Śnieg u nas krótko był, ale się zbył, szaro się zrobiło, na szczęście słoneczko zagląda, więc nie jest jakoś szczególnie ponuro. Największym kłopotem jest błoto, nosi się do domu, bo Dżemik biega w tę i z powrotem rozemocjonowany i jak wpada do domu to trudno nad tym zapanować. Z trawnika przez te jego galopady niewiele zostało, zobaczymy czy trawa na wiosnę odbije, czy trzeba będzie dosiewać. O Dżemiku będzie jeszcze pod koniec wpisu ;).
Ostatnio rozmyślam nad pewnymi (kolejnymi) zmianami w mojej aktywności internetowej, a konkretnie rozważam założenie sobie kont na IG i FB (chociaż nie raz się zarzekałam, że nigdy więcej). Ale tak na marginesie - właśnie zauważyłam, że w listopadzie minęło 10 lat mojego bloga :). Z tym, że jest to mój trzeci już blog, a pierwszy założyłam chyba ze 20 lat temu, dokładnie nie pamiętam. Zaczęłam od bloga typowo robótkowego - najpierw długo były hafty, potem dzierganie na drutach. Potem trochę mnie znudziło - zarówno hafty i druty, jak samo blogowanie, więc blog zamknęłam. Potem był kolejny, gdzie był misz-masz robótkowo-obrazkowo-książkowy. Ten blog mam zapisany w archiwum, tamten pierwszy całkiem skasowałam...
No i tak trochę à propos tych rozmyślań nasunął mi się temat, który był też niedawno poruszany na kilku znanych mi blogach: kontakty i relacje internetowe. Przez wiele osób uznawane są za powierzchowne, takie trochę na pokaz, udawane, nieszczere i nieco sztuczne. Nasze blogowe środowisko to jednak odrobinę inna sfera niż większość mediów społecznościowych, ograniczających się do krótkich i szybkich komunikatów. Niektórzy twierdzą co prawda, że blogosfera jest anachroniczna, widać to zresztą po stopniowym zaniku tradycyjnych blogów od paru lat. Ale właśnie tutaj, na blogach, budujemy całkiem fajne i bliskie relacje z innymi uczestnikami - blogerami i czytelnikami. Tutaj czas płynie nieco wolniej, wpisy i komentarze są obszerniejsze, a to sprzyja budowaniu bliższych emocjonalnych więzi. To trochę jak różnica między pogawędką ze znajomymi w kawiarni, a pośpieszną wymianą komunikatów o zdrowiu i pogodzie w tramwaju. Facebook kojarzy mi się ze słupem ogłoszeniowym w ruchliwym miejscu - ogłoszenia i afisze co chwila naklejane jedne na drugich, mało kto studiuje je szczegółowo i z namysłem.
Jako introwertyczka cenię sobie kontakty internetowe za pewien luz i zarazem jednak za możliwość utrzymania lekkiego dystansu. Nie lubię wchodzić w bardzo bliskie relacje z osobami, które znam krótko, nie angażuję się łatwo w przyjaźnie, nie rozmawiam z każdym o wszystkim. Chronię swoją prywatność, piszę na blogu o moich zwierzakach czy ogródku, o literaturze czy moich obrazkach, ale bardzo rzadko napomykam o rodzinie, nie pisałam dotąd nic o mojej pracy, nie wdaję się w dyskusje polityczne, a w zasadzie to - chyba w żadne, zwłaszcza o cięższym gatunku, że tak to ujmę. Z powyższych powodów nie mam konta na Fb (miałam, nie podobało mi się), nie mam WhatsAppa i temu podobnych komunikatorów i zabieraczy czasu. Nie odczuwam potrzeby brania udziału w życiu innych osób, sama zawracam im głowę tylko jak jest to niezbędne. Potrafię zająć się sobą i nie nudzę się, bo nudzą się tylko nudni ludzie. Żebym została dobrze zrozumiana - nie jestem odszczepieńcem, pustelnicą, eremitką, mam grono blogowych koleżanek, z którymi utrzymuję stały kontakt, jak jest taka potrzeba to angażuję się tu i ówdzie w pomoc itp., ale generalnie - zachowuję umiar w aktywności towarzyskiej. Może za to - zawarte bliższe relacje bardziej szanuję i są to więzy mocniejsze i trwalsze.
Blog jest miejscem publicznym, ogólnie dostępnym, a że nie mam skłonności do ekshibicjonizmu, to nie wszystko dla wszystkich - taką mam zasadę, w realnym życiu zresztą też. Natomiast jako czytelniczka zaglądam na rozmaite blogi, wybieram te, których zawartość mi odpowiada, na niektórych się udzielam i komentuję, inne tylko czytam i to też niekoniecznie systematycznie. Jeśli nie zgadzam się z autorem, to rzadko angażuję się w dyskusje, o niektórych tematach w ogóle nie rozmawiam w necie, bo nie wydaje mi się, żeby blog był odpowiednim miejscem do poważnych i głębokich dysput na tematy zasadnicze, przekonywania kogoś o diametralnie odmiennych poglądach do swoich racji. Zresztą, po paru doświadczeniach, kiedy nawet próbowałam włączyć się do dyskusji (w różnym czasie i na bardzo różne tematy), utwierdziłam się w tym przekonaniu. Za mało czasu, za mało miejsca itd., a jak jeszcze włączy się kilka osób, to robi się chaos, ciężko czasem się przebić i wyczerpująco uzasadnić swoje stanowisko. Nie mam przekonania, że wszystko wiem najlepiej, a nawet jak na jakiś temat wiem, to wcale nie muszę nikogo o tym przekonywać. A po drugie - stresów i napięć mam dosyć w pracy, a tutaj ma być fajna odskocznia. Jestem, jak to się teraz modnie określa, osobą wysoko wrażliwą, więc często odczuwam przebodźcowanie, potrzebuję wtedy ciszy i spokoju, oderwania się od codziennego zgiełku.
Blog jest dla mnie miejscem na relaks, odpoczynek, miłe spędzanie czasu. O polityce czy kwestiach ekonomicznych czytam i dyskutuję w innych miejscach, dawniej nawet byłam bardzo zaangażowana, teraz jest pora na wyciszenie. Ja w ogóle oddzielam takie rzeczy - praca to praca, dom to dom, blog ma określone przeze mnie swoje przeznaczenie. Ja mam naprawdę ciekawe życie i nie na każdym odcinku muszę być nadaktywna. Tutaj ma być miło, taka emocjonalna strefa SPA :). Najchętniej więc zaglądam na blogi kociarzy i innych zwierzolubów, pasjonatów ogrodnictwa (chociaż sama słabo się na tym znam, ale lubię czytać opowieści ogrodnicze), no i rozmaitych twórców, plastyków, rękodzielników itd. A czasem trafi się ktoś, kto po prostu swoją opowieścią mnie urzeknie, zaciekawi, no i buduje się jakiś rodzaj przywiązania i sympatia. Odwiedzam też chętnie blogi wszechstronne, prowadzone przez osoby lubiące zarówno literaturę, podróże, gotowanie, jak i majsterkowanie czy inne aktywności - i po prostu interesująco o tym opowiadające. Rzadko powstaje z tego jakaś bliższa relacja na gruncie pozablogowym, ale z czasem zaczynam traktować taką osobę jak kogoś realnie znajomego, przeżywam jej emocje, radości i smutki, ciekawi mnie dalszy ciąg jakiegoś opisywanego wydarzenia, martwię się, jeśli ten ktoś znika, nie daje znaku życia.
I - żeby nie było, że jakaś wredna jędza ze mnie - oczywiście to moje dystansowanie się od pewnych spraw nie ma nic wspólnego z sympatią lub jej brakiem, bo - nawet pomimo braku silnych więzi - bardzo lubię wiele osób, zarówno moich czytelników, jak i blogerów, do których sama zaglądam. Trochę to wszystko skomplikowane, a na pewno nie zero-jedynkowe.
Jak porównuję te relacje z tymi, które mam w "prawdziwym" życiu, to różnice są niewielkie. W realu też nie mam psiapsiółek od serca, z którymi spotykałabym się kilka razy w tygodniu na plotki, nie wydzwaniam ustawicznie do nikogo z bzdetami, żeby wypytywać co robi i opowiadać co gotuję na obiad albo jaki ciuch właśnie kupiłam itd. I nie lubię, jak ktoś mnie próbuje osaczyć swoją nadaktywnością i narzucającą się taką powierzchowną niby-przyjaźnią. Miło, jeśli ktoś o mnie pamięta, ale tak bez przesady i oczekiwań ponad moje chęci. Owszem, jest grupka bliskich znajomych, z którymi spotykamy się częściej, wiemy co się u nich dzieje, wspieramy się, przeżywamy wspólnie rozmaite sprawy, ale u nas to mój mąż jest specjalistą od utrzymywania codziennych i bliskich kontaktów, ja się udzielam znacznie mniej. On - gaduła z ADHD, po spotkaniach ze znajomymi czasem pyta mnie "a co tam u nich właściwie...?" - bo mój mąż nie ma trybu słuchania, ciągle gada, a ja przeciwnie, zgodnie z zaleceniem Sokratesa, więcej słucham niż mówię ;). Trochę się pewnie to i owo zmieni, jak zamknę firmę i wreszcie będę miała więcej czasu i pewnie też więcej chęci na spotkania z ludźmi (teraz mam ich sporo w pracy, a to też są często relacje zawodowo-prywatne).
Mam już konkretne plany społecznych aktywności emeryckich, w tym także internetowych, stopniowo Wam o nich opowiem, jak coś się zacznie krystalizować. Planuję m.in. uaktywnić moje zapomniane nieco konto na portalu "Lubimy czytać"... Pewne zdarzenie dało mi sygnał, że wszechświat tego ode mnie oczekuje :) - opowieść o tym będzie wkrótce. No i w związku z tym wszystkim rozważam też tego nieszczęsnego fejsbuka, którego tak nie lubiłam. Zmian zresztą stopniowo będzie więcej...
********
Obiecałam ostatnio wrzucić zestaw grudniowych świąt, żeby można było interesująco zapełnić sobie miesiąc. We wcześniejszym wpisie były okazje listopadowe, tam było więcej tych kulinarnych, ale i w grudniu coś się znajdzie, chociaż zagęszczenie okazji w zasadzie dopiero gdzieś od połowy miesiąca.
Nietypowe święta w grudniu:
- 2 grudnia - Dzień Placków
- 3 grudnia - Światowy Dzień Majsterkowicza
- 4 grudnia - Światowy Dzień Ochrony Dzikich Zwierząt
- 4 grudnia - Dzień Kostki do Gry
- 5 grudnia - Dzień Sztucznego Futra
- 5 grudnia - Światowy Dzień Gleby
- 6 grudnia - Dzień Anioła
- 9 grudnia - Międzynarodowy Dzień Medycyny Weterynaryjnej (kwiatek dla ulubionego weta?)
- 9 grudnia - Dzień Lamy
- 10 grudnia - Międzynarodowy Dzień Praw Zwierząt
- 11 grudnia - Dzień Tanga
- 11 grudnia - Międzynarodowy Dzień Gór
- 12 grudnia - Dzień Guzika
- 12 grudnia - Dzień Gwiazdy Betlejemskiej (Poinsecji)
- 13 grudnia - Światowy Dzień Skrzypiec
- 14 grudnia - Dzień Małpy
- 14 grudnia - Międzynarodowy Dzień Palenia Świec
- 15 grudnia - Dzień Herbaty
- 16 grudnia - Dzień Polewania Wszystkiego Czekoladą
- 17 grudnia - Dzień Bez Przekleństw
- 17 grudnia - Ogólnopolski Dzień Rozmów Twarzą w Twarz
- 17 grudnia - Dzień Syropu Klonowego
- 18 grudnia - Dzień Pieczonego Prosiaka
- 19 grudnia - Dzień Wiecznie Zielonych Roślin
- 19 grudnia - Dzień Owsianej Babeczki
- 20 grudnia - Dzień Ryby
- 20 grudnia - Dzień Sangrii
- 21 grudnia - Dzień Orgazmu
- 21 grudnia - Światowy Dzień Pozdrawiania Brunetek
- 22 grudnia - Dzień Piernika
- 24 grudnia - Dzień Raju
- 24 grudnia - Dzień Ajerkoniaku
- 26 grudnia - Dzień Cukrowej Laski
- 27 grudnia - Dzień Keksa
- 28 grudnia - Międzynarodowy Dzień Pocałunku
- 28 grudnia - Dzień Gry w Karty
- 30 grudnia - Dzień Serka Wiejskiego
- 31 grudnia - Dzień Bez Bielizny
- 31 grudnia - Sylwester
Wyróżniłam pogrubieniem święta "spożywcze" (oprócz tak oczywistych jak Boże Narodzenie czy Sylwester). Ale inne okazje też można wykorzystać do dobrej zabawy.
Ponieważ najbliżej jest Dzień Placków, to wyjaśnię trochę o co chodzi. Otóż nam się to kojarzy w pierwszej kolejności z plackami ziemniaczanymi. Ale Święto Placków Ziemniaczanych było 13 listopada! Natomiast tutaj chodzi o różnego rodzaju placki z ciasta, smażone na głębokim tłuszczu. Co kraj to obyczaj, więc na świecie wersji jest wiele, czasem jest to znane nam doskonale ciasto drożdżowe z mąki pszennej, czasem z jakiegoś innego rodzaju mąki, najczęściej z nadzieniem - mięsnym, owocowym czy jeszcze jakimś innym. Zalicza się do tego także każdy rodzaj tempury, czyli cokolwiek jadalnego zanurzonego w cieście i usmażone na głębokim tłuszczu. U nas chyba najbardziej popularne są racuchy, czyli ciasto zbliżone do naleśnikowego, wymieszane z pokrojonymi jabłkami i oczywiście usmażone.
![]() |
dzisiaj do herbaty ciasteczka z różnymi nasionkami i orzechami, ale we wtorek będą już porządne racuchy! |
Jakiś czas temu zamarzył mi się serwis do herbaty z bolesławieckiej ceramiki. Dawniej mi się ta ceramika zupełnie nie podobała, ale człowiekowi się zmienia na stare lata... I tak stopniowo, od niechęci, doszłam do etapu pożądania :). No ale wiadomo, to kupę kasy kosztuje, a herbatę w końcu przecież mam w czym pić, a nawet i gościom bardziej elegancko podawać, więc chociaż chodziło to za mną, to traktowałam temat raczej jako fanaberię, którą zrealizuję może jak wygram w Lotto (z tym że nie gram, więc trochę by było trudno). No i któregoś dnia, robiąc porządki w graciarni mojego męża, trafiłam na jakieś duże i ciężkie pudło, zawinięte dodatkowo w folię, trudno było ot tak zajrzeć. Zapytałam męża co tam jest, on na to, że nie wie, to chyba pudło po ekspresie do kawy, a co tam jest to sam już nie pamięta, pewnie jakieś rupiecie. Pominę tu dalsze dywagacje i domysły, w końcu zaczęłam to rozwijać, bo może kupa śmieci do wywalenia, no i się okazało, że to cały, przepiękny serwis herbaciany z Bolesławca, w moje ulubione stempelki i pawie oczka! Duża patera, dzbanek z podgrzewaczem, mlecznik, cukierniczka, 6 filiżanek z podstawkami i talerzyki deserowe. No cudo! Prawie w szoku byłam. Ech, ci faceci... Mąż dostał to dawno temu od kontrahenta na koniec dobrej współpracy, ale pomyślał sobie, że zostawi pakunek tak jak jest, bo w domu chyba to niepotrzebne, a może się nam kiedyś przyda na jakiś prezent dla kogoś... no i w końcu kompletnie o tym zapomniał. Coś mi tam wtedy nawet mimochodem wspomniał, że dostał jakąś ceramikę, no ale wiecie - JAKĄŚ ceramikę, hmmm... No, naprawdę...
O Bolesławcu będzie tu jeszcze coś kiedyś na blogu, a o całkiem innym marzeniu, które się też dość zaskakująco niedawno w pewnym sensie zaczęło spełniać, opowiem już wkrótce...
********
A już całkiem na koniec tego wpisu pewna historyjka z życia zwierząt i zupełnie nieudane zdjęcie Dżemika z wielbicielką:
Cyknęłam to pośpiesznie z balkonu, ale psy były w ciągłym ruchu i nie mogłam ich sensownie złapać. Próba zbliżenia się na poziomie ogrodu skutkowała paniczną ucieczką wielbicielki, więc tylko tak mi się udało, oczywiście niewiele tam widać, ale chciałam Wam pokazać skalę. Na zdjęciu widoczne są dwie plamy - ta duża to oczywiście Dżemik, a ta mała przed jego pyskiem to wielbicielka, zwana przez nas Pipcią.
Sytuacja jest trochę irytująca, a trochę zabawna. Pipcia mieszka kilka domów dalej, ale jako malutki piesek biegający po podwórku, łatwo ucieka przez jakąkolwiek dziurę. Teraz ma prawdopodobnie cieczkę, bo pod jej domem wysiaduje ciągle zakochany biały pies średniej wielkości. Ale Pipcia Białego nie chce, natomiast zakochała się nie wiedzieć czemu w Dżemiku. I nagle zaczęła się pojawiać w naszym obejściu. A za nią - biały kawaler. Pipcia to nic, Dżemikowi nawet przypadła do gustu i ucieszył się taką niespodziewaną atrakcją, ale rywala już nie zniósł, no i zaczęły się awantury. Nasze ogrodzenie nie jest jakieś super szczelne ze względu na koty, żeby mogły swobodnie wchodzić i wychodzić. A Pipcia jest wielkości kota, więc bez problemu przechodzi pod siatką albo między tralkami. Nie wiedzieliśmy tylko, jakim cudem ten dość spory biały pies do nas wchodzi, ale wiecie - miłość nie zna granic. Jak zrobił się jazgot w ogrodzie i mąż poszedł na interwencję, to okazało się, że Biały to niezły zawodnik - po prostu wskoczył na siatkę, po niej wdrapał się do góry i przeskoczył na drugą stronę. Prawdopodobnie tak samo wskakuje do nas. Jak Białego nie ma, to Dżemik z Pipcią bawią się, biegają po ogrodzie. Afera się robi jak pojawia się Biały, a niestety nie wiadomo czyj to pies. Dzisiaj na szczęście już go nie widziałam, może znalazł sobie bardziej chętną koleżankę :). No ale w tym miłosnym amoku psy całkiem nam zdewastowały pół ogrodu, zwłaszcza trawnik...
********
Jak pewnie zauważyliście - pojawiam się teraz trochę częściej na blogu, w grudniu na pewno będzie jeszcze kilka wpisów. Najbliższy zapewne o książkach, trochę innych niż zwykle tu opisuję.
********




Ano rzeczywiście wpadłyśmy na podobny temat blogowych wspominek i znajomości. Mam wrażenie, iż doskonale cię rozumiem. Fb traktuję dokładnie, jak piszesz, jako słup ogłoszeniowy, na który zaglądam w poszukiwaniu ciekawostek o wystawach, spektaklach i różnych wydarzeniach kulturalnych. Oczywiście zanim na nie trafię muszę przebrnąć przez tony śmieci w postaci jakiś postów, rolek, zdjęć znajomych i nieznajomych. Nie wiem czemu wyświetlają mi się jakieś posty nieznajomych osób, które się wdzięczą przed kamerą, wydymają usteczka, wystawiają nóżkę i opowiadają coś od czapy. Próbowałam usuwać, zaznaczać, że np tej pani dziękujemy, ale niewiele to daje. Poddałam się i nadal wyszukuję ciekawostek. Już co najmniej kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt razy trafiłam na coś, co mnie zainteresowało i z czego skorzystałam- koncert, wystawa, wykład.
OdpowiedzUsuńTeż traktuję bloga jako pewnego rodzaju remedium na codzienność, a jednocześnie nośnik pamięci (ja prawdziwa grafomanka wracam czasami do swoich starych wpisów, bo np kompletnie nie pamiętam, co myślałam w temacie .... a jestem ciekawa), jednak nie piszę tu o całym moim życiu, o każdym rodzaju aktywności, o każdej wystawie (choć bardzo bym chciała), o każdym spotkaniu, wyjeździe. A już na pewno nie o rodzinie, znajomych, dawniej pracy. Czasami wspominam, sygnalizuję, ale uważam, że nie wszystko jest na sprzedaż. Dlatego też bardzo rzadko zamieszczam swoje zdjęcia, czy tu, czy na fb. Zdarzało mi się kiedyś to częściej i bardzo żałuję, bo raz wpuszczone w sieć nie znika.
Napisałaś o tylu sprawach, że odniesienie się do wszystkiego spowodowałoby, iż musiałabym ten komentarz podzielić na kilkanaście części.
Osobiście doszłam do takiego momentu w życiu i w prowadzeniu bloga, że nie chcę już szukać nowych blogów, bo to oznaczałoby konieczność poświęcenia mu większej ilości czasu. Dlatego, jeśli nie pojawia się u mnie nowy komentator, z którym dobrze będzie mi się wirtualnie rozmawiało, nie tylko wymieniało zdawkowe zachwyty (typu jaki fantastyczny post) nie rozglądam się po blogosferze, bo brak mi już czasu na poszerzanie kręgu wirtualnych znajomych. Te parę osób, które poznałam w realu, czy w necie zdecydowanie mi wystarcza. Nie mam czasu czytania kilkudziesięciu blogów, zwłaszcza, że niektórzy koledzy i koleżanki zamieszczają wpisy niemal codziennie. Wolę skupić się na tej garstce kilkunastu osób, których pisanie mi odpowiada i do których się przywiązałam. I też mi ich brakuje, jak zamilkną. Widzę to teraz, jak kopiuję bloga, przypominają się nicki, imiona, osoby, które przysyłały książki, pamiątki, kartki. Jestem stała w uczuciach i jeśli się do czegoś przywiązuję to na zawsze. Pamiętam blogowe wyzwania w kwestii literatury- czytamy klasykę, czytamy Zolę, czytamy noblistów, czytamy literaturę francuską. Na końcu zostawałam sama z założycielką, a nawet na jednym z blogów założycielka znikła.
Też nie mam potrzeby ciągłego wydzwaniania do rodziny, czy przyjaciółek, koleżanek. Moja przyjaciółka ma rodzinę, wnuki, pisze książki, jest osobą niezwykle zajętą i wystarczą nam spotkania co jakiś czas i co jakiś czas wspólne wyjazdy. Nie musimy widywać się co tydzień, czy częściej. Ale ponieważ mam tych znajomych i przyjaciół kilkanaście osób bywa, że trudno ustalić dogodny termin spotkania wpasowując to pomiędzy inne rodzaje aktywności. Ale też dobrze się czuję sama z sobą, książka, muzyka, film, spacer - nie muszę mieć do tego towarzystwa.
I chyba znowu się rozpisałam, to tylko o dniu placka. Taką mi narobiłaś ochotę, że zrobię sobie na podwieczorek racuchy. Bardzo lubię, a jadam rzadko.
I jeszcze Bolesławiec- no miałaś farta z tym odkryciem. Mnie się bardzo podoba, ale raczej do podziwiania i oglądania, niż do użytkowania. Ja lubię cieńsze ścianki filiżanek. Ale ilekroć jestem pod sklepem firmowym zawsze wchodzę.
Na tak obszerny komentarz, za który serdecznie Ci dziękuję :), powinnam odpowiedzieć równie obszernie, ale w zasadzie mogłabym po prostu pod nim się podpisać. O blogowaniu i innych aktywnościach w internecie mamy, jak widać, bardzo podobne zdanie. Co do wyzwań literackich to pamiętam to o Kraszewskim - chyba nie zamieszczałam żadnych wpisów na dedykowanej stronie, ale pisałam wtedy dużo o nim i o jego książkach na moim poprzednim blogu. Ale rzeczywiście, z wyzwaniami blogowymi jest taki kłopot, że najpierw jest fajnie, a potem wszyscy po kolei się wykruszają. Brałam udział w kilku wyzwaniach rysunkowych, ale czasem albo mi się znudziło w jakimś momencie, albo ze dwa razy organizatorka zaprzestała prowadzenia cyklicznej zabawy (chyba z powodu małej liczby uczestników, a mi się akurat podobało i czekałam na dalszy ciąg). Tak że raczej sobie odpuściłam.
UsuńA z racuchami to chyba nie będę czekać do jutra i dzisiaj usmażę, bo sama sobie narobiłam smaka :).
Pozdrawiam Cię serdecznie!
Gratuluję wytrwałości. Też jestem ponad 20 lat w blogosferze i przez lata skurczyło się grono znajomych. Mimo przewidywan, że blogi umierają wciąż jestem obecna. To bardzo dobra platforma na wyzwania, które uwielbiam. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńJa nawet od pewnego czasu obserwuję, że wielu blogerów wraca, po przejściowej przygodzie z fejsbukiem czy instagramem. Może myślą podobnie jak ja :). Pozdrawiam!
UsuńNigdy nie prowadziłem innego bloga poza tym, który mam obecnie. Szczerze mówić staram się ograniczać czas na komputerze, bo uważam,że spędzam go zbyt wiele. Kiedyś fb mnie też interesował. Kilka przyczyn jednak spowodowało, że, chociaż mam konto, to jego nie używam. Zaglądam od czasu do czasu, żeby pośmiać się z różnego rodzaju kawałów. Mam wrażenie, że śmiechu jest coraz mniej a on to przecież samo zdrowie. Odkąd fb alokowała mojej blogowe linki, przestałem się na nim udzielać. Mam podobne podejście do blogowania, nie narzucam swojego zdania, gorących dyskusji unikam, nie komentuję ludzi o innych poglądach, bo swoje staram się trzymać dla siebie. Wolę pisać o rzeczach, które nie wzbudzają emocji. To chyba jakiś ewenement, że mężczyzna mówi a kobieta słucha, u mnie jest akurat dokładnie odwrotnie. 😂😂😂.
OdpowiedzUsuńSylwester i Dzień bez bielizny, to definitywnie proszenie o kłopot😂😂😂. Kilka innych dni mnie zainteresowało w tym grudniowym zestawieniu….nie będę jednak świntuszył…doceniam powagę Twojego bloga🙂🙂🙂
No fakt, ciekawe te niektóre święta :))). Tylko może nie wszystkie chciałabym obchodzić w większym gronie :). Co do tego gadania, to ja się rozgaduję jak mam słuchacza, a jak mam kogoś przekrzykiwać, albo wszyscy naraz gadają, to wolę odpuścić. No ale jak widać - ludzie często dobierają się na zasadzie przeciwieństw :). Ze śmiechem masz rację, podobno śmiech to zdrowie, ja też staram się szukać okazji do pośmiania się, dlatego też nawet jak czytam poważne i trudne książki, to potem biorę jakąś zabawną, lekką, łatwą i przyjemną, żeby się po prostu pośmiać i wyluzować. Albo oglądam komedie. Zatem - obyśmy mieli okazji do śmiechu i uśmiechu jak najwięcej!
UsuńMałgosiu, jak ja Ciebie rozumiem. Introwertycy... :)
OdpowiedzUsuńLubię bywać w blogosferze, lubię wiele osób z blogosfery, chociaż wiem, że dają tyle, ile chcą i w zasadzie nie poznamy tych osób dokładnie. Czasami tak myślę, czy inni nie postrzegają mnie jakoś inaczej, bo przecież piszę o tym co mi w duszy gra, ale nie opisuje swoich problemów, kłopotów, niepowodzeń, bo to nie miejsce na to. O szczęśliwych chwilach pisać lubię i raczej będę, bo często ta radość i szczęście mnie rozpiera:)
Blog już wiele razy chciałam zlikwidować, ale dobrze, że tego nie zrobiłam. Ponad rok temu założyłam konto na Ig. Podpisałam je imieniem i nazwiskiem:) ale ustawiłam jako prywatne. Wstawiam tam tylko moje prace. Lubię to miejsce - bo znalazłam tam dużo interesujących mnie kont czy postów. Ig bazuje teraz na rolkach, których nie potrafię tworzyć... jeszcze:) Ale relacje z innymi są dużo bardziej pobieżne. Często mówię - do instagramowych znajomych zagladam, z blogowymi się spotykam.
Dzemikowa przyjaźń bardzo mi się spodobała:)
Znalezisko z pudła - moje marzenie. Ależ skarb!
Uściski:)
Izuniu, dziękuję Ci za podzielenie się doświadczeniem z IG - ja też zamierzam utworzyć tam konto prywatne, pod swoim nazwiskiem. Nad FB jeszcze się zastanawiam, czy w ogóle tam wchodzić. W każdym razie to pewien etap zmian, jakie chcę wprowadzić w związku z planowaną emeryturą. Nie zamierzam pisać o sobie z detalami, ale z pewnością trochę więcej ze swojego życia ujawnię, no bo moje rozmaite aktywności (czyli jakby kawałek życia) przeniosą się w jakiejś części do internetu.
UsuńPozdrawiam Cię gorąco!
Witaj Małgosiu 🙂
OdpowiedzUsuńBardzo mi miło, że do mnie zajrzałaś i z przyjemnością zaglądam do Ciebie! Blog, który w tej chwili prowadzę też jest moim trzecim blogiem, na koniec stycznia będzie 5 lat jak go prowadzę. Pierwszy został skasowany całkowicie,bo domena została zlikwidowana,a drugi sama skasowałam,bo uznałam że jestem do bani i nie ma co się pchać do blogowania... ale czegoś mi brakowało i tak powołałam obecny... oczywiście gdy wpadam w zwątpienie czy ma to sens albo gdy szczególnie brak mi czasu to myślę o skasowaniu, ale póki co do ostateczności nie doszło 😉 co do tematów szeroko rozumianych rozmów na blogu rozumiem Cię doskonale. Ja trochę więcej pokazuje co u mnie słychać, ale są tematy których nie poruszam i nie zamierzam. Faktem jest że przy publikacji przepisów kulinarnych trudno wtrącić i polityce,na szczęście!
Przedstawione przez Ciebie święta bardzo mnie zaciekawiły. Widzę, że wypadałoby się nauczyć tańczyć tango, bo w dniu moich urodzin jest dzień tanga...😁
Co do porcelany Bolesławieckiej to mam tak, że podoba mi się od lat, ale od lat dzielnie nie wchodzę do sklepu,bo zwyczajnie pensji by mi brakło na zakupy 🤣 ale Twoja historia jest po prostu niesamowita! Ja gdybym zobaczyła taki skarb u siebie to pewnie jakimś płaczem radości by się to skończyło... ach Ci mężowie trzeba o wszystko dwa razy wypytać bo takie cuda pod nosem a człowiek w niewiedzy. Ale ogromnie się cieszę, że takie cacuszka ocaliłaś!
Historia z pieskami trochę zabawna a trochę straszna, skoro nie wiadomo co to za psisko ten Biały. Mam nadzieję że już Was nie będzie nawiedzał,a trawnik odbije się na wiosnę. Trzymam kciuki.
Wszystkiego dobrego i udanego tygodnia oraz całego grudnia, będę do Ciebie zaglądać jeśli pozwolisz 🙂
Serdecznie pozdrawiam Monika.
Może zbieg daty Twoich urodzin ze świętem tanga jest okazją do rozpoczęcia jakiegoś kursu tańca? Chociaż nie wiem, czy znalazłabyś na to czas, bo jak widziałam na Twoim blogu, to jesteś bardzo aktywna i zawodowo, i rodzinnie, i kulinarnie, no i na blogu tak dużo publikujesz, że i tak się dziwię, jak Ty sobie to wszystko świetnie organizujesz i ogarniasz :).
UsuńBiały już nie przychodzi, więc trochę mniej kłopotu, a suczce pewnie wkrótce skończy się cieczka, to i miłość do Dżemika z pewnością przygaśnie :))). Jednak będziemy musieli pomyśleć o lepszym zabezpieczeniu ogrodzenia, tak na przyszłość...
Dziękuję Ci za wizytę, Moniko i oczywiście zapraszam serdecznie :). Pozdrawiam gorąco!
też jestem introwertyczką i też kocham ,,bolesławiec". Zazdroszczę, że masz, ale przy moich kotach toby było ryzyko...Zbyt cenne to.
OdpowiedzUsuńCeramika na co dzień stoi w witrynie, za szybą, więc jest bezpieczna, a jak jej używamy, to koty raczej nie wchodzą na stół, tak więc mam nadzieję, że żadnych strat nie będzie :). Miło mi, że wpadłaś :). Pozdrawiam Cię serdecznie!
UsuńZacznę od gratulacji, bo 20 lat to piękny kawał czasu:-) Zatem gratuluję! Ja bloguję jakieś...15 lat, oczywiście ze zmianami, przeprowadzkami i przerwami. Ostatnia przerwa trwała 5 lat, myślałam, że już nie wrócę ale zaczęło mi brakować tego świata i...oto jestem;-) Zauważyłam zmiany w blogowni, znikło sporo blogów, które lubiłam i systematycznie czytałam. Ale pojawiły się inne, równie ciekawe, na które chętnie zaglądam i komentuję. Życie nie lubi próżni. Natomiast zamierzam wypisać się z FB i IG- to zupełnie odwrotnie do Ciebie:-)
OdpowiedzUsuńBardzo fajne te nietypowe święta w grudniu. Każde z nich to temat na oddzielną opowieść:-) I gdybym nie miała już zaplanowanych tematów na ten miesiąc, to chętnie wystukałabym coś np. o cukrowej lasce;-)
Ceramika z Bolesławca piękna. Moja siostra jest jej wielką wielbicielką.
Dżemik pewnie jest słodki jak jego imię. Pewnie dlatego zauroczył Pipcię:-)
A teraz porywam ciasteczko i pozdrawiam Cię serdecznie:-)
Smacznego :))). No właśnie, ja też miałam różne przerwy w blogowaniu, dłuższe i krótsze. Ale ponieważ jednak co jakiś czas wracam, to chyba znaczy, że jednak jest mi tu dobrze :). No i w związku ze zbliżającą się emeryturą postanowiłam bardziej się do tego blogowania przyłożyć i poszerzyć tę aktywność o instagram, a nad Fb jeszcze się zastanowię. Mam pomysły na kilka konkretnych tematów, które chciałabym tu stopniowo wprowadzić.
UsuńZ tych grudniowych świąt kilka mi się bardzo podoba, ale akurat cukrowa laska to raczej nie bardzo. Dzisiaj natomiast smażyłam racuchy, pasuje mi też święto czekolady, piernika i keksa :). Może uda się je odpowiednio uczcić :).
Dżemik - o tak, jest słodkim psiskiem, bardzo przytulaśnym i kochanym :).
Serdeczności dla Ciebie!
Dziękuję:-) Z tą cukrową laską to tylko żart:-) O wiele bardziej pasuje mi dzień piernika. Od 3 tygodni mam nastawiony piernik staropolski już na święta, dojrzewa sobie w lodówce. Dzisiejsze święto sobie darowałam, bo w sobotę piekłam cynamonki i objadłam się jak bąk:-)))
UsuńJa jestem na własnej emeryturze od początku roku. Gdy okazało się, że jestem chora (chłoniak) mąż zdecydował o sprzedaży firmy i tak zostaliśmy bezrobotnymi:-) Myślę, że to też był jeden z powodów mojego powrotu do blogowania. Mieliśmy podróżować, ale moje samopoczucie niestety, póki co, nam na to nie pozwala. Wymyślamy więc sobie różne zajęcia i np. bawimy się w winiarzy:-) Ja staram się nadrabiać zaległości w czytaniu ale opornie mi to idzie, bo mam problem z koncentracją.
Dobrze, że myślisz o emeryturze, że masz na nią pomysły, chcesz się rozwijać i być kreatywną:-)
Zostawiam cieplutkie pozdrowienia od siebie i Puszka:-)
Bardzo lubię pierniki :). O Twojej chorobie oczywiście wiem z Twojego bloga, poważna sprawa, ale oprócz leczenia ważne jest pozytywne nastawienie, dobry nastrój, a więc różne przyjemności, jak najmniej stresów. Twój mąż zaimponował mi tą decyzją, bardzo konkretną, ciach i już, przestawiamy życie na inne tory. To co robicie i planujecie robić, jak się lepiej poczujesz, to świetne wsparcie terapii, tak mi się wydaje. Więc trzeba planować te podróże i marzyć, bo marzenia się spełniają :). Wszystkiego dobrego!
UsuńDo IG zachęcam :)
OdpowiedzUsuńNo a fb jakoś tak chyba wymiera powoli coś mi się zdaje.
Mam profil stajni na IG, a teraz zakładałam na Fb. Dzieje się coś tylko na IG.
Tak mi się wydawało, że teraz większy sens ma IG, Dzięki za podpowiedź :).
UsuńU mnie z IG idą zdjęcia automatem na FB, ale na FB jest umieralnia. Na IG jest większy ruch. Poza tym alternatywy raczej brak... Blogger chyba najlepszy ;D
UsuńFB rozważam o tyle, że jest tam trochę fajnych grup plastycznych, można pokazać swoje prace, ale też czegoś się nauczyć. Spróbuję, zobaczymy co z tego wyniknie.
UsuńNie wiedziałam, że prowadziłaś bloga robótkowego. Te prace na pierwszym zdjęciu są Twoje? Widać przepiękną wisterię.
OdpowiedzUsuńCo do Twoich rozmyślań dotyczących, ogólnie mówiąc, blogowania to w pełni się z Tobą zgadzam. Myślę, że takie podejście jest otymalne i zdroworozsądkowe, choć oczywiście co czlowiek to inna opinia. Ja też zastanawiam się nad założeniem konta na IG związanego z działalnością gospodarczą, o rozpoczęciu której myślę. Okazuje się, że w obecnym świecie, a przynajmniej tu u mnie, konto na IG jest tak oczywiste jak posiadanie numeru telefonu. Nie masz IG - nie istniejesz ;-) Wiele firm (głównie z branży gastronomicznej) ma konto IG, a nie ma strony internetowej. Czyjegoś konta IG nie da rady przejrzeć, jeśli nie masz własnego.
Znowu różne fajne święta. Widzę Międzynarodowy Dzień Gór - w Japonii 11 sierpnia obchodzimy Dzień Gór (święto, wolne od pracy).
Z tym Bolesławcem to niesamowity zbieg okoliczności. Zupełnie jakby Mikołaj specjalnie tę paczkę dla Ciebie zostawił :) Bolesławiec od wielu lat jest bardzo popularny w Japonii. Ja nie mam, ale kiedy widzę gdzieś w sklepie, to z przyjemnością oglądam.
Owszem, dawniej sporo haftowałam, dziergałam, a także szyłam różne rzeczy dla siebie i dzieci. Dawno temu taka była potrzeba, bo mało było w sklepach gotowych fajnych ciuchów, ale też po prostu lubiłam to robić :). Instagram natomiast to u mnie odwrotnie - właśnie kończę działalność, zamykam wkrótce firmę, i konto na IG ma służyć moim prywatnym zainteresowaniom. No, zobaczymy, co z tych wszystkich planów wyjdzie, sama jeszcze muszę to sobie w głowie najpierw dobrze poukładać :). Pozdrawiam Cię serdecznie!
UsuńPS. i tak, to są moje hafty, kiedyś już na tym blogu pokazywałam, ale planuję też taki trochę wspomnieniowy wpis, to jeszcze o tym opowiem i pokażę więcej. O Bolesławcu też jeszcze będzie ;).
UsuńTo super! Z przyjemnością przeczytam i obejrzę :)
UsuńChciałam Ci też pogratulować rocznicy blogowania (taki spóźniony zapłon mam ;-)). Dziesięć lat to już bardzo długo, a 20 - to nawet trudno mi sobie wyobrazić. Podziwiam Cię za wytrwałość i życzę kolejnych lat udanego blogowania :)
Sama się dziwię, jak to zleciało :))). Dziękuję serdecznie za życzenia!
UsuńCześć. Szkoda, że skasowałaś blog poprzedni, bo to fajna pamiątka. Ale do rzeczy. Fb jest dla mnie ciągiem reklam i jedyne z czego tam korzystam, to biorę udział w bazarkach charytatywnych i skliknęłam się z kolegami z podstawówki i zrobiliśmy sobie spotkanie klasowe po latach.
OdpowiedzUsuńBlogi trochę zamierają, szkoda wielka, ale ja nadal lubię tutaj być, mimo, że zaglądam rzadziej z braku czasu. Jednak kojarzę osoby i z niektórymi koresponduję, a nawet wymieniam się kartkami czy prezentami. Poza tym to właśnie na internecie poznałam ponad 20 lat temu grupę znajomych biblionetkowiczów i ciągle się przyjaźnimy. Mało tego, to są obecnie najbliżsi mi znajomi, z którymi systematycznie rozmawiam i spotykam się, a nawet jeżdżę na wakacje.
W towarzystwie jestem bardzo rozgadana i ogólnie roześmiana, jednak po spotkaniach potrzebuję resetu i pobycia w samotności lub z samą rodziną. Dlatego odpowiada mi też życie blogowe, bo tutaj mogę być kiedy chcę i jak długo chcę.
Fantastyczna historia z kompletem z Bolesławca :)
Pozdrawiam serdecznie.
Fajna sprawa z tą grupą z Biblionetki, że macie takie dobre kontakty :). Ja właśnie myślę o FB tylko w kontekście możliwości dołączenia do grup o zainteresowaniach malarskich, bo wiem że są ciekawe np. z kursami online albo różnymi wyzwaniami rysunkowymi itp, można pokazać swoje prace, skonsultować, porównać. Spróbuję, zobaczymy.
UsuńDobrze scharakteryzowałaś życie blogowe - " tutaj mogę być kiedy chcę i jak długo chcę". Tak też właśnie o tym myślę i to mi odpowiada :).
Pozdrawiam Cię serdecznie!
Pod Twoimi rozmysleniami nt. blogowania, śmiało mogę się podpisać. Blog, to dla mnie coś w rodzaju pamiętnika. Bo wiele rzeczy zawsze się z czymś wiąże i nawet jeżeli nie są zapisane, to pewne obrazy przywołują pamięć.
OdpowiedzUsuńMam konto na fb i instagramie. Mam je po to, żeby spokojnie dotrzeć do interesujących mnie tematów, ale się raczej nie udzielam. Mało tego, uważam, ze fejsbuk jest praktyczny.! Wiele blogerek porzuciło blogi i przeniosło się na inne social media. I mam wrażenie, że ich wpisy zrobiły się jakieś takie...płaskie. I nie ma tam po co zaglądać.
Narzuciłam sobie pewne ograniczenia pod względem czasu spędzanego w social mediach. Świat dostarcza coraz więcej rozrywek, tylko jakoś nie ma sposobu na wydłużenie doby.
Gratuluję 20 lat blogowania i życzę wielokrotność tego w zdrowiu, z pomysłami i chęcią do pisania.
Serdecznie dziękuję za życzenia! Pomysłów mi nie brakuje, tylko właśnie z tym wolnym czasem zawsze problem :))). Mam nadzieję, że na emeryturze trochę się z tym poprawi, chociaż moja mama też mówi, że ciągle jej czasu na wszystko brakuje :).
UsuńO FB myślę właśnie pod kątem przydatności do wynajdywania konkretnych, interesujących mnie miejsc, np. grup plastycznych, malarskich. Spróbuję, zobaczymy. Pozdrawiam serdecznie!
Małgosiu, bardzo miło czytało mi się ten Twój wpis... może dlatego, że pozwala on trochę bardziej mi Ciebie poznać, a pewnie też dlatego, że w Twoich słowach odnalazłam wiele z siebie samej. Zwłaszcza te przemyślenia dotyczące introwertyzmu... też jestem introwertykiem i dlatego doskonale Cię rozumiem. Zwłaszcza zdarza się, że też mam problemy z taką kierowaną w moją stronę natarczywą nadaktywnością, a kiedy czuję się przebodźcowana, a zdarza się tak dosyć często, to potrzebuję wtedy wyciszenia i takiej wewnętrznej izolacji. Czuję się wtedy źle... z jednej strony mam wyrzuty sumienia, z drugiej nie mogę się zdobyć na postępowanie wbrew własnym potrzebom i przekonaniom. I u mnie także to mój mąż jest inicjatorem takich towarzyskich spotkań. Ja daję się po prostu na nie "wyciągnąć" :)
OdpowiedzUsuńPowiem Ci, że wątek ze znalezieniem bolesławieckiej ceramiki przeczytałam z wypiekami na twarzy :) Jestem wielką fanką tej ceramiki, ale też mam świadomość jej ceny. Piękny ten zestaw, zawsze miałam tak, że połączenie niebieskiego z bielą przynosiło mi takie ukojenie i wzbudzało zachwyt. A tu można powiedzieć, że u Ciebie wszechświat Cię wysłuchał i spełnił Twoje życzenie... to naprawdę niesamowite :)
Pozdrawiam Cię gorąco Małgosiu... niech te Twoje wszystkie plany spełnią się co do joty!
Uściski!!!
A to mnie zaskoczyłaś - wydawało mi się, że jesteś bardzo otwarta, towarzyska i nie przyszłoby mi do głowy, że masz cechy introwertyczne :). Już kiedyś jakieś wspólne cechy w sobie odkrywałyśmy, widać jest ich więcej :).
UsuńW tej ceramice najbardziej podoba mi się główny kolor - kobalt. I przez jakiś czas moje marzenia krążyły wyłącznie wokół tych wzorów z przewagą kobaltu. Ale parę lat temu miałam okazję być na przyjęciu, gdzie cały stół był zastawiony serwisem z tej ceramiki, ale w kolorze białym, z bardzo delikatnym zdobieniem, takie kropeczki i kwiatuszki rzadko rozsiane na tym białym tle. Podobno taki zestaw dostał kiedyś papież JPII, chyba dla niego właśnie go zaprojektowano. No i ten biały serwis, ale z wyraźnymi cechami bolesławieckiej ceramiki, zrobił na mnie wielkie wrażenie. Zastawa łącznie z wazami, półmiskami, salaterkami a nawet świecznikami. Coś pięknego. Też marzenie, ale na drugi cud już nie liczę :))).
Dziękuję za życzenia, Iwonko i pozdrawiam Cię najserdeczniej!
Małgosiu, na początek gratuluję 20 lat blogowania - to kawał czasu! Z zainteresowaniem przeczytałam Twój post. I w zasadzie pod każdym zdaniem mogłabym się podpisać. Chociaż nie mam konta na IG, czyli chyba nie istnieję ;) Blogi to miejsce, gdzie czas płynie wolniej, można wracać do starszych postów swoich czy na ulubionych blogach. Bloga prowadzę od 13 lat, tylko że ze względu na moje liczne aktywności, miewam przerwy w umieszczaniu postów. I chociaż jestem na emeryturze, to jeszcze pracuję, zajmuję się ogrodem, trochę robię na drutach, trochę podróżuję, czasem jeszcze coś dekupażuję i bardzo lubię fotografować. No i jeszcze czytam książki w tradycyjnej papierowej wersji, więc nic innego w tym czasie nie da się robić. Mamy w naszej miejscowości bardzo dobrze zaopatrzoną bibliotekę, więc jest w czym wybierać. W ogóle jestem wzrokowcem, więc u mnie zawsze jest sporo zdjęć, a pisanie idzie mi gorzej, stąd zanim coś wymyślę, mija sporo czasu. Podobnie jak Ty nie jestem ekshibicjonistką, więc nie piszę tam o moim prywatnym życiu, tylko o moich zainteresowaniach i pasjach. Również jestem introwertyczką, nie lubię powierzchownych kontaktów i nie znoszę gadania o niczym.
OdpowiedzUsuńUśmiechnęłam się na widok Twojego kompletu z Bolesławca i jego historii :))) Dobrze że ta JAKAŚ CERAMIKA trafiła z garażu na salony. Ja również w którymś momencie zamarzyłam o takim komplecie (dokładnie ten sam wzór!), ale ze względu na cenę zbierałam go stopniowo i od kilku lat mam. Ale od pewnego czasu pojawia się coraz większe bogactwo wzorów, które zachwycają, ale udaje mi się w sklepie poprzestać na oglądaniu i podziwianiu.
Spodobała mi się też historia z życia zwierząt :)
Życzę Ci wielu ciekawych pomysłów i przesyłam serdeczności :)))
Droga Lusi, to widzę, że w wielu sprawach jesteśmy bardzo podobne :). No i ja też jestem na emeryturze ale nadal prowadzę firmę (jeszcze do maja, tak sobie zaplanowałam) i nie mam ani chwili wolnego czasu, bo ciągle jest coś do zrobienia w domu, ogrodzie, przy zwierzakach itd, maluję i dziergam, czytam sporo książek, a jeszcze niedawno zaczęłam się uczyć włoskiego. Nie rozumiem, jak ludzie mogą się nudzić na emeryturze, ja mam jeszcze mnóstwo planów!
UsuńWszystkiego dobrego dla Ciebie, pozdrawiam Cię gorąco!
Ja również traktuję bloga trochę jak pamiętnik. Polubiłam blogosferę. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do mnie, oczywiście ♥️
OdpowiedzUsuńTak, blog to dobra forma pamiętnika. Tutaj mniej się pisze dla zasięgów, częściej dla siebie, dla zachowania wspomnień. Pozdrawiam serdecznie!
UsuńTo sama przyjemność jeść na tych talerzykach i pić z takich filiżanek. Też bym chciała takie posiadać. U nas w Krakowie otworzyli właśnie sklep z bolesławiecka ceramiką i szczerze mówiąc... Boję się tam iść co by nie oszaleć i nie zrobić szalenie drogich zakupów. Taka już jestem. Strach mnie wpuszczać do takich sklepów. Co do internetu to masz bardzo dobre podejście do tego. Nie każdy tak umie się upilnować. Placki ziemniaczane po prostu uwielbiam a najbardziej po węgiersku. U nas na Grodzkiej jest wyśmienita węgierska restauracja Balaton. Polecam jeśli nie byłaś. Ściskam mocno Gosiu
OdpowiedzUsuńW moim mieście byłą kiedyś fantastyczna knajpka, w której były obłędne placki po węgiersku (i parę innych rewelacji kulinarnych), niestety jakiś czas temu została zlikwidowana. Co jakiś czas ze znajomymi wspominamy, jaki tak był świetny klimat i przepyszne jedzenie. Knajp powstało w międzyczasie mnóstwo nowych, ale nikt tamtej nie przebił popularnością i doskonałością jedzenia.
UsuńW Krakowie już dawno nie byłam, mam nadzieję, że uda się zorganizować jakiś dłuzszy wypad w przyszłym roku.
Pozdrawiam serdecznie!
Przybijam piątkę! Całkowicie rozumiem rozważania na temat Fb i IG - wszystko jest dla ludzi, nawet jeśli podchodzimy do sprawy mediów społecznościowych inaczej niż większość. Sama próbowałam znaleźć swoją niszę - czy to z blogiem, czy z IG - bo gdy robiłam wszystko pod algorytmy to traciłam czas i chęci. A gdy zaczęłam tworzyć treści (nawet jeśli tylko ja sama miałabym je czytać i wspominać) - nagle... okazało się, że ludzie faktycznie do mnie zaglądają. Byłam w szoku.
OdpowiedzUsuńMyślę, że z relacjami z ludźmi jest wszędzie tak samo, czy to w sieci, czy na żywo. I w obu sferach często szwankuje komunikacja.
Co do utrzymania dystansu... popieram w pełni. Ostatnio poszłam nawet o krok dalej i gdy mam czas dla siebie, przestałam być dostępna dla innych i odczytywać wiadomości. I nie mam wcale wyrzutów sumienia z tego powodu.
Introwertycy są wspaniali <3
Otóż to :))). Dziękuję Ci za podzielenie się spostrzeżeniami na temat FB i IG, bo już się czasem zastanawiałam, czy ja jakaś zacofana może jestem i nie nadążam ;). Ale chyba jest odwrotnie - po prostu nie pasuję (nie pasujemy) do większej części społeczności na tych social mediach. Mnóstwo ludzi teraz ma wyłączone myślenie, klikają, oglądają i wrzucają obrazki, ale nie dzielą się wrażeniami i przemyśleniami. Trochę to straszne. Smartfona zaś uważam za pożyteczne narzędzie, ale nie jestem jego niewolnikiem. Pamiętam czasy sprzed ery telefonów komórkowych, były tylko stacjonarne i człowiek nie zawsze był dostępny, ale jakoś żyliśmy i porozumiewaliśmy się całkiem sprawnie. Więc teraz też nie chodzę stale z telefonem w ręce, znajomi wiedzą, że kiedyś oddzwonię czy odpiszę, a nieznanych numerów w ogóle nie odbieram.
UsuńPozdrawiam serdecznie!
Też jestem introwertyczką :-) a bloga prowadzę od dziewięciu lat , na którym jest prawie wszystko co lubię robić hobbistycznie. Przeszłam na emeryturę więc robię to co chcę a nie muszę. FB i IG tez mam ale moja aktywność w tych aplikacja jest znikoma . Mam konta głównie z uwagi na moje dzieci. Myślę , że w tych aplikacjach należy więcej się obnażać a blog jest mój jak mój świat , jak mój dom. Ceramikę z Bolesławca głównie teraz podziwiam a sklepy w tym temacie omijam. Najbardziej lubię wzory kwiatowe. Twój klasyczny zestaw jest piękny i ponadczasowy. Życzę Ci kolejnych , miłych i owocnych lat blogowania. Serdecznie pozdrawiam :-)
OdpowiedzUsuńBardzo Ci dziękuję za życzenia :). Chyba rzeczywiście pozostanę przy blogu jako głównym miejscu aktywności w internecie, a z FB i IG spróbuję i... zobaczymy :). Pozdrawiam Cię serdecznie, Bożenko!
Usuń