czwartek, 23 września 2021

Pomysł na mandalę nie zawsze kończy się mandalą.

Tak mnie jakoś pewnego dnia naszło, żeby "machnąć" sobie mandalę. Bo dawno mandali nie tworzyłam, a przecież to jeden z moich ulubionych motywów. I piórka akurat przyniosłam ze spaceru... 



Swoją drogą - ależ pięknie zaczął się ten wrzesień! Jeszcze kilka dni temu było ciepło i słonecznie, prawdziwa polska złota jesień!... Trochę się teraz zepsuło, zimny tydzień, ale liczę jeszcze na złoty październik :).




No więc na tym spacerze przyszła mi do głowy myśl, żeby zrobić mandalę z piórkami... Do tego tekturka... Pomysł wykorzystania piórek i tektury odgapiłam od Jyoti - niezwykle twórczej i energicznej, zawsze uśmiechniętej artystki - http://jyoti789.blogspot.com/. Uwielbiam jej mandale, ale Joasia tworzy też mnóstwo innych niesamowitych rzeczy, z równie niesamowitych materiałów, jak choćby makramowe bajecznie kolorowe wdzianka, koralikową biżuterię, wianki i... korony! 


Ale... Jak widzicie, z pomysłu na mandalę powstało coś całkiem innego. Dzisiaj pokazuję Wam więc taki hmmm... niemal klasyczny, acz nie dopracowany, kolaż - bo było tutaj malowanie, rysowanie, doklejanie różnych przedmiocików, wycinanie, wydzieranie nawet!, a dokładniej - zdzieranie wierzchniej warstwy tektury falistej. Po drodze, w ferworze układania elementów, zapomniałam, że to miała być mandala, no i tak jakoś spontanicznie i bezplanowo ten kolażyk powstał :). Nie ma w nim żadnego przesłania, nie pytajcie co autorka miała na myśli, bo nic nie miała - ot tak po prostu miło sobie spędzała czas na tworzeniu kompozycji z różnych prostych elementów, coś tam dorysowała, tu i ówdzie podmalowała...



Kolory też same się jakoś tak układały w trakcie pracy: najpierw brązy rozmaite, ciepłe i chłodne, jasne - prawie beżowe i kremowe, i ciemne - niemal w czerń wpadające. Tło całej kompozycji udające czerń zrobiłam z mieszanki szarości Payne'a i umbry palonej, a na nim widać gdzieniegdzie rudobrązowe odbitki szydełkowej serwetki maczanej w farbie, kontrastowo pojawiły się też turkusy, kobalty i grynszpanowe zielenie, które jednak na zdjęciach w większości zniknęły... Akcenty złota zrobiłam złotą farbą akrylową i oczywiście żelopisem. W użyciu była - jako jeden z zasadniczych elementów, tektura falista, ukazująca tu i ówdzie swoją ciekawą strukturę ukrytą pod gładką powierzchnią, były piórka ptasie i kilka guzików, i jeszcze klucz od nie wiadomo czego. Wykorzystałam to co akurat miałam w domu, ale zabawa mi się na tyle spodobała, że zapewne wkrótce będę eksperymentować z innymi materiałami i technikami :). Lubię zabawę z papierem, kartonami, tekturkami, masą papierową itd, pomysłów mam mnóstwo, zobaczymy na co czas pozwoli. 

Tak po prawdzie to myślę, że ten oto kolaż też szybko doczeka się jeszcze rozmaitych przeróbek, doklejanek i domalowanek, bo z efektu jestem średnio zadowolona, na pewno warto go dopracować, więc już mnie korci :))). A może po prostu zostanie jako niezbyt udany prototyp, a skrzydła będę rozwijać w kolejnych, bardziej przemyślanych kompozycjach. Nie chciałam go przeładować, ale jak patrzę na całość, to czegoś mi brakuje... Inna rzecz, że jakbym miała pokazywać tylko prace, z których jestem zadowolona, to ten blog umarłby śmiercią naturalną :).




Opowiem Wam jeszcze trochę o powstawaniu tego projektu. Jeśli pamiętacie post o ptakach i duchach (tutaj), to wiecie, że często zdarza mi się wykorzystywać jako podobrazia moje stare obrazy, z których nie jestem zadowolona. 

Podłoże do tej mandalowej kompozycji znalazłam przy okazji malowania konia z poprzedniego wpisu. Jego pierwszą wersję zaczęłam malować na podobraziu odzyskanym po wielowarstwowym starym obrazie. Natchnienie naszło mnie bowiem nagle w sobotni wieczór, sklepy zamknięte, a w domu - jak się okazało - brak odpowiedniego podłoża do malowania. Postanowiłam więc dać piątą, ostatnią szansę staremu obrazowi. Czego tam już nie było... Pierwszy był chyba pierrot namalowany jakieś ćwierć wieku temu w czarno-białej tonacji, nawet wisiał u nas w pierwszym mieszkaniu jakiś czas... Potem koń, też w tonacji szaro-biało-czarnej. Ale mi się te kolory znudziły, więc namalowałam pejzaż z kwitnącą jabłonką. Szybko jednak uznałam, że pejzaż to nie jest moja bajka. Na jabłonkowym pejzażu zaczęłam więc malować scenę z karnawału w Wenecji. Zaczęłam, ale nie skończyłam, i tak to leżało odłogiem na szafie przez parę lat... Poszukując podłoża malarskiego do końskiego portretu przypomniałam więc sobie o tym arcydziele i przymierzyłam się do malowania... Grubsze warstwy farby ze spodu wymagały jednak pokrycia kolejną grubszą warstwą...Z konieczności zabrałam się do malowania pędzlem i szpachelką. Wolę pędzel, często maluję alla prima, cienką warstwą, ale tutaj próbowałam trochę ukryć fakturę poprzednich malunków.  Bardzo szybko doszłam do wniosku, że takie grube, strukturalne malowanie zupełnie mi nie odpowiada. Musiałam więc powstrzymać wenę i poczekać na zamówione nowe podobrazia. Na takim świeżutkim, gładkim i czystym płótnie zupełnie inaczej się maluje, sama rozkosz :))). Mnie cieszy już sama czynność rozprowadzania farby po gładkim podłożu :). A co dopiero, jak wyłaniają się konkretne kształty, łączą plamy barwne, grają kolory! Tak więc ostatecznie koń został namalowany na nowym podobraziu, a wielowarstwowe dzieło doczekało się w końcu wykorzystania do stworzenia tej oto kompozycji. Taka przyjemna zabawa na jeden wieczór :). Tylko jak zwykle ubolewam, że nie potrafię tego dobrze sfotografować... W zasadzie to nawet na zdjęciach wychodzi to całkiem dobrze, ale po przesłaniu na bloga widzę zupełnie inną jakość, zupełnie kiepską, niestety...



*****


I jeszcze z zupełnie innej beczki, taka mała prywata - specjalnie dla Romanki, fotecka kotecka, ale - uwaga, uwaga - co tam jest najważniejsze, to między nami wiadomo :). 




Chodzi o tło, czyli sofę, przyobleczoną w pokrowiec (wzięty kiedyś przez Romankę za pościel) uszyty przeze mnie niegdyś (w komplecie z dwoma na fotele i jeszcze dodatkowe poduchy), jak się oryginalne zużyły doszczętnie - przy wydatnej pomocy małych jeszcze wtedy dzieci, oraz kotecków i psów ówcześnie u nas mieszkających, ma się rozumieć. 

Sofa jest tradycyjnie miejscem popracowej drzemki pańcia, ale jak pańcia nie ma, to zawsze rezyduje tam któraś "kjujewna": Sabinka, Basiunia, albo - jak tutaj właśnie - Balbinka:


Meble same - mimo upływu wielu lat i intensywnej eksploatacji - są ciągle w dobrej kondycji i bardzo je lubimy, bo są szalenie wygodne. To była jakaś uboczna produkcja firmy robiącej meble dla Ikei, ale że pod własnym szyldem, to musiały się nieco różnić rozmiarami od tych ikeowskich. No i niestety z tego powodu nie można było dopasować oryginalnych ikeowskich pokrowców. Uszyć nikt nie chciał, krawcowe oczami przewracały, a tapicer podejmował się jedynie obicia na wieki wieków amen. A ja się uparłam na pokrowce, które można wrzucić do pralki. No więc kupiłam porządny materiał zasłonowo-obiciowy w Dekorii - według wyraźnego żądania małżonka (finansującego zakup) - w kwiatki. Babcinej łączki bym nie ścierpiała, ale takie większe kwiaty w dość pastelowej tonacji jakoś przebolałam. 
No a jak już coś robię, to porządnie ;), chciałam żeby to miało jakiś sznyt i charakter, dokupiłam więc sznur z wypustką i całość nim obszyłam.  

Sofka prawie w całej okazałości:



I jeden z dwóch foteli - w dziwnej perspektywie, bo obfocenie było sztuką ekwilibrystyczną, jako że wszystko to jest upchnięte w dość zagraconej, tzw. wypoczynkowej części pokoju:




Nie mogłam się za to szycie zabrać, bo to jednak szło w kilometry, do tego wszywanie sznurów i zamków, a najpierw jeszcze były formy, które sama wymierzałam i rozrysowywałam, bo póki nie uszyłam, to nie chciałam pruć starych pokrowców. Ostatecznie jednak nawet tak długo mi z tym nie zeszło, jakieś raptem dwa tygodnie roboty wieczorami po pracy. Jak na amatorkę to nie najgorzej. Mówię Wam, goście nie wierzą, że jam ci to sprawiła, bo wyszło ekstra :). 

Niestety te pokrowce mają już też z dziesięć lat, no może osiem, milion razy prane, trochę zszarzały, spłowiały i się powycierały (no tak, tutaj akurat złośliwy blogger pokazał to ładniej niż jest w rzeczywistości!), eksploatowane są bez umiaru, więc od pewnego czasu się zastanawiam, czy szyć kolejne, no bo jednak same meble są super. Ale wizja tego szycia jednak mnie przeraża, dwa tygodnie wyjęte z życia. Leniwa się zrobiłam... Wolę malować obrazki :).



*****

45 komentarzy:

  1. I to jest piękne, z pomysłu na mandalę powstało zupełnie inne dzieło - niespodzianka.
    Ale jeszcze bardziej zachwyca komplet w kwiaty, w angielskim klimacie, wykonanie jak na amatorkę fantastyczne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :))). Dawniej nawet sporo szyłam, ale to prehistoria, a teraz jak mam wyciągnąć maszynę do szycia, to mi się słabo robi :). Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    2. ja podobnie, czasami cos skrócę, podszyję, a dawniej koleżanki jeszcze obszywałam...

      Usuń
    3. W każdym razie to przydatna umiejętność :).

      Usuń
  2. Piękna mandala, acha, nie tylko mandala. :) Ależ ja to lubię, kiedy pierwotny pomysł zmienia się w coś innego. :) Problem zdjęć, które nas zadowalają jest chyba dość częsty, ale jak sama zauważyłaś, są sytuacje kiedy jest to całkiem korzystne. Pięknie zrobiłaś ten komplet, widać z tego jednoznacznie - czego się Małgosia chwyci, to zawsze nas zachwyci. Ops.. rymnęło się. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Danusiu :). Szycie kiedyś nawet lubiłam, nauczyłam się pod koniec podstawówki i potem szyłam sobie całkiem udane sukienki i inne rzeczy, ale to stare dzieje, dzisiaj "mam alergię" na maszynę do szycia :). Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  3. Szyłam z ochotą jak miałam z 10 lat, ubranka dla lalek, potem ochota do szycia przechodziła mi, przechodziła, aż przeszła całkowicie. W rękach jeszcze coś wyściubię, ale na maszynę do szycia także mam alergię ;) Wielki podziw dla Ciebie za te pokrowce, chyba bym się zapłakała przy takiej robocie, te masy tkaniny pod stopką maszyny, oj, oj.
    Kompozycja twoja co to miała być mandalą, bardzo mi się podoba, taka w indiańskich klimatach jakby. Według mnie to ty jesteś za bardzo krytyczna w stosunku do swoich prac :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, to wolę szyć te kilometry dość prostych pokrowców, które nie muszą być super idealne, niż jakąś drobnicę typu ubrania ze skomplikowanymi wykończeniami. Za młodu też szyłam i dla siebie i dla lalek, potem dla swoich dzieci, ale potem jakoś mi przeszło, no i wyszłam z wprawy :).
      Dzięki za miłe słowa :). Pozdrawiam gorąco!

      Usuń
  4. Och!Ach i och!!! Tak bym mogła długo!!
    Kolażowe dzieło podoba mi się bardzo, nie rozumiem co Cię w nim korci😀. Równowaga doskonała, może to że doskonała? Może po prostu niedosyt kolażowania? Może być i tak, bardzo fajnie wyszło 😀, może organizm Ci się domaga dubla?
    Natomiast "pościel", tu ach innego rodzaju, chociaż też z zachwytem. Wiesz, gdyby nie to że u mnie też alergia na duże szycie, to po pierwsze sama bym przestawiła do czynności szycia, z nadzieją że uda mi się tak ładnie, po drugie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolaże robiłam różne w liceum, potem całe wieki nic, więc jak mnie teraz naszło z tym kolażowaniem, to wiadomo, na razie pierwsze koty za płoty, ale zadowolenie z własnego dzieła przyjdzie dopiero gdzieś przy piątym albo nawet pięćdziesiątym :). Zabawa tak czy owak fajna, ale satysfakcjonujące efekty to zupełnie co innego, na to trzeba poczekać, a właściwie - zapracować :).
      Z maszyną do szycia to ja mam tak, że ciężko mi się do tej pracy zabrać, zawsze się coś nazbiera, jakieś przeróbki albo nowe pomysły, odkładam to aż urośnie spora góra, no ale jak już do tego usiądę, to nawet robi się fajnie, potem chodzę i szukam co by tu jeszcze... :).

      Usuń
  5. No i opublikował mi Jacuś przed skończeniem i korektą. Sens jasny, trudno, nie poprawiam.
    Po drugie. Namawiałabym Cię bardzo na kontynuację, i stworzenie kolejnych pokrowców. Tu uzasadnienie takie, że obecnie nie ma prosto z trwałymi i wygodnymi meblami, mnóstwo ich, prawda, ale u koleżanki kupiony śliczny narożnik i fotel rozsypały się tuż po okresie gwarancyjnym. To chyba teraz norma, nie tylko przy sprzęcie AGD. Te starsze meble trwalsze, nie liczę tu oczywiście tworów z paździerza, te masowo wywalane i starsze i całkiem nowe. Może starszy paździerz też trwalszy? Wylatują jednak stosami, więc ratowałabym lubiane stare. Szyjąc też, niestety. Pięknie się prezentują 😀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dokładnie tak. Dlatego wiem, że i tak się skończy na szyciu :). Co do sprzętu rozlatującego się po krótkim okresie gwarancyjnym, to wyczytałam gdzieś niedawno optymistyczną informację, że powstaje projekt unijnych unormowań zmuszających producentów do wydłużenia odpowiedzialności gwarancyjnej i pogwarancyjnej, tak żeby to był jakiś sensowny okres, nie minimum od czapy, no i co ciekawsze: żeby producent musiał zagwarantować po pierwsze - stosunkowo łatwą naprawialność sprzętu bez konieczności angażowania drogiego specjalistycznego serwisu i wymiany połowy części, po drugie - zagwarantować produkcję wszystkich części zamiennych jeszcze minimum 15 lat po zakończeniu produkcji konkretnego modelu. Jednym słowem - żeby opłacało się naprawiać, a nie wyrzucać. Ciężko będzie przepchnąć takie przepisy, ale jest nadzieja.

      Usuń
  6. Czyli proces twórczy jest nieprzewidywalny :) I to jest w nim piękne! Małgosiu, ja jestem niezmiennie w zachwycie nad Twoimi zdolnościami. Wszystko tak piękne- obrazy, rysunki ale żeby pokrowce uszyć... To niebywałe! I piękne są! Skomplikowane- kąś lamówkę widzę... Ojej! Szacunek wielki! Buziaki :*** Pola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lamówka to właściwie taki specjalny ozdobny sznur do obszywania mebli, poduszek itp. To była dodatkowa trudność, ale zwykłym pokrowcom takie wykończenie dodaje urody i charakteru :).
      Serdecznie Ci dziękuję, Polu za przemiłe słowa :). Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
  7. Często tak mam, że z super pomysłu powstaje coś zupełnie innego:) Z drugiej strony to fascynujące, gdy efekt końcowy nas zaskakuje. Taka "sztuka dla sztuki" daje mnóstwo radości. Kolaż wygląda bardzo ciekawie i nieco intryguje. Kojarzy mi się z łapaczem snów na tle nocnego, tajemniczego nieba.
    Sofa - sielska i przeurocza. Wyobrażam sobie Małgosiu ile pracy w to włożyłaś, jest mega! Kiedyś, w poprzednim wcieleniu też trochę szyłam ale wtedy nie było wyboru. Teraz mam alergię na maszynę do szycia:) Swoją drogą nie wiedziałam, że i takie talenty skrywasz:) Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, Ewuniu, że dawniej nie było wyboru - w sklepach niewiele było, a nawet jak było to nijakie, nieciekawe. Więc dziewczyny szyły, dziergały na drutach, żeby mieć fajne ciuchy, a potem dla dzieci, żeby je ładnie ubrać, szyło się też pościel, ba! - szyłam nawet pieluszki tetrowe, bo nie było gotowych, a o pampersach jeszcze nikomu się nie śniło :). Tak że w temacie "talentów", to owszem, swetry na drutach, w dowolne wzory, też potrafię robić :). Jestem, jak to się mówi - "manualna" :))). Mistrzyniom nie dorównuję, ale w razie kryzysu jakoś sobie poradzę :). Ściskam Cię mocno!

      Usuń
  8. Kochana ! Jeśli chodzi o mandalę - to tak się kończą te zabawy z mediami i pomysłami niezliczonymi. Wyszło coś interesującego, innego niż wszystko i jest w tym urok ! Lubię takie projekty niebanalne. Jeśli zaś o pokrowce idzie - to muszę Ci powiedzieć, że jesteś mistrzynią szyciową dużych formatów ! Brawo !!! Wyszło przepięknie i wierzę, że goście nie mogą się nadziwić. Buziaki posyłam :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem szczerze, że czasem ta umiejętność szycia trochę mi doskwiera, bo rodzinie się wydaje, że każda przeróbka krawiecka to dla mnie bułka z masłem, więc nieco nadużywają mojej anielskiej dobroci :))). Z drugiej strony - jak jest taka sytuacja jak w tym przypadku, że krawcowa nie chce się za to zabrać, to sama potrafię sobie poradzić.
      Dziękuję za miłe słowa pod adresem kolażu! Cudo to nie jest, ale miałam przyjemną chwilę zabawy, z której coś tam wynikło i nawet bardzo się spodobało moim domownikom - w każdym razie zainteresowanie wykazali dużo większe niż przy malowanych obrazkach z końmi czy ptakami :).
      Serdeczności!

      Usuń
  9. Niesamowita historia tej pracy i ciekawy powstał projekt, kojarzy mi się z zegarem ;) i wyszedł interesująco, ja nie przepadam za mandalami ze względu na ich duchowy przekaz, ale jako zwykłą rzec Twoja jest bardzo ładna. I kotka oczywiście przepiękna, jakie ona ma futerko i akie kolory! Pokrowce prezentują się mimo wszystko bardzo elegancko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie za wszystkie miłe słowa! Pozdrawiam gorąco!

      Usuń
    2. Również pozdrawiam bardzo ciepło bo u mnie znów cieplutko i słonecznie :)

      Usuń
  10. Małgosiu, jestem zachwycona kolażem i Twoja kreatywnością, pomysl i wykonanie świetne. Zaskoczyłaś mnie też tymi pięknymi pokrowcami, pełen szacunek,chyba będziesz musiała ponownie je uszyć.
    Łączę moc serdeczności.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miły komentarz :). No tak, z pokrowcami historia chyba będzie musiała się powtórzyć :). Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  11. Chyba większość tak ma :) masz pomysł, wyobrażasz sobie nawet efekt końcowy a w trakcie tworzenia wszystko zmieniasz, to jest kreatywność :) jestem pod wrażeniem Twojej pracy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest chyba w tej twórczości najfajniejsze - podążać za swoimi fantazjami, niekoniecznie według założonego z góry planu :). Dziękuję i pozdrawiam najserdeczniej!

      Usuń
  12. Wspaniała praca - przywodzi mi na myśl dzieła I Awangardy! :) Mieniące się piórka to chyba moja ulubiona jej część.
    Koteczek bardzo zacny i osobiście też się cieszę, że mogłam go ujrzeć. Bardzo mi się podoba materiał, którym masz obity komplet wypoczynkowy - jest przepiękny <3
    Pozdrawiam ciepło :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za przemiły komentarz, ogromnie się cieszę, że moje prace i koteczka tak Ci się spodobały :). Pozdrawiam gorąco!

      Usuń
  13. pięknie, nie wiem czym się bardziej zachwycać, czy mandalą czy sofą? :))) obie rzeczy cudnie Ci wyszły! ale praca przez 2 tygodnie nad tym pokrowcem to mega przedsięwzięcie! podziwiam za projekt i wykonanie! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama siebie podziwiam, że miałam tyle samozaparcia :))). Dziękuję i pozdrawiam gorąco!

      Usuń
  14. Pełen podziwi, naprawdę, że uszyłaś w tak krótkim czasie pokrowce i to takie ozdobne. Wspaniale wyglądają, a Twój mąż miał nosa, że uparł się na taki materiał.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że spodobało Ci się moje "dzieło" :))). Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  15. Kolaż bardzo mi się podoba, Balbinka też prześliczna, ale największe wrażenie zrobił na mnie pokrowiec na sofę i fotele. Jesteś niesamowita! Jak by było mało samych pokrowców to jeszcze obszyłaś je sznurem z wypustką :)) Świetnie się prezentują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za uznanie :))). Okazało się, że pokazany tak tylko przy okazji i na marginesie uszytek sprzed lat wzbudził znacznie większe zainteresowanie, niż najnowsza kolażowa twórczość :). No i przyznaję, że wysiłek włożony w te produkty był znacznie większy przy pokrowcach, za to przyjemność większa przy kolażu. Dlatego też do kolejnego szycia trudno mi się zmobilizować, a nowe kolaże już powstają :).

      Usuń
  16. Pomysł z mandalą i starym podobraziem fantastyczny, a efekt niesamowity.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci, Basiu, za przemiłe słowa :). Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  17. Piękna!! A kicia zupełnie tak samo umaszczona co moja.

    OdpowiedzUsuń
  18. Pokrowce wyglądają jak te u mojej mamy- fabrycznie wykonane. Kolejny talent którego ci zazdroszczę, jedyne co potrafię to przyszyć guzik albo podwinąć spodnie (nie pytaj jak to wygląda, ale muszę, bo jestem niska i każde spodnie muszę skracać, a noszenie do krawcowej - nie nadążyłabym). Mandala - wiadomo - bardzo, bardzo.. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :).
      Przeróbek krawieckich nie cierpię, wolę szyć nowe rzeczy, ale co zrobić, czasem trzeba. Z krawcowymi mam niestety fatalne doświadczenia, już wolę sama...

      Usuń
  19. Witam serdecznie ♡
    Naprawdę podziwiam! Za talent i wytrwałość! Sama chciałabym umieć robić takie cuda :)
    Pozdrawiam cieplutko ♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :).
      Może spróbuj, jak mówią - chcieć to móc!
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  20. Kolaż na pewno nietuzinkowy , daje do myślenia ;-)))
    Co do pokrowców , to są zarypiste , przecudne i musisz koniecznie uszyć młodszą wersję :D
    Romanka pięknie się na nich prezentuje ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, małe nieporozumienie! - na sofie leży kocia królewna Balbinka!
      A Romanka (Roma, Romanna) to blogowa koleżanka, dla której zrobiłam zdjęciową prezentację pokrowców, bo Romcia kiedyś ich fragment na zdjęciu z kotami wzięła za pościel - wywiązała się wtedy rozmowa na ten temat i pomyślałam, że najlepiej będzie, jak pokażę, na czym moje koty się wylegują :).
      Dziękuję za komplementy! Ściskam mocno!

      Usuń
    2. A to przepraszam Balbinkę za błąd ;-)*

      Usuń
    3. Jaśnie panienka Balbinka wspaniałomyślnie wybacza :))). W sumie to jak przeczytałam jeszcze raz jak ja w poście napisałam ten kawałek o Romance, to się nie dziwię, że trudno było pojąć o co mi chodziło i kim właściwie jest Romanka :).

      Usuń