środa, 26 listopada 2025

Książki. Follett, Rice, Christie... duuużo Christie.

Obiecałam napisać trochę o książkach, które ostatnio czytałam. Może kogoś coś zaciekawi... Oczywiście było tego więcej, ale podzielę to na kilka odcinków, bo i gatunki, i tematyka były bardzo różne, a o niektórych pozycjach chcę trochę więcej opowiedzieć. Dzisiaj trzech autorów, za to książek trochę więcej.

Z jednym autorem, o którym dzisiaj chcę wspomnieć, zdarzyła się dziwna historia... W chwilach literackiej posuchy, kiedy akurat skończyłam coś czytać, nowe zamówienie dopiero zostało złożone, a ja szperam po domowych biblioteczkach w poszukiwaniu czegoś ciekawego do czytania, mąż czasem próbuje mnie zainteresować książkami ze swoich półek. Bo zwykle czytamy całkiem inną literaturę. U niego króluje historia, thrillery, czasem jakiś sentymentalny powrót do przygodówek z lat młodości, niekiedy współczesne obyczajówki, trochę fantazy. Podsuwane mi przez niego książki rzadko jednak znajdują moje uznanie. Przeglądam, czasem nawet zaczynam czytać, ale 9 na 10 odrzucam jako mało interesujące, zbyt agresywne lub przygnębiające, czasem infantylne, w każdym razie nie w moim typie. 

Niektóre nazwiska autorów omijam szerokim łukiem. I tak jakoś na tej czarnej liście znalazł się Follett. Nie pamiętam już dlaczego. No i niedawno właśnie jego książkę mąż mi podsunął, streszczając ją w kilku zdaniach, z dodatkiem, że dobrze się kończy ;). Był to "Uciekinier". Z braku lepszej lektury wzięłam tę książkę nieufnie, przejrzałam, zaczęłam czytać... No i okazało się, że to jest całkiem niezła opowieść. Przeczytałam ją w dwa wieczory, zatem jako kolejną lekturę mąż przyniósł mi również Folletta "Człowieka z Sankt Petersburga", mówiąc, że ja już ją kiedyś czytałam i jemu podsunęłam, a w ogóle chyba ja ją kupiłam. Ja??? Folletta??? no niemożliwe! Hmmm... a jednak... w miarę czytania uświadamiałam sobie, że faktycznie znam tę historię, chociaż kompletnie nie przypominałam sobie co tam dalej w niej było. Czytałam ją więc jak zupełnie nową książkę. Bardzo dziwne dla mnie doświadczenie, nigdy mi się takie zaćmienie umysłowe nie zdarzyło. A książka rzeczywiście świetna. Więc tym bardziej - skąd ten Follett na mojej czarnej liście??? Dziwna sprawa. Mam wrażenie, że próbowałam kiedyś podejść do "Filarów ziemi" i "Kryptonimu "Kawki", ale chyba nie dokończyłam lektury - być może to te pozycje mnie zniechęciły? Będę musiała do nich wrócić i jeszcze raz spróbować przeczytać. Ale przejdźmy do książek już przeczytanych...


  • KEN FOLLET - "Uciekinier". Wydawnictwo Albatros, 2016r, str. 480.

Mieszanka gatunkowa, którą jedni zaliczają do thrillerów, sensacji, inni do powieści historycznych.



Opowieść osadzona na dobrze przedstawionej podbudowie historyczno-socjologicznej, wartko poprowadzona, nieco awanturnicza, przygodowo-marynistyczna, z romansem w tle. Mocną (i ciężką w sensie emocjonalnym) stroną książki są realistycznie i bardzo drobiazgowo opisane warunki pracy w szkockich kopalniach w XVIII wieku, niewolniczy wyzysk, walka górników o przetrwanie, przy czym górnikami są także kobiety i dzieci już od siódmego roku życia. Drugi ważny aspekt to niezwykle wyraziści bohaterowie, z którymi w jakimś stopniu łatwo nam się utożsamić, a w każdym razie wzbudzają silną empatię i ciekawość czytelnika - jak poradzą sobie w tak niesprzyjających warunkach. W kolejnych rozdziałach akcja przenosi się do Anglii, a następnie do Ameryki. Wątek romantyczny jest co prawda mało realistyczny (romans pochodzącej z wyższych sfer panny z niewolnikiem (a później - skazańcem), jednak po pełnych niewyobrażalnego okrucieństwa scenach z kopalni i transportu niewolników, czytelnik z ulgą przyjmuje te budzące nadzieję, pozytywne akcenty. W sumie - powieść mocno wciągająca i dobrze napisana. 

  • KEN FOLLET - "Człowiek z Sankt Petersburga". Wydawnictwo Albatros, 2010r, str. 400.



Książka uznana za jeden z najważniejszych thrillerów szpiegowskich XX wieku. Znakomicie przedstawiona sytuacja polityczna tuż przed pierwszą wojną światową - sufrażystki, początki kariery Winstona Churchilla, prowadzącego negocjacje z Rosją, doskonale przedstawione realia epoki. W tych okolicznościach pojawia się rosyjski anarchista, którego misją jest zgładzenie księcia Orłowa i tym samym zerwanie rozmów o sojuszu Wielkiej Brytanii z Rosją przeciwko rosnącej potędze Niemiec. Wszystkie służby w Londynie postawiano na nogi i rozpoczyna się obława na zamachowca.  A w tle poplątane ludzkie losy, zakazana miłość, trudne życiowe wybory. Historia bardzo mnie wciągnęła, to z pewnością jest świetna powieść, zarówno w treści, jak i w warstwie językowej - czyta się lekko, z przyjemnością, trudno się oderwać. No nie wiem, co ja za uraz miałam do tego Folleta...? Muszę sięgnąć po inne książki tego autora.


*****


  • LUANNE RICE - "Bezpieczna przystań". Seria "Książki wybrane Reader's Digest", wyd. Reader's Digest Przegląd sp. z o.o., 2007r, str. 592 całość, wybrana pozycja ma w tym tomie 130 str.


A oto dziwne zjawisko księgarskie, z którym się dotąd nie spotkałam - seria "Książki wybrane Reader's Digest". Mamy w tej serii do czynienia z trochę dziwacznym zabiegiem, polegającym na wydawaniu w jednym tomie zestawów skróconych wersji książek. W każdym tomie serii są cztery takie okrojone pozycje. Ich lektura daje oczywiście jakieś pojęcie o wersji pełnej, ale jednak nie do końca wiadomo czym kierował się redaktor skrótu, co wyciął, co jakoś po swojemu przeinaczył. Ile w tym dziele autora, a ile redaktora, no i co straciliśmy, czytając ten niby-bryk, zamiast pełnej powieści... W dodatku nigdzie w książce nie znalazłam wzmianki, że są to tak przeredagowane teksty, więc pewnie wiele osób pozostaje nieświadomych, że ma do czynienia ze streszczeniem. Ja sama dopiero czytając opinie na "Lubimy czytać" dowiedziałam się, że nie są to pełnowartościowe powieści.

W tomie, który wzięłam do czytania, są skróty czterech powieści: "Afgańczyk" F. Forsytha, "Bezpieczna przystań" L. Rice, "Posłanniczka prawdy" J. Winspear i "Zew natury" G. Grieva. Przejrzałam wszystkie, ale tylko "Bezpieczna przystań" wciągnęła mnie na tyle, że zdecydowałam się przeczytać ją w całości. Mąż polecał mi "Afgańczyka", ale tematyka zupełnie mi nie odpowiadała. 

"Bezpieczna przystań" nie ma zbyt dobrych recenzji, ktoś ją określił jako straszny gniot i byle jakie romansidło. No cóż, może nie jest to wysokich lotów literatura, ale aż tak nisko bym jej nie oceniła, z tym że, jak wspomniałam, miałam do czynienia tylko ze SKRÓTEM powieści. Przeczytałam ją co prawda bez wielkiej ekscytacji, jednak z pewną przyjemnością i zaciekawieniem. Może po prostu miałam akurat zapotrzebowanie na tego typu literaturę. Nie zaliczyłabym zresztą tej książki jednoznacznie do romansu, chociaż jest tutaj dość wyraźny wątek miłosny. Nie jest to jednak główny temat - sprawa jest bardziej skomplikowana...

Dwie siostry - Lily i Dana, prowadzą kurs żeglarski dla dzieci. W czasie finałowego wyścigu dochodzi do wypadku z udziałem ośmioletniego Sama, któremu Dana ratuje życie. Wiele lat później ich drogi znowu się skrzyżują, w zupełnie innych okolicznościach. Lily wraz z mężem właśnie zginęli w czasie rejsu, osierocając dwie córki. Dana, która jest odnoszącą sukcesy malarką, czuje się zobowiązana do opieki nad siostrzenicami, co wywraca jej życie do góry nogami. Relacje między ciotką a każdą z dziewczynek układają się rozmaicie, Dana próbuje zastąpić im matkę i jednocześnie poukładać własne życie, dziewczynki mają swoje tajemnice, a w życiu ich trzech nagle pojawia się dorosły już Sam. Autorka interesująco odmalowała portrety psychologiczne osieroconych dzieci, ich tęsknoty i rozterki, wewnętrzne rozdarcie Dany, walczącej z własną niemocą artystyczną i jednocześnie szukającą drogi do umysłów i serc małych dziewczynek, jej wątpliwości wobec niespodziewanej miłości... Nie ma tu emocjonującego rollecoastera typowego dla romansów autorek pokroju Nory Roberts, ale jest wciągająca, bardzo realistycznie opowiedziana historia z życia, w której przeplatają się losy, pragnienia i marzenia kilkorga bohaterów.

*****


No i kolejne tomy pióra królowej kryminału, z jubileuszowej serii Wydawnictwa Dolnośląskiego, zapoczątkowanej w stulecie urodzin pisarki. Miało być 10 tomów, jest już chyba z sześćdziesiąt, z czego połowę przeczytałam. Zauważyłam przy tym, że jak dawniej nie przepadałam za zarozumiałym Poirotem, to stopniowo nabrałam sympatii do tego ekscentrycznego jegomościa. Natomiast nie jestem fanką panny Marple, po iluś tam powieściach z jej udziałem nadal niezbyt ją lubię i mam wrażenie, że jest wymyślona trochę na siłę. A zatem pokrótce o kolejnych kryminałach Agathy Christie:



  • AGATHA CHRISTIE - "Zatrute pióro". Wydawnictwo Dolnośląskie, 2021r, str.192.
Młody lotnik po poważnym wypadku przyjeżdża do małego cichego miasteczka, aby oddać się rekonwalescencji i odpoczynkowi od zgiełku i problemów. Okazuje się jednak, że nie będzie mu dane zażywać spokoju, ponieważ zostaje wciągnięty w problemy miejscowej społeczności, nękanej od pewnego czasu przez autora anonimowych listów o bulwersującej treści. Jedna z adresatek tych anonimów popełnia wkrótce samobójstwo. Na scenę wkracza panna Marple i pomaga rozwiązać tajemnicę.

  • AGATHA CHRISTIE - "Zagadka Błękitnego Ekspresu". Wydawnictwo Dolnośląskie, 2022r, str.270.

Spodziewałam się czegoś w stylu i na miarę jednego z bestsellerów Agathy Christie, to jest "Morderstwa w Orient Ekspresie". No wiecie, na zasadzie podobieństwa tytułów, wyobrażałam sobie również podobny zarys fabuły. Tutaj jednak wygląda to zupełnie inaczej, w pierwszych rozdziałach poznajemy kolejno różnych bohaterów, których losy w jakiś sposób się połączą, a niektórzy z nich spotkają się w pewnym momencie w owym tytułowym Błękitnym Ekspresie. 

Milioner kupuje dla swojej ukochanej córki niezwykłej wartości naszyjnik z rubinów. Córka jednak ma skłonność do niebezpiecznych mężczyzn... Mężczyźni zaś nie zawsze lokują uczucia we właściwych kobietach. Wspaniale narysowane sylwetki wyrazistych bohaterów, romantyczne historie, bogactwo, wątek kradzieży przeplata się z morderstwem. Kto zabił, kto ukradł i czy te dwie sprawy się łączą? Oczywiście wszystko to wyjaśni nieoceniony Herkules Poirot.


  • AGATHA CHRISTIE - "Noc w bibliotece". Wydawnictwo Dolnośląskie, 2021r, str.208.

Świetnie opowiedziana historia, miło się czyta. Amatorzy ciężkich horrorów będą zawiedzeni, ale też przecież nie oczekuje się od pani Christie jedynie krwawych jatek :). Mimo, że oczywiście trup musi być. I jest, w dodatku zupełnie nieznany właścicielom domu, początkowo w ogóle nie wiadomo jakiej nitki się chwycić, jakim tropem podążać. W arystokratycznej posiadłości, w bibliotece pułkownika Bantry'ego, leżą zwłoki młodej dziewczyny, ubranej w dość tandetną wieczorową sukienkę. Na scenę wkracza jednak wezwana przez żonę pułkownika panna Marple. Jej szósty zmysł i umiejętność obserwacji pomagają rozwikłać tę dziwaczną tajemnicę.


  • AGATHA CHRISTIE - "Morderstwo w Boże Narodzenie". Wydawnictwo Dolnośląskie, 2020r, str.238.

Tym razem jednak zaskoczenie - ale na początek przytoczę Wam interesującą dedykację, jaką zamieściła w tej książce autorka:

"Drogi Jamesie! Zawsze należałeś do moich najwierniejszych i najżyczliwszych czytelników. Zmartwiłam się zatem srodze, gdy mnie skrytykowałeś. Narzekałeś, że moje morderstwa stają się zbyt wyrafinowane, by nie rzec - anemiczne. Pragnąłeś "solidnie krwawej zbrodni". Takiej, co do której nie mogłoby być wątpliwości, że jest morderstwem! To właśnie jest książka napisana specjalnie dla Ciebie. Mam nadzieję, że Ci się spodoba. Twoja kochająca szwagierka Agatha".

No i nie da się zaprzeczyć - to jest rzeczywiście krwawa zbrodnia! Złośliwy stary milioner Simeon Lee zaprasza na Święta cała swoją rozsianą po świecie rodzinę. Nie wszyscy utrzymywali z nim jakiekolwiek kontakty w ostatnich latach, pojawiły się też osoby niemal nikomu nie znane. Wszyscy spodziewają się wiadomości o dyspozycjach co do podziału majątku, jednak zanim do tego dojdzie, okazuje się, że milioner został zamordowany, a z jego sypialni zniknęły diamenty. Tajemnic jest więcej, do akcji wkracza więc - oczywiście - detektyw Poirot.


  • AGATHA CHRISTIE - "Wigilia Wszystkich Świętych". Wydawnictwo Dolnośląskie, 2021r, str 240.

Przyjęcie halloweenowe dla dzieci, organizowane przez rodziców i nauczycielki, z dużym rozmachem i wieloma atrakcjami. I w trakcie tej imprezy, wśród zamieszania, okazuje się, że została zamordowana jedna z dziewczynek bawiących się w wyławianie jabłek z wiadra z wodą. Utopiono ją w tym wiadrze, ponieważ na samym początku zabawy powiedziała, że widziała kiedyś morderstwo. Jest więc sprawa morderstwa dziecka i sprawa tajemniczego morderstwa z przeszłości. Oczywiście musi zająć się tym Poirot. Na początku nie czytało mi się tego dobrze, za dużo było tych szczegółów dziecięcych zabaw i takich na pozór nie związanych z sednem sprawy, no ale wiadomo - Christie nie pisze takich rzeczy na próżno, gdzieś w tym wszystkim tkwi nić prowadząca do rozwikłania tajemnic.


  • AGATHA CHRISTIE - "Morderstwo odbędzie się". Wydawnictwo Dolnośląskie, 2022r, str. 288.

W miejscowej gazecie ukazuje się ogłoszenie o zdumiewającej treści: " Morderstwo odbędzie się... " i tutaj dokładny czas i miejsce. Zaintrygowani mieszkańcy pod różnymi pretekstami udają się z wizytą do pani Blacklock, której adres podany był w ogłoszeniu. W trakcie spotkania rzeczywiście dochodzi do morderstwa. Następuje awaria światła, otwierają się drzwi, ktoś strzela... Na pomoc w rozwikłaniu zagadki przychodzi panna Marple, specjalistka od analizy ludzkich charakterów. 




Z opisanych tutaj książek autorstwa Christie najbardziej podobała mi się ta ostatnia. Lubię takie odkrywanie tajemnic ludzkiej natury. Najmniej przypadła mi do gustu "Wigilia Wszystkich Świętych", jakoś ta historia mnie nie wciągnęła. Natomiast z całego zestawu, który dzisiaj Wam zaprezentowałam, molom książkowym poleciłabym jednak Folleta. Jeśli ktoś lubi historię, to na pierwszy ogień "Człowiek z Sankt Petersburga", jeśli wolicie nieco mroczne opisy tragicznych ludzkich losów, to "Uciekinier". A ja udaję się na poszukiwania kolejnych tomów Folleta, zacznę od mężowskiej biblioteczki, bo pewnie coś tam znajdę ;).

A na koniec fota kota, czyli to co zimową porą kotecki lubią najbardziej - Kocia śpiąca w pozycji zwisającej na brzegu łóżka:




I zbliżenie na pazury naszej delikatnej, eterycznej kociej księżniczki:


*****

28 komentarzy:

  1. Książka z serii Reader's Digest to pierwsza jaką kupiłam w amerykańskim antykwariacie i przez lata prenumerowałam czasopismo, to tak jak Literatura na Świecie. Czytałam kiedyś Folleta, coś o szpiegu wojennym, pamiętam że mi się podobała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, trzeba to traktować jak czasopismo o książkach. Z tym, że powinno to być jasno napisane gdzieś na okładce, wklejce, czy w innym miejscu w tym "czasopiśmie". A niestety nie ma o tym nigdzie wzmianki, w każdym razie w tej polskiej wersji - obszukałam bardzo dokładnie, kiedy dowiedziałam się o tym fakcie przypadkiem, z komentarzy innych czytelników. A po Folleta na pewno jeszcze sięgnę, te dwie książki bardzo mi się spodobały.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  2. Jakoś nie przekonuje mnie wydawanie fragmentów książek, zwłaszcza bez informacji na ten temat. Ale rozumiem, że mogłoby to służyć, jako zachęta do sięgnięcia po całość, no ale, skoro nie wiadomo, że to co się czyta nie jest całością, to jak tu sięgać. Mój brak przekonania wynika też zapewne po części stąd iż nie przepadam za opowiadaniami, które dla mnie są też takim fragmentem całości, mimo, iż autor widzi to inaczej.
    Co do Folleta też wydawał mi się mniej wartościowym pisarzem bestsellerów, a bestseller od razu niesie skojarzenie z literaturą niższych lotów.
    Agatę zawsze lubiłam, a ostatnio przypomniałam sobie mistrzowski kryminał (choć ja nazwałabym go thrillerem) I nikogo już nie było, który nieodmiennie nazywam Wyspą Dziesięciu murzynków (dziś używa się politycznie poprawnego nazewnictwa Wyspa Dziesięciu Żołnierzyków. Są zwolennicy Poirota, są zwolennicy Panny Marple ale nie da się zaprzeczyć, że I nie było już nikogo to jedna z najlepszych powieści Agaty.
    Ja bardzo lubię Pannę Marple, ale to dzięki ekranizacji brytyjskiej i odtwórczyniom głównych ról (było ich trzy z tego co pamiętam), gdyż nie czytałam ani jednej pozycji z panną Marple (dziwne, bo sporo przeczytałam książek Agaty. A może też nie pamiętam, jak ty. Też możliwe. Jak wiele się zaciera w pamięci po tylu latach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmienia się też prawdopodobnie nasze podejście do tych dawno temu przeczytanych lektur, bo mamy inne niż kiedyś doświadczenia, inną wrażliwość, inne potrzeby itd.
      Ten tytuł "I nie było już nikogo" całkiem mnie zmylił, kupiłam książkę będąc przekonaną, że jej jeszcze nie czytałam, a że była wydana na początku tej jubileuszowej serii, to za bardzo się nie wczytywałam w opis, tylko kupiłam i już (pisałam kiedyś na blogu o tej książce). I jakież było moje zdziwienie zaraz po kilku stronach czytania - przecież ja to znam, ale to chyba było Dziesięciu Murzynków?! Ta zmiana jest dla mnie kompletną głupotą, bo to trochę jak z pomysłem wycofania z wykazu lektur "W pustyni i w puszczy", bo tam jest dużo treści o niewolnikach, a to takie niepoprawne... No tak, a literaturę wojenną, obozową, to można po staremu czytać? I te wszystkie inne o zbrodniach, gwałtach, torturach itd...? To jest ok? Tak kiedyś było i te stare książki są świadectwem tamtych czasów, nie powinno się w ich treści czy tytułach niczego zmieniać.
      A opowiadań też nie lubię, są jak jakieś takie niedokończone historie :).

      Usuń
    2. Wycofano W pustyni i w puszczy z powodu murzynków? a to heca. To i jądro ciemności należałoby wycofać, bo tam z tego co pamiętam też występują murzyni, nie Afroamerykanie. Zresztą, jak mogliby być afroamerykanami, skoro żyli w Afryce. A więc raczej Afrykanie. Swoją drogą nie widzą nic pejoratywnego w określeniu murzyn, już bardziej pejoratywne wydaje mi się określenie żyd, choć tu akurat chyba nikt nie protestuje. Tak samo nie jestem za burzeniem PKiN który choć jest darem wrogiego narodu to jest też znakiem czasu, symbolem tamtych lat i punktem orientacyjnym w stolicy.

      Usuń
    3. Ostatecznie przeniesiono na listę lektur nieobowiązkowych. Nie tyle z powodu murzynków jako rasy, co kwestii niewolnictwa i rasizmu. Tak przecież wtedy było, więc też nie rozumiem, dlaczego młodzież nie powinna czytać tak wspaniałej powieści, skoro w innych obowiązkowych lekturach są bardziej drastyczne sceny. Jakiś czas temu sprawdzałam, o co chodzi z tymi negatywnymi skojarzeniami z określeniem Murzyn (murzyn). Okazuje się, że słowo to funkcjonowało w Polsce już od paru stuleci i prawdopodobnie pochodziło od słowa murzyć=czernić. Czyli oznaczało osobę czarnoskórą, bez negatywnych konotacji. Dopiero całkiem niedawno zaczęto używać tego określenia w sensie pejoratywnym, oznaczającym człowieka "gorszego", od czarnej roboty itp (pisane z małej litery). Ale żeby aż zakazywać używania tego słowa, to chyba przesada. Żyd natomiast - z tego co kojarzę -pochodzi chyba od imienia Juda i też zupełnie nie wiem, dlaczego miałoby to mieć jakieś negatywny ciężar. To, że nie wszyscy Żydów lubią, to już zupełnie inna kwestia. Tak na marginesie - czytam właśnie książkę Zychowicza "Izrael na wojnie - 100 lat konfliktu z Palestyńczykami". Trudno pozostać obojętnym po takiej lekturze... opowiem o tej książce w najbliższym czasie. Co do PKiN - jestem tego zdania co Ty.

      Usuń
  3. Podczas ostatniego pobytu w Polsce kupiłem sobie parę książek. Folleta miałem w rękach i byłem zdecydowany na zakup jednej z jego pozycji. Polecił mi go bliski znajomy. Musiałem jednak zrezygnować z zakupu, bo chciałem Twardocha, Tyrmanda, Takarczuk, Kinga. Niestety miałem ograniczone możliwości wagowe i musiałem odrzucić te cięższe pozycje. Tyrmand mnie zaciekawił w związku z jego cenzurą przez władze PRL. To pozycje napisane w latach pięćdziesiąt. Czytając Tyrmanda i Twardocha nie mogłem się nadziwić jak bardzo zmieniła się literatura na przestrzeni czasu. Tyrmand gdyby pisał dzisiaj chyba nie byłby aż popularny, ale to, że był cenzurowany zaciekawia czytelników. Fajnie się to czyta, chociaż trochę, czasami, zbyt dużo opisów. Twardocha to bardzo interesująca postać. To co pisze jest dość ciężkie, ale warto poznać jego prozę, oczywiście jest to coś co nie każdy będzie w stanie zaakceptować. Za to Tokarczuk mnie zakoczyla. Po recenzjach „Ksiąg Jakubowych” byłem przekonany, że to zbyt ciężka proza dla mnie. No i kompletne zaskoczenie. Przeczytałem dwie pozycje i będę kupował dalej. Boję się Ksiąg Jakubowych, ale krótkie opowiadania sa, według mnie, rewelacyjne.
    Tyle na pierwszy komentarz. Zobaczymy czy przejdzie.
    Marek z E

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, udało się :))). Doceniam Twój wysiłek! Chyba muszę sobie przypomnieć Tyrmanda, zwłaszcza powieści, bo zapisał mi się w pamięci głównie za sprawą jazzu. "Złego" owszem czytałam, ale emocji nie pamiętam, może dzisiaj inaczej to odbiorę. Twardoch zaś dawno temu czytany jakoś mnie nie urzekł, ale czasem warto wrócić do niektórych lektur, człowiekowi się zmienia podejście. Ja teraz czytam zupełnie inne książki niż dziesięć czy piętnaście lat temu. Tokarczuk pierwsze książki czytałam z zapartym tchem, to były jedne z ulubionych lektur, później mi jej pisarstwo przestało pasować. Czytałam te Księgi Jakubowe, ale to już był inny okres mojego czytelnictwa i nie porwały mnie, chyba nastąpił jakiś przesyt. Gdyby Tokarczuk napisała je dekadę wcześniej, to pewnie piałabym z zachwytu :). A opowiadań to ja w ogóle nie lubię, wydają mi zawsze jakieś niekompletne, niepełne, ubogie. Wolę powieści, długaśne i rozbudowane historie, ewentualnie eseje, no i literaturę faktu.
      Serdeczności!

      Usuń
  4. Moje gusta czytelnicze non stop się zmieniają. Kiedyś nie czytałam kryminałów, thrillerów - teraz w zasadzie tylko po nie sięgam. Przeplatam biografiami, bo te lubię bardzo i tak mam, że czytam kilka książek na raz, ale w całkowicie odmiennym stylu. Lubię też wracać do dawniej czytanych powieści i mam takie, które czytam co kilka lat.
    Widziałam też węża w poprzednim poście - cudowna praca Małgosiu. Wpadłam na chwilkę tylko, bo u mnie dzieje się, dzieje i czas ucieka mi przez palce bardzo:) Uściski przesyłam:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja rzadko czytam na raz po kilka książek, ale akurat teraz mam "w czytaniu" jedną trudną pozycję i muszę ją sobie przeplatać z lżejszą lekturą. W najbliższym czasie opowiem o moich nieco innych książkach, niż te, o których zwykle tu piszę. Całkiem inna tematyka. A zainteresowania oczywiście też mi się co jakiś czas zmieniają :).
      Izuniu, dziękuje, że znalazłaś chwilkę :). Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
  5. Folletta lubię i właśnie Filary ziemi mnie zachęciły do tego autora, chociaż przyznaję, że jeszcze nie czytałam ostatniego tomu. Christie wielbię za niesamowicie dobrze oddane tło, za małe smaczki w opisach zwyczajów danych postaci i za samych bohaterów.
    Bezpieczną przystań też czytałam tę wersję i nie zachwyciła mnie. Niestety zbyt przewidywalne i takie miałkie.

    Życzę kolejnych dobrych lektur.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą co do Bezpiecznej przystani, ale od czasu do czasu potrzebuję takiej lekkiej literatury z dobrym zakończeniem, podobnie jak raz na jakiś czas oglądam komedie romantyczne, gdzie z góry wszystko wiadomo :). Filary ziemi natomiast muszę jeszcze raz wziąć do czytania, bo już sama nie pamiętam, co mnie tak od tego Folleta odrzuciło. A może wtedy nie był dobry czas akurat na taką lekturę? Zagadka dla mnie samej, do wyjaśnienia :). Czytam dużo książek różnego rodzaju, jedną po drugiej, czytam w dodatku bardzo szybko, więc zdarza się, że po paru miesiącach jakieś pozycje mylę, albo nie pamiętam tytułu czy autora. Za pół roku na pewno nie będę pamiętać nazwiska Rice. No i jak widać z tego zestawienia, te lektury bywają bardzo odmienne, przeplatam sobie cięższe gatunki z lekkimi, czasem zależy to od nastroju, czasem jakaś tematyka mi się znudzi, a czasem po prostu chcę sprawdzić czym się tam ktoś zachwycał albo bulwersował. No i fajnie, że jest tyle książek i mam w czym wybierać :).
      Pozdrawiam serdecznie i również życzę Ci przyjemności z czytania :).

      Usuń
  6. Nie pamiętam, co spowodowało, że sięgnęłam po Filary Ziemi. Nie znałam tego autpra, ale książka mnie tak wciągnęła, że praktycznie przestałam funkcjonować normalnie, dopóki nie skończyłam. A trochę to trwało, bo raz że dość długa, a dwa - to czytałam tłumaczenie japońskie. Nie przepadam za historycznymi powieściami, a do tego opisującymi XII wiek. Ale nie mogłam się oderwać i nawet kupiłam na własność, żeby mieć czas na czytanie, bo biblioteka daje tylko 14 dni. Tłumaczenie było doskonałe. Drugiej części (Świat bez końca) przetłumaczonej przez inną osobę nie doczytałam do końca. Nie podeszło mi tłumaczenie, a może po prostu straciłam zainteresowanie?
    Zachęciłaś mnie do przeczytania Człowieka z Sankt Petersburga. Muszę sprawdzić, czy jest u mnie dostępna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to prawda, że bardzo dużo zależy od tłumacza, zauważyłam to przy paru książkach, które czytałam w różnych tłumaczeniach. Muszę wrócić do tych Filarów Ziemi, bo zupełnie nie pamiętam co mnie tam zniechęciło, bardzo możliwe że tak ogólnie ten XII wiek, bo to też nie jest moja ulubiona epoka, czasem fabuła jest ciekawa, ale ogólny nastrój jakiś przygnębiający... Mam książkę w domu, tzn. jest w biblioteczce męża, więc nawet zaraz się za nią zabiorę, chociaż mam już trzy inne pozycje odłożone do czytania :).

      Usuń
  7. Nie znam książek ale zachęcająco piszesz o nich szczególnie kryminałach bo te lubię. Pozdrawiam :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś tak ostatnio właśnie sporo kryminałów mi się trafiło :). Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  8. Bardzo, bardzo lubię Folleta i Christie. Inne książki, o których piszesz też wydają się ciekawe i warte przeczytania. Jednak z powodu choroby mam tak wielkie zaległości w czytaniu, że szok! więc na razie nic nie dopisuję na listę 'do przeczytania':-) Zostawiam mizianki dla kici i pozdrawiam serdecznie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie zwykle choroba była okazją do nadrabiania zaległości w czytaniu, no ale to były co najwyżej jakieś przeziębienia, które można było po prostu "wyleżeć". Życzę Ci w takim razie szybkiego powrotu do zdrowia :). Christie zawsze lubiłam, a teraz czytam po kolei wszystko, co ukazuje się w jubileuszowej serii, natomiast Folletta dopiero odkrywam i na pewno sięgnę po kolejne jego książki.
      Wszystkiego dobrego dla Ciebie i dla Puszka!

      Usuń
  9. kryminałów nie lubię ale opisujesz ciekawie;) Ale kotek cudny i z pazurem:):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Traktuję te książki raczej jako obyczajówki, wątek kryminalny jest dla mnie mniej istotny. Dziękuję w imieniu kotka za komplement :). Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  10. Folleta "przemielilam" wiele lat temu, już do niego nie wrócę. Nie wiedziałam, że aż tyle książek napisała Agatha... Pamiętam, że bardzo przeżyłam 10 murzynków.
    Podziwiam niezmiennie z jaką pieczołowitością potrafisz zgłębić każdy temat.:))
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Christie napisała ponad 90 powieści i sztuk teatralnych (ale głównie powieści), które wydano łącznie w ok. 2 miliardach (!) egzemplarzy. Myślę, że przeczytam wszystkie jej powieści, bo chociaż nie każda mnie zachwyca, to bardzo lubię jej styl. Z Follettem to zupełnie nie wiem, co mi się kiedyś nie podobało, że tak go omijałam, teraz nadrabiam te zaległości :). Pozdrawiam Cię, Celu, serdecznie!

      Usuń
  11. Spanie na krawędzi to kotki lubią najbardziej...
    Folleta nie czytałam, ale oglądałam ekranizację Filarów Ziemi - wszystkie trzy sezony, które miały każdy inny tytuł chyba. Epicka to była przygoda, ale czytać nie wiem czy bym dała radę. Ale pamiętam, że czekałam na nowe odcinki i szukałam ich wśzedzie :) minęło kilka lat... bym sobie przypomniała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się tak zastanawiam nad tym Folletem, to chyba właśnie film mnie zniechęcił, ale oglądałam jakiś fragment jak mąż sobie włączył i zupełnie mnie to nie wciągnęło, dlatego do książek też nie mogłam się zabrać. Na razie mam już kolejkę lektur do czytania, potem wezmę te Filary...

      Usuń
  12. Kryminałów w zasadzie nie czytam, ale lubię czytać Twoje interesujące opisy. Ja przeważnie czytam kilka książek na raz. Lubię biografie i reportaże, czasem coś lżejszego. Teraz czytam Zychowicza "Izrael na wojnie. 100 lat konfliktu z Palestyńczykami" oraz Kawaguchiego "Zanim wystygnie kawa". Przesyłam głaski dla kotecki :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie też czytam "Izrael na wojnie" :). I nawet planuję w kolejnym wpisie coś o tej książce napisać (i o paru innych). "Zanim wystygnie kawa" mam na liście do przeczytania, ale ta lista jest baaardzo długa, a doba taka krótka :))). Głaski przekazane!
      Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
  13. Folleta wymeczylam na studiach pamiętam. Ciężko mi się go czytało. Agathe mogłabym czytać bez końca. Mam gdzieś zapisane tytuły, które przeczytałam. Zapiszę te których nie znam. Najbardziej lubię te z Poirot. Obecnie najlepiej mi wchodzi Murakami oraz seria Miszczuk Szeptucha. Miłego wieczoru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z Christie też najbardziej lubię te historie z Poirot :). Natomiast Miszczuk cos tam kiedyś czytałam (nawet nie pamiętam tytułu), ale jakoś mi ta książka nie podeszła. Nie przepadam za fantasy, a ostatnio w ogóle najczęściej czytam literaturę faktu, biografie itp. Może kiedyś sięgnę po Miszczuk, gust się człowiekowi zmienia, może mi się spodoba :). Serdeczności przesyłam!

      Usuń

Jeśli Twój komentarz nie pojawił się od razu, to niestety wina nowej (gorszej) wersji bloggera, który z nieznanych mi powodów wrzuca niektóre komentarze do spamu - ale nie martw się, na pewno go znajdę i opublikuję :).