środa, 26 listopada 2025

Książki. Follett, Rice, Christie... duuużo Christie.

Obiecałam napisać trochę o książkach, które ostatnio czytałam. Może kogoś coś zaciekawi... Oczywiście było tego więcej, ale podzielę to na kilka odcinków, bo i gatunki, i tematyka były bardzo różne, a o niektórych pozycjach chcę trochę więcej opowiedzieć. Dzisiaj trzech autorów, za to książek trochę więcej.

Z jednym autorem, o którym dzisiaj chcę wspomnieć, zdarzyła się dziwna historia... W chwilach literackiej posuchy, kiedy akurat skończyłam coś czytać, nowe zamówienie dopiero zostało złożone, a ja szperam po domowych biblioteczkach w poszukiwaniu czegoś ciekawego do czytania, mąż czasem próbuje mnie zainteresować książkami ze swoich półek. Bo zwykle czytamy całkiem inną literaturę. U niego króluje historia, thrillery, czasem jakiś sentymentalny powrót do przygodówek z lat młodości, niekiedy współczesne obyczajówki, trochę fantazy. Podsuwane mi przez niego książki rzadko jednak znajdują moje uznanie. Przeglądam, czasem nawet zaczynam czytać, ale 9 na 10 odrzucam jako mało interesujące, zbyt agresywne lub przygnębiające, czasem infantylne, w każdym razie nie w moim typie. 

Niektóre nazwiska autorów omijam szerokim łukiem. I tak jakoś na tej czarnej liście znalazł się Follett. Nie pamiętam już dlaczego. No i niedawno właśnie jego książkę mąż mi podsunął, streszczając ją w kilku zdaniach, z dodatkiem, że dobrze się kończy ;). Był to "Uciekinier". Z braku lepszej lektury wzięłam tę książkę nieufnie, przejrzałam, zaczęłam czytać... No i okazało się, że to jest całkiem niezła opowieść. Przeczytałam ją w dwa wieczory, zatem jako kolejną lekturę mąż przyniósł mi również Folletta "Człowieka z Sankt Petersburga", mówiąc, że ja już ją kiedyś czytałam i jemu podsunęłam, a w ogóle chyba ja ją kupiłam. Ja??? Folletta??? no niemożliwe! Hmmm... a jednak... w miarę czytania uświadamiałam sobie, że faktycznie znam tę historię, chociaż kompletnie nie przypominałam sobie co tam dalej w niej było. Czytałam ją więc jak zupełnie nową książkę. Bardzo dziwne dla mnie doświadczenie, nigdy mi się takie zaćmienie umysłowe nie zdarzyło. A książka rzeczywiście świetna. Więc tym bardziej - skąd ten Follett na mojej czarnej liście??? Dziwna sprawa. Mam wrażenie, że próbowałam kiedyś podejść do "Filarów ziemi" i "Kryptonimu "Kawki", ale chyba nie dokończyłam lektury - być może to te pozycje mnie zniechęciły? Będę musiała do nich wrócić i jeszcze raz spróbować przeczytać. Ale przejdźmy do książek już przeczytanych...


  • KEN FOLLET - "Uciekinier". Wydawnictwo Albatros, 2016r, str. 480.

Mieszanka gatunkowa, którą jedni zaliczają do thrillerów, sensacji, inni do powieści historycznych.



Opowieść osadzona na dobrze przedstawionej podbudowie historyczno-socjologicznej, wartko poprowadzona, nieco awanturnicza, przygodowo-marynistyczna, z romansem w tle. Mocną (i ciężką w sensie emocjonalnym) stroną książki są realistycznie i bardzo drobiazgowo opisane warunki pracy w szkockich kopalniach w XVIII wieku, niewolniczy wyzysk, walka górników o przetrwanie, przy czym górnikami są także kobiety i dzieci już od siódmego roku życia. Drugi ważny aspekt to niezwykle wyraziści bohaterowie, z którymi w jakimś stopniu łatwo nam się utożsamić, a w każdym razie wzbudzają silną empatię i ciekawość czytelnika - jak poradzą sobie w tak niesprzyjających warunkach. W kolejnych rozdziałach akcja przenosi się do Anglii, a następnie do Ameryki. Wątek romantyczny jest co prawda mało realistyczny (romans pochodzącej z wyższych sfer panny z niewolnikiem (a później - skazańcem), jednak po pełnych niewyobrażalnego okrucieństwa scenach z kopalni i transportu niewolników, czytelnik z ulgą przyjmuje te budzące nadzieję, pozytywne akcenty. W sumie - powieść mocno wciągająca i dobrze napisana. 

  • KEN FOLLET - "Człowiek z Sankt Petersburga". Wydawnictwo Albatros, 2010r, str. 400.



Książka uznana za jeden z najważniejszych thrillerów szpiegowskich XX wieku. Znakomicie przedstawiona sytuacja polityczna tuż przed pierwszą wojną światową - sufrażystki, początki kariery Winstona Churchilla, prowadzącego negocjacje z Rosją, doskonale przedstawione realia epoki. W tych okolicznościach pojawia się rosyjski anarchista, którego misją jest zgładzenie księcia Orłowa i tym samym zerwanie rozmów o sojuszu Wielkiej Brytanii z Rosją przeciwko rosnącej potędze Niemiec. Wszystkie służby w Londynie postawiano na nogi i rozpoczyna się obława na zamachowca.  A w tle poplątane ludzkie losy, zakazana miłość, trudne życiowe wybory. Historia bardzo mnie wciągnęła, to z pewnością jest świetna powieść, zarówno w treści, jak i w warstwie językowej - czyta się lekko, z przyjemnością, trudno się oderwać. No nie wiem, co ja za uraz miałam do tego Folleta...? Muszę sięgnąć po inne książki tego autora.


*****


  • LUANNE RICE - "Bezpieczna przystań". Seria "Książki wybrane Reader's Digest", wyd. Reader's Digest Przegląd sp. z o.o., 2007r, str. 592 całość, wybrana pozycja ma w tym tomie 130 str.


A oto dziwne zjawisko księgarskie, z którym się dotąd nie spotkałam - seria "Książki wybrane Reader's Digest". Mamy w tej serii do czynienia z trochę dziwacznym zabiegiem, polegającym na wydawaniu w jednym tomie zestawów skróconych wersji książek. W każdym tomie serii są cztery takie okrojone pozycje. Ich lektura daje oczywiście jakieś pojęcie o wersji pełnej, ale jednak nie do końca wiadomo czym kierował się redaktor skrótu, co wyciął, co jakoś po swojemu przeinaczył. Ile w tym dziele autora, a ile redaktora, no i co straciliśmy, czytając ten niby-bryk, zamiast pełnej powieści... W dodatku nigdzie w książce nie znalazłam wzmianki, że są to tak przeredagowane teksty, więc pewnie wiele osób pozostaje nieświadomych, że ma do czynienia ze streszczeniem. Ja sama dopiero czytając opinie na "Lubimy czytać" dowiedziałam się, że nie są to pełnowartościowe powieści.

W tomie, który wzięłam do czytania, są skróty czterech powieści: "Afgańczyk" F. Forsytha, "Bezpieczna przystań" L. Rice, "Posłanniczka prawdy" J. Winspear i "Zew natury" G. Grieva. Przejrzałam wszystkie, ale tylko "Bezpieczna przystań" wciągnęła mnie na tyle, że zdecydowałam się przeczytać ją w całości. Mąż polecał mi "Afgańczyka", ale tematyka zupełnie mi nie odpowiadała. 

"Bezpieczna przystań" nie ma zbyt dobrych recenzji, ktoś ją określił jako straszny gniot i byle jakie romansidło. No cóż, może nie jest to wysokich lotów literatura, ale aż tak nisko bym jej nie oceniła, z tym że, jak wspomniałam, miałam do czynienia tylko ze SKRÓTEM powieści. Przeczytałam ją co prawda bez wielkiej ekscytacji, jednak z pewną przyjemnością i zaciekawieniem. Może po prostu miałam akurat zapotrzebowanie na tego typu literaturę. Nie zaliczyłabym zresztą tej książki jednoznacznie do romansu, chociaż jest tutaj dość wyraźny wątek miłosny. Nie jest to jednak główny temat - sprawa jest bardziej skomplikowana...

Dwie siostry - Lily i Dana, prowadzą kurs żeglarski dla dzieci. W czasie finałowego wyścigu dochodzi do wypadku z udziałem ośmioletniego Sama, któremu Dana ratuje życie. Wiele lat później ich drogi znowu się skrzyżują, w zupełnie innych okolicznościach. Lily wraz z mężem właśnie zginęli w czasie rejsu, osierocając dwie córki. Dana, która jest odnoszącą sukcesy malarką, czuje się zobowiązana do opieki nad siostrzenicami, co wywraca jej życie do góry nogami. Relacje między ciotką a każdą z dziewczynek układają się rozmaicie, Dana próbuje zastąpić im matkę i jednocześnie poukładać własne życie, dziewczynki mają swoje tajemnice, a w życiu ich trzech nagle pojawia się dorosły już Sam. Autorka interesująco odmalowała portrety psychologiczne osieroconych dzieci, ich tęsknoty i rozterki, wewnętrzne rozdarcie Dany, walczącej z własną niemocą artystyczną i jednocześnie szukającą drogi do umysłów i serc małych dziewczynek, jej wątpliwości wobec niespodziewanej miłości... Nie ma tu emocjonującego rollecoastera typowego dla romansów autorek pokroju Nory Roberts, ale jest wciągająca, bardzo realistycznie opowiedziana historia z życia, w której przeplatają się losy, pragnienia i marzenia kilkorga bohaterów.

*****


No i kolejne tomy pióra królowej kryminału, z jubileuszowej serii Wydawnictwa Dolnośląskiego, zapoczątkowanej w stulecie urodzin pisarki. Miało być 10 tomów, jest już chyba z sześćdziesiąt, z czego połowę przeczytałam. Zauważyłam przy tym, że jak dawniej nie przepadałam za zarozumiałym Poirotem, to stopniowo nabrałam sympatii do tego ekscentrycznego jegomościa. Natomiast nie jestem fanką panny Marple, po iluś tam powieściach z jej udziałem nadal niezbyt ją lubię i mam wrażenie, że jest wymyślona trochę na siłę. A zatem pokrótce o kolejnych kryminałach Agathy Christie:



  • AGATHA CHRISTIE - "Zatrute pióro". Wydawnictwo Dolnośląskie, 2021r, str.192.
Młody lotnik po poważnym wypadku przyjeżdża do małego cichego miasteczka, aby oddać się rekonwalescencji i odpoczynkowi od zgiełku i problemów. Okazuje się jednak, że nie będzie mu dane zażywać spokoju, ponieważ zostaje wciągnięty w problemy miejscowej społeczności, nękanej od pewnego czasu przez autora anonimowych listów o bulwersującej treści. Jedna z adresatek tych anonimów popełnia wkrótce samobójstwo. Na scenę wkracza panna Marple i pomaga rozwiązać tajemnicę.

  • AGATHA CHRISTIE - "Zagadka Błękitnego Ekspresu". Wydawnictwo Dolnośląskie, 2022r, str.270.

Spodziewałam się czegoś w stylu i na miarę jednego z bestsellerów Agathy Christie, to jest "Morderstwa w Orient Ekspresie". No wiecie, na zasadzie podobieństwa tytułów, wyobrażałam sobie również podobny zarys fabuły. Tutaj jednak wygląda to zupełnie inaczej, w pierwszych rozdziałach poznajemy kolejno różnych bohaterów, których losy w jakiś sposób się połączą, a niektórzy z nich spotkają się w pewnym momencie w owym tytułowym Błękitnym Ekspresie. 

Milioner kupuje dla swojej ukochanej córki niezwykłej wartości naszyjnik z rubinów. Córka jednak ma skłonność do niebezpiecznych mężczyzn... Mężczyźni zaś nie zawsze lokują uczucia we właściwych kobietach. Wspaniale narysowane sylwetki wyrazistych bohaterów, romantyczne historie, bogactwo, wątek kradzieży przeplata się z morderstwem. Kto zabił, kto ukradł i czy te dwie sprawy się łączą? Oczywiście wszystko to wyjaśni nieoceniony Herkules Poirot.


  • AGATHA CHRISTIE - "Noc w bibliotece". Wydawnictwo Dolnośląskie, 2021r, str.208.

Świetnie opowiedziana historia, miło się czyta. Amatorzy ciężkich horrorów będą zawiedzeni, ale też przecież nie oczekuje się od pani Christie jedynie krwawych jatek :). Mimo, że oczywiście trup musi być. I jest, w dodatku zupełnie nieznany właścicielom domu, początkowo w ogóle nie wiadomo jakiej nitki się chwycić, jakim tropem podążać. W arystokratycznej posiadłości, w bibliotece pułkownika Bantry'ego, leżą zwłoki młodej dziewczyny, ubranej w dość tandetną wieczorową sukienkę. Na scenę wkracza jednak wezwana przez żonę pułkownika panna Marple. Jej szósty zmysł i umiejętność obserwacji pomagają rozwikłać tę dziwaczną tajemnicę.


  • AGATHA CHRISTIE - "Morderstwo w Boże Narodzenie". Wydawnictwo Dolnośląskie, 2020r, str.238.

Tym razem jednak zaskoczenie - ale na początek przytoczę Wam interesującą dedykację, jaką zamieściła w tej książce autorka:

"Drogi Jamesie! Zawsze należałeś do moich najwierniejszych i najżyczliwszych czytelników. Zmartwiłam się zatem srodze, gdy mnie skrytykowałeś. Narzekałeś, że moje morderstwa stają się zbyt wyrafinowane, by nie rzec - anemiczne. Pragnąłeś "solidnie krwawej zbrodni". Takiej, co do której nie mogłoby być wątpliwości, że jest morderstwem! To właśnie jest książka napisana specjalnie dla Ciebie. Mam nadzieję, że Ci się spodoba. Twoja kochająca szwagierka Agatha".

No i nie da się zaprzeczyć - to jest rzeczywiście krwawa zbrodnia! Złośliwy stary milioner Simeon Lee zaprasza na Święta cała swoją rozsianą po świecie rodzinę. Nie wszyscy utrzymywali z nim jakiekolwiek kontakty w ostatnich latach, pojawiły się też osoby niemal nikomu nie znane. Wszyscy spodziewają się wiadomości o dyspozycjach co do podziału majątku, jednak zanim do tego dojdzie, okazuje się, że milioner został zamordowany, a z jego sypialni zniknęły diamenty. Tajemnic jest więcej, do akcji wkracza więc - oczywiście - detektyw Poirot.


  • AGATHA CHRISTIE - "Wigilia Wszystkich Świętych". Wydawnictwo Dolnośląskie, 2021r, str 240.

Przyjęcie halloweenowe dla dzieci, organizowane przez rodziców i nauczycielki, z dużym rozmachem i wieloma atrakcjami. I w trakcie tej imprezy, wśród zamieszania, okazuje się, że została zamordowana jedna z dziewczynek bawiących się w wyławianie jabłek z wiadra z wodą. Utopiono ją w tym wiadrze, ponieważ na samym początku zabawy powiedziała, że widziała kiedyś morderstwo. Jest więc sprawa morderstwa dziecka i sprawa tajemniczego morderstwa z przeszłości. Oczywiście musi zająć się tym Poirot. Na początku nie czytało mi się tego dobrze, za dużo było tych szczegółów dziecięcych zabaw i takich na pozór nie związanych z sednem sprawy, no ale wiadomo - Christie nie pisze takich rzeczy na próżno, gdzieś w tym wszystkim tkwi nić prowadząca do rozwikłania tajemnic.


  • AGATHA CHRISTIE - "Morderstwo odbędzie się". Wydawnictwo Dolnośląskie, 2022r, str. 288.

W miejscowej gazecie ukazuje się ogłoszenie o zdumiewającej treści: " Morderstwo odbędzie się... " i tutaj dokładny czas i miejsce. Zaintrygowani mieszkańcy pod różnymi pretekstami udają się z wizytą do pani Blacklock, której adres podany był w ogłoszeniu. W trakcie spotkania rzeczywiście dochodzi do morderstwa. Następuje awaria światła, otwierają się drzwi, ktoś strzela... Na pomoc w rozwikłaniu zagadki przychodzi panna Marple, specjalistka od analizy ludzkich charakterów. 




Z opisanych tutaj książek autorstwa Christie najbardziej podobała mi się ta ostatnia. Lubię takie odkrywanie tajemnic ludzkiej natury. Najmniej przypadła mi do gustu "Wigilia Wszystkich Świętych", jakoś ta historia mnie nie wciągnęła. Natomiast z całego zestawu, który dzisiaj Wam zaprezentowałam, molom książkowym poleciłabym jednak Folleta. Jeśli ktoś lubi historię, to na pierwszy ogień "Człowiek z Sankt Petersburga", jeśli wolicie nieco mroczne opisy tragicznych ludzkich losów, to "Uciekinier". A ja udaję się na poszukiwania kolejnych tomów Folleta, zacznę od mężowskiej biblioteczki, bo pewnie coś tam znajdę ;).

A na koniec fota kota, czyli to co zimową porą kotecki lubią najbardziej - Kocia śpiąca w pozycji zwisającej na brzegu łóżka:




I zbliżenie na pazury naszej delikatnej, eterycznej kociej księżniczki:


*****

niedziela, 23 listopada 2025

Listopadowe świętowanie.

Nie, nie, nie będzie ani o Wszystkich Świętych ani o Święcie Niepodległości, ale... po kolei. Najpierw moje najnowsze i w dodatku niedokończone... ekhm... dzieło, ze znanego Wam już cyklu "tego obrazu nie będzie".




Kolory, jak to u mnie, oczywiście od czapy, w realu mniej niebieskie (raczej ciemny grafit), żółtego nie ma tam wcale, tylko metaliczny złoto-mosiężny. Miało być więcej szczególików na mandalach, ale straciłam wenę i chyba już nic więcej z tym nie zrobię. To znaczy owszem, zrobię, ale mam na myśli utylizację bądź totalną przeróbkę. No i chyba jednak wrócę do malowania, bo trochę się zniechęciłam do tego typu prac plastycznych ;).




Takie tam, wiecie, wyklejanki. Coś w rodzaju kolażu, w którym główne role grają: mój ulubiony motyw mandali (niedokończony), krwisty kryształek, który chyba z dziesięć lat leżał sobie w szufladzie, a ja wciąż nie miałam na niego pomysłu, oraz żmija ulepiona z papier-mache. Całość powstała na podłożu malarskim 50x70 cm, które zostało mi po kilku nieudanych obrazach malowanych jeden na drugim. Wkurzyłam się po kolejnej porażce i uznałam, że skoro z malowaniem mi tutaj nie wyszło, to zrobię na tej płycie coś w całkiem innej technice. 




Jak zwykle zdjęcia przekłamują kolory, to wszystko jest bardziej stonowane, nie tak krzykliwe, no ale mój aparat nie radzi sobie z kontrastami (czerwień, złoto, grafitowe tło). Użyte zostały: farby akrylowe, klej wikol, ręczniki papierowe i inne papiery, folia aluminiowa, papier nacinany (z jakichś opakowań) jako żmijowa skóra, trochę tektury i drewniane rozpórki do blejtramów w roli elementów mandali, no i ten kryształek, od którego w zasadzie wszystko się zaczęło i dwie ozdobne szpilki z główkami jak ten kryształek, a z których powstały oczy żmii. Oraz moja wyobraźnia :). Tutaj szał tworzenia, czyli bałagan twórczy, z boku po prawej widać ten nacinany papier, który natchnął mnie do użycia w roli gadziej skóry:




Na początku miałam tylko ogólną koncepcję, szczegóły wymyślałam i dopracowywałam w trakcie pracy. Najwięcej kłopotu było ze skórą żmii - podobała mi się struktura tego papieru, ale problem był z pomalowaniem tego wodną farbą przy pomocy pędzla tak, żeby te fale-łuski nie oklapły. Musiałam to robić na raty, suszyć co chwila, znowu trochę podmalować itd. Mąż zapytał co to za mroczne klimaty wzięłam na tapet, trochę mnie zdziwił, bo co tu niby mrocznego, a on mówi - no ta żmija taka przepołowiona... Ekhm... no więc to miało stwarzać wrażenie, że żmija oplata ten obrazek i z jednej strony wychodzi na wierzch głowa, z drugiej koniec ogona, a reszta jest zawinięta za obrazem. No naprawdę... myślałam, że to jest oczywiste, a widocznie niezupełnie mi to wyszło zgodnie z planem :)))).

No w każdym razie pomysł był może ciekawy, w głowie miałam dość konkretną wizję, ale potem wszystko szło jak po grudzie. W związku z czym zabrakło mi już siły na dokończenie. Pokazuję jako ciekawostkę w temacie czym się bawię po pracy w długie jesienne wieczory ;).



*****

Na wielu blogach czytam narzekania, że pora roku do kitu, pogoda do kitu, nastrój do bani...  No bo listopad, późna jesień z chłodem, deszczem i długimi ciemnymi wieczorami i brak fajnych tradycji i popularnych świąt rozjaśniających mroki listopadowe. U mnie co prawda całkiem spoko, niewiele padało, całkiem ciepło do połowy miesiąca (do 15 stopni!), sporo słońca nawet. Tyle, że doba krótsza.

Jakiś czas temu pojawił się termin "jesieniara". Jesieniara to osoba, która uwielbia jesień, lub przynajmniej stara się ją oswoić - za pomocą relaksujących spacerów wśród kolorowych liści spadających z drzew, wieczorów spędzanych przy kominku, w zawoju z miękkiego kocyka, z kubkiem aromatycznej herbatki z przyprawami, w ciepłym przytulnym swetrze. Jak podaje AI - z czasem określenie nabrało głębszego znaczenia i oznacza kogoś, kto docenia zwolnienie tempa, komfort, domowe rytuały i jesienną, lekko melancholijną estetykę. 

Może nie określiłabym siebie jako jesieniarę, bo nie mam jakichś szczególnych rytuałów, nie celebruję przesadnie parzenia herbaty, zawijania się w kocyki i zapalania świec, ale tak zwyczajnie - lubię jesień, zarówno tę złotą polską jesień ze słońcem i szaleństwem kolorów opadających z drzew liści, jak i długie, ciemne wieczory listopada, mgły i pierwszy szron, deszcz i krakanie wron. Ale na jednym z zaprzyjaźnionych blogów była niedawno mowa o tradycjach i świętach w okresie pomiędzy Halloween a Bożym Narodzeniem - no fakt, jak tylko znikną z wystaw sklepowych dynie i sztuczne kościotrupy, to mamy już dekoracje bożonarodzeniowe, czasem nawet leci to równolegle, mikołajki i bombki, a obok szkieletory. Ale listopad ciemny, zimny - i brak powszechnych imprez doskwiera. Są rozmaite lokalne wydarzenia, branżowe święta, ale na ulicach i w domach nie widać pomysłu na ubarwienie i rozweselenie tego miesiąca, żadnych komercyjnych zalewów dekoracji. Posprawdzałam więc w kalendarzu co my tam mamy i czy przynajmniej znajdą się jakieś okazje do kameralnego świętowania, choćby z rodziną czy przyjaciółmi. Listopad już się zaraz skończy, ale parę dni jeszcze zostało, no i może się to przyda na przyszły rok. Tak więc - od początku:

Halloween w zasadzie przypada na 31 października, wchodzimy jednak w listopad z przytupem, bo dekoracje są dość powszechne, dynie, świece, bukiety wrzosów i chryzantem, ale też zjawy, kościotrupy i pająki (o ile ktoś lubi takie klimaty), w wielu domach odbywają się domówki zarówno dla dorosłych jak i dla dzieci, z odpowiednio straszliwym entouragem oczywiście, przeciągające się aż do 1 listopada. Czyli całkiem niezły imprezowo początek. Pomijam już fakt, że w moim odczuciu same Zaduszki powinno się świętować w stylu meksykańskim, no ale chyba jestem jednak wciąż w mniejszości. Poszperałam w internetach - co też my tam dalej mamy...? 

Listopadowe nietypowe święta:

  • 1 listopada: Światowy Dzień Wegan
  • 3 listopada: Hubertus, czyli Święto Myśliwych
  • 3 listopada: Dzień Gospodyni Domowej
  • 3 listopada: Dzień Kanapki
  • 4 listopada: Dzień Taniego Wina
  • 5 listopada: Międzynarodowy Dzień Postaci z Bajek
  • 6 listopada: Dzień Saksofonu
  • 7 listopada: Dzień Kotleta Schabowego
  • 7 listopada: Światowy Dzień Feministek
  • 8 listopada: Europejski Dzień Zdrowego Jedzenia i Gotowania
  • 8 listopada: Dzień Cappuccino
  • 8 listopada: Dzień Zdrowego Śniadania
  • 9 listopada: Światowy Dzień Gry Wstępnej
  • 9 listopada: Międzynarodowy Dzień Łamańców Językowych
  • 10 listopada: Dzień Jeża
  • 11 listopada: Dzień Świętego Marcina (rogale!)
  • 11 listopada: Dzień Singli 
  • 12 listopada: Światowy Dzień Drwala 
  • 13 listopada: Dzień Placków Ziemniaczanych
  • 13 listopada: Światowy Dzień Dobroci
  • 13 listopada: Dzień Biznesmena
  • 14 listopada: Dzień Seniora
  • 15 listopada: Dzień Slipek
  • 16 listopada: Międzynarodowy Dzień Tolerancji
  • 16 listopada: Dzień Wiedźm
  • 17 listopada: Dzień Czarnego Kota
  • 17 listopada: Światowy Dzień Studenta
  • 17 listopada: Dzień Baklawy
  • 18 listopada: Dzień Myszki Miki
  • 18 listopada: Światowy Dzień Bicia Rekordów
  • 20 listopada: Światowy Dzień Rzucania Palenia Tytoniu (trzeci czwartek listopada)
  • 20 listopada: Dzień Absurdu
  • 20 listopada: Święto Wina Beaujolais Nouveau (trzeci czwartek listopada)
  • 21 listopada: Światowy Dzień Życzliwości i Pozdrowień
  • 22 listopada: Dzień Kredki
  • 23 listopada: Dzień Espresso
  • 24 listopada: Dzień Buraka
  • 24 listopada: Dzień Morsa (zarówno morskiego ssaka jak i miłośników zimnych kąpieli)
  • 24 listopada: Dzień Sardynek
  • 24 listopada: Katarzynki
  • 25 listopada: Dzień Pluszowego Misia
  • 26 listopada: Dzień Ciasta
  • 26 listopada: Światowy Dzień Drzewa Oliwnego
  • 28 listopada: Dzień Bez Zakupów
  • 28 listopada: Dzień Pocałunków
  • 29 listopada: Andrzejki
  • 30 listopada: Dzień Białych Skarpetek
  • 30 listopada: Dzień Niebieskiej Czapki

Jest tego więcej, ale pominęłam większość świąt religijnych, branżowych, politycznych i temu podobnych. W każdym razie - świąt ci u nas dostatek, tyle tylko, że nie są powszechnie obchodzone. Dla mnie najfajniejsze to oczywiście te różne kulinarne, a zauważcie, że jest ich w listopadzie całkiem sporo. Dalej - Dzień Czarnego Kota, Dzień Kredki, Dzień Pluszowego Misia, Dzień Saksofonu (bo lubię) i tak dalej, świętować można niemal co dnia. 

W mojej okolicy od wielu lat całkiem hucznie obchodzony jest Hubertus. Na pobliskim zamku odbywają się rozmaite imprezy - kiermasze, rekonstrukcje walk rycerskich, zawody w strzelaniu z łuku, koncerty, jazdy i zawody konne, kulinarne szaleństwa z dziczyzną w roli głównej itp, ale jakoś tak ideologicznie mi z myśliwymi nie po drodze. Bywałam tam, jak synek w czasach szkolnych bawił się w rycerstwo, bo jak już uszyłam te siermiężne koszule i uplotłam z miliona metalowych kółek kolczugę, to trzeba było to zobaczyć w "boju" :).

Dzień Placków Ziemniaczanych uczciłam należycie, na Dzień Seniora upiekłam tartę tatin i z zaprzyjaźnionymi seniorami zostało odkorkowane do niej pyszne włoskie Fragolino,  potem było świętowanie z baklawą u znajomych Chorwatów (za samą baklawą w wersji bałkańskiej nie przepadam, ale nasi znajomi robią ją w wersji pod Polaków, mniej słodką, no i było też dużo innego chorwackiego jedzonka), beaujolais nouveau - no cóż, też nie jestem fanką, ale pół kieliszka pro forma można wypić na początek imprezy, a potem przejść do nieco ciekawszych win oraz innych trunków, z odpowiednią zakąską, ma się rozumieć. Co nam jeszcze zostało w kalendarzu? -  Dzień Buraka może nie brzmi interesująco, ale jakieś przyjątko z barszczykiem, sałatką buraczkową, sokiem z buraków i ćwikłą do dań mięsnych da się zorganizować, no i dzisiaj Dzień Espresso a potem Dzień Ciasta - to hohoho! ale będzie rozpusta! Że nie wspomnę o Andrzejkach czy Katarzynkach :). Nawet Dzień Sardynki czy Drzewa Oliwnego można przeobrazić w kulinarną imprezę i całkiem dobrze się bawić.

W grudniu postaram się wpaść tutaj na początku miesiąca i podrzucę Wam grudniowe propozycje z nietypowego kalendarium. No to - miłego świętowania! 

*****