sobota, 23 maja 2026

Karmelowa herbatka z bzu.

Dzisiaj wpis nieco już spóźniony, ale może komuś jeszcze sie przyda, więc będzie krótko i na temat. 

Bzy (lilaki) w moim ogrodzie kończą spektakularne kwitnienie, ale w ostatniej chwili zdążyłam jeszcze przygotować z nich trochę suszu na herbatkę o przyjemnym smaku i aromacie oraz cudownych właściwościach. Mam późną odmianę, u sąsiadów już niektóre całkiem przekwitły. Opiszę Wam proces produkcyjny, może ktoś skorzysta, jak nie teraz, to w przyszłym roku. 


W słoneczny dzień nazrywałam sporo kwitnących gałązek. Wcześniej przez dwa dni padał deszcz, więc musiałam zaczekać, aż pogoda się poprawi i rośliny będą suche. Z pięknej pogody ochoczo korzystały rozmaite żuczki i inne stworzonka, więc trzeba było najpierw otrząsnąć gałązki z tych lokatorów. Teraz kolej na obrywanie kwiatów (bez przesady, ale tak żeby nie było liści i grubszych pędów). No i upychanie dość ścisło do słoików. Kolor kwiatów nie ma znaczenia, ja mam akurat białe w dużej obfitości, ale na białych trudniej obserwować przebieg procesu fermentacji, o czym za moment... Niektóre kwiaty już przekwitają - starałam się do słoika wybierać te ładniejsze, nie przejrzałe.

Moje bzy mają pełne (podwójne) kwiaty i każda kiść całkiem sporo waży, a więc duuuży bukiet wystarczył na zapełnienie kilku litrowych słoików. Można robić to w większym naczyniu, ale wtedy proces fermentacji nie zachodzi równomiernie i czasem trzeba powtórzyć operację. Fermentacja jest potrzebna do aktywizacji cennych składników zawartych w kwiatostanach lilaka.




A więc upychamy, dokładnie zamykamy i odstawiamy w ciepłe miejsce. Ciepłe - to znaczy najlepiej 35-45 stopni. Im cieplej, tym szybciej zachodzi proces fermentacji. W przypadku bzu niebieskiego czy różowego wystarczy obserwować zmianę koloru kwiatów: kiedy zrobią się białe, to oznacza, że ten etap został zakończony. Może to trwać od 2 do nawet 12 godzin. Można wspomagać się piekarnikiem, tylko bez przesady, żeby ich nie ugotować. Przy moim białym bzie musiałam to robić trochę na wyczucie, bo kolor się nie zmieniał. Podobno można po prostu zabrać słoik ze sobą pod kołdrę na noc, tam się odpowiednio wygrzeje :).
Po wyjęciu ze słoika kwiaty w wyniku utlenienia błyskawicznie brązowieją i przy tym pachną słodko, trochę karmelowo, trochę jak podsuszone róże czy inne pout-pouri, w każdym razie zapach jest całkiem miły :). Zdarza się, że brązowieją już w słoikach - zazwyczaj dzieje się tak kiedy kwiaty nie są bardzo ciasno upchane (czyli mają dostęp powietrza), ale nie zmienia to właściwości surowca.



Teraz suszymy. Najlepiej zrobić to dość intensywnie, bo po przefermentowaniu surowiec jest dość wilgotny, a nie chcemy, żeby nam zapleśniał, tylko znowu uważamy, żeby go nie spalić. Część kwiatów suszyłam na wolnym powietrzu, wieczorową porą wspomagając grzejnikiem, a część wylądowała w piekarniku. Oczywiście piekarnik załatwił sprawę raz-dwa, ale ostatecznie obie partie wyglądają, pachną i smakują tak samo. A dodatkowo przy tym suszeniu cały dom przepięknie pachniał :). Po wysuszeniu mam tego spory zapasik, kilka papierowych torebek.


wysuszone kwiatki

I już, herbatka gotowa do parzenia! Można ją łączyć z zieloną, w dowolnych proporcjach, jak kto lubi.
U nas w domu niemal od zawsze jest zwyczaj picia rozmaitych ziółek - a dokładnie od czasu, kiedy urodziłam pierwsze dziecko. Zalecane wówczas herbatki rumiankowe i z kopru włoskiego przygotowywałam w większych ilościach - dla dziecka i przy okazji dla siebie i męża. I tak jakoś zostało... Z czasem zaczęłam dorzucać inne zioła, a to miętę, a to dziurawiec, a to pokrzywę, skrzyp itd. I teraz zawsze w kuchni jest dyżurny dzbanek z zaparzoną ziołową herbatką, a oprócz tego robimy sobie mocne napary do popijania zamiast kawy czy tradycyjnej czarnej herbaty. A wieczorem melisa. I bez cukru, ma się rozumieć ;).

Herbatka z kwiatów bzu ma przyjemny zapach i łagodny smak, a ponadto ma rewelacyjne właściwości, w szczególności za sprawą zawartej  w niej syringiny. Jest to składnik znany z silnego działania osłonowego i regeneracyjnego na miąższ wątroby, nawet w przypadku marskości. W bzie (lilaku) najwięcej syringiny jest w korze i owocach (też nadają się na napar), trochę mniej  w kwiatach i pączkach (z nich z kolei można przygotować też winko, podobnie jak się to robi z kwiatami czarnego bzu).
Na przykładzie osób z mojej rodziny mogę zaświadczyć, że zregenerowana wątroba to jednocześnie koniec wszelkich problemów skórnych, w tym uczuleniowych! A więc warto dbać o wątrobę i dla zdrowia, i - w efekcie - także dla urody.

********

I dzisiaj to by było na tyle, idę poogrodować, bo lato wybuchło, dzisiaj mamy 27 stopni w cieniu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli Twój komentarz nie pojawił się od razu, to niestety wina nowej (gorszej) wersji bloggera, który z nieznanych mi powodów wrzuca niektóre komentarze do spamu - ale nie martw się, na pewno go znajdę i opublikuję :).