Pogoda w tym tygodniu doprowadziła mnie do rozpaczy - zimno w ch..., piździło okrutnie, wyciągnęłam znowu ciepłą zimową kurtkę i ocieplane buty. Masakra. W domu sezon grzewczy mamy od września, w sumie 8 miesięcy. Ocieplenie klimatu, strach się bać. Ja lubię zimno, ale nie przez cały rok!
No i tak w tej paskudnej aurze idę ja sobie razu pewnego z roboty do domu, zakapturzona, nieco zziębnięta (chadzam piechotą dla zdrowia i bo lubię na ogół, jak nie piździ ofkors) i średnio z tych okoliczności zadowolona... Aż tu z boku ktoś mnie wyprzedza i dźwięcznym głosem mówi "dzień dobry!" - no to ja owszem grzecznie też "dzień dobry", patrzę - chłopaczek może 10-12 lat na hulajnodze, raczej nie znam, no ale może on mnie kojarzy. A chłopaczek zwalniając nieco na tej hulajnodze znowu się do mnie zwraca "podwieźć panią?". Ha! no powiem Wam, że zrobił mi dzień :))). Podziękowałam uprzejmie i wesoło, chłopaczek zadowolony raźnie się oddalił, za nim jeszcze jeden na rowerze, a ja miałam od razu lepszy nastrój, wyobrażając sobie jakbyśmy wyglądali pomykając razem na tej hulajnodze :))).
| źródło |
Wpis miał być ilustrowany kolejnym ptakiem z papier-mache, ale cały tydzień był pełen wrażeń i zajęć i nie miałam kiedy usiąść spokojnie i zająć się końcowym lepieniem. Ale już schnie i czeka jeszcze na malowanie.
Niedawno w mojej metropolii w lokalnym muzeum miała miejsce wystawa prac rzeźbiarskich miejscowych twórców. Wśród nich jest kilku dość nawet wybitnych artystów profesjonalnych, uznanych w świecie sztuki także poza granicami kraju, ale także twórcy aspirujący oraz totalni amatorzy, jednak określający sami siebie jako rzeźbiarze i pewnie marzący o podobnej sławie. To jest dość prężne i zgrane środowisko, nowicjusze uczą się od mistrzów, wspierają się, razem wystawiają. Tworzywo rozmaite, od gliny i drewna przez metal, po szkło. No i w związku z tą wystawą na lokalnych forach internetowych rozgorzała dyskusja, w której rozmaitej maści mędrkowie popisywali się znajomością definicji sztuki wysokiej oraz ubolewali, że na ekspozycje muzealne obok rzeźbiarskich sław dopuszczono także parweniuszy, czyli amatorów, oraz wylewali na tych ostatnich mnóstwo wzgardliwych pomyj. No cóż, miasteczko powiatowe ledwo 40-tysięczne niektórym wydaje się stolicą sztuki europejskiej i chcieliby widzieć w salach tutejszego muzeum wyłącznie dzieła najwybitniejszych mistrzów.
No chyba im się coś porąbało. Przede wszystkim - muzem ma między innymi misję edukowania oraz podtrzymywania miejscowych tradycji i wspierania lokalnych twórców. Oprócz stałych wystaw zawsze są jakieś wystawy czasowe i różne już tam badziewia dziwne rzeczy pokazywano i nie budziło to aż takich emocji. Nawet najlepsze galerie sztuki na świecie użyczają czasem swoich sal na wystawy twórców nieprofesjonalnych. No ale prowincjonalni mądralińscy uważają, że "swoich" trzeba skrytykować, przejechać się po nich, żeby się za dobrze nie poczuli jako artyści. A przecież bywa, że nawet niektórzy z tych uznanych nie pokończyli żadnych szkół artystycznych, i sami niedawno też dłubali czy lepili jakieś tam średnio udane gnioty... Ale pracowali nad swoim warsztatem, uczyli się, coś im się w końcu zaczęło udawać, tworzą teraz wspaniałe rzeczy. Nikt nie rodzi się od razu mistrzem. I jak widać mistrzom korony z głów nie pospadały z powodu wspólnej wystawy z amatorami. Przecież to jest wspaniałe doświadczenie, taki przegląd dokonań miejscowego środowiska artystycznego, zarówno dla wystawiających artystów, jak i dla zwiedzających - możliwość zestawienia prac prezentujących różne poziomy umiejętności, różne techniki i różne wizje artystyczne. A tymczasem jakiś dupek, który może nigdy nic własnymi rękoma nie stworzył, a nawet nie wymyślił, musi sobie poużywać na nowicjuszach, amatorach, którzy wcale niekoniecznie marzą o międzynarodowej sławie, po prostu lubią rzeźbić, to jest ich pasja i hobby.
********
Błąkając się po internetach trafiłam na taki ciekawy wpis, który co prawda odnosi sie do rękodzieła, ale sprawdza się też w kontekście sztuki nieprofesjonalnej (tutaj link - klik). Kilka cytatów, żeby nie bawić się w streszczenia:
"W rękodziele często mówi się o perfekcji. O równych ściegach, symetrii, idealnie dobranych kolorach. O tym, by 'nie było widać ręki' – czyli błędu popełnionego dłonią twórcy. Ale w sumie... dlaczego? Przecież to właśnie ręka – z jej drżeniem, precyzją i historią – jest najważniejsza. (...) W każdej pracy zostawiamy fragment siebie – czasem krzywy, czasem nadgryziony przez zwątpienie lub inne emocje, ale prawdziwy. Dlaczego warto zostawić błąd? Bo błąd oddycha. Bo sprawia, że praca żyje. Bo przypomina, że rękodzieło to dialog – między nami a materiałem. Może więc nie chodzi o to, by robić rzeczy idealne. Może chodzi o to, by robić rzeczy prawdziwe."
I do tego jeden z ciekawych komentarzy:
"W dzisiejszych czasach gdzie sztuczna inteligencja potrafi wygenerować niemal idealne obrazy, teksty czy przedmioty ten ,,celowy błąd" wykonany przez żywego twórcę pozwala odróżnić dzieło, w tworzeniu którego został poświęcony czas, pomysł, uważność i zaangażowanie artysty od sztucznie wygenerowanego algorytmu. Być może to właśnie dzięki artystom, którzy wyrażają swoj bunt przeciw perfekcjonizmowi uda nam się jako ludzkości zachować odrobinę człowieczeństwa w świecie zasypanym sztucznymi wytworami."
Może ta oferta podwiezienie to była delikatna aluzja, żebyś zeszła ze ścieżki rowerowej? 🤔🤡 🙃🛴
OdpowiedzUsuńTo raczej nie, bo to był zwykły chodnik, a ja zawsze trzymam się prawej strony, pod tym względem jestem bardzo "przepisowa" :). Tak że miejsca miał sporo do swobodnego przejazdu. Ale mąż mi mówił, że też go kiedyś taki chłopaczek zagadał w innej kwestii, coś tam o pieskach i kotkach gawędzili - być może to ten sam i taki z niego po prostu rezolutny gaduła.
Usuń