piątek, 6 maja 2022

Kleksy.

Wracam do żywych, czyli do blogosfery - może na chwilę, a może na dłużej, sama jeszcze nie wiem. Będzie to taki raczej nieśpieszny powrót, zapewne z przerwami, bo wciąż jestem w niedoczasie na kilku frontach. I szczerze mówiąc nie mam jakiegoś szczególnego przypływu chęci do blogowania. Wydawało mi się jednak, że jak nie odkurzę teraz bloga, to za miesiąc czy dwa już w ogóle o nim zapomnę. No zobaczymy... Dzisiaj tylko krótki raport ze spraw bieżących. 

Nasz Dżemik, o którym było tutaj i tutaj, ma 9 miesięcy, waży prawie 40 kg i wciąż uważa, że jest małym kotkiem, a wygląda tak:



A przecież jak do nas przybył z końcem września, to był taką słodką kluseczką:



Jak się pewnie domyślacie, taki wyczynowy piesio rozmiarów cielaka, w wieku przedszkolnym, ma kiełbie we łbie (pomimo wrodzonej mądrości właściwej owczarkom niemieckim), niespożytą energię i ciekawość świata, co w połączeniu z jego dość potężną masą daje efekty w postaci: rozgryzionego w drobiazgi zwalistego fotela, który służył kilku pokoleniom psów za leżankę, przerytego na wskroś i do cna trawnika (darmowa wertykulacja), wydrążonych półmetrowej głębokości i jeszcze większej średnicy dziur w rabatkach (nie trzeba będzie kopać pod nowe nasadzenia), oraz pomniejszych modyfikacji wystroju, w rodzaju rozbitej dużej lampy z ceramiczną podstawą (stara była, zrobiło się miejsce na nową), przerobionych na frędzelki i koronki kilku kocyków (czas był najwyższy, żeby je wyrzucić) itd... A potem oczywiście najchętniej uwala się na kanapie - pańcio pozwalał jak Dżemik był mały, no i teraz ma konkurencję do miejsca na poobiednią drzemkę.




No, wesoło z nim jest... ;) - ale o ogrodzie w tym roku to raczej trzeba zapomnieć, chwilowo mamy tam skrzyżowanie kretowiska z pobojowiskiem. Przewiduję jedynie skrzynkowo-balkonową uprawę pomidorków koktajlowych, ogórków, cukinii... Z roślin ozdobnych od wielu lat mam w ogrodzie głównie byliny i krzewy, raczej takie małoobsługowe i dość odporne na niesprzyjające warunki. Jest więc nadzieja, że przetrzymają radosny okres Dżemikowego szczenięctwa. Może uda mi się dosadzić trochę ciekawych traw, natomiast żadnych delikatnych kwiatowych rarytasów na pewno nie będę w tym roku wprowadzać. Marzy mi się kilka nowych odmian ciemierników i powiększenie cebulkowej rabatki (tulipany, hiacynty, szafirki itd), ale nie wiem, czy do jesieni dogadamy się w tej sprawie z naszym pieseczkiem.

Mam natomiast nieco bardziej realny plan odtworzenia niegdysiejszej domowej dżungli. No, może to nieco na wyrost zamierzenia, ale był czas, kiedy mieliśmy naprawdę mnóstwo roślin w domu, a teraz jakoś pustawo... Kolejne remonty dały w kość niektórym egzemplarzom - kurz budowlany, przestawianie z miejsca na miejsce, przeciągi... Zginęły tym sposobem monstrualne paprocie i różne pnącza. Były też cudowne pomysły mojego męża, polegające na wyniesieniu (pod moją nieobecność) na słoneczny taras starych potężnych okazów, które przez całe lata stały w dość cienistych kątach... Spaliły się tak piękne monstery i fikusy. Kolekcję kaktusów zabrał ze sobą, wyprowadzając się "na swoje", starszy syn. Pielęgnował je i uwielbiał, nie żałowałam więc, dobrze mają u niego. Kilka roślin nie przeżyło pierwszej zimy w ogrodzie zimowym. No ale fakt - inne za to się wzmocniły, jak choćby mój aloes, wciąż ten sam, znowu pięknie zakwitł, w tym roku nawet dwukrotnie! Czasem też winien był brak czasu i chęci, czyli zaniedbania w pielęgnacji. Teraz i czasu mam więcej, i miejsca w domu, więc zaczynam się rozglądać za roślinkami :).

*****




Nasi młodzi wyprowadzili się w końcu do wyremontowanego mieszkania po dziadku, zabrali ze sobą swoją Kocię... Było z tym jednak trochę zamieszania, Kocia odcierpiała tydzień w nowym lokum, chowała się po kątach, rozpaczała, ale za radą weta dostała feromonową obróżkę i wydawało się, że nawet trochę pomogło... na chwilę. Pozostałe u nas siostrzyczki Koci, czyli Basiunia i Balbinka, przez kilka dni zapytywały dużymi oczkami gdzie się podziała trzecia siostrunia, widać było, że są zaniepokojone jej nagłym zniknięciem. Trzymały się razem, jak nigdy przedtem, chyba na zasadzie "jak będziemy razem we dwie, to może już żadnej z nas nie porwą!".

Po trzech tygodniach Kocia przyjechała do nas w odwiedziny na weekend. Siostrunie najpierw obwąchały ją nieufnie, ale za chwilę wszystko było po staremu. Kocia odbyła dwie dłuższe pozadomowe wycieczki samopas, nie zginęła, wróciła, pomieszkała, pospała, pojadła... po dwóch dniach pojechała znowu do siebie. Wszystko było ok, ale jej państwo wymyślili nagle, że lecą na półtora tygodnia na wczasy.... No i super, młodzi polecieli, a Kocia znowu wylądowała u nas. Wyglądała na zadowoloną, spała jak należy, czasem wychodziła na dwór, bawiła się z resztą stada. 

Schody się zaczęły dopiero, jak państwo wrócili i zabrali kota do mieszkania. Kocia u nich za dnia owszem spała, ale około 20tej zaczynała świrować. Chodziła, domagała się uwagi i pieszczot, miauczała, chrobotała wszystkim, skakała po meblach... Młodzi wcześnie rano wstają do pracy, więc te nocne serenady i harce mocno dały im w kość. Proponowaliśmy więc, żeby Kocia została u nas na stałe, bo chyba jej dobrze "na wsi" i w kocim towarzystwie, no ale młodzi chcieli mieć kota u siebie. Postanowiono zatem, że odbędą się kolejne próby przywożenia jej na kilka dni do nas, potem znowu do nich, może zajarzy, że to nie na zawsze i jakoś się uspokoi. 

Dawno temu starszy syn miał w studenckim mieszkaniu w dalekiej stolicy kota, z którym przyjeżdżał do nas na ferie i wakacje. Pierwsza podróż (przez pół Polski) odbyła się przy akompaniamencie nieustającego kociego zawodzenia, ale za drugim czy trzecim razem, jak student zaczynał pakowanie i wyciągał z kąta kontenerek, to kot sam do niego właził i czekał na wyjazd. No ale z Kocią to tak nie zadziałało. Doszło do tego, że przy kolejnej bytności u nas, jak syn tylko wszedł do domu, Kocia na jego widok wystrzeliwała ze swojego posłanka jak z procy i momentalnie chowała się w niedostępnym dla człowieków kącie za kuchenną zabudową, dając jasno do zrozumienia, że nie da się więcej porwać. Skutek całego zamieszania: Kocia obecnie już całkiem mieszka u nas. Czyli mamy sześć kotów i psa.

Czarny Grubcio, co do którego przez parę miesięcy miałam wątpliwości, czy on nie ma gdzieś w pobliżu innego domu, zamieszkał u nas już na stałe. Dziewczynki, czyli wszystkie koteczki, przyzwyczaiły się do niego, z Grubcia taki dość spokojny misio, czasem wychodzi z domu, potem wraca, pałaszuje to co zostało w miseczkach po grymaśnych księżniczkach i maszeruje do piwnicy, gdzie ma swój koci domek i święty spokój. Przesypia tam niemal pół dnia i całą noc. Ostatnio zaprzyjaźnił się z Dżemikiem, Dżemik ustępuje mu miejsce na psim fotelu, wylizuje mu czuprynę, a Grubciowi to pasi :).

Natomiast 17-letnia emerytka Czarnuszka mocno się posunęła ze swoją starością i właściwie to spodziewamy się, że lada dzień odejdzie za Tęczowy Most. Chudzinka się z niej zrobiła, futerko przerzedziło, kuśtyka trochę niezdarnie, czasem coś jej się w łebku pokićka i widać, że nie wie gdzie się obrócić, taki koci Alzheimer. Ale poza tym nie widać, żeby jej coś konkretnego dolegało, przejściowo tylko był jakiś stan zapalny w oczku, ale sytuacja już opanowana, apetyt ma całkiem niezły jak na tę zerową aktywność, tylko tak sobie powolutku słabnie i przygasa... Nie biega po dworze w zasadzie od dwóch lat, tylko czasem ma ochotę na przewietrzenie futerka i lubi wtedy posiedzieć sobie na wycieraczce przed drzwiami wejściowymi. Nikt jej nie dokucza, ma status szacownej rezydentki, smakołyki ulubione są dla niej specjalnie chowane i pod nosek podtykane... 





I tak to.... A ja sobie ostatnio dziubię takie oto drobnostki, naszło mnie na mini obrazeczki, jakieś bzdurki, gryzmołki, abstrakcje, zakładki i takie tam inne zajmowacze czasu :). Te abstrakcyjne akwarelki nazywam kleksami, bo bazą tutaj są głównie kleksy albo jakieś przypadkowe mazaje w nieskomplikowanych kolorach, po wyschnięciu podrasowane nieco bazgrołami wykonanymi czarnym cienkopisem, białym żelopisem i metaliczną farbką w kolorze miedzianym.



Oczywiście zdjęcia do bani, nie ogarniam tego - na komputerze wyglądają bardzo dobrze, a po przeniesieniu do bloggera jakaś kaszana. Muszę spróbować robić wpisy z telefonu, bo zdjęcia robię teraz telefonem, może po drodze nie zgubi się ich jakość. Ale szczerze mówiąc nie przepadam za używaniem telefonu tam, gdzie można to zrobić za pomocą komputera. 

A kolejny wpis będzie książkowy i o pewnej mojej nowej pasji.

*****



26 komentarzy:

  1. Bardzo mi się te kleksy podobają, wszystkie 3 kompozycje :)
    Pliki zdjęć, przed wsadzeniem do bloggera, zmniejszam w programie graficznym, przy dużej ilości zdjęć to upierdliwe, no ale wydaje mi się że jakoś jest zadowalająca.
    Dżemik cudny, jednakoż ułożenie psa, w dodatku dużego i bardzo aktywnego, proste nie jest, sukcesów w tej dziedzinie życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no widzisz, ja właśnie mam wrażenie, że to zmniejszanie powoduje pogorszenie jakości. W sumie zdjęcia po kliknięciu na nie jakoś w miarę wyglądają, gorzej jak się je ogląda tylko razem z treścią wpisu. No nic to, muszę się kiedyś przyłożyć, może jakoś to w końcu ogarnę.
      Co do układania psa, to niestety w zasadzie to jest pies mojego męża, w sensie że wziął go bez mojej aprobaty, więc się za bardzo nie wtrącam, bo zaraz bym miała dodatkowe obowiązki, natomiast na wychowanie i układanie to mam zupełnie inne zapatrywania. Mąż rozpuszczał zawsze wszystkie psy i chociaż uważał, że one go słuchają, to raczej było na zasadzie, że słuchały kiedy chciały, a powoli go urabiały. No może on ma dobre serce, ale zwierzaki włażą mu na głowę.

      Usuń
  2. Nareszcie za cicho tutaj było. Nawet w jakimś wpisie wspominałam.
    No oczywiście że kotek mały, nie widać uszu spiczastych? Mały kotek i opiekuje się czarnym kotkiem. Aniołek! Pomówienia to wszystko on jest grzeczny dobrze mu z pysia patrzy 😃
    U nas właśnie Mefisiu taki już 13 lat i jeszcze jest, mruczy, je sobie te chrupeczki ulubione. W ciszy nieco drżę ile jeszcze, ale co. 13 lat... Salemek odszedł mając 17 więc może jeszcze nie. Nieco ciężko
    Aleksik za to jak na 13 lat noc mu nie jest. Nie robi się ciastowaty, futerko piękne, i chodzi tylko gada. Wola jakiegoś młodzika.

    Rysunek z tym dużo zielonego piękny! Zakładka taka? Marzenie!
    Czekam na książkowy wpis i ciekaw jestem tej pasji nowej 🐱🐱🐱

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Kocurku, za wszystkie miłe słowa :). Dżemik jest oczywiście grzeczniutki i bardzo mądrutki, naprawdę dużo rozumie, ale rozsadza go energia. W sumie lepiej już niech ryje te grządki, niż miałby napadać na koty. A kotki to on lubi i one lubią jego :). U nas zawsze koty żyły w komitywie z piesami.
      Rysuneczki te akurat są nieco większe, prawie A4, ale w międzyczasie robiłam też mniejsze obrazki, w rozmiarze zakładkowym, kiedyś pokażę.

      Usuń
  3. Jak miło znowu Ciebie poczytać. :) Kuleczka faktycznie mocno urosła. :) Kleksy są kapitalne. A co do zdjęć, moim zdaniem bloger kompresuje fotki, ale pewności nie mam. U siebie widzę też takie pogorszenie jakości. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Miło, że wróciłaś :) Twoja opowieść jest cudowna, zwierzaki wspaniałe. A kleksy bardzo mi się podobają. Ciekawa kolorystyka i pomysł :) Serdeczności, Pola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miły powrót przy takim sympatycznym powitaniu :). Dziękuję i pozdrawiam Cię Polu najserdeczniej!

      Usuń
  5. Witaj Małgosiu.
    Mogę powiedzieć, że nareszcie jesteś tam, gdzie Twoje miejsce.
    Lubię psy, nieco mniej koty. Psy kochają i nie zdradzą, a koty....
    Chodzą własnymi drogami i za psami nie przepadają.
    Pozdrawiam i zapraszam.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje koty przyjaźnią się z psami, które u nas mieszkają :). Ale masz rację, te dwa gatunki mają zupełnie inne charaktery. Ja jednak wolę koty, a mój mąż - psy, no i jakoś się wszyscy dogadujemy :))).
      Dziękuję, że zaglądasz do mnie :). Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  6. Bazgrołkami jestem zachwycona Małgosiu! Bardzo mi się podobają. Dżemik wyrósł bardzo:) Ja jestem fanką tej rasy. Mój Bastek to bardzo posłuszny i mądry pies. Ma już 10 lat. Planuję wziąć szczeniaka tej samej rasy, aby "wychował" się przy nim. Może przez naśladowanie będzie równie wspaniały:)
    Fajnie, że znowu się pokazałaś:) Uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasz przedszkolak Dżemik też już wykazuje się niezwykłą pojętnością i z każdym dniem coraz lepiej się z nim współpracuje :). Jeśli chodzi o powiększanie stada, to z moich doświadczeń wynika, że lepiej jak psy są różnej płci. Zawsze mieliśmy psa-chłopaka i sukę i to były dobre układy, ale jak do jednej suki dołączyliśmy drugą, to była ciągła wojna. Inna rzecz, że obie były wiekowe i miały swoje przyzwyczajenia (jedna wychowana u nas, druga przygarnięta, bo zmarli jej państwo). Może też inaczej będzie, jak do starego psa dołączycie szczeniaczka. Bardzo jestem ciekawa, jak Wam z tym pójdzie, mam nadzieję, że podzielisz się doświadczeniami :). Życzę powodzenia!

      Usuń
  7. Jak dobrze że jesteś 😀. I jednak zaglądaj i bądź blogowa, jak miło Cię czytać 😀❤️.Malunki udane- takie lekkie i niewymuszone, Dżemik wyrósł na wspanialca, co nawet jak młodzieńczo psoci to z pożytkiem😀. Kocia wybrała Was, tak jak i Grubcio😀. Dżungli jestem ciekawa, sama niestety muszę odstąpić od zazieleniania chałupy, nie do wiary jakie Feluś ma zacięcie do roślin, w teorii miłosne a w praktyce zabójcze. Nie przeżyła odporna trzykrotka, wyłuskane z doniczek kaktusy też. Poradził sobie z nimi, właściwie z wszystkimi sobie poradził.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe powitanie :))). Trochę się stęskniłam za światem blogowym, ale nie wiem jak to dalej będzie, bo ciągle czasu brak...
      O tak, Dżemik jest bardzo pracowitym ogrodnikiem :)))). A Felusiowi może trzeba zafundować kocią trawkę w doniczce?

      Usuń
  8. Jak dobrze, że wróciłaś, mam nadzieję, że na dłużej, bo przyjemnie się czyta Twoje opisy zwykłego-niezwykłego życia, pełnego zwierząt. Dżemik to rewelacyjny pomocnik, zadziwia mnie Twój spokój i tłumaczenie jego złego zachowania, super.:))
    Bazgrołki sa bardzo udane, jak wszystko, co wychodzi spod Twojej ręki.
    Życzę miłej wiosny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, Celu, ten spokój to chyba z wiekiem przychodzi :))). Dawniej bym rozpaczała nad zdewastowanym ogrodem, teraz wiem, że szkoda zdrowia. Trzeba cieszyć się, że mamy takiego oddanego domownika :). Mimo wszystko to przemiły psiak!
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  9. Fajnie, że znowu jesteś Małgosiu:) Podobają mi się Twoje "kleksy", lubię takie abstrakcyjne kompozycje. Z przyjemnością przeczytałam o Twoich domowych pupilach, przy takiej gromadce zapewne zawsze coś ciekawego się dzieje. Dżemik bardzo się zmienił, to śliczne stworzenie! Przesyłam serdeczne pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, Ewuniu, nie możemy się nudzić z naszym stadkiem :))). Dziękuję za przemiłe słowa i pozdrawiam Cię bardzo serdecznie!

      Usuń
  10. Wspaniale, że Koteczka została u Was. Po prostu czuje się widocznie lepiej w większym towarzystwie, a nie jako jedynaczka. Piesek też ładnie urósł :) Nasz ma rok, ale jak widzi, że mój mąż idzie spać, to schodzi z jego części łóżka :)
    Twoje kleksy są urocze, sądziłam, że są kupne, że to plakaty.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za przemiły komentarz :))). Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
  11. Piękny Dżemik i jaki wesoły :) Bardzo ładne też są kleksiki, oryginalne, ciekawe.

    OdpowiedzUsuń
  12. Dżemik to już młody kawaler, piękny! *^v^*
    A z kotami to już tak jest, że jak się do czegoś przyzwyczają, to trudno im zmienić otoczenie, wolą lepsze od dobrego. Kiedy przenieśliśmy się do innej dzielnicy na pierwsze piętro z kotką wychodzącą swobodnie z wcześniejszego mieszkania na parterze, to ona strasznie wieczorami płakała pod drzwiami na balkon, a po trzech miesiącach podczas wakacji na działce po prostu wybrała wolność i już jej więcej nie zobaczyliśmy, tylko ogon migał na okolicznych drzewach. Pociechą było to, że to była kotka półdzika i na pewno dała sobie radę, wolała żyć na polach i łąkach mazowieckich w pobliżu gospodarstw i działek niż w Warszawie na pierwszym piętrze bez możliwości wyjścia na zewnątrz.
    Ciekawe kolorystycznie te Twoje drobnostki, jakbyś jeszcze tworzyła je niedominującą ręką to byłby dodatkowy zysk z trenowania innej półkuli mózgu, czytałam kiedyś o tym, że dobrze jest tak porysować drugą ręką niż zazwyczaj. *^v^*
    Ciekawa jestem nowej pasji, obstawiam tkanie albo ceramikę! ^^*~~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, to jest dobry pomysł, z tą drugą ręką (u mnie lewą). Jakiś czas temu pisałam na blogu o bardzo ciekawej książce na ten temat - Betty Edwards "Rysunek. Odkryj talent dzięki prawej półkuli mózgu". Tam są właśnie przykłady tego typu ćwiczeń. Trening dla mózgu, a przy okazji mogą wyjść z tego interesujące obrazki :).

      Usuń
  13. Obrazy można by umieścić w nurcie abstrakcjonizmu. W Galerii Sztuki Współczesnej znalazłyby swoje miejsce. Cieszę się z twego powrotu i czekam z niecierpliwością na wpis książkowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W galeriach sztuki współczesnej bywają takie dziwne dzieła, że pewnie i moje mogłyby z nimi konkurować :))).

      Usuń