niedziela, 22 marca 2026

Luba Ristujczina - kolejne albumy.


Trochę w poprzednim wpisie ponarzekałam na przeczytane książki, teraz więc dla kontrastu opowiem Wam o przepięknych albumach, które zachwyciły mnie od pierwszego wejrzenia i nadzwyczajnie uszczęśliwiły. Dwie solidne pozycje, duży format ok. 33x40cm, twarde okładki, kredowy papier, bardzo konkretne wagowo - z ciekawości je zważyłam, jeden tom to około 1,7 kg ;). A zawartość - miodzio!




  • LUBA RISTUJCZINA - "Józef Chełmoński. Romantyk polskiego pejzażu"   Wydawnictwo SBM, str. 242.

Przecudny album, z mnóstwem zdjęć i pięknych reprodukcji, a jednocześnie zawierający ogrom interesujących informacji. To kolejna pozycja autorstwa Luby Ristujcziny w mojej biblioteczce, wydana w tej samej serii. W zasadzie jej książki mogę kupować w ciemno, za każdym razem jestem zachwycona. Imponująca ikonografia, fantastycznie opowiedziana historia życia i twórczości artysty, obejmująca szeroki kontekst historyczny, artystyczny, środowiskowy. 

Wydaje mi się, że Józef Chełmoński jest u nas chyba dość powszechnie znany, dzięki swoim nastrojowym pejzażom, w których widać jego zachwyt ojczystym krajobrazem, wiejskim scenkom rodzajowym, niezwykle realistycznym wizerunkom ptaków i zwierząt. Po śmierci Matejki został uznany za najwybitniejszego żyjącego polskiego malarza, ale jako człowiek budził wiele kontrowersji, głównie za sprawą wielkiego, obsesyjnego wręcz oddania sztuce, okupionego zruinowanym życiem rodzinnym. Trochę tutaj o nim w dużym skrócie przypomnę, bo obrazy (niektóre) kojarzymy, a o człowieku czasem niewiele wiemy. Ja sama zainteresowałam się jego twórczością (a co dopiero - życiem) dość późno, bo za młodu malarstwo realistyczne raczej mnie nie porywało, albowiem ekscytowałam się twórczością paryskich malarzy na przełomie XIX i XX wieku, poczynając od impresjonistów, przez ekspresjonistów, fowistów, kubistów, tzw. szkołą paryską z Modiglianim na czele (uwielbiam do dzisiaj) itd, ale fascynowała mnie także sztuka Starożytnego Wschodu. To co się działo pomiędzy oraz później - jakby mniej mnie interesowało :). 




Chełmoński od dzieciństwa wykazywał talent rysunkowy, który mógł rozwijać dzięki wsparciu utalentowanego plastycznie ojca. Nieustannie rysował i malował, już w gimnazjum marzył o zostaniu malarzem. Zaraz po egzaminach maturalnych pokazał swoje obrazy Wojciechowi Gersonowi, który kierował wówczas akademicką Klasą Rysunkową w Warszawie. Po krótkim kursie rysunku klasycznego Gerson uznał, że uczeń ma potencjał i przyjął go do swojej szkoły. Gerson wychował wielu znanych później malarzy, jak choćby Aleksander Gierymski czy Alfred Kowalski. Za podstawę jego sukcesu uważano miedzy innymi niestereotypowe metody. Jak wspominali jego uczniowie: "objaśniał budowę kształtu przez nachylenie płaszczyzn zasadniczych łączonych zaokrągleniami stosunek świateł do cieni w motywach oswietleniowych, walory tonów, proporcje i chwytanie ruchu biegiem linii w zmiennych kierunkach, a przez to wyrabiał pojęcie i o kształcie, i o wrażeniu na oko, czyli malarskim efekcie." Zachęcał uczniów zarówno do samodzielnego studiowania teorii i historii sztuki, ale także... praw fizyki. Czy pamiętacie moje rozważania o związkach matematyki ze sztuką, przy okazji haftu matematycznego? No właśnie :). Ale odbiegłam od tematu...

Lata spędzone w Klasie Rysunkowej Gersona, i wśród innych jego uczniów, ukształtowały Chełmońskiego jako artystę, ale także jako człowieka. Już wówczas całe jego życie było podporządkowane sztuce. Bywało głodno i chłodno, ale zawsze rysunek i malowanie były pierwszą potrzebą. Kiedy zmarł ojciec Józefa, rodzina znalazła się w trudnym położeniu materialnym, jednak wkrótce przyjaciel rodziny zaprosił młodego malarza do swojego majątku na Podolu, dzięki czemu Chełmoński mógł poświęcić się malowaniu stepowych pejzaży, ptaków i scen z codziennego życia chłopów i ziemiaństwa. W wielu obrazach widoczne były jeszcze wpływy i inspiracje malarstwem Gersona, ale Chełmoński zaczął już wypracowywać własny styl, w którym główną rolę grały nastrój i walory malarskie. Oto jedna z jego prac  z tego wczesnego okresu (1870r) - mały obrazek (26,5x34,5cm) "Sanie przed szałasem nocą":


źródło


Gersonowi zawdzięcza Chełmoński także udział w pierwszych wystawach w warszawskiej Zachęcie. Materialnie początkowo wiodło się młodemu malarzowi raczej kiepsko, tym bardziej, że swoimi obrazami nie trafiał w ówczesne gusta publiczności i krytyków, a po śmierci ojca został niemal bez środków do życia. Miał jednak trochę szczęścia do życzliwych sponsorów. Jednym z nich okazał się starszy kolega ze szkoły Gersona - Maksymilian Gierymski, któremu bardzo się spodobały prace Józefa. Dzięki jego pomocy Chełmoński mógł zrealizować swoje marzenie o podjęciu dalszych studiów w Królewskiej Akademii Sztuki w Monachium. W Monachium dosć szybko odnotowuje pierwsze sukcesy, krytycy piszą coraz życzliwej o jego obrazach, udaje mu się także sprzedać kilka prac. Po kilku latach wraca do Warszawy, gdzie z kilkoma kolegami malarzami wynajmuje pracownię i maluje nadal sceny rodzajowe i pejzaże. Wkrótce porzuca jednak także Warszawę, gdzie jego malarstwo nie znajdowało uznania, i udaje się do Paryża - znowu dzięki pomocy wpływowych sympatyków. Tutaj publiczność przyjmuje jego obrazy znacznie bardziej entuzjastycznie, co oczywiście przekłada się na zdecydowaną poprawę sytuacji materialnej artysty.




W tym czasie (1875-1887r) powstają obrazy o tematyce polskiej, z zapamiętanych przez artystę widoków, które nadzwyczajnie potrafił odtworzyć. Między innymi obrazy z czwórką koni - Chełmoński niemal obsesyjnie powtarzał niektóre motywy, aby osiągnać w końcu pożądany rezultat. To monumentalne dzieło (275x660cm), do którego powstało wcześniej mnóstwo szkiców, studiów i innych wersji, znajduje się obecnie w Muzeum Narodowym w Krakowie:


źródło



Jak pisze Ristujczina: "Choć wszystkie punkty zbiegu akcentują postać woźnicy, odśrodkowa kompozycja sprawia, iż stojący przed płótnem widz ma wrażenie, że za chwilę zostanie stratowany." Te rozpędzone, silne i żywiołowe konie naturalnej wielkości miał okazję podziwiać w paryskiej pracowni Podkowiński - jak sam twierdził, to właśnie te "apokaliptyczne" zwierzęta z obrazu Chełmońskiego były inspiracją do jego słynnego "Szału uniesień".

Również w Paryżu powstał obraz, który - z bogatego dorobku Chełmońskiego - ja najbardziej lubię, a mianowicie "Dropie" (66,5x100,5cm), znajdujący się obecnie w Muzeum Narodowym w Warszawie. Oczywiście najlepiej oglądać to dzieło na żywo, a zdjęcie - w powiększeniu:


źródło

Ten obraz był w pewnym sensie przełomowy dla Chełmońskiego, ponieważ od tego mniej więcej momentu porzucił dynamiczne, ekspresyjne kompozycje oraz mocne i kontrastowe barwy, na rzecz spokojnych pejzaży bez sztafażu i spokojnych, stonowanych barw. I w takim klimacie powstał drugi mój ulubiomy obraz Chełmońskiego - "Kuropatwy na śniegu" (123x199cm), namalowany już po powrocie do Polski, w Kuklówce, gdzie osiedlił się i mieszkał już do końca życia:

źródło

Za "Kuropatwy" Chełmoński zebrał mnóstwo entuzjastycznych recenzji, a następnie otrzymał  najwyższą nagrodę na Wystawie Międzynarodowej w Berlinie w 1891r.

Autorka pięknie opowiada o obrazach Chełmońskiego, analizuje szczegóły, pisze o motywach i okolicznościach powstania kolejnych dzieł, zwraca uwagę czytelnika na zmiany, jakie zachodziły w twórczości artysty pod wpływem różnych okoliczności. O "Dropiach" pisze tak (fragment): "W porannej mgle rozmywają się kontury, barwy tracą moc i wyrazistość, a przestrzeń nabiera nierealnego, baśniowego charakteru. Chełmoński z czułoscią portretuje poszukujące pożywienia stado ptaków, nadaje im indywidualne rysy, studiuje ich charakterystyczne ruchy. Jego uwaga skupia się na malarskiej materii kompozycji: barwach i rysunku podkreślającego źdźbła traw. Wyszukana kolorystyka utrzymana w złamanych błękitach, srebrzystych zieleniach i zgaszonych brązach wywołuje nastrój melancholii, ewokuje refleksje na temat przemijania i śmierci. Przypomina o zapachach jesieni, wilgotnym powietrzu i przejmującym zimnie, tak charakterystycznych dla depresyjnych listopadowych dni. Scena zaskakuje swą zwyczajnością, celebrowaniem pospolitości i ciszy."

Chełmoński, wychowany w duchu patriotyzmu, miał też wpojone poczucie obowiązku wobec społeczeństwa i swojej klasy, co wiązało się z założeniem rodziny. Wybór drogi artystycznej nie ułatwiał tego zadania, ale dopóki odnosił sukcesy - wszystko udawało się pogodzić. Ożenił się w 1978r z Marią Korwin-Szymanowską i po podróży poślubnej po całej Europie osiedlił się wraz z żoną w Paryżu, gdzie wynajął luksusowe mieszkanie, które stało się miejscem spotkań bohemy artystycznej. Dużo w tym czasie malował, jego obrazy budziły zainteresowanie klienteli także zza oceanu, jednak w pewnym momencie, po zmianie przepisów celnych, ten rynek się załamał. Chełmoński, żeby utrzymać wystawny poziom życia, do którego zdążył już przywyknąć, maluje więc coraz więcej, ale też gorzej, co spotyka się znowu z krytyką. Pogarszająca się sytuacja finansowa i zła passa malarska odbijają się na życiu rodzinnym. Rodzina wraca do kraju, Chełmoński maluje, podróżuje po Kresach w poszukiwaniu tematów do pejzaży, rodzą się kolejne dzieci, dwaj synowie jednak umierają. Ostatnia córka urodziła się już po rozstaniu rodziców - z jej późniejszych relacji wiemy, że Chełmoński odciął jej matkę od starszych córek i nie interesował się losem żony ani ostatniej, utalentowanej plastycznie córki. Zresztą starsze dziewczynki też wysłał na pensję. Czułym i troskliwym ojcem to on na pewno nie był, podobno także wobec żony stosował przemoc fizyczną i psychiczną. Zresztą zawsze najważniejsza dla niego była sztuka, a po rozstaniu z żoną zaczął stronić od ludzi, więcej za to obcował z naturą i nieustannie malował, co znowu zaowocowało sukcesami artystycznymi. Krytyka w tym czasie mu sprzyja, Chełmoński bierze udział w kolejnych ważnych wystawach, otrzymuje liczne nagrody, sprzedaje swoje dzieła.

Ludzie nie zapamiętali go - jako człowieka - zbyt dobrze, ale sądząc po jego pracach był uważnym obserwatorem i człowiekiem wrażliwym na stosunki społeczne panujące na wsi. Namalował mnóstwo scen rodzajowych, których bohaterami byli przedstawieni bardzo realistycznie chłopi polscy i ukraińscy. Pod koniec życia, kiedy pogorszył się stan jego zdrowia, Chełmoński zupełnie już unikał towarzystwa innych ludzi i popadł w dewocję. 

Książkę czyta się z dużą przyjemnością, to pięknie opowiedziana historia, no i ogromnym plusem albumu jest ogromna ilość reprodukcji, dzięki czemu można równolegle do tekstu przyglądać się szczegółom obrazów, bez konieczności szperania po internetach.

********


  • LUBA RISTUJCZINA - "Alfons Mucha. Mistrz secesji i plakatu". Wydawnictwo SBM, str. 240.
I oto już szósty w moim księgozbiorze album Ristujcziny (planach mam kolejne).



Z Wikipedii: Alfons Maria Mucha 1860-1939 - czeski grafik i malarz, jeden z czołowych przedstawicieli secesji i fin de siecle'u. Twórczość Muchy łączy tradycje bizantyńskie i współczesne. Znakiem rozpoznawczym Muchy są grafiki kobiet w stylu belle epoque – wyidealizowana postać pięknej kobiety otoczonej naręczem kwiatów i liści, symbolami i arabeskami.

Jego ojciec pracował jako woźny w sądzie, więc rodzinie się nie przelewało, a sam Alfons dosć szybko musiał podjąć pracę jako sekretarz gminny, żeby pomóc w utrzymaniu rodziny. Marzył jednak o malowaniu, brał więc dorywcze prace, które umożliwiały mu zajęcie się tym, co sprawiało mu przyjemność. Początkowo zajmował się przygotowywaniem dekoracji i plakatów związanych z wydarzeniami kulturalnymi w rodzinnym mieście. Bez powodzenia próbował dostać się do praskiej Akademii Sztuk Pięknych, wyjechał więc do Wiednia, gdzie zatrudnił się w znanej pracowni projektowania dekoracji teatralnych. Następnie, dzięki protekcji czeskiego hrabiego Khuen-Belasiego podjął studia w monachijskiej Akademii Sztuk Pięknych, a stamtąd przeniósł się do prywatnej Akademii Julian w Paryżu. W stolicy Francji osiadł na dłużej. Tutaj zetknął się ze środowiskiem impresjonistów, a z Gauguinem miał nawet przez pewien czas wspólną pracownię. Podejmował różne zlecenia na projektowanie ilustracji do książek oraz plakatów. 

Przełomowym momentem w jego karierze było zaprojektowanie plakatu do sztuki teatralnej "Gismonda", w której główną rolę grała ówczesna gwiazda - Sarah Bernhardt. Nieznany artysta momentalnie został okrzyknięty jednym z najwiekszych twórców secesji, a pięcioletni kontrakt z Bernhardt umocnił tę pozycję. Projektował plakaty, scenografię, kostiumy, a nawet biżuterię aktorki.




Od tej pory tworzył grafiki na zamówienie, różnego rodzaju afisze i prospekty reklamowe, kalendarze, okładki książek i czasopism, a także projektował serie obrazów drukowanych na jedwabiu. Były to kolekcjonerskie tzw. panneaux decoratifs, złożone z kilku grafik z jednym przewodnim motywem, jak np. pory roku, kamienie szlachetne, kwiaty itp. Te same grafiki były powielane na pocztówkach i w nieco większych formatach i doskonale się sprzedawały. 


cykl "Kamienie szlachetne" (źródło)

Z czasem otrzymywał zlecenia coraz bardziej ambitne, projektował wnętrza reprezentacyjnych obiektów, witraże, meble, ale także drobne przedmioty jak sztućce i inne naczynia, oczywiście w tej niezwykle dekoracyjnej secesyjnej stylistyce.

Sala Burmistrzowska w Pradze
projekt Malowideł i wystroju A. Mucha


po lewej wnętrze sklepu jubilerskiego, po prawej ozdoby biżuteryjne
- projekty Alfonsa Muchy

Alfons Mucha pochodził z rodziny katolickiej i sam początkowo był gorliwym katolikiem, interesował się jednak także mistycyzmem, a w czasie pobytu we Francji przystąpił do paryskiej loży masońskiej Wielkiego Wschodu Francji. 60 lat po II wojnie światowej ujawniony został duży zbiór dzieł Muchy poświęconych tematyce masońskiej - obrazy, malowidła, projekty regaliów i symboli przeznaczonych do czeskich i słowackich lóż. Prace te przechowywała pewna czeska rodzina, ukrywając je najpierw przed NSDAP, a potem przed komunistami.

Życie osobiste, rodzinne, układało mu się nadzwyczaj dobrze, ożenił się w 1906r i wkrótce doczekał się syna i córki. Bardzo często malował żonę i dzieci, niekiedy w przedstawieniach alegorycznych.


po lewej portret żony, po prawej projekty opakowań


W 1910 roku rozpoczął pracę nad cyklem nazwanym "Epopeja słowiańska", przedstawiającym w monumentalnej formie dzieje Słowian od prehistorii aż do XIX wieku. Łącznie w ciągu 18 lat namalował w tym cyklu 20 obrazów o rozmiarach ponad 6x8 metrów. Sponsorem przedsięwzięcia był poznany w czasie pobytu artysty w USA milioner, dzięki któremu Mucha mógł poświęcić się tej pracy, która miała być dziełem jego życia i spełnieniem patriotycznych marzeń. 

jeden z obrazów z cyklu "Epopeja słowiańska" (źródło)


Cykl jednak nie spotkał się z przychylnym przyjęciem w jego ojczyźnie. Zarzucano mu reakcyjny akademizm i nacjonalistyczną interpretację faktów. Nieco lepiej odbierano jego dzieła w USA, jednak artysta do końca życia pozostał w Pradze, gdzie w 1939r zmarł wkrótce po wkroczeniu wojsk hitlerowskich i po przesłuchaniu przez gestapo. Ristujczina dosć obszernie opisuje poszczególne obrazy "Epopei słowiańskiej", z odniesieniem do historii i wyjaśnieniem alegorii przedstawionych na obrazach.


po lewej żona artysty pozująca do jednego z obrazów,
po prawej obraz z cyklu "Epopeja słowiańska"


Oczywiście wszystkie te informacje są dostępne gdzieś tam w internecie, można też wybrać się do muzeum i zobaczyć oryginały obrazów, ale ja uwielbiam mieć w domu w zasięgu ręki takie albumy, które stanowią kompendium wiedzy o artyście i jego dziełach, lubię czasem sięgnąć na półkę i przypomnieć sobie to i owo, oglądając jednocześnie piękne reprodukcje. Albumy autorstwa Ristujcziny zawierają oczywiscie bogatą bibliografię i źródła zdjęć, a także ilustrowane kalendaria z najważniejszymi momentami z życia i twórczości artystów.

********


Linki do postów, w których pisałam o innych książkach Luby Ristujcziny:

"Gustaw Klimt. Twórca złotej secesji"

"Stanisław Wyspiański. Artysta i wizjoner"


"Wojciech Kossak - najwybitniejszy batalista"

"Józef Mehoffer - geniusz polskiej secesji"

********

Wieści z życia rodzinnego: my oczywiście ciągle młodzi, ale kotki nam się starzeją, zwłaszcza Sabinka. Ma co prawda dopiero 10 lat, ale swoje przeżyła. Kiedyś była postrachem osiedla, ganiała wszystkie obce koty, mówiliśmy, że Sabcia rządzi na dzielni. Niestety przejawiało się to także silnym instynktem łowieckim - Sabinka polowała na wszystko, co się rusza (ptaki, ryby, padalce). Od pewnego czasu jednak ma widoczne oznaki Alzheimera - zapomina, że już jadła i co chwila żąda napełnainia miseczki, kręci się w te i wefte, patrzy na nas pytająco "co to ja chciałam?", niektóre skoki z mebla na mebel wychodzą jej jakoś niezdarnie, czasem nie wyceluje, widać że ma obawy przed bardziej karkołomnymi akrobacjami. Ostatnio jakiś katarek się przyplątał i oczka cóś kaprawieją... Trzeba zrobić kotu przegląd. Nasza najstarsza koteczka dożyła 18 lat, no ale dla kota wychodzącego 10 lat to też już słuszny wiek. No i niestety z Basiunią też coś jest nie teges, pojawiło się posikiwanie z krewką, tak lekko podbarwione, no ale trzeba czym prędzej kotę zbadać. Tak że po roku czy prawie dwóch spokoju zdrowotnego ze stadem - ten tydzień będzie pod znakiem wędrówek do weta.

********

30 komentarzy:

  1. Takie piękne wydane albumy przykuwają moją uwagę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W dodatku stosunek ceny do jakości jest zachęcający. Lepiej kupić taki album pełen treści i mnóstwa ilustracji, niż kilka albumików ze słabą zawartością.

      Usuń
  2. Znam tylko niektóre obrazy Chełmońskiego. "Kuropatw" już nie, a to taki piękny obraz! Nic dziwnego, że zebrał mnóstwo entuzjastycznych recenzji i otrzymał nagrodę. Nie chcę absolutnie tłumaczyć postępowania Chełmońskiego jako człowieka, ale być może gdyby zachowywał się inaczej, porządniej (?), to nie namalowałby tak pięknych obrazów. Mam taką swoją prywatną teorię, że każdy wybitny artysta ma jakiś "feler" jako człowiek.
    Trzymam kciuki za koteczki i życze zdrówka :)
    I brawa dla pani Luby Ristujcziny za interesujące przedstawienie postaci malarzy, a dla wydawnictwa za piękne albumy pełne zdjęć obrazów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kuropatwy były bardzo długo moim najulubieńszym obrazem Chemońskiego, dopóki nie zobaczyłam Dropi. Piękne są też jego obrazy z żurawiami, no ale nie mogłam przecież wklejać tutaj wszystkich jego cudownych obrazów :).
      Dziękuję w imieniu kotków, mam nadzieję, że wszystko da się naprawić i szybko wrócą do dobrej formy :). Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  3. Och, secesja! nigdy mi się nie znudzi, ostatnio w Toruniu wyczaiłam kolejną kamienicę z secesyjnymi elementami.
    No tak, zwierzaki nam się starzeją także, w dodatku nie skarżą się...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, człowiek musi być czujny, żeby nie przegapić choroby zwierza i w porę ratować. Secesja jest dość powszechnie lubiana, ja też uwiebiam, bo ja w ogóle mam słabość do takich zawijasów, płynnych linii i roślinnych motywów :).

      Usuń
  4. Piękne albumy, uwielbiam takie czytać. Twórczość obu malarzy znam, choć Muchy może nie aż tak dobrze. Chyba muszę sięgnąć do literatury. :) Trzymam kciuki za kociaki, moje są w podobnym wieku, ale jeszcze w miarę się trzymają. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za kciuki! Mucha długo kojarzył mi się głównie z tymi plakatami, nie wiedziałam nic o "Epopei słowiańskiej" i w ogóle niewiele o malarstwie. Dobrze jest czasem zagłębić sie w temat i odkryć coś nowego. Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Przepadłam na kilka godzin, ale warto było...

    OdpowiedzUsuń
  6. Małgosiu, Chełmoński to moja pierwsza miłość. Od niego zaczęła się moja przygoda z poznawaniem sztuki.
    W szkole zobaczyłam właśnie "Czwórkę". Miałam już swój wiek, bo chodziłam do 4 klasy:) i nie mogłam oderwać wzroku od reprodukcji, którą pokazał nauczyciel. Okazało się, że w domu mamy taką książeczkę - harmonijkę z jego reprodukcjami, taką pocztówkową:)
    Zajrzałam do księgarni, aby sprawdzić cenę:) Kolejna pozycja do zakupu. Na razie moim głównym źródłem jest Niezła Sztuka - uwielbiam tam zaglądać:)
    Głaski dla kotków. Niech wyzdrowieją szybko! My teraz leczymy Bazyla. Już drugi raz okulał - stawy. Nie może zrozumieć biedaczek, że piłeczki już nie dla niego:( , ale zostały nam spacerki:)
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale co Ty piszesz, aż mną wstrząsnęło - Bazyl ma problemy ze stawami? przecież to jeszcze młody pies! No coś takiego... Dżemik wciąż szaleje z piłeczkami... no ale właśnie myślałam, że jakiś przegląd też mu trzeba zrobić, żeby nas coś nie zaskoczyło. Jak na razie nie było żadnych kłopotów, poza tym że trzeba było dietę trochę zmodyikować, bo nie wszystko co lubił mu służyło. Dzięki za głaski dla koteczków :).
      Do Niezłej Sztuki też stale zaglądam, w tym wpisie są dwa zdjęcia zaczerpnięte właśnie od nich, bo doczytywałam tam to i owo o Musze i Chełmońskim. Ja ze szkoły pamiętam Chełmońskiego tylko "Orkę", "Bociany" (oba te obrazy są tutaj we wpisie na zdjęciach) i "Babie lato". Ale wtedy nie byłam nimi zachwycona, zresztą chyba te reprodukcje podręcznikowe były kiepskiej jakości w tamtych czasach.
      Ściskam Cię mocno a Bazylowi życzę zdrówka!

      Usuń
    2. Młody, ale najwyraźniej problem ze stawami ma. Ostrzegała mnie behawiorystka psia, że bieganie za piłką u owczarków może się tak skończyć. Nasz psiur, ma na punkcie piłek bzika. Podtyka je nam pod nogi, pod ręce i prosi o aportowanie. Chyba przesadziliśmy, a jak wiesz, ma psie adhd i w ogóle jest non stop "nakręcony". Dopadła go ta dolegliwość jesienią. Suplementowaliśmy, ale z miesiąc temu wróciła i bez przeciwzapalnych leków się już nie obyło. Co dziwniejsze, to przednie łapy. Zawsze myślałam, że u owczarków stawy biodrowe wysiadają. Teraz dmuchamy na zimne. Bieganie ograniczamy do minimum. Oczywiście, nie da się, gdy jelenie na polu, ale piłek nie rzucamy. Masażyki, wygrzewanie, spacerki i dieta:)))

      Usuń
    3. Ojej, straszne rzeczy... O dysplazji stawów biodrowych słyszałam, ale Dżemik jest z jakiejś pospolitszej linii, bo nie chodzi w takim dziwnym przykucu jak te super rasowe owczarki, więc tutaj większych problemów się nie spodziewałam. No ale trzeba być czujnym...

      Usuń
  7. ech, kocie chorowania to jest dramat. Maniek ma 16 lat. i powiem ci że o alchajmerze nie pomyślałam, ale neurologiczna chorobę vet podejrzewał. przygnębia mnie to bardzo.
    Z albumów wybieram Alfonsa :-) dzięki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oprócz tej z alzheimerem mamy też kotkę w spektrum autyzmu. To są moje diagnozy, co prawda, ale w porównaniu do ludzkich przypadłości wszystko się zgadza. Oprócz obdarzania anielską cierpliwością niewiele chyba można z tym zrobić. Kilka lat temu mieliśmy taki rok, kiedy odeszły kolejno trzy zwierzaki - dwa psy i kot. Było trochę spokoju, no ale dla zwierzaków kilka lat to pół życia, więc przez ten czas te młode nagle zrobiły się nieco podstarzałe i znowu zaczynają się geriatryczne problemy. Takie życie...

      Usuń
  8. Ciekawe informacje na temat malarzy, ich twórczości i życia. No cóż, zwierzaki są z nami latami, a potem odchodzą. My niedawno pożegnaliśmy naszą 16-letnią yorusię...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, zwierzaczki żyją znacznie krócej niż ludzie. Mieliśmy dużo zwierząt, niby człowiek trochę się z tym oswaja, ale każdego opłakujemy...

      Usuń
  9. Dziękuję, Megi, za ten piękny post. Oglądałam piękną wystawę Chełmońskiego w Muzeum Narodowym w Warszawie. Możliwe, że jeszcze jest w Krakowie, bo tam wtedy pojechałam na Boznanska. Widziałam również "Czwórkę "w Sukiennicach. Robi ogromne wrażenie wielkością i rozmachem.Podejrzewam, że kiedy wystawy się skończą, to wiele obrazów wróci do Radziejowic koło Grodziska mazowieckiego.
    Mucha był bohaterem wystawy immersyjnej w Fabryce Norblina i też byłam zaskoczona jego późniejszą twórczością. Najbardziej jednak lubię jego secesyjne plakaty.
    O wystawie mojej ulubionej Łady - Maciąg wyczytałam w Niezłej sztuce. W Siedlcach jest największa kolekcja jej prac na pewno bym je odwiedziła.
    Dziękuję za polecenie tych albumów o pozdrawiam wiosennie.
    Kotkom i Wam współczuję choroby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Krakowie chyba już nie ma Chełmońskiego, mieliśmy się wybrać z przyjaciółmi, ale choroby trochę nam plany pokrzyżowały. Trzeba będzie pojeździć po różnych muzeach, żeby to wszystko obejrzeć. Obiecuję sobie, że na emeryturze już mi żadna taka ważna wystawa nie umknie :).

      Usuń
  10. Witaj Małgosiu 🥰
    Piękna kolekcja albumów, dziękuję że się nimi z nami podzieliłas. I swoją wiedzą! Tak jak napisałaś obrazy Chełmońskiego jakoś się kojarzy, ale jako człowieka go nie znałam. Ale widzę że nie polubiłabym go 😉 chociaż dzieła jego są imponujące!
    O drugim artyście w ogóle nie słyszałam, więc jeszcze bardziej dziękuję za dawkę wiedzy. Nigdy nie miałam duszy artystycznej i pewnie sama nie szukałabym informacji na ich temat,a tak chociaż ziarnko wiedzy mam. Na swoją obronę powiem że lubię chodzić do muzeów aby podziwiać obrazy 🤗
    Trzymam kciuki za koteczki. Mam nadzieję że wrócą do zdrowia! Tobie także dużo zdrowia życzę Kochana 😘
    Gorące uściski 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że chodzisz do muzeów :). Dobrze jest obcować ze sztuką, czlowiek inaczej patrzy potem na świat. To tak jak z muzyką - nie trzeba sie na niej znać, ale warto słuchać.
      Dziekuję Ci pięknie za życzenia, ja Tobie też życzę wszystkiego dobrego :).

      Usuń
  11. Takie cudowne albumy piękne będą dekorować domową biblioteczkę.
    Tak, Chełmoński jest dobrze znany. Myślę też, że przez to, że jest często omawiany w szkole. I dobrze ;) Sama nadal wiele z tego pamiętam. Pozdrawiam ciepło! Miłego początku wiosny💛🌸
    Angelika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No fakt, albumy na półce też dobrze wyglądają, ale najbardziej cieszy mnie ich zawartość :). Pozdrawiam wiosennie!

      Usuń
  12. Tyle książek by się chciało mieć!
    Swoim wpisem zachęciłaś mnie do kupna albumu o Chełmońskim. Mój wnuczek bardzo lubi książeczki z realistycznymi obrazami i obrazkami, więc niech chłopak ma kontakt ze sztuką. A i reszcie domowników się przyda.
    Koty to bezzwrotna inwestycja. Usługi weterynaryjne drogie, dobra karma droga. Ekh...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, bardzo dobry pomysł, lepiej żeby dziecko oglądało albumy, niż gapiło się w bzdury generowane przez AI. W moim domu rodzinnym nie było jakoś dużo albumów ze sztuką, ale z dzieciństwa pamiętam piękny duży tom z reprodukcjami obrazów Matejki - mogłam to oglądać godzinami.
      A co do kotów, to nie zgadzam się z tym, że to bezzwrotna inwestycja! Koty to ich mruczenie, mizianki i przytulanki, obserwowanie jak koty sie bawią, przeciągają na słońcu - to przecież jest fantastyczne i uszczęśliwia człowieka :).

      Usuń
  13. Piękne wydania. Mnóstwo godzin można nad nimi spędzić i nie znudzą się.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  14. Niestety przegapiłam wystawę Chełmońskiego w Krakowie i bardzo żałuję bo jest na czym oko zawiesić. Super, że masz te albumy na półce. Ja mam o Van Goghu, mama mi kiedyś z Paryża przywiozła, bo lubiłam malować i żywo interesowałam się jego twórczością. Chyba też sobie kupię album z dziełami Chełmońskiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym co chwila kupowała jakieś albumy, no ale to na ogół dosć kosztowna przyjemność :). Część obrazów Chełmońskiego będzie można obejrzeć w MN w Warszawie na wystawie kolekcji Milewskiego.

      Usuń

Jeśli Twój komentarz nie pojawił się od razu, to niestety wina nowej (gorszej) wersji bloggera, który z nieznanych mi powodów wrzuca niektóre komentarze do spamu - ale nie martw się, na pewno go znajdę i opublikuję :).