środa, 30 września 2026

Niespodziewane skutki radioaktywnej kąpieli.

Miałam pisać o czymś innym, ale nazbierało mi się tematów i powoli muszę je tutaj wypakowywać. Oczywiście w planie jest przeprowadzka na wordpress, bo pomimo chwilowej poprawy do blogspota straciłam zaufanie, ale na razie życie bieżące mnie pogania, nie mam czasu taczek załadować...

W ogrodzie zaczęło się już szaleństwo jesiennych kolorów, moje białe i limonkowe hortensje teraz w fuksjowych szatach prezentują wściekły róż.





Wróciłam z tygodniowego pobytu - poniekąd leczniczego - w Héviz na Węgrzech. Mąż leczniczo, ja jako osoba towarzysząca, ale korzystałam z tego samego programu, czyli razem z nim moczyłam się godzinami w wodach termalnych. Mąż odczuwa rewelacyjne skutki, ja nie odczuwam, bo nic mi nie dolegało, ale może podziała profilaktycznie?

Kiedyś już o Héviz opowiadałam, bo to już nasz trzeci tam pobyt, byliśmy też wielokrotnie w termach Hajdúszoboszló oraz w Büku (to ostatnie blisko Héviz). Ale pokrótce przypomnę, bo może komuś się przyda wiedza o dobroczynnym działaniu tamtejszych źródeł termalnych. Każde z tych uzdrowisk to nieco inne właściwości wód. 

Hajdúszoboszló to największy w Europie Środkowej kompleks basenów termalnych (łącznie 30 hektarów). Minerały zawarte w wodach termalnych w Hajdúszoboszló (głównie jod, brom, chlorek sodu czyli sól kuchenna, oraz cynk, miedź, tytan, wanad, bar, srebro, bitum i estrogen) mają właściwości lecznicze, głównie przy schorzeniach reumatologicznych, artretyzmie, innych chorobach zwyrodnieniowych, chronicznym zapaleniu stawów oraz kręgosłupa, porażeniu mózgowym po wylewach, stanach zapalnych mięśni i układu nerwowego, schorzeniach ginekologicznych, dermatologicznych itd. Kąpielisko lecznicze dysponuje kilkoma basenami w hali oraz kilkoma odkrytymi (kąpaliśmy się tam w styczniu, przy temperaturze powietrza około 6 stopni i wody około 37). Ponadto mnóstwo gabinetów lekarskich i zabiegowych, masaże i hydromasaże, sauny, strefy wypoczynkowe, kawiarnie, bary itp. Dalej to wszystko łączy się z parkiem wodnym i innymi atrakcjami oraz otwartym latem kąpieliskiem z kilkunastoma basenami do pływania, dla dzieci, z różnymi wodotryskami, bąblami itp. My korzystamy zazwyczaj z hotelu Aqua-Sol, który jest połączony bezpośrednio (ogrzewanym korytarzem) z całym tym dużym termalnym kompleksem, tak że w szlafrokach przechodzimy z pokoju wprost na termy. Opaska na ręce upoważnia nas do korzystania niemal ze wszystkich atrakcji. Hotel ma tylko trzy gwiazdki, ale nie bardzo wiem czego tam brakuje, bo naszym zdaniem poziom jest nawet nieco wyższy niż w czterogwiazdkowym hotelu Ensana w Heviz. Restauracja zwłaszcza znacznie bardziej odpowiada nam w AquaSol - wybór dań oszołamiający, obsługa bardzo uprzejma, wieczorami zawsze ktoś gra na żywo (pianista albo jakiś mały zespół). Część obsługi mówi po polsku, na przykład jeden nasz ulubiony bardzo szarmancki kelner, którego powiedzonka, wypowiadane po polsku z charakterystycznym akcentem, wciąż cytujemy :).

Bük (blisko granicy z Austrią) - znajduje się tutaj kąpielisko termalne o powierzchni 14 hektarów, z około 30 basenami. Hotel Hunguest Bük, w którym mieszkaliśmy podczas naszych pobytów, jest połączony jest ogrzewanym korytarzem z kompleksem termalnym, na którym są kryte i odkryte baseny termalne, strefa spa, sauny, gabinety zabiegowe, gastronomia itp, dalej przechodzi to w strefę rodzinną z atrakcjami wodnymi. W Büku leczy się głównie choroby układu ruchu, osteoporozę, dyskopatię itp. Woda termalna zawiera wapń, magnez, fluor, wodorowęglany, w bardzo wysokim stężeniu ok. 15g/l.

Héviz wyróżnia się tym, że ma największe w Europie i największe użytkowe (tzn. nadające się do bezpośredniego użytkowania) na świecie, biologicznie czynne jezioro termalne, powstałe w kraterze powulkanicznym. Całe miasteczko ma w związku z tym układ nieco górzysty (zabudowa schodzi w dół niecki krateru, gdzie znajduje się jezioro i park zdrojowy pamiętający cesarza Franciszka Józefa z aleją dwustuletnich platanów) i przypomina nam nasze karkonoskie uzdrowiska - zarówno ukształtowaniem terenu, szatą roślinną, jak i nawet trochę architekturą, czy ogólnym klimatem. 

zdjęcie i grafika poniżej z internetu


Bardzo urokliwa miejscowość. Niestety zniknęła w tym roku nasza ulubiona kafejka w parku zdrojowym, gdzie pijaliśmy kawę i obowiązkowo słynny węgierski ziołowy likier Unicum. No ale pojechaliśmy tam głównie po to, żeby się wymoczyć w leczniczej i nieco radioaktywnej wodzie. To znaczy głównie mąż tego potrzebował, bo zgodnie z maksymą "przez sport do kalectwa" nabawił się za młodu (i jeszcze dołożył w późniejszym okresie życia) rozmaitych kontuzji, które mu się na stare lata czkawką czyli ciągłymi bólami odbijają. Ponieważ do tych węgierskich wód jeździ już od wielu lat, może z pełnym przekonaniem potwierdzić cudowną ich moc uzdrawiającą. Kilkudniowe moczenie wystarcza mu na około pół roku, ból znika, sprawność stawów wraca. Woda zawiera siarkę, dwutlenek węgla, wapń, magnez, wodorowęglan i radon. Pomaga w leczeniu chorób reumatycznych i motorycznych, ale  również w problemach żołądkowych i trawiennych (do picia). Do radonu wrócę jeszcze za moment.



W Héviz po raz kolejny zatrzymujemy się w hotelu Ensana Thermal - ten hotel ma własne baseny termalne, jeden z wodą w temp. 32-34 stopnie, drugi w temp. 36-38 - połączone ze sobą, znajdują się w podziemnej części hotelu. Tamże - strefa gabinetów zabiegowych, sauny, basen pływacki, pijalnia wody termalnej. Jest też basen zewnętrzny ze zwykłą wodą i różnymi atrakcjami - dyszami, kaskadami itp, tarasy z leżakami, a także gabinety kosmetyczne, fryzjer i takie tam. Obok kawiarnia. Korzystamy zatem z basenów hotelowych, bo zjeżdżamy windą w strojach kapielowych i szlafrokach, a na kąpielisko przy jeziorze trzeba by kawałek przejść niosąc ze sobą rzeczy na przebranie, ręcznik itp. Do parku zdrojowego wjechać nie można, więc auto odpada. Nieprzyjemnie jest zatem zwłaszcza przy chłodniejszej aurze.


basen termalny w hotelu Ensana,
tutaj przesiadywaliśmy w międzynarodowym towarzystwie

Hotel jak to hotel **** porządny, chociaż w restauracji kelnerzy jakby mniej zaangażowani niż na przykład w Hajduszoboszlo. Jedzenie w każdym ze wspomnianych miejsc jest na podobnej zasadzie: śniadanie w formie bufetu szwedzkiego, obiadokolacja też, z tym że napoje do kolacji podają kelnerzy i są one płatne, poza zwykłą wodą, która jest dostępna w różnych miejscach przez całą dobę, czasem w szklanych baniakach z kranikiem z dodatkiem cytryny, mięty itp. Brakowało mi ryb w tym hotelu, czasem była jakaś, ale nie zawsze, i tylko jeden gatunek. Najeść się można i nie narzekam, ale w porównaniu z trzygwiazdkowym AquaSol to jednak było trochę słabo. W AquaSol dodatkowo w lobby około godziny 15 był słodki poczęstunek z kawą lub herbatą. W Ensanie zniknął minibar (poprzednio był, została lodówka), oraz południowa herbata i owoce. Takie niby drobiazgi, a jednak widać różnicę. No i kawiarnia w Ensanie kiepska, zwłaszcza obsługa jakaś niemrawa i mrukowata. Tym razem poszliśmy tam na kawę i drinka tylko raz, nie było klimatu, potem chodziliśmy do miasta. Taki wyjazd prozdrowotny kręci się wokół kąpieli termalnych, więc większą część dnia spędza się w hotelu. Po śniadaniu pół godzinki przerwy, czasem z krótkim spacerkiem, potem basen - zaleca się nie przekraczać pół godziny, ale siedzimy tam zwykle około godziny, czasem nawet dłużej. Potem trzeba się wysuszyć, przebrać, ostygnąć, odparować, woda rozleniwia, więc czasem krótka drzemka albo polegiwanie z książką. Potem spacer do miasta, po powrocie znowu moczenie w basenie i już czas na kolację. Dużo spania i leniuchowania. Jeść się nie chce, te dwa posiłki plus kupione owoce zupełnie wystarczają.

Z tych trzech miejscówek najbardziej podoba nam się Héviz jako miasteczko, co do wód leczniczych to każda ma swoje zalety. Chętnie jeździlibyśmy częściej do Hajduszoboszlo, ale od nas to kawał drogi, najbliżej mamy do Buku, gdzie akurat jeździmy najmniej chętnie. 

Wracając do wód termalnych, bo w końcu po to tam jeździmy i ta kwestia jest tutaj najważniejsza... W Héviz, jako się rzekło, woda zawiera między innymi radon. Czyli związek powstały z radu, ma zatem pewne właściwości promieniotwórcze. Co na ten temat znalazłam w internecie:

Woda radonowa (inaczej: radoczynna) to naturalna woda mineralna zawierająca niewielkie, bezpieczne dla zdrowia ilości promieniotwórczego gazu szlachetnego – radonu oraz produktów jego rozpadu. W medycynie uzdrowiskowej (balneoterapii) wykorzystuje się ją do kąpieli, inhalacji oraz kuracji pitnych. Promieniowanie alfa emitowane przez radon stymuluje organizm na poziomie komórkowym.

Niskie dawki promieniowania działają na zasadzie hormezy – bodźcowo pobudzają mechanizmy obronne i regeneracyjne organizmu. Woda radonowa łagodzi objawy reumatoidalnego zapalenia stawów, zesztywniającego zapalenia stawów kręgosłupa oraz przyspiesza zrastanie kości po urazach i operacjach; działa rozkurczająco na naczynia krwionośne, pomaga w leczeniu miażdżycy tętnic obwodowych i obniża ciśnienie tętnicze;  inhalacje wspomagają leczenie astmy oraz przewlekłych stanów zapalnych dróg oddechowych;  pobudza mikrokrążenie, obniża poziom cukru we krwi oraz stymuluje produkcję niektórych hormonów (w tym testosteronu czy hormonów tarczycy).


No i jak zaczęłam szperać i szukać gdzież to jeszcze są takie wody radonowe, to się okazało, że pod moim nosem, w pobliskim Świeradowie. No to siup, na stronę Uzdrowiska Świeradów, i proszę bardzo, jest bardzo obszerny artykuł o cudownych właściwościach wody radonowej. Przytaczać w całości nie będę, link dla ciekawych: https://uzdrowisko-swieradow.pl/leczenie-radonem

A poniżej skrót:

Kąpiele radoczynne są związane z promieniowaniem jonizującym, które bardzo łatwo przenika zarówno przez skórę jak i błony śluzowe. Woda nasycona radonem wykazuje intensywne i szybkie działanie lecznicze. Stosuje się ją do inhalacji, kąpieli i oczywiście do picia. Emitowane przez radon promieniowanie alfa wnika w ciało na głębokość 50 mikronów i wywołuje w organizmie jonizację i szereg reakcji pobudzeniowych.

Pod wpływem kąpieli radoczynnych wzrasta też przepływ krwi. W rezultacie u osób chorych na miażdżycę tętnic dochodzi do rozszerzenia sieci kapilarów. Leczenie wodami radonowymi wpływa na wzrost czerwonych ciałek i hemoglobiny we krwi. Natomiast w przypadkach nadciśnienia tętniczego wody radoczynne ciśnienie obniżają. 

Za wyjściowe źródło promieniowania należy uważać rad, który w wyniku przemian promieniotwórczych przechodzi w radon. Działa on na organizm ludzki podobnie jak inne substancje radioaktywne. Balneoterapia radonem ma tę przewagę, że wyklucza kumulację pierwiastków promieniotwórczych (w przeciwieństwie do leczenia radem, który się w ustroju gromadzi). Naturalne źródła zawierające radon nie stwarzają więc żadnego zagrożenia dla zdrowia; wręcz przeciwnie – wywierają na nie pozytywne działanie. 

Dobroczynne efekty promieniowania występują już w trakcie zabiegu, ale też utrzymują się nawet do kilku miesięcy, ponieważ o ile radon usuwany jest z organizmu już po paru godzinach, o tyle produkty jego rozpadu pozostają w tkankach przez dłuższy czas. Wystarczy zaledwie kilkanaście minut kąpieli radonowych, by zredukować przewlekły ból, obniżyć ciśnienie czy polepszyć ukrwienie narządów wewnętrznych i skóry. Zabieg ten polecany jest sportowcom, osobom cierpiącym na łuszczycę, trądzik, miażdżycę, reumatoidalne zapalenie stawów i inne choroby układu ruchu oraz rekonwalescentom po urazach nerwów obwodowych. 

Woda radonowa leczy niepłodność i wydłuża życie, pobudza do pracy liczne gruczoły, takie jak przysadka czy nadnercza, stymulując wydzielanie hormonów. Stosuje się ją wspomagająco w terapii przewlekłych chorób narządów rodnych, w okresie menopauzy, a także w leczeniu niepłodności. Niewielkie dawki promieniowania dostarczane komórkom dzięki wodzie radonowej przyspieszają procesy naprawcze DNA, dzięki czemu zmniejsza się ryzyko zachorowania na nowotwory złośliwe. Rośnie natomiast ogólna odporność organizmu i przewidywana długość życia, polepsza się też tolerancja na późniejsze działanie dużych dawek promieniowania, które mogłyby przynieść niepożądane skutki.

Dlaczego zatem nie jeździmy do Świeradowa (rzut beretem), tylko przez pół, no dobra, ćwierć Europy, wleczemy się na Węgry? Bo otóż w Świeradowie nie ma takich basenów, do których wprost z hotelu można sobie wejść kiedy się chce, na ile się chce, tylko trzeba się umówić odpowiednio wcześniej na zabieg, czyli poleżenie w wannie raptem 15 czy 30 minut. Nijak to się ma do tego, co oferuje takie na przykład Heviz.  I ja się bardzo dziwię, że zarząd Uzdrowiska Świeradów jeszcze nie wyczaił jaki to świetny interes, takie baseny termalne jak na Węgrzech, gdzie rocznie przyjeżdża około pół miliona kuracjuszy.

********

Wielki krzew pięknotki obsypany fioletowymi kuleczkami


resztki winogron


No ale miało być o innych, niespodziewanych i nieoczywistych skutkach całej tej eskapady. Bo otóż mąż mój, od pewnego czasu preferujący książki w formie audio, a jednocześnie nie uznający słuchawek, terroryzował  mnie podczas węgierskiej wycieczki rozmaitymi słuchowiskami. Starał się wybrać coś, co by mi jakoś odpowiadało, więc puszczał mi po kawałku tego i owego. Parę rzeczy skreśliłam od razu, ale w końcu coś mi tam jednak przypadło do gustu, nawet jeśli nie sama książka, jej treść, to przynajmniej wynotowałam sobie kilku lektorów, którzy czytają jakoś normalnie, po ludzku, bez wydziwiania, nienaturalnego akcentowania i przeciągania słów. Tak że mimo wcześniejszych deklaracji, że nie nie nie, na pewno nigdy nie dam sie przekonać do słuchania audiobooków, no to może jednak trochę zmiękłam w tym temacie i widzę światełko w tunelu.

Więc kto mi się spodobał? Filip Kosior. Wiem, wiele osób o nim mówi, że świetny lektor, no ale ja z moim urazem do audiobooków dopiero teraz na niego trafiłam. Przypadła mi do słuchania w jego wykonaniu akurat... "Lalka". Taką lekturę mąż mi puścił :). A ponieważ zamierzam zasiąść wkrótce do obejrzenia tej słynnej netflixowej wariacji na motywach powieści Prusa, to chciałam wysłuchać do końca. Bo owszem czytałam "Lalkę" kilka nawet razy, ale jakoś za każdym razem inaczej, bo zwykle coś tam przeskakiwałam wzrokiem, nie skupiałam się na wszystkim jednakowo, a może po prostu to i owo mi się w pamięci zatarło... No ale mąż mój powiedział, że on nie zdzierży słuchania jak ten tuman Wokulski daje z siebie robić durnia (przez Łęcką, ofkors) i zmienił słuchowisko. Tak że muszę sobie doczytać w papierze, albo dosłuchać indywidualnie.

Wynotowałam sobie jeszcze takie nazwiska lektorów, którzy mi odpowiadają: Tomasz Ignaczak, Joanna Brodzik, Zbigniew Zamachowski, Adam Szyszkowski. No, na początek nie jest źle, może jeszcze paru odkryję. Na razie czytam w papierze "Lalkę" wieczorową porą, bo za dnia ganiam w różne miejsca i nawet na słuchanie nie mam chwilowo warunków.


uwielbiam tę hortensję piłkowaną z koronkowymi kwiatostanami


przycięte po wiosennym kwitnieniu krzewuszki kwitną po raz drugi

********


20 komentarzy:

  1. Małgosiu, też bym wybrała węgierski kurort:) Wygoda, możliwość korzystania non stop z zabiegów to wielki plus. W Hajduszoboszlo był niedawno syn z rodziną i też im się bardzo podobało:)
    Audiobooków słuchałam mało, a teraz nie mam już wykupionego na nie pakietu. Pamiętam, że spodobała mi się też lektorka Paulina Raczyło, ale Kosior najbardziej. Do Raczyło musiałam przywyknąć, początkowo mnie raził jej dosyć "ostry" ton. Potrafi jednak "grać" i pokazywać głosem wspaniale emocje.
    Serdecznie Cię pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie w tym pobycie najważniejsze było calkowite oderwanie się od codzienności, różnych spraw do załatwienia itd, co bardzo mi się przydało po niedawnym zamknięciu firmy. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo jest mi potrzebny taki odpoczynek.
      Ściskam Cię mocno i pozdrawiam!

      Usuń
  2. Kto by pomyślał, że "trucizna" w małych ilościach może leczyć :)
    Ja w tym roku byłam w Krynicy Zdrój. Tam też mają wody lecznicze.. Ciekawa jestem czy to na prawdę działa, czy to tylko jedna wielka ściema

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ to już wieki temu Paracelsus, nazywany ojcem nowożytnej medycyny, powiedział: "Cóż jest trucizną? Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną. Tylko dawka czyni, że dana substancja jest trucizną" - to on właśnie odkrył zjawisko hormezy, o której wsponiałam przy wodzie radonowej (substancja występująca w przyrodzie, która w dużej dawce jest szkodliwa, w małej ma działanie lecznicze). I to naprawdę działa :).

      Usuń
  3. O, ciekawe informacje, możesz podpowiedzieć, jak wykupowałaś pobyty z wyżywieniem? Mnie kieruje do bookingu , gdzie widzę tylko noclegi. Może namówiłabym mojego K. na parę dni w Hewiz czy Hajduszoboszlo. Hortensje masz przepiękne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym razem kupowaliśmy właśnie przez Booking, dawniej na ogół korzystaliśmy z pośrednictwa naszych miejscowych biur podróży. Myślę, że można też próbować bezpośrednio na stronie hotelu, tam są systemy rezerwacji, a my zazwyczaj najpierw właśnie tam sprawdzamy jakie są wolne terminy i ceny, i zawsze wybieramy opcje z wyżywieniem.

      Usuń
    2. Dziękuję, przyjrzę się dokładniej ofertom.

      Usuń
    3. Na pewno znajdziesz coś odpowiedniego :).

      Usuń
  4. Z chęcią wybrałabym się do takiego węgierskiego kurortu. Pięknie tam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Małgosiu, piękne hortensje pokazujesz, taka ciepła jesień ma mnóstwo uroku.
    Byłam kiedyś w tych kurortach, ale tak dawno, że nie pamiętam, w których. Dziękuję za tyle informacji, zwłaszcza te rodonowe wody mnie interesują, bo i z kręgosłupem mam problemy i serduszko za szybko działa.
    Dostałam skierowanie do sanatorium w Kudowie i to w terminie świąt Bożego Narodzenia.
    Małgosiu, życzę Ci spokoju i pełnego babiego lata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym chętnie gdzieś wyjechała na święta, nawet sprawdzaliśmy, czy w którymś z tych "naszych" uzdrowsk na Węgrzech nie ma wolnych terminów, ale nic nie znaleźliśmy, trzeba by szukać prywatnej kwatery, ale to nam nie odpowiada.
      Pozdrawiam Cię, Celu, serdecznie!

      Usuń
  6. Mam nadzieje, że blogspot sie naprawi, może gdy wszyscy zaczniemy pisać protesty?
    Na razie dziś zaktualizowało mi sie sporo blogów.
    Termy mam w swoim mieście, ale przyznam, że nie byłam, bo w ogóle nie lubię zbyt ciepłej wody, nawet jaccuzi unikam, dla mnie za ciepła woda.
    Info, które podajesz super, nie wiadomo, kiedy sie przyda.
    Na razie trzymam sie papierowych książek , ale nigdy nie mówię NIGDY :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, ja się zarzekałam, że nigdy żadnych audiobooków, a tu nagle się okazało, że to nie jest takie złe. Mogę malować obrazki i jednocześnie słuchać książki, muszę tylko starannie dobierać lektorów.
      Ja też nie jestem fanką ciepłej wody, korzystam na codzień tylko z szybkiego prysznica, kończąc zimną wodą, ale jakoś w tych termach jak raz spróbowałam, to mi się spodobało :). A też mówiłam, że nigdy w życiu :))).

      Usuń
    2. Osoba lektora to ważna sprawa, czasem filmu nie mogę oglądać, bo lektor mi nie pasuje!

      Usuń
    3. Otóż to! Z filmami mam tak samo.

      Usuń
  7. Tytuł intryguje, a opis spacerowania w szlafroku prosto na termy brzmi jak urlop bez zbędnych komplikacji 😄 Miło czytać, że mąż wrócił tak zadowolony z pobytu. A hortensje w fuksjowych szatach najwyraźniej nie zamierzają oddać jesieni całej sceny! Czekam na dalszy ciąg i wyjaśnienie tytułowej niespodzianki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne kwiaty...i ja z chęcią wybrałabym się do takiego kurortu !!! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uzdrowiska czynne są przez cały rok, trzeba tylko wybrac odpowiednie miejsce i jechać!

      Usuń

Jeśli Twój komentarz nie pojawił się od razu, to niestety wina nowej (gorszej) wersji bloggera, który z nieznanych mi powodów wrzuca niektóre komentarze do spamu - ale nie martw się, na pewno go znajdę i opublikuję :).