odjechaną nie w tę stronę co trzeba okładkę, musiałabym zdecydować się na ebooka. To jeszcze najpierw musiałabym kupić czytnik. Rozważałam to już kiedyś, no ale zawsze jednak przeważała miłość do książek w tradycyjnej postaci. Tak że tak to, chwilowo jestem bez Szczupaczyńskiej, nie dojrzałam do żadnej opcji. Może pożyczę papierową, ale na szybkie oddanie, żeby mi nie straszyła na półce tą znienawidzoną okładką... 

Ale pewnie kiedyś jednak kupię czytnik. Na pewno. 

O tak. Postanowione.

Tak że teraz muszę poszperać po rankingach i obczaić temat, ale też chętnie poznam opinie posiadaczy czytników - korzystacie? które polecacie? I ewentualnie słuchawki nauszne (do środka ucha w życiu nic nie włożę).


********



O ptakach, które by siedziały na desce pod sufitem w pokoju na poddaszu, już dawno myślałam... ale czego to ja jeszcze nie miałam zrobić, to długo by wymieniać. No ale się w końcu zmobilizowałam. Jętki pod sufitem zostały zabudowane od góry jakiś czas temu w ramach docieplenia chałupy, belkowanie widać, ale ptaki tam już nie usiądą, natomiast jest miejsce na półko-deskę nad oknem w ścianie szczytowej i tam ptaszarnia ma docelowo zamieszkać. Ale to po remoncie pokoju. Na razie zabrałam się za produkcję rzeczonych ptaków. 

Uwielbiam pracę z papierem i tekturą. Na rzeźbiarkę się nie nadaję, ale z kawałków tektury albo papier-mache coś tam mogę ulepić. Po początkowych perypetiach z dawno nie używanym i zaschniętym wikolem oraz brakiem odpowiedniego drucika na nóżki - w końcu ulepiłam takiego oto stwora ptakopodobnego:




Miał być kruk, bo one mają taki wspaniały, charakterystycznie dramatyczny wygląd, ale wielkością wyszedł mi bardziej zbliżony do kawki. Z tym że dziobisko bardziej takie krukowate, zatem chyba to coś pośredniego, jakiś kuzyn gawrona. Krukogawron. Albo gawrokruk. 

Wahałam się między fantastyką a realizmem, ale na bardziej fantastyczne odloty przyjdzie jeszcze czas. Odwłok i głowa ze zgniecionego papieru, na to najpierw taśma papierowa, żeby nadać kształt i żeby się kupy trzymało, potem masa papierowo-klejowa, pomalowane farbami akrylowymi, doklejone skrzydła i ogon z kartonu. 




Miałam jeszcze dokleić prawdziwe pióra znalezione w okolicy, ale mam tylko gołębie, srocze i jakiś drobiazg, to wykorzystam je do kolejnych ptaków. A na oczka będą jeszcze czarne dżety, jak je kupię. Na razie muszą wystarczyć namalowane (nienaturalnie niebieskie, żeby się jakoś odznaczały).

Spodziewam się, że jakieś podobieństwo udało sie uchwycić. Dumą napawa mnie fakt, że udało mi się za pierwszym podejściem ulepić go tak, że stał na tych swoich łapkach z nieco koślawymi paluszkami bez podpórki, czyli udało mi się dobrze go wyważyć. Chociaż owszem trochę jest nieproporcjonalny, no ale to nie miał być konkurs na najbardziej realistycznego ptaka. Ten jest pierwszy z zaplanowanej serii, na pewno będzie ich więcej, mam pomysły na ulepszenia, ale chwilowo zarobiona jestem w firmie, jak już rzucę tę robotę gdzieś koło sierpnia, to dla odmiany rzucę się w wir tworzenia.




No i, jakżeby inaczej, trochę ciekawostek o krukowatych, bo studiowałam sobie przy okazji lepienia. Informacje zebrane z różnych miejsc w internecie.




KRUK

Największy (wielkości myszołowa, waga do 1,5 kg, rozpiętość skrzydeł do 1,5 metra!), cały czarny z metalicznym połyskiem. Posiada potężny dziób i klinowaty (zaostrzony) ogon w locie. Samotnik lub para, unika ludzi, żyje w lasach i górach.


GAWRON

Średni, cały czarny. Charakterystyczna cecha to jasna, naga skóra u nasady dzioba (wygląda jak "łysy" dziób) u dorosłych osobników. Towarzyski, tworzy duże stada w miastach i parkach.

WRONA SIWA

Średnia. Łatwa do rozpoznania po szarym tułowiu i czarnych skrzydłach, głowie oraz ogonie. Często w parach lub małych grupach, bardzo inteligentna, powszechna w miastach.


KAWKA

Najmniejsza z nich, z szaro-czarnym upierzeniem i jasnymi oczami. Też bardzo towarzyska, jak gawrony. Zresztą oba te gatunki koegzystują ze sobą i nawet współpracują. O kawkach ostatnio dużo czytałam - odkryto, że mają w mózgach prawie tyle neuronów co naczelne, tylko gęściej upakowane, a inteligencją dorównują szympansom. Są świetnie zorganizowane, w ich stadach obowiązuje hierarchia jak w wojsku, przy czym można awansować, a dzieci dziedziczą przynależność do "kasty" po rodzicach. Rozpoznają swoje odbicie w lustrze, co jest ewenementem w świecie zwierząt.

Krukowate należą do najinteligentniejszych ptaków na świecie. Kruki wykazują wysoki poziom zdolności poznawczych, rozwiązując skomplikowane testy i wykazując się dobrym zrozumieniem relacji przyczynowo-skutkowych. 
Potrafią abstrakcyjnie myśleć, liczyć, odróżniać kształty, a nawet używać narzędzi do wydobywania pożywienia. Wyróżnia je także zdolność do naśladowania ludzkiej mowy i komunikacji w zaawansowany sposób.

Wrony są niezwykle sprytne, szczególnie w środowisku miejskim, gdzie potrafią używać ruchu samochodów do rozłupywania orzechów. Wrony brodate słyną z wytwarzania i używania narzędzi do zdobywania pokarmu.

Wszystkie te gatunki potrafią używać narzędzi, planować i uczyć się. Mają świetną pamieć, poznają ludzi, pamiętają który daje jeść, a który je skrzywdził- i to po wielu latach.

I uwaga, co za niespodzianka mi się przydarzyła wczoraj właśnie! Czasem spotykają mnie zjawiska niemal nadprzyrodzone. Bo jak wytłumaczyć fakt, że chociaż chyba nigdy wcześniej nie natknęłam się na kruka w naturze, to właśnie kiedy mam głowę nabitą krukowatymi, mój gawrokruk akurat się suszy po malowaniu, ja sobie siedzę z mężem w altance i opowiadam mu o krukach, a tu nagle - słyszymy gardłowe, potężne krakanie i przed nami przelatuje nieśpiesznie i dostojnie ogromny kruk! Gdybym była tam sama, to bym chyba pomyślała, że mam zwidy. One raczej nie zapędzają się do miasta, są samotnikami, i jak się nie mieszka pod lasem to raczej trudno je spotkać. Kawki i gawrony żyją tłumnie w miastach, spotykam je codziennie. Wrony rzadko, ale są nie do pomylenia w tych siwych kubraczkach, no i znacznie mniejsze. A to było potężne, czarne ptaszysko, sunące nisko nad ziemią z doniosłym krakaniem. Normalnie ciary. Powiadam Wam, niesamowite przeżycie. Może w innej sytuacji nie zrobiłoby to na mnie aż takiego wrażenia, ale ja od paru dni żyłam krukami, oglądałam filmiki z nimi, słuchałam nagrań. No i ściągnęłam go myślami.


Porządnego, dużego kruka, z charakterystyczną "brodą", to ja jeszcze kiedyś zrobię. Teraz w planie jest najpierw papierowa sowa płomykówka, potem może dzięcioł, sójka i sroka, a z ptasiego drobiazgu na pewno sikorki i może rudziki, gile... No i później jeszcze kury, oczywiście, ale dla nich będzie inna grzęda. Tak się składa, że mieszkam przy ulicy Ptasiej. No cóż, miejsce zamieszkania zobowiązuje. Będę miała ptasią pracownię :).


********

No a przy okazji, skoro za chwilę maj, to - zgodnie z moją małą świecką tradycją - zestawienie nietypowych świąt na kolejny miesiąc. Uwzględniłam głównie takie, które same w sobie są okazją do zabawy, wyróżnione są te bardziej kulinarne:

  • 1 maja - Ogólnopolskie Święto Kaszanki
  • 1 maja - Międzynarodowy Dzień Partyzanckiego Sadzenia Słoneczników*
  • 1 maja - Święto Konwalii
  • 2 maja - Dzień Grilla
  • 2 maja - Światowy Dzień Tuńczyka (przyrodniczo i kulinarnie)
  • 3 maja - Dzień bez Komputera
  • 4 maja - Światowy Dzień Powolności*
  • 4 maja - Międzynarodowy Dzień Gwiezdnych Wojen
  • 5 maja - Dzień bez Makijażu
  • 6 maja - Międzynarodowy Dzień bez Diety
  • 9 maja - Światowy Dzień Ptaków Wędrownych
  • 10 maja - Dzień Zołzy (Zgrabna,   Obrotna,   Ładna,   Zaradna,   Ambitna)
  • 12 maja - Międzynarodowy Dzień Limeryków
  • 13 maja - Międzynarodowy Dzień Hummusu
  • 15 maja - Święto Polskiej Muzyki i Plastyki
  • 15 maja - Dzień Niezapominajki
  • 15 maja - Dzień Dojazdu Rowerem do Pracy
  • 16 maja - Międzynarodowy Dzień Światła
  • 16 maja - Dzień Wolnej Kultury
  • 17 maja - Światowy Dzień Pieczenia
  • 18 maja - Światowy Dzień Muzeów
  • 19 maja - Dzień Mycia Samochodów
  • 19 maja - Dzień Dobrych Uczynków
  • 20 maja - Światowy Dzień Pszczół
  • 21 maja - Międzynarodowy Dzień Herbaty
  • 21 maja - Dzień Odnawiania Znajomości
  • 22 maja - Światowy Dzień Gotów
  • 23 maja - Dzień Teścia
  • 24 maja - Dzień Braci
  • 24 maja - Europejski Dzień Parków Wodnych
  • 24 maja - Europejski Dzień Parków Narodowych
  • 24 maja - Dzień Ślimaka (w sensie zarówno spożywczym jak i przyrodniczym)
  • 25 maja - Dzień Królewny
  • 26 maja - Dzień Samolotów z Papieru
  • 28 maja - Światowy Dzień Hamburgera
  • 29 maja - Europejski Dzień Sąsiada
  • 30 maja - Międzynarodowy Dzień Ziemniaka
  • 30 maja - Światowy Dzień Soku
  • 31 maja - Światowy Dzień bez Tytoniu
  • 31 maja - Światowy Dzień bez Majtek
  • 31 maja - Międzynarodowy Dzień Cytrynówki

Trochę tego jest, przy czym w maju nieco mniej niż w poprzednich miesiącach jest okazji kulinarnych. Za to więcej zachęcających do wyjścia z domu, spacerowania i przyglądania się przyrodzie. A ja sobie zrobię Dzień Królewny i Dzień Cytrynówki ;).

I kilka wyjaśnień do niektórych świąt (źródło):

Inspiracją dla Richarda Reynoldsa, pomysłodawcy międzynarodowego Dnia Partyzanckiego Sadzenia Słoneczników, był koloryt jakiego dodają one nawet najbardziej ponurym miejscom. Obchody święta mają zachęcić do sadzenia słoneczników w swojej okolicy, zwłaszcza, że nie wymagają one szczególnej pielęgnacji ani warunków.


Dzień Powolności
 narodził się w 2007 roku z inicjatywy Włochów, a konkretnie Bruno Contigianiego. Był on obiecującym menedżerem i … pracoholikiem. Doszedł jednak do wniosku, że w ten sposób życie ucieka mu przez palce. Założył więc stowarzyszenie The Art of Living Slowly (Sztuka Powolnego Życia) którego celem jest krzewienie idei, że unikając pośpiechu i stresu można poprawić jakość życia poszczególnych osób, pracowników i wszystkich obywateli". Potwierdzeniem tego jest charakterystyczne logo The Art of Living Slowly, na którym widnieje sympatyczny ślimak. Włosi jak mało kto przykładają wagę do wolniejszego życia. To oni przecież wymyślili ideologię Slow Food, a więc delektowania się wykwintną kuchnią, unikania Fast foodów.

Cała akcja zaczęła się w zimny lutowy dzień na Piazza San Babila w Mediolanie, gdzie grupa ludzi, trochę dla zabawy, zwracała uwagę ludziom że zbyt szybko idą. Po pewnym czasie jego koncepcja polegająca na unikaniu pośpiechu rozprzestrzeniła się już na cały kraj i świat. Różne wydarzenia odbywają się już nie tylko we włoskich miastach, ale i w Nowym Jorku, Paryżu czy Londynie.

We Włoszech przy okazji Dnia Powolności każdego roku organizowanych jest wiele ciekawych atrakcji. Na przykład w jednym z barów w Mediolanie minister kultury Vittorio Sgarbi czytał uczestnikom poezję Dantego. Innym ciekawym happeningiem zorganizowanym stolicy Lombardii był Powolny Bieg, w którym zwycięzcą zostaje ostatni na mecie. W Rzymie świętujący zwiedzają mniej znane zabytki, spotykają się na placach, grają w szachy. Wiecznie zabiegani Nowojorczycy udają się z kolei na spacer do Central Parku, by zobaczyć najstarsze drzewo. W ramach Dnia Powolności odbywają się też kursy jogi w plenerze, a w wielu miastach przechodnie otrzymują od wolontariuszy ulotki, które zawierają dekalog powolnego życia. 



48 komentarzy:

  1. Witaj Małgosiu 🙂
    Zacznę od tego, że okładka do tej nowej książki jest fatalna. Poprzednie mają i styl i szyk,a ta nowa pstrokata jakaś,no nie nie podoba mi się...co do audiobooków to0 przez wiele lat miałam tak samo jak Ty.. ale gdy uświadomiłam sobie, że przez lata udało mi się przeczytać raptem z 10 książek bo brak czasu,bo dom, dzieci, mój blog też potrzebuje dużo mojego czasu to stwierdziłam, że skoro mogę słuchać radia na słuchawkach to również mogę słuchać książek. Tym bardziej że moja praca to nie operacje na otwartym sercu, więc mogę w jednym uchu mieć słuchawkę i słuchać jak inni dla mnie czytają. Myślałam że nie dam rady, ale okazuje się że podczas słuchania książki można tak samo się poryczeć jak podczas jej czytania. Od połowy stycznia udało mi się poznać 29 różnych książek,w tym thrillerów o których nie myślałam że są dla mnie. Ale oczywiście rozumiem Twoje podejście. Najważniejsze żeby Tobie forma odpowiadała..z czytnika nigdy nie korzystałam więc nie pomogę.
    A ptaszor bomba! Już nie mogę doczekać się kolejnych dzieł, szczególnie na sowę czekam. Jakoś bardzo mnie fascynują te ptaki.
    Fajne kolejne dni do świętowania. Muszę zaplanować coś zacnego na dzień pieczenia 🤗
    Gorące uściski i udanego tygodnia życzę 🌸🌼🪷

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem, że słuchanie audiobooków pozwala zaoszczędzić sporo czasu, bo w tym czasie można robić równolegle inne rzeczy, no ale jakoś mi to nie odpowiada, nie lubię się rozpraszać. No i po prostu nie podobają mi się interpretacje lektorów. Może trafię w końcu na lektora, który będzie mi bardziej odpowiadał, zrobię jeszcze kilka podejść :).
      Ściskam Cię mocno i serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
  2. nie no nie dam rady na raz...wracać będę :-)
    najpierw okładka, bo się nie mogę powstrzymać owszem racja, Klimek Bachleda na wierchu owszem w stylu poprzednich byłby bardzo pożądany i pasujący ale akurat ta nowa według mnie pasuje do klimatu :-))) zakopiańskiego jak talala.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chacha nie dałaś rady?? jednak. no trudno :-)))) Twoja strata 😜
      Kindla mam od lat i sobie chwalę, właśnie wszystkie Szczupaczyńskie mam w kindlach. no i w kindalch mam 150 innych pozycji ...

      Usuń
    2. Oczywiście okładka sama w sobie jest ok, trochę mi się kojarzy z grafikami Stryjeńskiej i plakatami lat 20-30 poprzedniego stulecia, więc niby pasuje do epoki, no ale nie pasuje do serii, więc mnie irytuje. Co do audiobooków, to tak sobie myślę, że Ty jako człowiek teatru inaczej to odbierasz - dla mnie ta interpretacja Segdy jest zbyt dramatyczna i sztuczna. Wolałabym, żeby to było jak normalne opowiadanie, tak jak człowiek mówi do człowieka. Może zresztą tam dalej brzmi to jakoś lepiej, ale nie miałam ochoty sprawdzać. No nie i już, wolę sama sobie czytać po swojemu. Chociaż oczywiście ubolewam, że nie udało mi się połączyć słuchania z jednoczesnym na przykład lepieniem ptaków. Jakaż by to była oszczędnosć czasu! No nie wiem, może jeszcze kiedyś zrobię podejście do słuchania...

      Usuń
    3. no popacz ja zupełnie o tym nie pomyślałam. o tym człowieku teatru. niemniej powiem ci, że gdy Siemion Wojciech mówił Pana Tadeusza....to wszyscy licealiści na widowni zamarli, zastygli w zachwycie i powiedzieli, że na reszcie zrozumieli. za te interpretacje całowałam Siemiona po ręcach , choc sie nie dawał. Dla takich ludzi jak ja to jest przepiękna sprawa, słucham i jednoczśnie lepię, filcuje, maluje sprzątam....
      ale oczywiście rozumiem. i kindle polecam.

      Usuń
    4. Akurat Pana Tadeusza też bym chyba wolała w interpretacji Siemiona. Ciężko mi się czyta rymowane dramaty, to nie moja bajka. Tylko Szekspir mnie swego czasu mocno wciągnął do samodzielnego studiowania. Będę jeszcze próbować oswoić to słuchanie. Ktoś tutaj wspomniał o Kowalewskim, też go lubiłam słuchać, tak więc może nic nie jest stracone ;).

      Usuń
    5. pomysł z ptakami świetny !!!
      nie wiem co ci poradzić, czasem aktor świetny a książek czytać nie umi...tak mam z Bonaszewskim, próbuj. warto ale nic na siłe. wiadomo. a kindle polecam bardzo raz jeszcze. odpoczynku i fajnej majófki.

      Usuń
    6. Kindla kupię, ptaki zamierzałam produkować w czasie majówki, ale mamy nagły wysyp imprez, tak że będzie się działo (w zasadzie dzieje się już od wczoraj, bo mama miała okrągłe urodziny), ale czasu na lepienie zostanie niewiele.
      Wzajemnie, miłego wpoczynku!

      Usuń
  3. Mam trzy kryminały autorstwa tego duetu i muszę w końcu zobaczyć, co też panowie ciekawego wymyślili.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, posiadanie książki a poznanie jej treści to jednak zupełnie co innego :). Ale ja też mam na półkach trochę książek, których nie zdążyłam jeszcze przeczytać.

      Usuń
  4. Dzień powolności celebruję, szczególnie na emeryturze.
    Druga okładka zupełnie inna, jakby z innego cyklu, bardziej w guście młodych czytelników.
    Kruki słyszę czasami, może jak dziki i sarny zaprzyjaźniają się z miastem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię powolność (i dokładność przy okazji), i staram się celebrować uważność.
      Ten "mój" kruk leciał chyba z jednego pobliskiego zagajnika do drugiego, albo do lasu na horyzoncie. Trochę tej zieleni jeszcze w pobliżu mamy na szczęście, no ale jednak do tej pory kruka tu jeszcze nigy nie widziałam.

      Usuń
  5. Nie ocenia się książki po okładce, ale.... Przyznam, że potrafi przyciągać lub odpychać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ptaszek zacny psze pani :)

      Usuń
    2. Oczywiście, książka zapewne przednia, sądząc po poprzednich tomach, no ale tak jak wspomniałam - książka ma też postać materialną i szósty tom powinien wyglądem nawiązywać do całej serii. Takie jest zdanie większości wielbicieli tej serii w wydaniu papierowym.
      Cieszę się, że ptaszek Ci się podoba, dziękuję :).

      Usuń
  6. Ptaszysko cudowności ci wyszło! :)
    A krukowate lubię wielce, u nas najwięcej jest wron siwych. W zimie wojują z mewami które przylatują żerować na podwórka, a tamtego lata widziałam jak wrona ganiała się z pustułką. Gawrony są u nas w okresie zimnym i kawkom ostatnio też się tak porobiło, kiedyś spotykałam je cały rok, a teraz tylko okresowo. Taka jedna kawka, pół wieku temu wprosiła się do naszego mieszkania ;) Przyleciała na parapet, zapukała dziobem w szybę, wpuściliśmy ją do pokoju, podzióbała trochę kaszy i dała znać że mamy ją wypuścić bo wizyta skończona :D Jeśli chodzi o wronę siwą to ona ponoć nie występuje w całej Polsce, w niektórych regionach zamiast niej są czarnowrony. Odwiedziła mnie kiedyś kumpela z Wrześni i powiedziała że u nich są tylko czarnowrony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moich okolicach wron siwych i czarnych jest mało, najwięcej kawek i gawronów. Zdarzają się w mieście pustułki, a rybitwy i dzikie łabędzie w rejonie rzeki. Lubię przyglądać się kawkom, to takie małe spryciule :).

      Usuń
  7. Ptaszydlo bardzo fajne, ale.....Ściągnęłaś żywego kruka🤪!!! Dobrze że nie zamarzyła Ci się kanapa hipopotam, to podobno nieobliczalnie stwory. Jeszcze byś znalazła na wycieraczce takiego tuptusia, przyszedłby na pozowanie🤪🤪🤪.
    Co do czytanych lektur. Wolę sama. Zwłaszcza kolejne z serii, których klimat znam z poprzednich tomów, lub po prostu kolejne tego autora. Ale. Są wyjątki. W dawnej radiowej trójce dość często czytał "porcjami" Krzysztof Kowalewski. Czekałam na te za krótkie porcyjki żarłocznie, a czytał tak, że tropiłam te książki po księgarniach i bibliotekach. I co? Blado wypadały w osobistej lekturze, to głos i interpretacja pana Krzysztofa robiły klasę.

    Nadrabiam.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, przypomniałaś mi, faktycznie Kowalewski mi też pasował. Jak znajdę podobnego lektora to może przekonam się do audiobooków.
      Z tym ściąganiem różnych stworzeń i zjawisk to niestety zdarzają mi się nie zawsze pożądane historie, czasem mam też przeczucia zdarzeń drastycznych. O hipopotamach więc wolę nawet nie myśleć, bo a nuż...

      Usuń
  8. Okładka też jest ważna a cykl to cykl i uważam ,że to lekceważenie czytelnika -klienta. Nowa okładka to makabra dla mnie w porównaniu z wcześniejszymi. I to nie w porządku . Dla mnie dziwne , że właśnie w Znak się na to zdecydowano. A ptaszysko doskonałe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no właśnie, skoro cykl, to powinna być jakaś jednolita szata graficzna. Dzięki za miłe słówko :).

      Usuń
  9. Gawrokruk wspaniały w każdym calu. Kindla mam od lat i jestem bardzo zadowolona. Można rzec -jest to sprzęt niezawodny. Audiobooki lubię i często słucham, bo zmusiło mnie do tego nieco życie... Jednak kiedy nie pasuje mi lektor, bo ma jakąś np. dziwną manierę sapania, dychania i wydawania jakichś dźwięków, które trudno zidentyfikować, to nie słucham. Jestem klasycznym wzrokowcem, więc trochę trwało, zanim "rozsłuchałam " się w audiobookach. Może warto dać sobie nieco czasu na przystosowanie do nowego;) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie masz rację, trzeba się przyzwyczaić, przestawić. Zrobię jeszcze podejście, może trafię na odpowiedniego lektora. A Kindle chyba najlepszy, bez dwóch zdań, wszyscy polecają. Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  10. Jejku, tyle informacji! Zacznę od ptaków. Gawrokruk udał Ci się doskonale. Nie mogę się doczekać kolejnych ptaków :) Tak ciekawie opisałaś krukowate, że aż sprawdziłam czy u mnie też występują, bo ja właściwie tylko kawkę jestem w stanie od razu rozpoznać. No i okazało się, że na stałe "mieszkają" czarnowrony i wrony wielkodziobe, a kruki zwyczajne i gawrony przylatują zimować i tylko w niektóre rejony. Reszty nie ma.
    Co do czytnika, nie poradzę. Sama od kilku już lat robię podchody i do tej pory się nie zdecydowałam.
    Taka nieoczekiwana zmiana okładki szóstego tomu mnie też by się nie spodobała. Jeśli wydają całą serię od nowa w nowej szacie graficznej, to ok, ale tak nagle. A czy wydawnictwo albo autorzy jakoś to tłumaczą? Jeśli mieli przygotowana okładkę w pasującej stylistyce, to można było wydać część nakładu z jedną, a część z drugą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oni tłumaczą, że taka im się bardziej podoba. I tyle na ten temat. Ja też rozumiem, że jakieś nowe wydanie w nowej okładce, ale kontynuacja serii w nowej szacie - to już nie w porządku wobec stałych czytelników. No ale co my mamy do gadania...
      Czarnowrony dawno temu w Polsce zamieszkiwały, potem jakoś zniknęły, ale podobno od jakiegoś czasu znowu się pojawiają, ale jest ich jeszcze niewiele.

      Usuń
  11. O to mnie zmartwiłaś, też jestem przywiązana do starej szaty graficznej okładek i mam wszystkie części, a tu i przypiął ni ... Ciekawa jestem treści, ale okładka zdecydowanie budzi mój sprzeciw. Może jednak się przemogę i zakupię. Co do audiobooków słucham, nauczyłam się skupiać na słuchaniu i nie przeszkadza mi rodzaj narracji (no czasami i owszem, ale w większości jest dla mnie ok). Natomiast ebooki to zupełnie nie dla mnie- przynajmniej na razie. Czytnik mi się nie sprawdził, bo mi wciąż zmieniał ustawienie ekranu z poziomego do pionu i odwrotnie i tak mnie to irytowało, że oddałam koleżance, a ona twierdzi, że nie ma z nim najmniejszego problemu. Poza tym jakoś za małe dla mnie były literki a jak powiększałam to znowuż nie mieścił mi się tekst na stronie. Więc nie podpowiem, nawet nie pamiętam jakiej firmy to był czytnik. A słuchawki jak rozumiem wyciszające odgłosy to mówią, że najlepsze są takie duże nauszne, jak dla robotników pracujących w hałasie. Kupiłam sobie takie, kiedy sąsiedzi robili remont, hałas dochodził z oddali jak szmer, coś tam było, ale nie przeszkadzało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, większosć osób, które zakupiły pierwsze tomy, ma podobne odczucia, a panowie autorzy tego nie rozumieją i się dziwią, że ludzie mają takie fanaberie. Jakoś przez to straciłam sympatię do nich. No i też się nadal biję z myślami, czy jednak nie kupić tej nowej książki w pstrokatej okładce, no bo jednak lubię książki papierowe... Na razie na brak lektur nie narzekam, więc temat leży odłogiem.

      Usuń
    2. Panowie mają prawo do swojej wizji i jej realizowania, wszak to ich książka:) ale przykro, kiedy zmienia się reguły w trakcie gry; czyżby chwyt marketingowy, aby teraz czytelnicy nabyli też nowe wydanie w całości? Miałam takie odczucia, kiedy kupowałam którąś z serii albumów o sztuce, kiedy nagle seria się urywała a pojawiała się inna, no ale ile można tych albumów kupować, a kiedy zabraknie ulubionego malarza czasami się czytelnik (wielbiciel) złamie.

      Usuń
    3. Jasne, mają prawo, ale to jednak rzadko spotykane leceważenie stałych czytelników. Ani to nowa seria, ani jakaś zmiana wydawnictwa czy zerwanie z projektantem okładki. Teraz często drukuje się reprinty książek w starych szatach garficznych, bo wiele osób ma sentyment do tych pierwotnych wydań, a tu taka rewolucja w trakcie kontynuacji serii... Podejrzewam, że tylu czytelników zyskają, co stracą. Ja sie poważnie zastanawiam nad porzuceniem tych autorów, bo jest wielu innych, których jeszcze nie znam i może to jest okazja, żeby zmienić kierunek.

      Usuń
  12. Małgosiu, zacznę od kruka - świetny, jak żywy:) Nawet pomyślałam, czy takiego nie zrobić jako odstraszacza do mojej czereśni. Nie wiem jednak, czy będzie potrzebny, bo wczoraj nocka była mroźna - minus pięć:(
    I mam w pobliskim lesie rodzinkę kruków. Przylatują latem na moje pole z młodymi. Jak one potrafią się bawić! Zimą tylko czasem się pojawiają.
    Teraz o słuchaniu audiobooków. Moje pierwsze doświadczenia były podobne - nie i koniec. Potem znalazłam powieść, którą koniecznie chciałam poznać, ale była tylko w wersji do słuchania i poooszłooo. Słucham rzadko, ale lubię. Słucham i maluję, robię zakładki, czasami sprzątam. Siąść i słuchać jeszcze nie potrafię, ale przy pracy jest dla mnie ok. Niektórzy lektorzy są świetni. Poszukaj coś czytanego przez Filipa Kosiora. Czytam na czytniku - teraz najczęściej. Lubię bardzo. Mam nawet dwa czytniki, bo stary już nie obsługiwał niektórych plików i nie synchronizował z Legimi. Dla mnie super. Kupuję tylko biografie, albumy, atlasy, bo zdjęcia wolę mieć na kartkach, i te książki z pięknymi ilustracjami... teraz dla dzieci:D Natomiast mój M. tylko papier:DDD On ma identyczne doświadczenia jak Ty:) I lubi mieć książki na własność:) Tak, że biblioteczka nasza potrzebuje kolejnego regału:)
    Ja również nie lubię, gdy zmieniają wygląd okładek. Mam niedokończoną starą serię Wiedźmina, taką z białą okładką i wypatruję kolejnych tomów używanych, żeby dokończyć zbiór:) Chociaż nowe są dostępne. W bibliotece, w księgarni sięgam zawsze po książkę, której okładka przykuje mój wzrok.
    Udanej majówki Małgosiu. Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałam myśl, żeby tego mojego gawrokruka posadzić na balustradzie balkonu, bo gołębie tam strasznie brudzą, ale jednak to jest masa papierowa, więc deszczu by taki ptak nie wytrzymał. Kosiora mąż mi puścił próbkę, bo on chetnie słucha z Audioteki, ale też nie, zupełnie mi to nie odpowiadało, za bardzo marudzi ten facet moim zdaniem, jakoś tak ciągnie słowa i zdania, że mam ochotę go popędzić, żeby przyśpieszył. Może znajdę odpowiedniego lektora, a może po prostu to kwestia przyzwyczajenia i po iluś tam próbach zaskoczy...
      Pozdrawiam serdecznie, pięknej majówki!

      Usuń
  13. Lubię kindla w podróży. Mały, poręczny i jeśli jakiś temat nie pasuje, zawsze można wyszukać coś innego.
    Audiobooków nie mogę słuchać, bo nie mogę się skupić.
    Na temat okładek się nie wyrażam, bo jeśli uważam, że daną książkę muszę mieć, to zwracam uwagę tylko na twardą oprawę. Książki, oprócz kilkunastu ważnych tytułów przechowujemy w pudłach, więc wygląd okładki jest mało istotny.
    Przejrzałam z uwagą listę świąt i zauważyłam, że mam jeden nie świąteczny dzień, a mianowicie święto dojazdu do pracy rowerem. Jak mogę jeździć, jak ja w pracy mieszkam 😏
    Trudno, odrobię w święto królewny.
    Pomysł na ptaszory masz fantastyczny. Pierwszy wyszedł doskonale. Z niecierpliwością będę czekała na więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :). Ptaszory się robią.
      Ja do pracy zazwyczaj chodzę na piechotę, mam około kilometra w jedną stronę w dość przyjemnej okolicy, tak że pół dziennej normy kroków przy okazji wyrabiam :). A na rowerze w ogóle nie jeżdżę, nigdy mnie to nie kręciło.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  14. Małgosiu, kochana... Po pierwsze, doskonale Cię rozumiem w kwestii papierowych książek. Ja sama także nie słucham audiobooków ani innych takich wynalazków. Książka dla mnie to papier, szum kartek i zapach druku... nie ma inaczej :) Dlatego w pełni rozumiem Twoje rozżalenie za zmianą szaty graficznej Twojej ulubionej serii. Co do ptaszorów, to uważam, że pomysł umieszczenia ich na belce jest świetny. A Twój gawrokruk jest bardzo przystojny :) Cała kolekcja, którą planujesz zrobić, z pewnością będzie wyglądała doskonale. A odnośnie nietypowych świąt majowych, to lekko zdrętwiałam... 26 maja jest Dniem Samolotów z Papieru, a ja właśnie tego dnia lecę na wakacje :) Hmm...
    Gorąco Cię pozdrawiam i życzę pięknego, słonecznego maja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja myślę, że to dobra wróżba, że lot będzie lekki i z miękkim lądowaniem :))). W każdym razie życzę Ci udanej podróży i wspaniałych wakacji! I oczywiście czekam na Twoje wspaniałe relacje :).

      Usuń
  15. Hehe, moja rocznica ślubu przypada w Dzień Zołzy - coś może być na rzeczy :)

    Co do czytnika - korzystam z Kindla od 14 lub 16 lat. Jeżeli chodzi o mnie, jest to najlepszy wybór. Jednakże i tak się nie za bardzo lubię z czytnikiem, bo cholernik nie nadąża za szybkim moim klikaniem, co mi spowalnia czytanie i mnie irytuje. Na dodatek lubię czytać w łóżku leżąc na boku, więc niestety kiepsko mi się go trzyma i klika. Jednak jeżeli chodzi o sam obraz strony książki, to jest bardzo dobry. Plus za to, że można powiększać i zmniejszać czcionkę i robić tzw. notatki na marginesach. U mnie jest on tylko na wyjazdy, na co dzień wybieram papier.

    A z okładkami to nie pierwszy raz wydawnictwo robi takie skoki w bok. Tak na szybko, mam w różnych szatach graficznych: książki Hanny Kowalewskiej, Anię z Zielonego Wzgórza, Jeżycjadę, książki Joanny Chmielewskiej i pewnie milion innych. Wkurza mnie to, ale nie tak jak okładka Szymiczkowej, która jest totalnie odjechana od pierwowzoru. Ja bym wydrukowała okładkę w punkcie ksero.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie na tym sie skończy, że pójdę do drukarni zrobić obwolutę, no ale to jest jednak świństwo wobec czytelników. Chmielewską mam też w różnych okładkach, ale w tym przypadku to akurat była zmiana wydawnictwa albo kolejne wydanie starych tomów. Takie sytuacje rozumiem. Ale to samo wydawnictwo, pierwsze wydanie, kontynuacja serii, i taki numer... Bardzo nieładnie.
      Serdeczności!

      Usuń
  16. Nie znałam twórczości Pani Maryli.
    Wow ale te święta są ciekawe :D Dzień pieczenia? Cóż, trzeba będzie świętować ;D
    Miłego dnia!
    Angelika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem udanego pieczenia i miłego świętowania! Pozdrawiam :).

      Usuń
  17. Bardzo ciekawy, pełen wyobraźni i detali zapis 😊
    „Gawrokruk” świetnie oddaje ten balans między naturą a fantazją, a ptasi projekt ma w sobie dużo konsekwentnej pasji.
    Pozdrawiam serdecznie .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że mój ptasi projekt spotkał się z tak ciepłym przyjęciem :). Dziękuję i pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
  18. Piękne te Twoje kruki, czy gawrokruki :) A okładka - żenada, niektórzy za bardzo brną w "nowoczesność".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Styl okładki nawiązuje trochę do modernizmu, grafik z poczatku XX wieku, czyli epoki, w której dzieje się akcja książki, jednak problematyczny jest brak spójności serii. W każdym razie jestem bardzo zawiedziona.

      Usuń
  19. Nie znam książek, nie znam treści a te stare okładki ze starymi zdjeciami jakże piękne. Nowa też super podoba mi się, alae całkowicie nie pasuje i nie dizwię się że ludzie domagają się tego co napisałaś. To nie jest spójne tak bardzo zmienić okładki! Ten Twój krukowaty stwór jest mega, proszę o całą serię :) U mnie kruki w mieście sa często ale ja mieszkam w miasteczku nad morzem i może dlatego ;) Lubie ich dzwięki.
    Pozdrawiam Cię serdecznie Małgosiu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa :). Ptaków będzie więcej, ale chwilowo nie mam na to zbyt wiele czasu, tak że powoli... Kruki kojarzyłam bardziej z górskimi rejonami, no ale one lubią lasy, więc widocznie i w Twojej okolicy znalazły sprzyjające warunki.
      Serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
  20. Wydawać by się mogło, że autorom powinno zależeć na kontynuacji jednej stylistyki szaty graficznej, bo to większa szansa, że czytelnik od razu wyłapie wzrokiem nowy tom na półce. Ale może tutaj chodziło o metodę szokową? 😄

    Muszę powiedzieć Tacie o Dniu Herbaty i bratu o Dniu Sąsiada, bo to ich urodziny. Może powinni zaprosić sąsiada na herbatę? 🤔😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Metoda szokowa u mnie spowodowała rosnącą niechęć do tej serii, a teraz to już właściwie prawie zapomniałam, że chciałam poznać dalsze dzieje Szczupaczyńskiej. Nie to nie. I nie jestem wyjątkiem, z tego co wiem. Treść owszem, ale jak mnie autor lekceważy, to ja go też mogę. Jest tylu innych przecież. Mam już stos innych lektur, kiedy ja to wszystko przeczytam...
      Dobry pomysł z tą herbatą z sąsiadem :). Tyle okazji można połączyć w jednej imprezie :).

      Usuń

Jeśli Twój komentarz nie pojawił się od razu, to niestety wina nowej (gorszej) wersji bloggera, który z nieznanych mi powodów wrzuca niektóre komentarze do spamu - ale nie martw się, na pewno go znajdę i opublikuję :).