Po bodiakach Stanisławskiego (tutaj) kolej na malwy. Tym razem jest to jedynie inspiracja dziełem mistrza, odbiegająca znacznie od oryginału, ale z zastosowaniem jego swobodnego stylu malowania. Przy bodiakach chodziło głównie o naukę łączenia barw, uzyskiwania całej palety pożądanych kolorów z trzech tylko podstawowych, natomiast malwy były pretekstem do wyluzowania się przy malowaniu, nabrania większej swobody, lekkości, malowanie plamą, bez wdawania się w cyzelowanie szczególików botanicznych.
Moja wersja malw powstała podobnie jak bodiaki - równolegle do obrazu tworzonego przez pana Tomasza i panią Darię. Swoją drogą - bardzo mi się podoba takie wspólne malowanie przez nich, widzę jak powstaje obraz, ale też przy okazji słucham wymiany zdań, pomysłów, to wszystko razem jest bardzo inspirujące i pouczające.
Wyszło jak wyszło, w dodatku prawdziwe kolory nie dały się uchwycić ani w dziennym ani w sztucznym oświetleniu, tak wiec widzicie tu wersję kolorystyczną w swobodnej interpretacji mojego aparatu :). Nie wspominając o zamgleniu to nie wiem jeszcze, skąd te jaskrawe żółte plamy na przykład? Na moim oryginalnym obrazku ledwo je widać, bo całe tło jest w rozbielonej żółci, cytrynowej z lewej strony, przechodzącej w jasną ochrę na prawo, a zieleń też ma więcej odcieni...
No, ładne rzeczy! - muszę Wam opowiadać o kolorach, zamiast je porządnie pokazać... Tak się jednak złożyło, że od niedawna walczę z nowym komputerem i dodatkowo jeszcze z nowym bloggerem - i powiem szczerze: niech to szlag trafi! Jak ja nie cierpię tych wszystkich wymyślnych fajerwerków i wodotrysków, które są przydatne dla może raptem 10% użytkowników, a dla zdecydowanej większości są kulą u nogi! To co potrzebuję mieć pod ręką, to gdzieś poukrywane, a niepotrzebne pierdoły plączą się pod ręką i zajmują pół ekranu. Wrrr...!
W każdym razie - miałam ten post wrzucić w miniony weekend, ale techniczne komplikacje opóźniły sprawę. Oberwało się informatykowi, który mi zachwalał i wcisnął ten komputer, natomiast co do bloggera, to się poważnie zastanawiam, czy się z nim nie pożegnać i może lepiej będzie stworzyć sobie trochę bardziej niezależną stronę.
Ale wracając do malowania...
Po tamtym obrazie z bodiakami celowo szukałam w lekcjach na stronie Pracowni OKO takiej, w której będzie malowanie akrylami. Chciałam pogłębić świeżo nabytą umiejętność posługiwania się tymi farbami. A ponieważ malarstwo Stanisławskiego nieustannie mnie zachwyca, to wybrałam właśnie ten film, z jego kolejnym obrazem.
Tutaj link do filmu - MALWY
A tutaj zdjęcie oryginalnego obrazu "Malwy" Jana Stanisławskiego, który - przypominam - był jedynie inspiracją, więc na pierwszy rzut oka nie przypomina tego, co stworzyliśmy w trakcie zajęć:
...oraz praca wykonana wspólnie przez pana Tomasza i panią Darię (screen ekranu):
Z tych trzech prac najbardziej podoba mi się obraz państwa Darii i Tomasza, chociaż w trakcie lekcji miałam obawy, do czego te eksperymenty doprowadzą - na przykład malowanie akwarelą po akrylach, rzecz niesłychana :))). Ja sobie odpuściłam te akwarele, ale też za dużo dziubdziałam przy tym obrazku, jak to ja zwykle, niestety...
Moje dalsze wrażenia z tych pierwszych doświadczeń z akrylami: początkowo przeszkadzało mi, że te farby nie łączą się tak ładnie z innymi plamami barwnymi na płótnie, jak oleje czy mokre akwarele. Wynika to z błyskawicznego niemal wysychania akryli. Z drugiej strony jednak - nie można mówić, że jest to wada tych farb, tylko taka szczególna właściwość, którą trzeba umieć wykorzystać. I tego właśnie się uczę.
Przyznaję teraz, po tych dwóch obrazach (Bodiaki i Malwy), że ułatwia mi to malowanie plamami barwnymi i utrzymanie kontrastów, z którymi miałam zawsze problem. Mam skłonność do zagłaskiwania różnic, podświadomie staram się złagodzić przejścia tonalne, ostre granice światła i cienia, ciepła i zimna itd. Może komuś się podoba takie rozmyte malarstwo, ale dla mnie jest ono za mało wyraziste, brakowało mi w moich obrazach głębi. A do tego potrzebne są właśnie kontrasty. Myślę, że jestem już na dobrej drodze, chociaż to na pewno dopiero jej początek i sporo pracy przede mną :).
*****





































