Mój ogród to chaos. Chaszcze, krzaczory, z których okiełznaniem nie nadążamy, rośliny rosnące dość przypadkowo. Maliny rosną tam gdzie akurat wypuściły swoje podziemne macki, głóg wyrósł niespodziewanie z jakiegoś przyniesionego przez ptaki nasionka, zostawiliśmy, niech rośnie, z kolei żywopłocik z ligustru zasiał mi wiatr - naniósł nasiona w zagłębienie pod murkiem, no i wyrosło trochę krzaczków, więc sobie rosną, a ja je od czasu do czasu przycinam i mam osłonę dla śmietnika.
Całkiem sporo zakątków porosło chwastami, na ogół pożytecznymi, wiele z nich zbieram i przetwarzam. Ostatnio trochę mniej, ale dawniej znajomi nazywali mnie zielarką. Mięta, melisa, pokrzywa, dziurawiec, kurdybanek, mniszek, przytulia, skrzyp, babka itd. Żywokost też rośnie, ale z niego do przetwarzania najlepszy jest korzeń, a szkoda mi go wykopywać, bo roślinka pięknie kwitnie i przyciąga pszczoły. Berberys rozkrzaczył się okrutnie i co roku mówię, że go solidnie przytnę, ale on tak zjawiskowo kwitnie i przyciąga mnóstwo pszczół, trzmieli i innych owadów... Brzoza, która wysiała się na etapie budowy domu rośnie sobie na granicy działki, teraz jest wyższa od domu.
![]() |
| rejon oczka wodnego |
Wokół oczka wodnego i w nim życie samo się reguluje, my hamujemy tylko nadmierną ekspansję, raz do roku jest wyciąganie kłączy tataraku i pałki wodnej, przycinanie kosaćców, które wyrastają gdzie chcą, usuwanie części sitowia, które najchętniej zawłaszczyłoby całą okolicę. Ile ryb mamy to nie wiem, mnożą się, staruszki umierają, czasem kot, albo odwiedzający nas czasem szop, jakąś rybę wyciągną. Kiedyś przy większym czyszczeniu stawu spuściliśmy wodę i ryby zostały wyłowione do tymczasowego pojemnika - zostały wtedy policzone, było ich około 80 sztuk różnego kalibru. Co roku przychodzą żaby na swoje gody, w wodzie dzieje się szaleństwo, orgie zbiorowe, potem mamy czarno od kijanek, a potem malutkie żabcie wychodzą i wędrują do pobliskiego zagajnika. Wrócą za rok, żeby złożyć skrzek.
![]() |
| kijanki |
Altankę porasta bluszcz (też sam do nas przyszedł, a jest go już pełno, obrasta płoty - tam pozwalam mu swobodnie rosnąć, tworzy zielone ściany między nami a sąsiadami. Sąsiedzi spoko, z jednej i drugiej strony prawie nieobecni, ale nie mam potrzeby zaglądać im do ogródka i vice versa. Bluszcz wszedł już do środka altanki, obrasta domek dla murarek - to już drugie pokolenie pszczółek składa tam swoje jajeczka :).
![]() |
| domek dla pszczół murarek w ogrodowej altance |
Nie cierpię bałaganu, ale chaos kontrolowany całkiem mi odpowiada, zwłaszcza w ogrodzie. Nie lubię ogrodów pustych, z wystrzyżoną na trzy centymetry trawką jednego wyselekcjonowanego gatunku, równiutkimi klombikami i połową gruntu wysypaną żwirkiem jak kuweta dla kota. Klasyczne ogrody francuskie są piękne z ich precyzyjnie zaprojektowanymi dywanami kwiatowymi, ale tak do pooglądania i chwilowego zachwytu, bo na dłuższą metę są trochę nudne. Nie lubię tak zwanych ogrodów w stylu włoskim czy śródziemnomorskim, spalonych słońcem łysych połaci, na których tu i ówdzie tkwią rozpaczliwie trzymające się życia kępki lawendy i jukki. Owszem, też mam lawendę i jukki, ale one rosną między gęstwiną innych roślin.
![]() |
| lawenda francuska |
![]() |
| lawenda wąskolistna jeszcze nie kwitnie, w tle pięciornik o białych kwiatach |
Lubię zieleń wszechogarniającą i dającą cień oraz wytchnienie dla oczu zmęczonych elektroniką (pracuję przy komputerze). Z tego też powodu nie lubię krajobrazów europejskiego południa, tak przez wiele osób ulubionych. Kiedy wracamy z podróży wakacyjnych z południa, ożywam dopiero kiedy już dojeżdżamy do Austrii, gdzie nareszcie są porządne lasy, świerki, sosny, dęby i klony i masa różnych krzaczorów, chłodny cień, mchy i paprocie. Jakbym miała wskazać ulubiony styl ogrodowy, to chyba najbliżej mi do ogrodu w stylu angielskim. Nawet próbowałam coś na ten wzór u siebie zaprowadzić, ale to niestety wbrew pozorom wymaga więcej pracy i zaangażowania niż te ulizane i pustawe ogrody włoskie czy francuskie. Brakowało mi na to czasu i chęci. Mam więc chaos częściowo kontrolowany.
![]() |
| Kocia wszędzie mi towarzyszy |
![]() |
| Dżemik w pozycji "przyczajony tygrys" czeka na rzucenie mu ulubionej piłeczki |
W tym roku zamierzam skupić się na rewitalizacji tzw. przedogródka, w którym jest mój ulubiony "leśny zakątek". Trochę trzeba przetrzebić stare krzaki, dosadzić paprocie, parzydło itp, zrobić małą sadzawkę, zainstalować ławeczkę. Cieszą mnie posadzone w ubiegłym roku hosty, ładnie się przyjęły, mam nadzieję, że się rozrosną.
![]() |
| azalia pontyjska kończy kwitnienie, ale nadal obłędnie pachnie |
![]() |
| obok będzie sadzawka z pluskawką i więcej paproci oraz kamienna żaba |
![]() |
| tajemne przejście między ogrodem a "leśnym zakątkiem" |
********
Pod postem o karmelowej herbatce z lilaka ktoś wspomniał o naleśnikach z kwiatami bzu czarnego. To mi przypomniało, że dawno temu smażyłam czasem dla dzieci kwiaty robinii (zwanej akacją) w cieście naleśnikowym. Tak po prawdzie to smak był (moim zdaniem) mało wyczuwalny, ale ciekawie pachniały, no i zawsze to jakaś odmiana i atrakcja w menu. Podrzucam pomysł, akacje dopiero zaczynają kwitnąć, można spróbować.
Przepis na ciasto naleśnikowe (można zrobić po swojemu, ale to jest taka lekka wersja i chyba najlepiej pasuje do kwiatów robinii):
- 100g mąki
- 2 łyżki roztopionego masła
- około 170 ml wody mineralnej
- szczypta soli, łyżeczka cukru
- białko jednego jajka
Wszystkie składniki oprócz białka łączymy mikserem lub trzepaczką, odstawiamy na kwadrans albo nawet dłużej, najlepiej do lodówki. Kiedyś nie wiedziałam po co ciasto na naleśniki, pierogi itp trzeba odstawić, wydawało mi się że to takie tam tylko dziwactwa kucharek, i zdarzało mi się ten etap pominąć, co niestety często kończyło się tym, że pierwsze naleśniki rwały się na patelni, a pierwszy płat ciasta na pierogi nie dawał się rozwałkować i pierogi źle się formowało i sklejało... No i w końcu wyczytałam gdzieś, że chodzi tutaj o uaktywnienie glutenu, który potrzebuje trochę czasu, żeby zacząć działać i łączyć dobrze wszystkie składniki. Tak że jak ktoś nie wie, to podpowiadam: bez pośpiechu, ciasto musi się przegryźć.
Po tym odpoczynku dodajemy do ciasta białko (które można wcześniej ubić na pianę, ale niekoniecznie) i ubijamy całość. Całe kwiatostany robinii trzymając za ogonek kolejno zanurzamy w cieście, otrząsamy z nadmiaru i smażymy po dwóch stronach do lekkiego zrumienienia. Można na oliwie, ale moim zdaniem na maśle wychodzą pyszniejsze, zresztą jak kto lubi. Ciasta powinno wystarczyć na trochę ponad 10 kwiatostanów.
Jako dodatek świetnie pasują truskawki i bita śmietana, albo w mniej kalorycznej wersji zamiast śmietany odrobina balsamico, najlepiej w jakiejś podkręconej wersji typu sos figowy lub mangowy. Podobnie można smażyć kwiatostany czarnego bzu czy jakieś inne jadalne kwiatki.
********
Po nagłym wybuchu lata pośpiesznie zrobiłam przetasowania w szafach, wyciągając letnie sukienki i inne szmatki. Przy okazji dokonałam przeglądu "sanitarnego", czyli wyczyściłam garderobę z zalegających ubrań, których już raczej nie założę (z tysiąca powodów). Uzbierała się górka t-shirtów, których termin przydatności do użycia już mija. Wyrzucić taki stos jednorazowo jakoś szkoda, w tej masie jest potencjał - i oto właśnie ten potencjał się materializuje.
Robię mianowicie chodniczek, tak zwany szmaciak. W sypialni miałam na podłodze od chyba ćwierć wieku flokati, które się już mocno wytarło i nieco zszarzało. Nie chcę mieć tutaj normalnego dywanu, bo flokati często wrzucam do pralki, a z dywanem jest więcej zachodu. No i tak mnie kiedyś naszło, że zrobiłabym sobie taki chodniczek, jakie były w domu mojej babci na wsi. Babcia tkała je ze starych sukienek, poszewek itd. Ja nie utkam bo nie bardzo mam na czym, zwłaszcza w tym rozmiarze (mam ramkę do tkania mniejszych makatek), więc wymyśliłam sobie, że zrobię mój szmaciak przy pomocy szydełka. Przy okazji mam zajęcie na długie wieczory - zamiast scrollowania internetu, co niestety ostatnio zbyt często mi się zdarzało.
T-shirty pocięłam na paski zostawiając szwy (można się bawić w wycinanie ich i "niewidoczne" łączenie pasków, ale mi się nie chciało, bo to kupa roboty), w związku z czym mam w robótce mnóstwo widocznych supłów. Uważam jednak, że nieróności nadają chodniczkowi zgrzebnego charakteru, więc tak zostanie, nie będę ich całkiem chować (tylko największe przeciągnęłam szydełkiem na spód). Wybrałam kolory biało-beżowo-szarawe, może w trakcie dorzucę jakiś brąz i ochrę, jak znajdę odpowiedni materiał. Zresztą jak mi się w połowie znudzą te beże, to kto wie, co tam się jeszcze pojawi. Chciałam dołożyć paski ze starej poszwy na kołdrę, bo mi kolorystycznie pasowała, ale okazało się, że nie jest to surowiec kompatybilny z t-shirtami. Jedno to nierozciągliwa tkanina, a drugie - elastyczny dżersej (bawełna, no ale dzianina). Tak że muszę dozbierać koszulek w odpowiednich kolorach, bo chodniczek ma szerokość 120 cm, a planowana długość to minimum 180 cm, tak że w sumie sporo tego. Jeden t-shirt to około 15 cm chodniczka. Chyba zrobię porządek w szafie mężowskiej...
I oczywiście mam już plany kolejnych szmaciaków, bo z różnych wcześniejszych porządków szafiarskich mam na przykład odłożony cały wór dżinsów po nas i jeszcze po naszych synach (no bo kto zabiera z szafy stare dżinsy, jak się wyprowadza od mamy). Mieliśmy jechać z tym do PSZOKu ale jakoś się zapomniało. I zrobiłabym jeszcze jakiś kolejny chodniczek w odjechane kolorki do korytarzyka na pięterku... i ohoho, co to mi jeszcze chodzi po głowie... Ale pewnie po tym jednym będę miała dosyć tego szydełkowania na parę lat...;).
********











No i przewspaniale. Ogród taki jak być powinien, bujny i różnorodny, z super stawkiem, z pięknym łącznikiem dzikiego z mniej dzikim, ze zwierzakami korzystającymi z jego uroku. I smacznie do jedzenia i dywanik robisz. Nie można lepiej.
OdpowiedzUsuńA wiesz, że niektóre źródła w necie twierdzą że akacja jest trująca? Wg. nich cała, z kwiatami włącznie. Cytyzyna, zdaje się że to o nią chodzi. Co przecież prawdą nie jest, toksyny ma drewno i nasiona, ogólnie twarde tkanki rośliny i tak przez nas pomijane kulinarnie. Poza tym robinia to nie szalej ani inny blekot, spokrewnione z robinie wistarie i złotokapy miewają większe stężenia, a ich kwiaty i tak w Chinach jadane.
Al teraz podaje że wyłącznie kwiaty jadalne i toksyny inne niż cytyzyna.
UsuńNie napisałam że dywanik zapowiada się bardzo nobliwie. Baaardzo mi się podoba.
Spoko, Romi, nie wytrułam rodziny i raczej nikt inny też się tym nie otruje :). Ja jestem ostrożna i zanim coś dziwnego zjem albo przyrządzę dla rodziny, to szukam informacji - czy to aby na pewno jadalne i nieszkodliwe. Dawniej bardzo mnie interesowało ziołolecznictwo, czytałam dużo o rozmaitych jadalnych częściach roślin z łąk i lasów. Tak że znam te informacje o robinii, kwiaty z pewnością nie są trujące. Zresztą nie zajadaliśmy się nimi jakoś szaleńczo, zrobiłam je jako ciekawostkę ze dwa czy trzy razy.
UsuńDzięki za uznanie dla dywanika :).
Ogrodu zazdroszczę, czy to ułożony czy na pół dziki, byle był!
OdpowiedzUsuńTakie połowicznie kontrolowane są ciekawsze.
o kwiatach w cieście słyszałam, choć sama nie robiłam.
Wszelkie robótki, zwłaszcza dywaniki, to dobra alternatywa na wieczory, zajecie rąk i recykling:-)
Otóż to, wolę robić coś sensownego, niż zabijać czas oglądając jakieś bzdety na ekranach. Zresztą czasem siedze z mężem przy tv, coś tam oglądamy i ja jednocześnie dziergam swetry czy dywaniki.
UsuńTo ja podobnie, druty, art żurnal lub łamigłówki:-)
UsuńI to jest fajne :)))))))
UsuńSzyj torby jeansowe ze spodni, teraz chyba znowu na czasie, bo wiele toreb na zakupy właśnie z tego materiału widuję 🙂
OdpowiedzUsuńZ ogrodem mam identycznie 🙂 Japońskie, włoskie, francuskie podobają mi się bardzo, ale tylko jako ciekawostka, spacer przez nie mi wystarczy, na codzień nie dałabym rady z takim. Albo inaczej - przez bardzo krótki czas byłyby w tym stylu. Potem rosłoby tam wszystko i wszędzie 😄
Funkie uwielbiam! Mam tylko balkon, ale mam na nim 6 odmian i walczę ze sobą, żeby na tym poprzestać. Podobnie jak canny (sztuk trzy), clematisy (big love, sztuk 6🤦♀️) i... No, wiesz, nie ma miejsca ba krzesło, ale jest na nową donicę 🤪
Rodzice mają dom przy lesie i w tym roku wiele roślin zostało zżartych prawie do zera 😡 Tata obstawia karczownika, bo większość roślin bez korzeni (hosty, hortensja), cebule lilii, tulipanów, mieczyki znikły. Szukam info jak się pozbyć takiego intruza, ale z tego co widzę, to łatwo nie będzie 😐😡
Oj, to rzeczywiście poważny kłopot z tym podziemnym zwierzem... nie mam pojęcia co z takim nieproszonym gościem począć. Ale Ciebie podziwiam, że na balkonie tyle kwiatów i to wcale nie takie typowe balkonowe. Ja też uwielbiam funkie - kiedyś już miałam jedną odmianę, ale poprzedni pies uważał je za doskonałe legowisko i one tego w końcu nie przeżyły. Na jakiś czas sie zraziłam, ale teraz posadziłam kilka odmian i też myślę o kolejnych :). Canny też dawniej miałam i były parę lat, dopóki zostawiałam je w ziemi na zimę, ale ktoś mnie przekonał, że trzeba je wykopywać, no i niestety tylko im to zaszkodziło.
UsuńJedna z niewielu zalet tego balkonu to rozmiar - ponad 7m2, więc można próbować, pod warunkiem że wielkość roślin dostosuję. Np. powojniki, niby kilka, ale muszą być pod kontrolą i nie rosną gdzie chcą, muszę przycinać, ale kwitną i to cieszy 🙂 Podobnie funkie czy canny, muszę stawiać na odmiany mniejsze, chociaż jest jedna funkia gigantyczna, którą bym chciała, no ale niestety. Może mamie taką sprezentuję, jeśli znajdę gdzieś w Pl.
UsuńZwykłe kwiatki też mam 😁 aksamitki, nagietki, nasturcje ładnie wzeszły, no i pelargonie, też kilka i różne. Tylko że tutaj klimat też przychylny, pelaśki w tym roku kwitły mi przez całą zimę 🫣😁 Ostatnio posiałam bób, fasolkę i ogórki, wszystko wzeszło i mam nadzieję że będzie się pięło po szczeblach balkonu i przy okazji trochę zasłoni mnie przed sąsiadami.
A przy okazji - słyszałaś o tym, że liście funkii są jadalne? Podobno łodygi smakują jak szparagi. Usłyszałam o tym właśnie w programie ogrodniczym. Muszę poszukać więcej info na ten temat 😃
O, to nie wiedziałam, że funkie są jadalne, raczej bym się nie spodziewała, ciekawostka. Na balkonie zamiast w ogrodzie miałam przez kilka lat ogórki i pomidory, rosły wspaniale i co najważniejsze były poza zasięgiem dewastującego wówczas wszystko młodego wilczurka oraz ówczesnej plagi ślimaków. Przez całe lato miałam swoje warzywka z tego balkonu :). A w pierwszym mieszkaniu miałam balkon o podobnych jak Twój rozmiarach - 5x1,5m, więc zdaję sobie sprawę jaki to potencjał!
UsuńZieleń zdecydowanie poprawia humor. Ja z wiekiem coraz bardziej doceniam naturę.
OdpowiedzUsuńCoś w tym jest, ja też im jestem starsza, tym bardziej kocham i doceniam przyrodę :).
UsuńJa lubię każdą formę zieleni, więc ogrody uporządkowane i nieuporządkowane, a najbardziej z dużą ilością kwiatów, choć zieleń sama w sobie też potrafi być niezwykle barwna i różnorodna, jakaś ławeczka, alejka, jakaś ozdóbka -coś co nadaje różnorodności (u ciebie widzę np ul, który oczywiście spełnia też inną rolę, ale przy okazji jest ozdobą ogrodu). No i tak trochę "zazdroszczę" własnego ogrodu, gdzie możesz wyjść w każdej chwili, nawet jeśli nie za bardzo masz czas wychodzić:) I też dołączam do zdania, iż z wiekiem coraz bardziej doceniam naturę. Oczywiście zawsze mi się podobała zieleń, lubiłam ją, ale jakże często nie dostrzegałam, bo była wokół a idąc zagoniona do pracy nie widziałam nic dookoła, teraz jestem bardziej uważna.
OdpowiedzUsuńOd kiedy mam ogród - mniej ciągnie mnie w inne plenery. Dawniej częściej bywaliśmy w lesie i na krótkich wycieczkach za miasto. Teraz człowiek wrobi dwa kroki i jest wśród drzew i ptaków. Mam to szczęście, że dwadzieścia metrów od mojego domu jest mały zagajnik, więc ptasie koncerty mam nieustająco. No i obserwowanie życia w ogrodzie - uwielbiam to :).
Usuńno to od początku, po kolei, najpierw ogród, już widzę, że mi się bardzo podoba :-)
OdpowiedzUsuńno i jest spory. mój malutki. i kompletnie bez żadnego stylu :-))) aktualnie zarośnięty.
po drugie zwierzęta, och kocia śliczna a piesio jeszcze śliczniejszy. podrap od cioci za uszkami.
no i szmaciaki kocham, wprawdzie sama nie robię, bo ...nie wiem czemu?? chyba czasu brak ale uwielbiam. moja babka Zofia robiła i mnie uczyła. i kiedyś sama zrobię. to jest najlepszy pomysł na szmaty. serio.
krajobrazy górzysto morsko-oceaniczno-jeziorne do mnie przemawiają nie ważne w jakiej strefie klimatycznej. lubie i te wysuszone przepalone słońcem i soczysto zieleninowe. ale maj to jest na prawdę cudowny miesiąc u nas.
Mój ogród też nie jest wcale duży, też kompletnie bez żadnego stylu i aktualnie zarośnięty :). Tylko ostatnio staram się to jakoś ogarniać, bo kończę pracę i będę tu więcej czasu spędzać. W tym roku planuję posadzić duuużo cebulaczków, bo mam tylko parę tulipanów i szafirki. U mnie kwitną głównie krzewy, ale akurat jest okres przejściowy, część przekwitła, część jeszcze nie zaczęła.
UsuńPiesio podrapany :). Kocie są cztery, same dziewczynki, ale ta zdjęciu ma na imię Kocia, syn tak ją nazwał i tak zostało.
O szmaciakach dawno myślałam, ale nie mogłam się za to zabrać. Może zmajstruję sobie jakieś krosno albo większą ramę, bo też chciałabym zrobić taki klasyczny jak babcia robiła.
Taki kolorowy chaos w ogrodzie jest pięknym chaosem, ja nie miałbym nic przeciwko, oczywiście czasem trzeba trochę coś przyciąć i ogarnąć, ale lubię zieleń buszu. Moja znajoma ma działkę, na której jest tyle krzewów i kwiatów, że ciężko się tam poruszać, ale właśnie to jest fajne! A ile tam ptaków mieszka. Cudnie!
OdpowiedzUsuńTo prawda, te ptaki i inne żyjątka to dodatkowy bonus przy zielonym chaosie :).
UsuńPrześliczny masz ten ogród! Kontrolowany haos zawsze w cenie ;) Zwierzaczki też urocze :)
OdpowiedzUsuńTyle czasu czekaliśmy na wiosnę, a tu nagle lato.. jeszcze niedawno wyciągałam wiosenne rzeczy i chowałam swetry, a dzisiaj wygrzebałam letnie bluzki i sukienki :)
Pomysł na chodniczek genialny! Nie sztuką jest coś wyrzucić, jeśli można tak fajnie przerobić!
Miłej niedzieli, pozdrawiam cieplutko :)
No właśnie tak mi się wydaje, ze zbyt dużo rzeczy wyrzucamy i marnujemy, a ja w ogóle lubię takie recyklingowe rękodzieło, no i udało mi się jakoś te dwie sprawy połączyć :). Pozdrawiam serdecznie!
UsuńO proszę! O naleśnikach z robinią to ja nigdy nie słyszałem! Matka Natura to prawdziwa skarbnica z której warto czerpać, warto poznawać jej dotychczas nieodkryte zakamarki... Ja się przyznam bez bicia, że w moim ogrodzie też bywa chaotycznie, a chwasty gdzieniegdzie rozstawiają swe twierdze nie do zdobycia. Ogromna działka w połączeniu z wiecznym brakiem czasu powodują, że pewne miejsca muszę zostawić przyrodzie na 100%. Ale czy mnie jakoś to gryzie? Szczerze? Raczej nie... Przynajmniej mogę obserwować na wyciągnięcie ręki perypetie saren, zajęcy oraz większej niż zazwyczaj grupy jeży. A takie widoki czasem są lepsze niż idealnie wykoszony trawnik w każdym zakamarku ogrodu.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie!
Oby jak najwięcej takich zielonych enklaw na naszych osiedlach i zurbanizowanych wioskach! W pobliżu mojego domu jeszcze dziesieć lat temu były pola i łąki, a teraz rozrosło się tam osiedle i zostało niewiele miejsca na zieleń. Dawniej pod nasz dom podchodziły sarny, a od paru lat w ogóle ich w pobliżu nie widziałam. Trochę to smutne. Serdeczności przesyłam!
UsuńTwój ogród jest obłędny, bujny, zielony, pełen życia... takie właśnie ogrody kocham. Nie dla mnie te wystrzyżone pod linijkę. Kocham roślinną rozpustę, przepych, ogrodowe bogactwo i misz-masz ;)) Nawet chwasty, bo też są piękne, a przy okazji niezwykle pożyteczne. W moim ogrodzie też jest dla nich zarezerwowane miejsce :))
OdpowiedzUsuńChodniczek super, świetne wykorzystanie materiału, nic się nie marnuje i jest korzyść :)
Pozdrawiam ciepło, Agness:)
Cieszę się, że też lubisz takie "zarośnięte" ogrody :))). I dzięki za miłe słowo na temat chodniczka :). Pozdrawiam Cię serdecznie!
UsuńBorze szumiący, jak ja zazdroszczę ludziom ogrodów... 😢
OdpowiedzUsuńNo co Ci będę ściemniać - fajnie jest mieć ogród. Chociaż czasem ręce mi opadają jak wracam z pracy a tu jeszcze trzeba busz ogarniać... no bo jednak czasem trzeba... albo ślimory zeżrą wszystko co człowiek posadzi... Ale - jednak dobrze, że jest :).
UsuńCo tam, ślimak też człowiek! Ja bym im nie żałowała.
UsuńNo owszem, też żywe stworzonko, ale... Mój mąż miał takie humanitarne podejście, ale jak się dowiedział, że jego ukochanych nowalijek nie będzie, bo ślimaki zeżarły, to mu się trochę optyka zmieniła. No cóż, albo sami zjemy warzywka, albo wykarmimy armię ślimaków. W tym roku pojawiają się tylko pojedyncze egzemplarze, to mają życie darowane :).
UsuńWitaj Małgosiu 🥰
OdpowiedzUsuńMyślę że to bardzo fajnie, że Twój ogród tak pięknie rośnie. I że jest taki swojski 😁
Ja też już wyciągnęłam sukienki. Pomysł na wykorzystanie koszulek, bardzo dobry. To się nazywa kreatywność. I takie ekologiczne i ekonomiczne podejście.
A bzu w cieście naleśnikowym jeszcze nie jadłam.
Udanego tygodnia Kochana 🩷🌸
Lubię ten mój swojski ogród :). I lubię rękodzieło, stąd ten pomysł na chodniczek.
UsuńPozdrawiam Cię serdecznie!
Moja sąsiadka, kiedy jeszcze była zdrowa, miała dar do urządzania ogrodu i do rozmnażania roślin. Przynosiła mi swoje nadmiary, a ja z braku czasu wtykałam je gdzie bądź, aby się nie zmarnowały. Wyszło nawet dość ciekawie.
OdpowiedzUsuńKwiaty robinii robię w zwykłym cieście naleśnikowym; przed smażeniem lekko otrzepuję je z nadmiaru ciasta.
Jemy bez dodatków, bo kwiaty są lekko słodkie.
Dawniej też robiłąm w zwykłym cieście, później znalazłam ten przepis. Ja dodaję truskawki albo coś podobnego, bo dla mnie te naleśniki robiniowe są trochę mdłe. Ale co kto lubi, można kombinować z różnymi wariantami :).
UsuńNo właśnie! Sama się zdziwiłam, że w tym roku nie były mdłe. Chyba to zależy od fazy kwitnienia.
UsuńZapomniałam dodać, że dywanik własnoręcznie robiony , spowoduje, że mieszkanie będzie miało tzw. " duszę,," Bez takich nieszablonowych dodatków mieszkania wyglądają jak stoiska w sklepie meblowym.
Może masz rację z tymi kwiatkami. Chociaż na przykład tak mi się skojarzyło - nie przepadam za miodem akacjowym, bo jest taki właśnie mdły, smakuje prawie jak cukier. A ja generalnie uwielbiam wszystkie miody. Tylko z tym akacjowym coś mi nie po drodze. Muszę popytać mojego znajomego pszczelarza, czy zauważył że czasem ten akacjowy bywa bardziej wyrazisty w smaku. Może to być też kwestia suchej lub mokrej wiosny i innych czynników.
UsuńCo do dywanika, to też tak myślę - dom to przecież nie reklama sklepu meblowego, ma być przytulnie i przyjemnie, tak jak lubią mieszkańcy :).
Taki dywanik to recykling w czystej postaci - na blogu DIY jest chyba konkurs związany z tym tematem. Może warto zgłosić Twoją pracę?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie
Dziękuję za informację - ale raczej nie skorzystam, bo robię to w swoim tempie i dla siebie, a na konkurs to już bym się stresowała :).
UsuńOgród żyje własnym życiem i super bo i on ładny i Ty masz mniej pracy ujarzmiając go. Dywanik z podkoszulek super sprawa. Ja podobnie jestem po segregacji garderoby i trochę mam bawełnianych bluzek do wyrzucenia. Raczej dywanika nie zrobię bo czasu brak. Powodzenia :-).
OdpowiedzUsuńZ tym dywanikiem to powiem Ci, że po cichu tak sobie myślałam, że mnie pokona, bo to jednak spory rozmiar i sądziłam, że szybko będę miała dosyć. Ale się okazuje, że przybywa go błyskawicznie, a ja siedząc przy tv wieczorową porą coś tam sobie oglądam i jednocześnie dziergam. Przyrasta bardzo szybko, tak że mam plany na następne. Ale oczywiście co kto lubi :).
UsuńPozdrawiam serdecznie!
U mnie ogród jeszcze bardziej dziki i nieposkromiony, ale ja już przestałam mieć z nim problem. Niech zyje własnym życiem, bo ja nie mam czasu :) Taki mam teraz rytm i juz ;0
OdpowiedzUsuńpozdrawiam ciepło, Pola
I słusznie, nie możemy być niewolnikami naszych ogrodów!
UsuńMój ogród jest zdecydowanie chaotyczny, w planie miał być kontrolowany, ale bardzo go zaniedbuje się. W Londynie naoglądałam się pięknych prywatnych ogród, zazdrość ściska.
OdpowiedzUsuńNo cóż, życie :). U mnie może się trochę zmieni po przejściu na emeryturę, przynajmniej będzie wiecej czasu na bieżące zajmowanie się ogrodem. Ale w sumie to lubię tę ogrodową dzikość :).
UsuńBardzo ciekawy, żywy opis ogrodu i codzienności — pełen natury, obserwacji i autentyczności. Widać w nim ogromną miłość do roślin i akceptację dla ogrodowego „chaosu”, który tworzy własny, niepowtarzalny świat.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i serdeczności ślę 🥰
Dziękuję za miłe słowa :). Wiesz Iwonko, dawniej trochę mnie ten chaos irytował, ale im dłużej obserwuję życie w ogrodzie, im bliżej jestem tej natury, tym mniejszą mam potrzebę korygowania i ulepszania.
UsuńPozdrawiam Cię serdecznie :).
Ogród powinien być trochę dziki. Wygląda wtedy naturalnie
OdpowiedzUsuńZgadzam się z Tobą, i właśnie taki ogród lubię :).
UsuńJaki piękny opis ogrodu! Musi być u Ciebie bajecznie. Dokładnie takie ogrody kocham, zarośnięte, tajemnicze, przypominające raczej las niż teren którym włada człowiek. Dążę do takiego stanu, jestem już blisko, tyle, że u mnie wszystko bardzo wolno rośnie (rzadko pada, ziemia klasy VI, czyli piaseczek, a do tego wszędobylskie sosny, których żal mi się pozbyć). Rośliny zamiast się rozrastać, walczą o życie, a ja walczę razem z nimi. :) Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńU mnie dla odmiany gliniasto :). Ale jakoś dajemy radę. Cieszę się, że też lubisz takie "zarośla", witaj w klubie :))).
Usuń