sobota, 11 kwietnia 2020

Książki w moim życiu - część 3.

Część pierwsza tego cyklu zaczyna się rozrastać - poprzedni post był de facto aneksem czy uzupełnieniem do części pierwszej, w której pisałam o moich ulubionych książkach z czasów wczesnej młodości (orientacyjnie - podstawówka i liceum). "Aneks" dotyczył książek tzw. dziewczyńskich i jakoś tak wyszło, że napisałam tam więcej o książce, za którą nie przepadam, niż o tych, które lubię. Dzisiaj będzie aneks numer dwa, o książkach przygodowych i podróżniczych. 
Swoją drogą - grzebiąc wczoraj w biblioteczce odnalazłam gdzieś w drugim rzędzie książek takie pozycje, które by pasowały do aneksu numer jeden, a pisząc go o nich zapomniałam. No ale trudno, wszystkiego nie ogarnę :).

Tak jak to było w poprzednich częściach tej opowieści - na pewno nie wspomnę tutaj o wszystkich książkach, jakie przeczytałam. Po pierwsze - bo wielu już nie pamiętam, po drugie - nawet jak pamiętam, to nie o wszystkich warto wspominać, po trzecie - gdybym chciała napisać o wszystkich książkach, jakie w życiu przeczytałam, a przy tym jeszcze o każdej wspomnieć choć kilka zdań, to by się zrobiła tasiemcowa powieść, której nikt nie chciałby czytać, bo ileż można. 

Nie mam pojęcia, ile tych książek w moim życiu było... Z całą pewnością kilka tysięcy, nie licząc podręczników i zupełnie pomijając "powtórki" czyli czytanie po wielokroć tych samych tomów. W domu mam około 2 tysięcy książek, z których przeczytałam prawie wszystkie (nie wszystkie lektury mojego męża mnie pasjonują, więc je omijam). A przecież to tylko jakiś ułamek tego, co przeczytałam. Bo jest jeszcze druga nieco mniejsza biblioteka u rodziców, tam też wszystko zaliczyłam, a większość tytułów nie pokrywa się z moimi zbiorami. No i była cała masa książek pożyczanych i pewna ilość zaczytanych do końca, czyli dokumentnie zniszczonych przez kilka pokoleń i ostatecznie wyrzuconych. Niektóre odkupiłam w nowych wydaniach :). Tak że spokojnie mogę szacować mój czytelniczy dorobek na tych parę tysięcy. Zatem nie sposób tutaj o tym wszystkim pisać szczegółowo, dlatego też z grubsza jedynie naświetlam obszar, jaki mnie w literaturze na różnych etapach życia pasjonował.

Jeśli ktoś ma ochotę przeczytać tę historię od początku, to zapraszam:

Jak już wcześniej wspominałam, na etapie szkoły podstawowej, a później średniej, bardziej niż romansowe historie nastolatków interesowały mnie - przyroda i przygoda. Romanse wolałam przeżywać w realu :). No nie powiem, czasem i jakąś romantyczną historię przeczytałam, o kilku wspomniałam w poprzednim wpisie, ale największą pasją była wtedy literatura podróżnicza i przygodowa. 




Nie pamiętam jakiegoś szczególnego przełomu czy kamienia milowego, od którego się to zaczęło. Mniej więcej w piątej klasie czytałam na przykład książki Marka Twaina o przygodach Tomka Sawyera, czy Henryka Sienkiewicza "W pustyni i w puszczy". 

Gdzieś na ten czas przypadło też spotkanie z "Podróżami Guliwera" Jonathana Swifta - w tej książce największe wrażenie zrobiła na mnie ostatnia część "Podróż do kraju Houyhnhnmów" i wspomnienie o niej towarzyszy  mi do dzisiaj, kiedy mam do czynienia z końmi.  Jeśli ktoś nie czytał i ma tylko jakieś mgliste skojarzenia o spotkaniu Guliwera z olbrzymami i karzełkami, to na zachętę polecam zapoznanie się z opisem w Wikipedii (tutaj), a następnie sięgnięcie po tę książkę. Nie jest to typowo podróżnicza opowieść, bo krainy są wymyślone, a głównym zamysłem autora była parodia i krytyka ówczesnego angielskiego społeczeństwa, ale mając lat 12 byłam zafascynowana głównie niezwykłością tych przygód. Przewijał się tam także motyw morskich podróży, który później także wielokrotnie przyciągał mnie jak magnes do rozmaitych książek.



Jedną z tych pierwszych pozycji osnutych na morskich motywach była książka Rudyarda Kiplinga "Kapitanowie zuchy". Pewnie bardziej znana jest tego autora "Księga dżungli", ale dla mnie o wiele bardziej fascynująca jest ta pierwsza historia, opowiadająca szczegółowo o pracy zwykłych rybaków w czasie wielotygodniowych połowów. Na pokład ich kutra trafia rozbitek - rozpuszczony syn milionera. Z konieczności musi przystosować się do ciężkich warunków życia, w jakie niespodziewanie wrzucił go los. Stopniowo z wątłego maminsynka przeobraża się w odpowiedzialnego członka załogi. Uwielbiam takie opowieści o prostym i trudnym życiu, o ciężkiej ustawicznej pracy, która przynosi satysfakcję i jakiś happy end, o kształtowaniu charakteru :). Książka generalnie przeznaczona dla młodzieży, z interesującym motywem przewodnim, ale niektórych czytelników może zmęczyć szczegółowe opisywanie codziennych rybackich czynności. Dla mnie to była jednak możliwość przeżycia w wyobraźni prawdziwej morskiej przygody :). Budujący jest także proces przeobrażania lalusia w wilka morskiego. Przeczytałam z zapartym tchem i wielokrotnie do tej pozycji wracałam, zawsze z taką samą przyjemnością.

Kiplinga "Księgę dżungli" oczywiście też przeczytałam, ale jakoś mnie nie porwała. 
Bardziej fascynowały mnie przygody opisywane przez Jacka Londona, w sporej części oparte na jego osobistych przeżyciach z barwnego życiorysu: "Biały Kieł", "Zew krwi"... Większość jego książek czytałam korzystając jeszcze z biblioteczki mojego taty, w mojej znalazłam tylko "Wilka morskiego", chociaż powinno być tych pozycji więcej. No cóż, mój małżonek lubi pożyczać książki znajomym i później jakoś i on i oni zapominają, że co pożyczone to trzeba zwrócić.




Z biblioteki mojego taty pamiętam (bo czytałam je niemal na okrągło) genialne książki Jamesa Curwooda - "Włóczęgi północy", "Szara wilczyca" (zaczytywałam się nią!), "Łowcy wilków","Łowcy złota"...


W tym samym mniej więcej czasie (5-6 klasa podstawówki) nastała moda na Indian. Leciała wtedy w kinie cała seria filmów o Winnetou, w oparciu o powieści Karola Maya - "Winnetou", "Winnetou i Apanaczi", "Winnetou i Old Shatterhand", "Skarb w Srebrnym Jeziorze" "Złoto Apaczów" i jeszcze kilka innych, a w czasopiśmie dla młodszych nastolatków był cykl rozmaitych artykułów o historii, kulturze i zwyczajach indiańskich, zachęcających do organizowania zabaw w Indian. Wyjaśniano tam na przykład co to było kipu, czyli pismo węzełkowe Inków, pokazywano jak zbudować tipi, wykonać różne ozdoby w stylu indiańskim itd. Co tydzień jakiś nowy temat. 



Byłam tym wszystkim tak zafascynowana, że nawet w pewnym momencie miałam takie ciche marzenie, żeby się jakimś cudownym zbiegiem okoliczności okazało, że w moich żyłach płynie choćby kropla indiańskiej krwi :). Na moje nieszczęście od dziecka byłam blondynką, więc uroda w tym przypadku nie była moim sprzymierzeńcem...

Sięgnęłam więc po beletrystykę o Indianach, ale drążyłam temat dalej i na fali tej fascynacji nabyłam poważniejszą, popularnonaukową pozycję "Księga Indian" Ewy Lips. Badaczka, która wielokrotnie wyprawiała się w rejony zamieszkiwane obecnie lub dawniej przez Indian pólnocnoamerykańskich, opisała drobiazgowo kolejne etapy życia Indianina, wraz z rozmaitymi obrzędami, zwyczajami, ich historię i kulturę. Ta książka towarzyszyła mi przez kilka lat nieustannie - po pierwszym przeczytaniu od deski do deski zaglądałam do niej wielokrotnie, przypominając sobie różne szczegóły, porównując z innymi książkami o Indianach, które wówczas czytałam. 
Nie pamiętam już jak i kiedy trafiłam na pierwsze informacje o wielkich indiańskich cywilizacjach Ameryki Południowej i Środkowej - Azteków (rejon obecnego Meksyku), Inków (obecnie Peru), ale dalej poszłam tym tropem i do dzisiaj pozostała mi fascynacja tajemnicami wysoko rozwiniętych starożytnych cywilizacji z całego świata. Nie omieszkam kiedyś o tym opowiedzieć :).



Jakoś w tym czasie wpadły mi w ręce książki typowo podróżnicze. Wielu tytułów nie pamiętam, ale mam do dzisiaj niektóre z tych ulubionych, jak choćby "Safari Mingi" Wacława Korabiewicza, czy "Ryby śpiewają w Ukajali" Arkadego Fiedlera. Pisząc ten post przeczytałam po raz setny tę ostatnią książkę, o wyprawie autora do Amazonii. Niezwykle lekko napisana, fascynująca opowieść o samej podróży, o spotykanych ludziach, o niesamowitej przyrodzie, z umiejętnie wplecionymi wątkami historycznymi, przybliżającymi czytelnikowi niezwykłe dzieje plemion zamieszkujących ten tajemniczy rejon. Wyprawę do Amazonii Fiedler odbył w 1933 roku, blisko 90 lat temu! Była to więc zupełnie inna rzeka, zupełnie inna puszcza, zupełnie inne realia i ludzie...
Przeczytałam sporo jego książek, głównie tych podróżniczych,  ale także znakomity "Dywizjon 303" i beletrystyczne książki dla młodzieży na motywach zaczerpniętych z wielu podróży ("Mały bizon","Wyspa Robinsona"itd). Niektóre z tych książek jeszcze mam, jak widać - mocno zużytych od częstego czytania :). Niektóre pochodzą z młodzieńczego księgozbioru mojego męża. Kilka chyba zniknęło, albo nie dokopałam się do nich... Mam teraz takie mocne postanowienie, że jak się ta koronawirusowa apokalipsa skończy, to muszę uzupełnić księgozbiór o te brakujące pozycje Fiedlera. 



Chyba pod koniec podstawówki przyszła kolej na zauroczenie książkami Juliusza Verne'a - "20000 mil podmorskiej żeglugi" czytałam z zapartym tchem i ledwo skończyłam, to za chwilę czytałam ponownie i tak jeszcze wiele razy... Niesamowity świat fauny i flory oceanicznych głębin, a do tego niezwykłe wynalazki kapitana Nemo, w jakie zaopatrzył swoją podwodną twierdzę - Nautilusa... Byłam tym wszystkim oczarowana, marzyłam, żeby przeżyć taką podróż :). Zachwycona tą książką sięgałam kolejno po inne opowieści Verne'a - "Dzieci kapitana Granta",  "W 80 dni dookoła świata", "Tajemnicza wyspa", "Gwiazda Południa", "Podróż do wnętrza Ziemi" itd.  Ulubioną do dzisiaj pozostała książka "20000 mil podmorskiej żeglugi" i zaraz po niej - "Dzieci kapitana Granta" i "W 80 dni dookoła świata".


Już w szkole podstawowej miałam skłonność do poszukiwania w książkach prawdy, lubiłam opowieści oparte na autentycznych wydarzeniach, z wątkami biograficznymi. Wyszperałam teraz z półek w mojej biblioteczce na przykład jedną z moich ulubionych tego typu - książkę Adama Majewskiego "Wojna, ludzie i medycyna". Autor był lekarzem chirurgiem w czasie II wojny światowej. Jak pisze wielu recenzentów - ta książka powinna znaleźć się w spisie lektur szkolnych, zamiast wielu miałkich nowomodnych dyrdymałów. Brutalnie i szczerze, choć jednocześnie ze sporą dawką humoru, autor opisuje codzienne perypetie lekarza wojennego, a zarazem obserwacje dotyczące stosunków panujących w armii, postaw zarówno bohaterskich, jak i zwykłych szwindli, zdrad i tchórzostwa. Naprawdę fascynująca historia.


Wspomniałam wcześniej o zainteresowaniu starożytnymi kulturami, wielkimi cywilizacjami, które zakiełkowało we mnie także już na etapie szkoły podstawowej, wybuchło wręcz w liceum i tak mi to jakoś zostało do dzisiaj :). Jeden wątek to były kultury indiańskie - Aztekowie, Inkowie, ale zaraz później pochłonęła mnie historia sztuki, ze szczególnym uwzględnieniem sztuki i kultury Starożytnego Wschodu. Nie będę tego tematu rozwijać, bo to jest taki konik, który mnie ponosi, jak już go dosiądę :). Opowiem o tym przy okazji książek o sztuce.

Natomiast w liceum bodajże, w ramach przerabiania lektur obowiązkowych, męczyliśmy się z "Iliadą" i "Odyseją" - pomijając temat, to forma tych dzieł jest dla mnie niestrawna. Zupełnie nie mogłam się wczuć w fabułę i przeżycia głównych postaci. Ale niedługo potem trafiła w moje ręce genialna pozycja "Sen o Troi" Heinricha Stolla - powieść o życiu Henryka Schliemanna, odkrywcy Troi i Myken. Niewiarygodna, a jednak prawdziwa historia chłopca, który - oczarowany dziełami Homera - swoją wczesną fascynację kulturą i historią antycznej Grecji realizował przez całe życie z konsekwencją i uporem graniczącymi z szaleństwem. Jego pasja, ciężka praca i długie lata starań i wyrzeczeń, zaowocowały odkryciami archeologicznymi, które wprawiły w osłupienie cały naukowy świat. Książka popularnonaukowa, łącząca dużą dawkę informacji historycznych z barwnie opowiedzianą biografią genialnego, choć kontrowersyjnego odkrywcy. Pasjonująca lektura! To także jedna z tych książek, do których lubię wracać co jakiś czas i czytam znowu z wypiekami na twarzy :).

Mogłabym jeszcze długo wymieniać książki, które w czasach szkolnych zapadły mi w pamięć. Była wtedy taka świetna seria książek "Złoty Liść", miałam z niej sporo pozycji, a do ulubionych należały: "Paziowie króla Zygmunta" Antoniny Domańskiej, "Pigularz" Wacława Gąsiorowskiego (w późniejszych latach przyszła kolej na jego poważniejsze książki), "Wspomnienia niebieskiego mundurka" Wiktora Gomulickiego, "Ze wspomnień Samowara" Benedykta Hertza...

Obawiam się, że trochę Was zanudziłam tymi książkowymi wspominkami, więc na razie będzie przerwa. A jako przerywnik postaram się w kolejnym wpisie wrzucić jakieś moje nowe obrazki, bo się parę zebrało :).

*****

39 komentarzy:

  1. O, ja w czasach podstawówki miałam totalne ciągoty do książek o przygodach, podróżach. Marzyłam, żeby być Tomkiem Wilmowskim z książek Szklarskiego 😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szklarski w tamtym czasie mnie nie wciągnął aż tak bardzo, może zaczęłam od mniej interesującego egzemplarza, ale maż jest wielbicielem tej serii, więc przeczytałam kilka pozycji na stare lata, owszem z dużą przyjemnością :).

      Usuń
  2. Mamy przeczytane niemalże te same pozycje. Pewnie były w tamtych czasach tak popularne jak dzisiaj Harry Potter.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No owszem, wybór był na pewno mniejszy, dzisiaj książki piszą prawie wszyscy i każdy może je sobie wydać. Z jednej - strony zalewa nas literacki chłam, ale z drugiej - łatwiej zaistnieć utalentowanym pisarzom.

      Usuń
  3. Prawie wszystkie przeczytałam, a w Winnetou kochałam się kiedyś platonicznie po obejrzeniu filmu. Uwielbiałam chodzić do biblioteki i uwielbiałam ciszę i skupienie w czytelni. Chyba te czasy już minęły . Wszechobecny internet i telefony zabijają to wszystko. Dobrej soboty Małgosiu 🐰🐰🐰🐰🐰🐰🐰❤️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też. A w Chorwacji specjalnie pojechałam obejrzeć tereny, gdzie był kręcone film Winnetou.
      Byłam też zafascynowana Pięcioksiągiem Sokolego Oka J.F.Coopera.

      Usuń
    2. Marysiu, ja wciąż wolę książki :). A w Winnetou też byłam zakochana :))). Pozdrowienia!

      Usuń
    3. O tak, Sokole Oko! Oczywiście! Co do chorwackich plenerów, to byłam mocno rozczarowana, że filmy o Indianach kręcono w Europie :). Psuło mi to przyjemność wczuwania się w akcje filmu :).

      Usuń
  4. Tego rodzaju książek przygodowych i podróżniczych, poza Jackiem Londonem, raczej nie czytałam.. W wieku nastoletnim bardziej pociągała mnie fantastyka :) Fascynację starożytnymi kulturami także przechodziłam, ale dość szybko zaczęłam interesować się późniejszymi okresami. Bardzo miło czyta mi się ten książkowy cykl, a jako już prawie pełnoprawny historyk sztuki z niecierpliwością czekam na część o sztuce!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja byłam nastolatką, to fantastyka nie była jeszcze tak modna i niewiele było tego typu książek. W podstawówce czytałam Lema i Broszkiewicza - jedną z pierwszych i długo ulubionych była książka "Ci z Dziesiątego Tysiąca". Porządne książki sf pojawiły się masowo już w pokoleniu mojego syna, który mnie tą literaturą zaraził :). Sf tak, fantasy już trochę mniej.

      Usuń
  5. Fajny post ! Dużo książek o których piszesz miałam w swoich dłoniach i oczywiście przeczytałam. O niektórych nawet zapomniałam ;-) Też kiedyś popełniłam post na ten temat na swoim blogu - TUTAJ To już 7 lat temu ! ;-)))
    Pozdrawiam ciepło !

    OdpowiedzUsuń
  6. Przy okazji kolejnego odkurzania książek, muszę policzyć ile ich mamy. Oczywiście nie umywa się do Twojego księgozbioru, ale i tak brakuje mi już miejsca. Wiedzę, że wiele z nas wzdychało do szlachetnego i pięknego Indianina. A może do niektórych książek z lat młodości wrócić? Mruga do mnie cała seria przygód Tomka Alfreda Szklarskiego. Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, sama się zdziwiłam, że tyle tego mam, bo tak na oko wydawało się mniej, ale mamy je poupychane w kilku pokojach i większość stoi w podwójnych rzędach. Tak że no, nazbierało się trochę :). A prawdę powiedziawszy, to gdybym nie hamowała wydatków - nakupiłabym drugie tyle! Część - bo chcę przeczytać i chciałabym je mieć, a trochę takich, które już czytałam, ale gdzieś zaginęły, albo były z wypożyczalni, a też chciałabym je mieć w swoich zbiorach. Lubię mieć książki na własnej półce, tak żeby można było w każdej chwili do nich sięgnąć.
      Pozdrawiam serdecznie :)).

      Usuń
  7. Ojej, po raz kolejny podziwiam ilość powieści... i po raz kolejny podsunęłaś mi kilka tytułów do przeczytania :)
    Marka Twaina też czytałam, i także ogromnie mi się podobał :)
    Wszystkiego wiosennego, pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sama sobie przy tej okazji przypomniałam o wielu książkach, które kiedyś bardzo lubiłam, a potem jakoś o nich zapomniałam. Teraz chętnie do nich wrócę, przeczytam ponownie z przyjemnością :). Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  8. O, ten lekarz wojenny mnie zaciekawił. Ostatnio przeczytałam "będzie bolało" Adama Kay'a o jego doświadczeniach w pracy na oddziale ginekologiczno-położniczym w Wielkiej Brytanii. Też z humorem. Niesamowicie że tyle w życiu przeczytałaś, brawo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tej książce "Będzie bolało" też myślałam, mam ją na liście do przeczytania, a skoro polecasz, to tym bardziej się za nią rozejrzę. Czytanie było przez długie lata moją największą pasją, nawet większą niż malowanie. Później było mniej czasu, bo rodzina i praca, a teraz powoli wzrok wysiada, oczy mi się męczą jak długo czytam. Myślę o czytniku, bo można powiększać litery, ale to jednak nie ta magia co tomik w ręku :).

      Usuń
  9. Wspaniały dorobek czytelniczy i z pewnością wspaniale zaopatrzona biblioteczka. Większość z wymienionych tu pozycji też przeczytałam i nadal sięgam choćby po Juliusza Verne'a...uwielbiam. Mnie trudno byłoby wymienić te pozycje, które z ogromną przyjemnością przeczytałam, trochę tego było. To co teraz mi się przypomina, to poza tymi powieściami dla młodzieży-dziewczyńskimi, przeczytałam wszystkie(większość miałam w domu) powieści Rodziewiczówny. Chata wuja Toma, choć to ani przygoda ani romans, czytałam kilka razy i za każdym razem płakałam. Lubię mitologie, greków, rzymian, inków, majów, celtów. Pozycje Kosidowskiego: Rumaki Lizypa, Królestwo złotych łez, Gdy słońce było bogiem czy Opowieści ewangelistów. Ostatnio trochę "wpadłam" w "sieć" sensacyjno szpiegowską, ale w międzyczasie wpadło w ręce kilka powieści Nicholasa Sparksa i te całkiem fajnie się czytało, potem Judith Krantz, ale to raczej nie moja bajka. Lubię czytać powieści sensacyjno przygodowe Clive'a Cusslera, choć momentami "przesłodzone", bo bohaterowie niczym herosi z każdej opresji wychodzą cało.......Dziękuję Ci Małgosiu za te posty na temat książek, wróciły wspomnienia i może jeszcze po niektóre książki znowu sięgnę. Pozdrawiam gorąco:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy zaczynałam to pisać, to miał jeden treściwy post, z grubsza zakreślone obszary, które mnie ciekawiły w literaturze, ze 20-30 ważniejszych tytułów i bohaterów... Ale tak jakoś zaczęło mi się to zupełnie nieoczekiwanie rozrastać, ledwo zamieszczę kolejną część cyklu, a już mi się przypomina, że jeszcze o tym czy o tamtym nie napisałam... Po tej trzeciej części miałam przejść do bardziej dorosłej literatury, ale się okazało, że nie wyczerpałam jeszcze tematów związanych z książkami z czasów szkolnych.
      Kosidowskiego mam "Gdy słońce było bogiem" - jedną z moich ulubionych pozycji, wielokrotnie czytaną, pewnie o niej wspomnę gdzieś w kolejnych postach. Coś tam jego jeszcze czytałam, ale raczej na pewno nie znam "Królestwa złotych łez" - muszę tej książki poszukać, dziękuję że o niej napisałaś :).
      Pozdrawiam Cię, Wandziu, serdecznie!

      Usuń
  10. Czytam Twoje posty o książkach po kawałku, bo naładowane są tyloma informacjami o książkach, i próbuję sobie przypomnieć co czytałam w młodości. Za Markiem Twainem nie przepadałam, Karola Maya oczywiście też czytałam, Arkadego Fiedlera bardzo lubiłam, serię o Tomku Wilmowskim Alfreda Szklarskiego też "zaliczyłam".
    Ostatnio nie czytam po polsku, ale postanowiłam to nadrobić, zwłaszcza, że podajesz tyle tytułów. Dzięki :) No i tak na początek znalazłam w bibliotece internetowej POLONA "Pamiętnik pani Hanki" i przepadłam. Świetna książka! Aż się boję zaczynać coś dłuższego, bo jak mnie opowieść wciągnie, to zapominam o bożym świecie.
    Bardzo Ci dziękuję za te wspomnienia o książkach i już nie mogę doczekać się następnych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dołęgi-Mostowicza uwielbiam także "Karierę Nikodema Dyzmy", ale po tę książkę sięgnęłam dopiero po obejrzeniu świetnej ekranizacji z Wilhelmim. Natomiast film "Znachor" tak mnie poruszył, że długo nie mogłam się zebrać w sobie na tyle, żeby przeczytać książkę. Ale potem to już czytałam wszystko, co Mostowicza dopadłam :). Aż żałuję, że tak mało powieści napisał!

      Usuń
  11. Widzę, że rodzice to rozpieszczali Twoją wyobraźnię! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że jak w każdej normalnej rodzinie po prostu były w domu różne książki... a mnie do tych książek ciągnęło. Moja siostra lubiła lalki, ciuchy i słodycze, a ja wolałam czytać, więc przy różnych okazjach dostawałam książki. A później przeznaczałam na nie całe moje kieszonkowe. A jeszcze później - pół wypłaty :).

      Usuń
  12. Podziwiam Twoje zafascynowanie książkami. Czytam ale nie w takich ilościach. Widzę że w młodości tematyka czytanych książek była różnorodna.Jeszcze raz podziwiam :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta różnorodność pozostała do dzisiaj, co pewien czas zmieniam tematykę, od romansów i biografii po kryminał, historię, sztukę, a nawet biznes i ekonomię :). Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  13. Mnie nie zanudziłaś, bo w swoim życiu przeczytałam kilka tysięcy wszelakich książek. Z tych, które wymieniłaś, też większość przeczytałam. W dzieciństwie i młodości miałam to szczęście, że bibliotekę gminną miałam za płotem i w wolnym czasie pomagałam pani bibliotekarce w obkładaniu i opisywaniu książek. Pomagałam też w organizowanie wszelakich konkursów i przedstawień w bibliotece.
    Dodam, że przez rok pracowałam w szkolnej bibliotece i czytelni oraz byłam na kursie bibliotekarskim.
    Niestety, teraz dzieci i młodzież nie garną się do czytelnictwa, nad czym ubolewam.
    Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz mamy kulturę obrazkową, młodzież siedzi w internecie, zamiast rozmawiać wrzucają foty na instagram, zamiast czytać oglądają filmy albo grają. Trochę mnie to przeraża. Oczywiście są wyjątki, ale czasy się zmieniają, zmienia się sposób bycia i życia itd... niekoniecznie na lepsze...
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  14. Oj przypomniałaś mi Twaina, Verne`a, Podróże Guliwera- jaka to była radość czytania. I nierzadko czytanie z latarką pod kołdrą. Szkoda, że dziś dzieciaki nie młodzież nie znają już tego uczucia, przynajmniej w moim otoczeniu nie znam takich dzieci. Rozumiem, że świat idzie naprzód, wynalazki, postęp, ale bez czytania nie będziemy mieli inteligencji, a ona jest niezbędna do tego, aby świat przetrwał. Choć pamiętam, że moja babcia ubolewała, że ja tyle czytam, zamiast zająć się czymś pożytecznym, i wzrok psuję i staję się odludkiem. :) więc może za jakiś czas znowu się wszystko odwróci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój starszy syn jest molem książkowym (chociaż równolegle pasjonuje się informatyką, elektroniką i bezmiarem wiedzy internetowej :))) - a z tego co wiem, to takim całkiem wyjątkiem nie jest, więc może jednak ten świat jeszcze nie zginie tak zaraz :).

      Usuń
  15. Dziękuję za wizytę u mnie. Ja kiedyś bardzo dużo czytałem. Nawet z latarką pod kołdrą. I zamiast odrabiać lekcji też ksiązki czytałem. Najbardziej kochałem literaturę przygodowaą, podróżniczą. Kochałem literaturę rosyjską a najbardziej Czechowa. I Jakck London to mój ulubiony pisarz. Temat rzeka. Teraz prawie w ogóle nie czytam i nie ma się czym chwalić. Dlaczego tak jest? No nie wiem. Brak wewnętrznego spokoju? Ciągle cos się dzieje. Pozdrawiam serdecznie
    Vojtek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też od paru lat jakoś mniej czytam. Mam wrażenie, że wszystko co było warte przeczytania to już przeczytałam :). Często sięgam po stare książki, po klasykę... Nowa fala produkcji literackich często okazuje się tylko wyrobem literackopodobnym, niestety. A poza tym może masz rację, tyle się dzieje, że brakuje czasu i chęci do zagłębiania się w lekturę :).
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  16. Ciekawie napisane, jakoś mnie to nie nudzi:) Większość pozycji czytałam w latach szkolnych. Podałaś jednak też takich pisarzy, których wcale nie znam jak Adama Majewskiego,czy Heinrich Stoll. Książki Karola Maya mam do tej pory, ale już w komputerze :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Majewskiego trafiłam przypadkiem, ale historia bardzo mnie wciągnęła. Stolla kojarzę w zasadzie jako autora tej jednej książki - tutaj nie tyle sam autor i jego talent pisarski miały dla mnie największe znaczenie, ale biografia Schliemanna i nieprawdopodobna wręcz historia jego odkryć.
      Książki wolę czytać w tradycyjnej formie, chociaż rozmyślam o czytniku, żeby oczy się mniej męczyły, bo przy komputerze dużo pracuję.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  17. Dzięki temu postowi powróciłam na chwilę do czasów dzieciństwa i młodości. Nie przepadałam za literaturą przygodową ale do autorów, których wymieniasz dodałabym od siebie J.O.Curwooda, bo jego książki bardzo mi się podobały. Bardzo dobrze, że powstają takie notki o ciekawych książkach i często zapomnianych autorach, którzy są wypierani przez pisarzy współcześniejszych, ale wcale nie lepiej piszących.Z przyjemnością przeczytam o Twoich lekturach z lat policealnych i obecnych. Na sztuce się nie znam, dlatego też Twoje opowieści z historii sztuki, na pewno będą dla mnie wielką ciekawostką. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwonko, może to przeoczyłaś, ale ja w tym poście pisałam o książkach Curwooda, wymieniłam kilka tytułów, które przeczytałam, chociaż może coś pominęłam. Moja ulubiona to "Szara wilczyca" :). Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  18. Ja za taką literaturą zbytnio nie przepadam, ale może kiedyś się do niej przekonam :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja te książki czytałam bardzo dawno temu, opisuję tutaj swoje lektury z czasów szkolnych, a i to tylko pewną część z nich (o innych pisałam we wcześniejszych postach). Ale przyznam, że na "stare lata" wracam do niektórych z nich z przyjemnością :).

      Usuń