niedziela, 10 maja 2026

Co ma PESEL do podróży?

Ostatnio zarobiona jestem w pracy, ale odliczam już dni do zamknięcia firmy, 31 lipca finito! Trochę mi dziwnie, bo to jednak kawał życia w tej robocie (która miała być na chwilę), ale nie jestem sentymentalna, więc przede wszystkim raduję się faktem, że będę miała mnóstwo czasu na przyjemne zajęcia. Jest trochę armagedonu z tym zamykaniem firmy, mnóstwo spraw do ogarnięcia, ale nic to, potem już dolce far niente oraz spełnianie marzeń! Na razie nie mam nawet zbyt wiele czasu (ani siły) na porządki w obejściu, coś tam robię w domu i ogrodzie tylko tak z doskoku. Na dopieszczanie otoczenia będzie czas pod koniec lata. Urlopu z wyjazdami też na razie nie planuję, dopiero we wrześniu mamy jechać na Węgry, mąż naciska, bo on ze względów zdrowotnych uwielbia te ich wody termalne. Mamy kilka ulubionych miejscówek. I może morze. Też jesienią. Nasze polskie morze oczywiście, bo to z kolei ja uwielbiam, a wieki nie byłam, chociaż dawniej to był obowiązkowy punkt w planach urlopowych, w różnych porach roku, łącznie z pięknym śnieżnym Sylwestrem któregoś roku. Są trzy miejsca na świecie, w których mogłabym mieszkać - nasze wybrzeże, Bieszczady i Kraków. Najlepiej na zmianę. Ale ze wskazaniem na Bałtyk.

W temacie spełniania marzeń na emeryturze ostatnio trafiły mi się dwie czy trzy rozmowy o korzystaniu z życia przez emerytów. Jako że przez pomyłkę w peselu jestem już podobno w wieku dość zaawansowanym, co nieustająco niezmiernie mnie dziwi, to i znajomych mam też sporo emerytów lub prawie-prawie. Przedział 50-70+. No i tak sobie myślę, że to jest chyba tak, że ciągnie swój do swego. Ci, co podróżują, trzymają sie bliżej tych, co też kochają podróże, "manualni" czyli rozmaici twórcy, rękodzielnicy itp - szukają ludzi o podobnych zainteresowaniach, naukowcy, politycy itd - wolą przebywać wśród osób dzielących z nimi te pasje. 

Wykreśliłam dawno temu z listy znajomych rozmaitych osobników, których nie mogłam strawić. Marudy, pesymiści, szukający problemów, politykujący, pieniacze, wiecznie niezadowoleni itd. Różnie w życiu bywało i czasem człowiek był zmuszony utrzymywać jakieś tam kontakty z takimi negatywnymi osobnikami, ale na szczeście teraz już nic nie muszę i to jest dobry aspekt słusznego wieku i stabilizacji życiowej, zawodowej itd. Unikam ludzi, którzy wiecznie narzekają, gadają o problemach - zwykle zresztą bardziej wydumanych niż realnych, z niczego nie są zadowoleni, obgadują wszystkich dookoła, w dodatku wszystko wiedzą najlepiej. Niektórzy z nich owszem nawet podróżują po świecie, bo mają czas i pieniądze, a jednak uważam ich za nudnych starych zrzędów. W mojej ocenie mają smutne, nudne życie, bez pasji. A pasją mogą być rozmaite rzeczy. 

Niedawno spotkałam dawno nie widzianego starszego pana, który kiedyś miał drobny biznesik oraz gospodarstwo rolne. Taki prosty człowiek, jak to się mówi. W zasadzie to poza tym, że pomagałam mu dawniej służbowo w pewnych sprawach, nie bardzo miałam z nim o czym rozmawiać. Przynajmniej tak mi się wydawało. No więc tak grzecznościowo go zapytałam co też teraz porabia, bo wiem że ów biznesik zlikwidował, gospodarstwo mocno okroił i korzystał z zasłużonej, choć mało płatnej, emerytury. Myślałam, że siedzi tam na tej swojej wsi i karmi kury. A pan się rozgadał i widziałam, że oczy mu się zaiskrzyły, bo wsiadł na ulubionego konika. A otóż się okazało, że on jest pasjonatem naszych pobliskich Karkonoszy. Jak mi zaczął opowiadać ile to on szlaków i bezdroży w tych górach obszedł, to mi  z kolei oko nieco zbielało, a potem jeszcze się okazało, że on nie tylko po tych górach chodzi, ale też czyta, rozmawia z mieszkańcami, dopytuje, szuka dawnych śladów po obiektach, które tu niegdyś były, szuka rozmaitych tajemniczych miejsc z historią albo legendą, zbiera minerały, bada skały i rośliny. Nawet zaprenumerował sobie czasopismo jakieś niszowe o tych Karkonoszach. No byłam w lekkim szoku. W życiu bym nie pomyślała, że on w ogóle coś czyta, a jeszcze że ma taką dogłebną wiedzę o kawałku naszego regionu... Zaimponował mi.

Drugi pan, z którym też niegdyś miałam trochę służbowych kontaktów, po zamknięciu firmy i przejściu na emeryturę lubił sobie czasem pojechać na jakąś wycieczkę, no i na jednej wycieczce w Rzymie kolega go namówił na kupno na jakimś targu starej monety, mówiac że to ciekawy egzemplarz, że mu się opłaci, że zarobi itd. Kupił z ciekawości, bo na zarobku mu specjalnie nie zależało, bo majętny był. Ale w domu zaczął szukać informacji i tak stopniowo wciągnął się w temat, a że nic innego nie miał do roboty, to koło 70-tki stał się numizmatykiem, kolejne wyjazdy były nastawione na poszukiwanie ciekawych monet, spotkania z innymi kolekcjonerami, giełdy itd. Przy okazji zaczął też interesować się malarstwem, wyszukiwał na tych giełdach obrazy dawnych mistrzów, czasem trafiały się jakieś perełki. A w wolnych chwilach organizował w swoim domu i ogrodzie imprezy, których uczestnicy w zimie korzystali z domowej sauny, a następnie na golasa harcowali po śniegu, gorsząc sąsiadów - o czym donieśli mi właśnie ci sąsiedzi, przypadkiem też moi znajomi. A towarzystwo całe pod 70-kę. Wesołe jest życie staruszka :).

Mam też grono znajomych w podobnym wieku, którzy spotykają się w klubie włóczykija i co tydzień jeżdżą na jakieś wycieczki. Wycieczki są jednodniowe, więc niezbyt dalekie, ale bardzo urozmaicone. Raz po jakichś rezerwatach przyrody, raz zwiedzanie zamków czy ruin, to znów wędrówki po górach, odwiedzanie muzeów i manufaktur, albo spacery po ciekawych miasteczkach z wygadanym przewodnikiem. 

Są i tacy, co lubią dalekie i egzotyczne podróże, niektórzy co chwila gdzieś latają. Co prawda niektórzy z nich po powrocie rozmawiają tylko o hotelach, bo niewiele więcej widzieli, ale są i tacy, co sami sobie organizują zwiedzanie okolic, czasem dość ekstremalnie. Niektórych nosi po bardziej sportowych destynacjach, więc wyczynowe rowery, wspinaczki, narty, joga itp. No i grupa artystów albo prawie-artystów, w każdym razie osoby, które coś tworzą, rzeźbią, malują itp. Spotykają się w pracowniach, jeżdżą na wystawy. Inni uczą się tańca czy śpiewu. Wiele z tych osób pomimo osiagnięcia wieku emerytalnego nadal pracuje, prowadzi biznesy. 

Lubię i bardzo szanuję ludzi, którzy mają pasję. Interesują się jakimś tematem i mają o nim dużą wiedzę. Nie pamiętam kto to powiedział; "można być w kropli wody odkrywcą, a można wędrując dookoła świata przeoczyć wszystko". W jednym komentarzu na innym blogu przeczytałam taką diagnozę: "jedni podróżują do śmierci, a inni urodzili się starzy". Aha, czyli jak nie podróżuję, to znaczy, że urodziłam się stara? To chyba nie o to chodzi z tą starością. Dla mnie starzy są ludzie, którzy mają stare mózgi. Narzekają, zrzędzą, nie mają żadnej pasji czy zainteresowań poza ocenianiem i krytykowaniem innych. Ja mam plany i marzenia, mam mnóstwo zainteresowań, lubię się uczyć nowych rzeczy, poznawać nowych ludzi. Koło 60-tki zrobiłam podyplomowe studia rolnicze (bo był pomysł kupienia paru hektarów, a nikt w rodzinie nie miał uprawnień, no to kto, jak nie ja) i bardzo się w ten temat wciągnęłam, doczytywałam sporo poza programem. Uczę sie włoskiego, bo tak. Wcale niekoniecznie muszę jechać do Włoch, bo mnie tam nie ciągnie. Widocznie jestem stara?Napisałam niedawno znajomemu pracę inżynierską, chociaż nie mam nic wspólnego z jego dziedziną. Pomógł mi dostarczając literaturę i notatki z wykładów, ale jednak musiałam się tego nauczyć, zrozumieć, zrobić projekt, tabelki i wykresy, rozwiązać zadania - w dodatku w trybie mocno przyśpieszonym, bo terminy goniły. Zresztą wiele razy w życiu pisałam dla znajomych albo za pieniądze prace dyplomowe i magisterskie, jakieś  referaty. Od pielęgniarstwa, przez ekonomię, filozofię, socjologię, informatykę, po tematy politechniczne. Pracuję umysłowo (o pracy zawodowej opowiem jak już z tym skończę), czytam, interesują mnie rozmaite tzw. poważne tematy. W wolnym czasie maluję obrazki. Ale ktoś mówi, że jestem stara, bo nie podróżuję. A ja rozmawiam z "podróżnikami" i często się okazuje, że o miejscach, które odwiedzili, wiem więcej niż oni. Dla mnie to oni są starzy. Oczywiście są różne kategorie podróżników, ale właśnie o to chodzi, że nie można tak wszystkich wrzucać do jednego worka. 

Jakiś czas temu pisałam na blogu o książkach o starości. A może niezupełnie o starości, ale o tym, jak można korzystać z życia mając 70, 80 czy nawet 90 lat. I jak młody można mieć umysł w starym ciele. Wklejam fragmenty z tamtych wpisów:



Justyna Dąbrowska "Miłość jest warta starania. Rozmowy z mistrzami" . Rozmówcami autorki są między innymi: Andrzej Strumiłło, Kazimierz Kutz, Ryszard Horowitz, Tadeusz Rolke... Dopiero po czwartym chyba rozdziale zorientowałam się, co łączy te wszystkie osoby. Otóż jest to pokolenie dzisiejszych niemal (lub ponad) 90-latków! Każde z nich przeżyło jedną lub dwie wojny, bagażem doświadczeń mogliby obdzielić tysiąc osób. W rozmowach opartych o podstawowy zestaw pytań przewijają się wątki z niezwykłych życiorysów tych wszystkich fascynujących postaci ze świata nauki, kultury, sztuki... Co ciekawe - niemal wszyscy oni są u schyłku życia nadal aktywni, praca, którą wykonują, jest wciąż ich pasją. Są rozmowy o przemijaniu, sensie życia, śmierci, niezwykłe przemyślenia, mądre uwagi. I uderzająca pogoda ducha, kontrastująca z powszechną tendencją do narzekania i krytykowania wszystkiego i wszystkich. Na pytanie, co jest w życiu najważniejsze, odpowiadają różnymi słowami, ale zazwyczaj okazuje się, że najważniejsza jest miłość, pasja, rodzina. Fascynująca książka, do czytania i wracania do niej.

Justyna Dąbrowska "Nie ma się czego bać. Rozmowy z mistrzami". Zbiór fascynujących wywiadów ze znanymi postaciami polskiej kultury, nauki, ludźmi w wieku mocno zaawansowanym, a jednocześnie pełnymi optymizmu i werwy, bardzo aktywnymi, zaangażowanymi w rozmaite prace i przedsięwzięcia, dzielącymi się swoimi jakże mądrymi i pozytywnymi przemyśleniami o życiu, o wartościach, o tym, co jest ważne. Lektura bardzo budująca, budząca ciepłe uczucia, szalenie pozytywna, dobra na stany depresyjne i długie jesienne wieczory.

Ale co powiecie na przykład o Simonie Kossak, która nie wiem czy gdzieś w życiu w ogóle podróżowała, ale na pewno nie podróże były jej pasją, tylko przyroda, zwłaszcza ta nasza, lokalna, żadne tam egzotyczne cuda. I tutaj chciałam podlinkować wpis o cudownej książce o Simonie, ale... nie znalazłam go na blogu. A byłam pewna, że pisałam. No to teraz w paru zdaniach napiszę.





  • LECH WILCZEK - "Moje życie z Simoną Kossak". Wydawnictwo Marginesy, 2023r, s. 335.

Cudowna opowieść partnera życiowego Simony Kossak, bogato okraszona jego niesamowitymi zdjęciami, a także fotografiami z albumów rodzinnych. Simona - ostatnia w prostej linii ze sławnego rodu Kossaków, porzuciła tętniącą życiem Kossakówkę i przeniosła się do chaty z bali na skraju Puszczy Białowieskiej. Poświęciła całe życie badaniom rodzimej przyrody i walce o jej ochronę, o zachowanie naturalnych siedlisk zwierząt i ptaków. Pracowała w zakładzie Polskiej Akademii Nauk w Białowieży, była profesorem nauk leśnych, popularyzatorką wiedzy o przyrodzie. Zżyła się z puszczą i jej mieszkańcami, w jej domu mieszkały ptaki, dziki, sarny, lisica, a zwierzęta w lesie znały ją i podchodziły jak oswojone. Wiele osób kojarzy ją z audycji radiowych, w których opowiadała o leśnych stworzeniach, powstał także film biograficzny, chociaż może nie do końca zgodny z prawdą. O książce trudno opowiadać, bo to jest książka specyficzna, bardzo osobista, pełna wzruszających momentów, dużo mówią też liczne fotografie. Wilczek opisuje ich spotkanie, wspólną pracę, codzienne życie, mnóstwo zabawnych historii związanych z Simoną, jej zaangażowanie w opiekę nad zwierzętami i ochronę puszczy. Była kobietą pełną pasji, żyła pełnią życia, chociaż nigdzie daleko nie podróżowała. 












Polecam te lektury wszystkim, którzy uważają, że jak ktoś nie podróżuje, to znaczy, że jest stary. 

Poznałam w sieci mnóstwo ludzi z wielkim apetytem na życie, którzy jednak upatrywali szczęście nie w dalekich wyprawach, ale w celebrowaniu chwil i dopieszczaniu najbliższego otoczenia - domu, ogrodu. Ostatnio dużo pisze się i mówi o tym, jak zwolnić i cieszyć się życiem bez pośpiechu.

W poprzednim wpisie wspomniałam, że 4 maja został ustanowiony Światowym Dniem Powolności. Pomysł narodził się w głowie Włocha, Bruno Contigianiego, menedżera i pracoholika, który jednak uznał, że życie ucieka mu przez palce. Założył więc stowarzyszenie The Art of Living Slowly (Sztuka Powolnego Życia) którego celem jest krzewienie idei, że unikając pośpiechu i stresu można poprawić jakość życia. (...) Włosi jak mało kto przykładają wagę do wolniejszego życia. To oni przecież wymyślili ideologię Slow Food, a więc delektowania się wykwintną kuchnią, unikania Fast foodów. 

A więc u Włochów passeggiata, a u Japończyków - ikigai, czyli filozofia szczęścia. "Ikigai w wolnym tłumaczeniu oznacza "powód życia". Filozofia ta mówi, by czerpać przyjemność z codziennych spraw i by każdy dzień sam w sobie był wystarczającą motywacją do wstania z łóżka. To przeciwieństwo zachodniego sposobu postrzegania szczęścia jako ekscytujących wydarzeń czy wyjątkowego spędzania czasu. To właśnie według zasad ikigai żyją mieszkańcy Okinawy, czyli najbardziej długowieczni ludzie świata. Filozofia ikigai zachęca też, by aktywnie "poszukiwać samego siebie" - odkrywać, co sprawia nam największą przyjemność, co nas wyróżnia i sprawia, że jesteśmy wyjątkowi. Chodzi więc o to, by w życiu znaleźć też czas na rzeczy, które nie są użyteczne. Może to być pisanie wierszy do szuflady, tworzenie rzeźb czy przedmiotów, które nigdy nikomu się nie przydadzą. Cenny jest sam proces twórczy, podejmowanie wyzwań, a także ciągłe samodoskonalenie. (...) Japońska filozofia szczęścia zachęca do czerpania radości z każdej chwili - zarówno pracy, domowych obowiązków, jak i chwil relaksu. Jej podstawą jest cieszenie się z prozaicznych czynności i akceptowania rzeczywistości, zamiast ciągłego wyczekiwania na przyjemności, Ikigai mówi też o życiu w harmonii z otoczeniem - zarówno z ludźmi, jak i przyrodą. Badania japońskich naukowców z Uniwersytetu Tohoku w Sendai na grupie ponad 50 tys. mieszkańców Osaki wykazały też, że osoby kierujące się zasadami ikigai są bardziej zadowolone z życia i zdrowsze - znacznie rzadziej zapadają na schorzenia układu krążenia czy choroby cywilizacyjne."(źródło) 


59 komentarzy:

  1. Małgosiu, brawo, umiesz w życie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnóstwo ludzi umie w życie, ale niektórzy uważają, że tylko ich sposób jest dobry i to mnie trochę irytuje. Chciałam pokazać, jak różne oblicza może mieć opcja "korzystanie z życia".

      Usuń
  2. To mój komentarz o podróżowaniu do śmierci, ale miałam na myśli to, że niektórym starość nie przeszkadza w szukaniu pasji, a inni nie szukali jej wcale, dlatego tak boja się emerytury. Nie każdy lubi i musi podróżować, to tylko jedna z opcji. Sama napisałaś o panu, który wędruje po Karkonoszach. Ktoś inny zajął się numizmatyką.
    Wybór pasji jest spory. Nie mam ogrodu, działki, ani zamiłowania do dłubania w ziemi, więc szukam innych aktywności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, to przypadek :) - Jotko, może przypadkiem akurat Twój komentarz zacytowałam, bo został mi w głowie, ale ja ostatnio bardzo często słyszę i czytam, że jak ktoś nie podróżuje, to coś z nim nie halo, nie umie korzystać z życia itd. Zdarzało mi się rozmawiać z osobami, które tylko z podróżowaniem utożsamiają radość życia, zwłaszcza na emeryturze. Nie dociera do nich, że ludzie są różni i mają różne upodobania. I mówią to osoby, które lecą na drugi koniec świata, żeby leżeć na plaży czy moczyć się w hotelowym basenie - dokładnie takim samym jak każdy inny we wszystkich podobnych kurortach na wszystkich kontynentach. Nie wiedzą nic o kraju, w którym byli, pamiętają tylko nazwy hoteli i ceny drinków w knajpach. Ludzi podróżujących aktywnie, starających się poznać jak najwięcej w odwiedzanych miejscach - podziwiam i szanuję. Tak samo jak tych, co nigdzie nie wyjeżdżają, ale odtwarzają rodzinne drzewo genealogiczne i piszą historię rodu, albo kolekcjonują stare dzwonki od rowerów (znam takiego pana, ma ogromną wiedzę o dzwonkach, rowerach, fabrykach w których je produkowano przed wojną itd).

      Usuń
    2. No właśnie:) Mam mnóstwo znajomych podróżujących. Rozumiem, że to ich pasja, lubię słuchać o ich podróżach, oglądać zdjęcia i filmy i nie lubię bardzo tłumaczyć im, dlaczego my ( razem z M.) nie podróżujemy, a wierz mi Małgosiu, bardzo często tłumaczyć muszę. Dlaczego niektórym ludziom tak trudno to zaakceptować?

      Usuń
    3. No właśnie dlatego to napisałam, bo zbyt często spotykam się z takim podejściem. Najbardziej lubię moment, gdy ktoś z tych "podróżników" powie coś w rodzaju "ale co robić w domu, w domu to ja się nudzę". Odpowiadam wtedy, że nudzą się tylko nudni ludzie. Dyskusja się wtedy zwykle urywa.

      Usuń
  3. Piękny czas przed tobą i przede wszystkim twój czas. Ja na emeryturze będę czytała ksiażki.

    OdpowiedzUsuń
  4. bardzo smakowite te opowieści. bardzo. och jak ja lubię takich ludzi, pasjonatów, podróżników po światach małych i dużych. Pogłębiających wiedzę. cieszących sie wszystkim dokoła. w każdym wieku. ofkorss. ja należę do kilku podgatunków ludzi. a podróżowanie jak wiesz uwielbiam. i też mnie dziwi, i trochę zdumiewa inne podejście, gdy ktoś pisze, że ma wiek i już mu się nie chce i nie ma siły i owszem może ale po co?? przecież wszystko można w guglach wyguglać i przy okazji marudzi i ocenia i drwi z podróżników i żółcieje. Ciężko się wychodzi ze strefy komfortu z czasem... ale po co pluć jadem? dlatego, że się miało życie zjechane? ale może ja niepotrzebnie się takim gderaniem starczym przejmuję. po co? apages.
    Staram się zwolnić i delektować ale jak może wiesz, zwolnić nie potrafię. ale się staram. i się delektuje :-))
    uściski. jeszcze tu wrócę, bo wywaliłaś posta, że hoho.
    umiem zwolnic. se musze powtarzać, tylko po co?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, mój mąż tak ma, nie potrafi wyhamować :). Ja jestem znacznie mniej nakręcona, smakuję życie inaczej, może wolniej, czasem głębiej? W każdym razie inaczej. Nie chcę porównywać. Ja lubię łazić po górach i odwiedzać galerie sztuki, mąż woli ciepłe morza i egzotyczne plaże. Jakoś to próbujemy godzić. A czasem on jedzie z kolegami na narty, ja w tym czasie mam święty spokój i mogę malować obrazki, bo to mnie uszczęśliwia, a przy pracy zawodowej brakuje mi na to czasu. On musi się wybiegać, wygadać itd. Nosi go. Mnie w świat tak bardzo nie ciągnie, ale owszem bardzo lubię słuchać jak ktoś opowiada o swoich ciekawych przeżyciach w innych krajach. A nie tylko o hotelach i napiwkach jakie dawał, bo niektórzy zaledwie tyle mają do powiedzenia. I właśnie takie osoby mnie denerwują, bo tak naprawdę nic nie widziały, nic nie przeżyły, a uważają że to ja mam jakiś problem. Ja się w cudze życie nie mieszam. Jak ktoś jest szczęśliwy robiąc coś innego niż ja, to mogę tylko pogratulować :). Mnie w ogóle irytują ludzie, którzy oceniają i krytykują innych z powodu ich zainteresowań, wyglądu, itd. Unikam takich, bo po co mają mi zatruwać życie swoim zrzędzeniem i wymądrzaniem. Przecież to jest bardzo fajne, że tak się różnimy, że możemy się od siebie nawzajem czegoś uczyć. No, długo by gadać...

      Usuń
    2. niczego nie odkładam na potem i tak mam od zawsze :-)
      niczego nie odkładam na emeryturę, teraz jestem wolnym człowiekiem. i
      Podróże, studia, pasje, Teatr, sztuka, czytanie, galerie, malowanie, nauka języków, ...Góry, otóż nie ma takich gór w kraju w których bym nie była. nie łaziła. WSZTYSTKO co robię. robię bo lubię, bo to jest życie. i celebruję też. jestem z tych co to bardzo nie wiele pracują i przepracowali ;-) bo praca to głównie radocha.
      Najbardziej lubię podróże off road. ale zdarzają się różne.
      Życie jest jedną wielką podróżą.

      Usuń
    3. no i sama nie tak dawno pisałam o Dunach i ich Hygge.

      Usuń
    4. Jesteś dla wielu osób, także dla mnie, wielką inspiracją :). No i można Ci pogratulować i trochę pozazdrościć, że tak świetnie udaje Ci się realizować własny plan na życie. To wspaniała sprawa. I praca, która jest pasją. Super.
      Moje życie nie zawsze układało się zgodnie z moim planem (to czasem bywa w jakimś stopniu od nas niezależne), więc niektóre rzeczy musiałam odkładać, ale w miarę możliwości starałam się żyć po swojemu i spełniać własne marzenia. A że one bywają czasem całkiem inne niż by sobie ktoś życzył, no to już nie mój problem.
      Lubię czytać i słuchać ciekawych opowieści o podróżach, ale sama nie jestem wielką pasjonatką podróży, owszem gdzieś tam czasem jeżdżę, ale nie mam na to parcia i pędu. Natomiast czasem lubię zaszyć się w swoim kąciku i w swoim wewnętrznym świecie, czytać książki, opracowywać różne tematy, pisać, malować. Bo tak jak napisałaś - życie jest jedną wielka podróżą i nie wszyscy podróżują tymi samymi środkami lokomocji.
      Gór wysokich nie lubię, chociaż owszem Alpy na wyjazdach narciarskich zaliczałam i było pięknie, natomiast w młodości miałam kumpla, z którym poznawałam Bieszczady autostopem i z namiotem - i to były najpiękniejsze wakacje mojego życia. Mój obecny życiowy kumpel niestety nie podziela tego zauroczenia bieszczadzkimi szlakami :). Natomiast mój młodszy syn uwielbia podróże off road i ja mu bardzo kibicuję i wspieram.

      Usuń
    5. kochana nie uwierzysz , że ja jakoś tego życia nie planowałam zazbytnio...jakoś tak szłam na żywioł :-)) nigdy nie marudziłam, że nie mam pieniędzy, nie żyłam dla onych, a że mam adhd to na dupsku nie mogłam i nadal nie mogę usiedzieć. niestety Bieszczady odkryłam na samym końcu...a szkoda, bo już z namiotem nie pojeżdżę. o nie. napiękniejszą moją podróżą był autostop po Grecji. zraz po studiach. ech.
      i wiesz najlepiej gdy każdy robi co mu w duszy gra. i co go spełnia najbardziej.

      Usuń
    6. Plan, czy jakaś ogólna wizja... Człowieka do czegoś ciągnie, lubi coś robić, ale czasem się to i owo pokomplikuje i trzeba się jakoś odnaleźć w nowych okolicznościach. Ja dość łatwo przystosowuję się do sytuacji, znajduję te odpowiednie dla mnie możliwości i zalety. Dlatego nie narzekam, że coś poszło inaczej, niż sama bym planowała, bo czasem nawet jest fajnie, choć oczywiście bywa różnie. Otwiera się nowa droga, to z ciekawości idę nią dalej. Mam nadzieję, że tych nowych dróg jeszcze trochę jest przede mną :).

      Usuń
  5. Moje grono znajomych przez ostatnie lata też się zmieniło, ale znajomi z biblionetki są ciągle obok mnie i mimo, że znamy się ponad 20 lat, spotykamy się, wyjeżdżamy na wakacje, rozmawiamy, wymieniamy książkami, to zawsze odkrywam w nich coś nowego. Poza pasją czytania, jest w nich dużo ciekawości świata, należą do klubów dyskusyjnych, filmowych, są rękodzielnikami, zwiedzają, malują, ale przede wszystkim są wspaniali. W sobotę śmialiśmy się, bo w naszym najbliższym gronie jestem najmłodsza. I to ze 20 lat :P ale to w niczym nie przeszkadza. Chciałabym, żeby wszyscy mieli możliwość w zdrowiu radować się czasem wolnym i korzystać z możliwości jakie dają nam dzisiaj współczesne technologie.

    Pozdrawiam Cię serdecznie i mocno trzymam kciuki za spokojne zamknięcie firmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wspaniale, że masz takie stabilne grono zaprzyjaźnionych osób o podobnych zainteresowaniach :). Dobrze jest mieć wokół siebie ludzi, którzy podzielają nasze pasje.
      Pozdrawiam Cię również serdecznie!

      Usuń
  6. Witaj Małgosiu!
    Poruszyłaś bardzo interesujące temat...nie sądziłam że " starość" określa się tym czy się podróżuje czy nie? A zresztą co to znaczy stary? Stary to może być tapczan, człowiek jest doświadczony,rozumniejszy ( chociaż nie każdy) właśnie wraz z upływem lat... ale nie zgadzam się na stwierdzenie że jak nie podróżujesz to jesteś stary. Absurd! Ale tak to jest gdy komuś się wydaje, że tylko jego sposób na życie jest wart naśladowania... każdy z nas ma inne pasje, co innego go porusza i to jest wyjątkowe... gdybyśmy wszyscy byli tylko podróżnikami to kto pisałby piękne wiersze, powieści. Kto uszłby nam piękna suknie czy przygotował rewelacyjne tiramisu???
    Mam różne pasje i każde są wyjątkowe i to niezależnie czy mamy 20 lat,43 czy 70+ warto mieć pasje bo one też nadają naszemu życiu sens!
    No trochę się powymądrzałam 😁a teraz udanego tygodnia życzę🥰
    A i zapomniałam pochwalić jaka Ty zdolniacha jesteś i bardzo wytrwała we wszystkim czego się podejmujesz! Jestem pełna podziwu 🥹
    Buziaki 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, stary to może być tapczan :))). Ale niektórzy ludzie wszystkich porównują do siebie i oczywiście każdy, kto robi coś inaczej niż oni, to w ich mniemaniu jest gorszy.
      Ściskam Cię mocno i pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  7. Najważniejsza jest tu radość życia, a może ją wywołać przysłowiowa kropla. Każdy człowiek jest inny, każdy z nas ma inne upodobania, ważne by mieć to coś, co trzyma przy życiu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest wspaniałe, że nie jesteśmy wszyscy tacy sami :).

      Usuń
    2. Chyba dlatego tak lubię blogosferę, bo tylu tutaj pasjonatów o tak różnorodnych zainteresowaniach :).

      Usuń
  8. Miałam tyle planów, tyle podroży, spotkań, i jeden niewielki guz w głowie wszystko zmienił. Nie trzeba za wiele odkładać na czas emerytury, albo po prostu na później. Mogłam zrobić wiele ale nie zrobiłam i przepadło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno możesz jeszcze wiele, tylko inaczej, coś innego. Ale to prawda - jak to powiedził Mark Twain "za 20 lat nie będziesz żałował tego, co zrobiłeś, ale tego, czego nie zrobiłeś - więc odwiąż liny, rozwiń żagle, opuść bezpieczną przystań i płyń...". Z tym że dla jednego marzeniem są podróże, a dla innego badanie życia pszczół albo budowanie budek dla ptaków. Warto starać się spełniać te marzenia jak najprędzej.

      Usuń
  9. Podróżowanie?to temat morze . Najczęściej nie jest pasją tylko zaliczaniem. Pasja to poznanie miejsca , jego historii na każdej płaszczyźnie. Spróbowania wszystkiego co tam jest. A podróż do hotelu i przebywaniu w jego najbliższej okolicy co daje ?w czym rozwija? Dla mnie w niczym. Preferuję podróże po Polsce by poznać swój tak różnorodny kraj. Najpierw kupuję przewodnik a później jadę. I tak jest z każdym gdziekolwiek wyjazdem. Mało kto tak robi ale zawsze jest wybór jak i gdzie podróżować. A co do pasji. Życie bez niej jest ubogie , niepełne i dlatego dla wielu emerytura to straszna rzecz. Emerytura sprzyja rozwojowi osobistemu , pogłębia sie pasje i nabywa nowe. Ale nie trzeba tego odkładać do emerytury bo po prostu mozna nie zdążyć. Pesel jest mało ważny ale zdrowie jak najbardziej. Jest bezcenne. Myslę, że jestem szczęściarą , że dożyłam emerytury i mogę nią się cieszyć od kilku lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdrowie najważniejsze, oczywiście. Masz świetne podejście do kwestii podróżowania, też tak lubię. Zwiedzić, zobaczyć, ale też dowiedzieć się jak najwięcej. Niestety mnóstwo ludzi tylko, tak jak piszesz - zalicza, nie wiem po co, żeby pochwalić się w social mediach? Trochę to chore.
      Życzę Ci nadal zdrowia i czerpania radości z uroków emerytury :). Serdeczności przesyłam!

      Usuń
  10. A ja z kolei niejednokrotnie słyszałam od znajomych (głównie płci męskiej, niekoniecznie rozumiejących mnie czy moje artystyczne zamiłowania), jak mówili do mnie: dziewczyno, zacznij żyć. No przecież jakbym nie żyła to bym nie tworzyła, nie? Zero próby zrozumienia drugiego człowieka. A jeden z nich jest muzykiem! Spodziewałam się większej wrażliwości z jego strony...
    Jestem domatorką, ale jak już spełniam marzenia to z hukiem i tak w zeszłym roku zrobiłam sobie wycieczkę życia do Szkocji, bo mi się marzyła. Sama wszystko poplanowałam i zorganizowałam. Byłam z siebie dumna.
    Żyję - na swoich zasadach. Polecam każdemu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święte słowa, dokładnie o tym pisałam. Niektórzy ludzie wszystkich porównują do siebie, a przecież każdy jest inny, ma inne potrzeby i upodobania. Najważniejsze to żyć po swojemu, nie szkodząc innym ale i nie dopasowując się do cudzych wyobrażeń.

      Usuń
    2. No właśnie. A chyba przyszło nam funkcjonować w czasach, gdzie trzeba działać szybko, a myśleć... płytko.

      Usuń
    3. Trochę to smutne i przerażajace, ale nie zamierzam się poddawać powszechnym zjawiskom i trendom :).

      Usuń
  11. Bardzo ciekawy i refleksyjny wpis — szczególnie to, co piszesz o pasji, ciekawości świata i tym, że „młodość umysłu” nie ma nic wspólnego z metryką. Widać w tym dużo doświadczenia i własnych przemyśleń, a nie gotowych sloganów.


    Pozdrawiam serdecznie, Iwona 🥰

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwonko, jesteś doskonałym przykładem - jak można żyć realizując swoje pasje i mieć młody umysł, niezależnie od wieku czy ograniczeń zdrowotnych. Przesyłam uściski i serdeczne pozdrowienia :).

      Usuń
  12. Młodość nosi się w sobie i PESEL nie świadczy o starości. Twój post jak zawsze niesie mnóstwo mądrych przemyśleń. Bardzo mi zaimponowali dwaj panowie swoimi pasjami.
    Znam ludzi, którzy martwią się emeryturą, bo co będą na niej robić?
    Na szczęście o siebie nie musisz się martwić, bo jesteś omnibusem, !!! Jeśli pisałaś prace innym, to najlepiej świadczy o Twoich zasobach umysłowych( szacunek ogromny)
    Małgosiu, moc serdecznosci przesylam i życzę przyjemnego świętowania czasu wolnego, jak na prawdziwą stypendystke ZUS- u przystało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety spotykam takich ludzi, którzy żyli tylko pracą (a kobiety czasem - życiem dzieci) - i nie mają żadnych pasji, zainteresowań... oni często gasną na emeryturze, nie potrafią się odnaleźć, znaleźć sobie ciekawego zajęcia.
      Dziękuję za życzenia :). Ja Tobie także życzę czerpania jak najwiecej przyjemności z tego czasu!

      Usuń
  13. Bardzo interesujący post Małgosiu:) Mam dużo planów na "życie na emeryturze" i podróżowanie jest gdzieś na samym końcu. Nie to, ze nie lubię, tylko nie potrzebuję aż tak bardzo. Prawie wszystkie moje plany dotyczą domu i najbliższego otoczenia. Jestem introwertyczką do kwadratu i dom to mój cały świat. Tu czuję się najlepiej i czerpię energię. Noc poza domem jest dla mnie atrakcyjna, ale tylko jedna:) Poruszyłaś bardzo ważny temat - znajomych, którzy uważają, że ten, który nie podróżuje w zasadzie nie żyje, nie czerpie z życia garściami, nie... Ileż ja razy musiałam tłumaczyć, że podróże lubię, ale wolę naładować akumulatory w domu. Ileż ja razy źle się poczułam, gdy ktoś moje życie nazwał nudnym i znowu zmusił do tłumaczenia, że wcale nie bo zobacz, namalowałam, przeczytałam, zgłębiłam wiedze na interesujący mnie temat, posadziłam, itp.
    Wiesz, że nawet był czas, że uwierzyłam, że jestem jakaś gorsza. Miałam ogromne wyrzuty sumienia, że znowu nigdzie nie pojechałam, nie chodziłam po górach, czy nie kąpałam się w morzu. Ha, ha - mieszkam nad pięknym, dzikim i dużym jeziorem a kąpałam się w nim, gdy mój syn był mały:DDD Może teraz znowu się skuszę - z wnuniem Adasiem:) Ciągle pamiętam słowa koleżanki z pracy, gdy zobaczyła kartki okolicznościowe, których kiedyś dużo tworzyłam - O!!! Widzę, że się nudziłaś!
    Teraz nie obawiam się już powiedzieć, że żyję czy robię coś, bo tak lubię:)
    Czuję, że moje emeryckie życie da mi moc i satysfakcję:DDD
    Serdeczności Małgosiu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nigdy nie czułam sie gorsza, wręcz przeciwnie, uważałam za gorszych ludzi, którzy nie potrafią pojąć, że istnieje coś poza ich mentalną bańką. Według mnie to oni są nudni, oni się nudzą i próbują zabić tę nudę miotając się po świecie, szukając wrażeń jak najdalej. Oczywiście mam na myśli tylko tych, którzy mnie w ten sposób negatywnie oceniają, bo nie robię tego, co oni. Mam też znajomych, którzy są bardzo majętni i korzystają z tego między innymi podróżując po świecie, a ja chętnie słucham ich opowieści, ale oni z kolei doceniają to, czym ja się zajmuję, jaką mam wiedzę, co potrafię i jak umiem sobie zorganizować czas. A więc inteligentni ludzie szanują się nawzajem i rozumieją, że nie wszyscy są tacy sami, co nie znaczy, że - gorsi czy lepsi.

      Usuń
    2. Jesteś Małgosiu mądrzejsza:) Moje środowisko potrafiło na mnie tak wpłynąć, że poczułam tak negatywne uczucie. Trochę czasu upłynęło, zanim znowu siebie polubiłam. Tak jak napisałaś w poście - odcięłam się od tych ludzi, a w zasadzie ograniczyłam mocno kontakty. Całe szczęście moi najbliżsi to moje wsparcie. Ciepłe, kochane osoby, które żywo interesują się mną jako osobą, moimi zainteresowaniami, moimi sprawami. Akceptujemy się, wymieniamy doświadczeniami, interesujemy, kochamy, lubimy i to jest piękne.
      Serdecznie Cię pozdrawiam i cieszę, że znalazłam Cię w naszej blogosferze :)))

      Usuń
    3. Ja miałam ten problem, że w tych kwestiach z moim mężem nie nadajemy na tych samych falach :). Więc ciągle były dyskusje i kompromisy co do spędzania urlopów. Z czasem jakoś się dotarliśmy, wybieramy miejsca, gdzie oboje znajdziemy coś dla siebie, a czasem spędzamy ten wolny czas oddzielnie, mąż lubi wyjeżdżać z kolegami na narty, ja wolę zwiedzanie zamków, muzeów czy wystaw. A czasem lubię sobie posiedzieć sama w domu i coś tam sobie tworzyć, lepić, malować.

      Usuń
  14. Absolutnie się zgadzam. Ludzie ciągną do podobnych sobie.
    Pozdrawiam ciepło! Miłego czwartku🌸
    Angelika

    OdpowiedzUsuń
  15. Podróże stały się modne ostatnio. Ale kto co lubi ;) Z tym saunowaniem i imprezowaniem to już tak bywa :)) znajomy opowiadał, że poszedł do sąsiadów do sauny, a potem obudził się goły w swoim domu :)))) taka była impreza!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha:)))))) no to faktycznie nieźle zabalowali! Każdy korzysta z życia jak lubi :).

      Usuń
  16. Tak sobie w niedzielę siedzimy ( przy maszynie do szycia) i gadamy z psiapsią, że ciągle się czegoś uczymy, poznajemy nowe umiejętności i na nic nie mamy czasu. A wiek emerytalny to miał być ten okres ambrozją, wachlarzami i wonnościami naznaczony. "Psia " złośliwie zauważyła, żebym ja tak nie marzyła o zapachach ,bo jeszcze mi się marzenie spełni ... i będzie się ciągnął za mną zapach moczu. Ja jeszcze trochę pracuję i jakoś trudno mi tę działalność zakończyć, bo lubię to, co robię.
    Że strachem myślę o chwili, kiedy palce staną się sztywne, a klucz albo okulary w tajemniczych okolicznościach zginą w czeluściach nieposprzątanych szpargałów. Kurcze...mam jeszcze tyle planów i tyle rzeczy do zrobienia .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jednak chciałam mieć wiecej czasu na inne przyjemności, dlatego zdecydowałam się zakończyć działalność, tym bardziej że mąż już na emeryturze. Miejmy nadzieję, że jeszcze zdążymy się nacieszyć tą "wolnością" i dobrym zdrowiem przede wszystkim, czego Tobie i sobie z całego serca życzę :).

      Usuń
  17. Ja lubiłam się włóczyć ale raczej nie z nastawieniem na zwiedzanie ale na tropienie klimatów danych miejsc. Lubiłam chodzić, więc mogłam się snuć i chłonąć i to zapadało we mnie i wraca teraz gdy nogi mówią basta! Nogi osłabione radioterapiami muszę zmuszać aby zechciały w ogóle pracować, do tego neuropatia w stopach i fobia przed nierównymi nawierzchniami. Łazęgi więc poszły się bujać, a ja cyckam z codzienności fajne chwile, staję się mistrzynią w wyszukiwaniu :D I nie żałuję tego co minęło, ale czerpię dobrą energię ze wspomnień. Stworzyłam sobie swój świat i żyję z zgodzie ze sobą tak jak i ty Małgosiu :)
    Masz Małgosiu duże zdolności artystyczne, na emeryturze więc twórz i wyżywaj się w tym, a jak ci się zachce to sobie gdzieś pojedziesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzieś tam czasem na pewno pojadę, zwłaszcza że mąż lubi podróże :). Marysiu, ja myślę, że takie kreatywne osoby jak Ty zawsze znajdą sobie ciekawe zajęcie i nawet przy różnych ograniczeniach potrafią czerpać z życia mnóstwo frajdy. Wszystkiego najlepszego, pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
  18. Czasami wychodzimy z założenia, że ciężko nam będzie znaleźć z kimś wspólny temat, ale okazuje się, że bratnią duszę można znaleźć wszędzie i w każdym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet jak nie wspólne tematy, to ciekawość czegoś odmiennego :).

      Usuń
  19. Trochę poczułam się wywołana do tablicy Twoim wpisem, Małgosiu. Bo ja jestem właśnie takim przykładem emerytki, która niespodziewanie dla samej siebie, odkryła w sobie zamiłowanie do podróżowania właśnie na stare lata. Wcześniej bywało różnie, a mówiąc ogólnie, okoliczności raczej nie sprzyjały. Mój przypadkowy wyjazd na Bałkany dwa lata temu, na który zabrały mnie moje dzieci, spowodował, że poczułam w sobie ten zew i chęć odwiedzenia miejsc, które do tej pory znałam tylko ze szkolnego atlasu. I jestem chyba przykładem osoby, którą większość Twoich komentatorów krytykuje. Nie jadę nabijać kilometrów, nie nastawiam się na zwiedzanie i zaglądanie we wszystkie miejsca opisane i polecane w przewodnikach. Jadę głównie poleżeć na plaży, pomoczyć się w ciepłym morzu i zachłysnąć się tą egzotyką, której wcześniej nie znałam... miejscowym klimatem, jego zapachami, kolorami itd.. I to sprawia mi największą radość. Oczywiście, zawsze zdarza się coś tam przy okazji zwiedzić, ale nie jest to moim celem nadrzędnym. Na te swoje emeryckie lata poczułam zew natury nie tylko w postaci miłości do mojego ogrodu, ale także w postaci widoku morza na tle gór, gorącego słońca i ciepłych podmuchów wiatru. I z pewnością nie jest moim celem podróżowanie w celu chwalenia się tym w social mediach. To mnie po prostu uszczęśliwia.
    Pozdrawiam Cię serdecznie, Małgosiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwonko, ależ nie bierz nic z tego wpisu do siebie, bo jesteś całkiem inną osobą. Tu przecież nie o to chodziło, że ktoś lubi wygrzewać się na plaży i głównie po to jeździ po świecie, ja tego absolutnie nie krytykuję, każdy ma prawo do spędzania wolnego czasu tak jak lubi. Jednak jeśli taka osoba uważa, że to jedyny sensowny patent na korzystanie z życia i krytykuje tych, którzy mają całkiem inne pomysły i upodobania, to już chyba z tą osobą jest coś nie tak. A ja właśnie z takimi postawami się spotykam. Z całą pewnością nie dotyczy to Ciebie, ja z przyjemnością czytam Twoje wpisy o podróżach, piszesz o wielu ciekawych doświadczeniach, pokazujesz fajne miejsca, i nie przypominam sobie, żebyś kiedykolwiek pisała, że jak ktoś nie podróżuje, to jest nudny i beznadziejny, nie potrafi korzystać z życia itp. Dzielisz sie swoją radością, nie ujmując przy okazji nikomu, kto nie przepada za podróżami czy leżeniem na plaży. No i tak powinno być. Chodzi o to, żeby każdemu dać prawo do decydowania jak chce spędzac czas na urlopie czy emeryturze i nie krytykować tylko dlatego, że woli robić coś innego.
      Mnie uszczęśliwiają całkiem inne rzeczy, ale ktoś mi mówi, że nie potrafię korzystać z życia, bo nie podróżuję. Owszem, ja właśnie tak korzystam z życia - czytam, maluję, dopieszczam swój dom, poszerzam swoja wiedzę na różne tematy, bo nareszcie mam na to dużo czasu. Czasem gdzieś wyjeżdzam, ale to nie jest największa frajda w moim życiu. A niektórzy nie są w stanie tego pojąć i zaakceptować - i to do nich odnosi się ten wpis.
      Iwonko, bardzo chętnie obejrzę kolejną Twoją fotorelację z nowych podróży, zawsze pokazujesz coś ciekawego :).
      Ściskam Cię mocno i pozdrawiam!

      Usuń
  20. Bardzo refleksyjny post. Czytałam z zaciekawieniem co napiszesz dalej. Myślę sobie, i tego też się z mężem trzymamy , że PESEL nie ma znaczenia. Żyjemy tu i teraz, spełniamy swoje małe i duże cele, tak samo z podróżami, równie te krótkie i dalekie nas uczą, budujemy wspomnienia, rozwijamy swoje pasje, żyjemy ze sobą i dla siebie...To tak jakby to nazwać, że życie jest podróżą, od czasu, kiedy się urodziliśmy i tak do ostatniego tchu...Nigdy nie jest za późno na spełnianie marzeń, na nowe pasje, na zmiany. Życzę wszystkiego najlepszego. I dziękuję za odwiedziny na moim blogu. Agata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, często mówimy, że życie jest podróżą - nie zawsze od nas zależy, dokąd nas droga zaprowadzi, ale można czasem zmienić kierunek, wysiąść, zatrzymać się, albo przeciwnie - przyśpieszyć i jechać prosto do celu, jeśli nam to odpowiada. Ja też swoich lat nie liczę, ciągle mam wrażenie, że mam 30 lat, chociaż Pesel mi mówi, że to było już dawno temu. Ciągle mam plany i marzenia :).
      Wszystkiego dobrego dla Ciebie, spełniaj swoje marzenia!

      Usuń
  21. Ale historia z tym panem co lubi Karkonosze. Czasem nam się wydaje, że rzeczywistość jest taka jaką sobie sami domalujemy, a to się okazji zupełnie inaczej 😀 Pozdrowienia serdeczne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuszna uwaga, czasem coś nam sie wydaje, a potem okazuje się, że nic o tej drugiej osobie nie wiemy. Czyli jak to mówią - nie oceniaj książki po okładce :). Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń

Jeśli Twój komentarz nie pojawił się od razu, to niestety wina nowej (gorszej) wersji bloggera, który z nieznanych mi powodów wrzuca niektóre komentarze do spamu - ale nie martw się, na pewno go znajdę i opublikuję :).