piątek, 27 marca 2026

Milewski, Sveta Katarina i kwietniowe świętowanie.

Zacznę od małej retrospekcji... W maju 2021r, kiedy WHO poluzowała część ograniczeń związanych z pandemią covidową, wybraliśmy się z przyjaciółmi do Chorwacji. Ktoś ze znajomych polecił nam wyspę Świętej Katarzyny. 

W Chorwacji byłam wiele razy, za każdym razem w innym miejscu, ale na Katarinie podobało mi się najbardziej. Może jeszcze kiedyś tam wrócimy, z tym że jedną z zalet tamtego pobytu był ten szczególny fakt, że było to pierwsze otwarcie po dwóch latach pandemicznego zamknięcia, w związku z czym turystów było jeszcze niewielu. Za to mnóstwo rybitw, które pozakładały gniazda na bezludnej wyspie i się dziwiły, że jednak jakieś człowieki się pojawiły :). Nie były dokuczliwe, chociaż przy śniadaniu na hotelowym tarasie trzeba było pilnować talerza, ale krzyczały na nas, jak podeszlismy za blisko krzaków,w których one miały akurat młode. Fajnie było podglądać te ptasie rodzinki, młode w różnym wieku, niektóre nieloty jeszcze w upierzeniu przypominającym futro. Trochę je dokarmialiśmy. No ale wracając do tematu... w efekcie tego pierwszego otwarcia - brak tłumów, za to obsługa miała mniej roboty, w związku z czym bardziej się koło nas uwijała ;). No i to taka zielona wyspa, to mi się podobało, bo nie lubię ani spalonych słońcem plaż i bezdrzewnych połaci, ani tych chorwackich ciasnych uliczek w miasteczkach w stylu rzymskim, szczególnie jak żar się z nieba leje i duchota tam panuje.

Na Katarinę ze stałego lądu można się dostać tylko wodną taksówką (ewentualnie wpław, co młodzież czasem praktykuje), kursującą co pół godziny, bez żadnych opłat. Samochód zostawia się na parkingu w pobliżu kapitanatu portu, zabiera manatki i wsiada na pokład. Po kilku minutach rejsu jesteśmy na wyspie, obsługa zabiera bagaże meleksem do hotelu, a pasażerowie pokonują pieszo te całe 50 metrów do recepcji. Cała wyspa to teren i obiekty należące do jednego hotelu, mnóstwo zieleni i alejek do niezbyt intensywnego spacerowania. I zero samochodów, motorków i dyskotek.


po lewej wyspa Sveta Katarina, po prawej Rovinj - widać różnicę :)
zdjęcie z internetu


A tu widok z Katariny na Rovinj:

zdj. moje


Ponieważ gości, jako się rzekło, było jeszcze bardzo mało, to basen hotelowy w ciągu całego dnia wyglądał jak w prospektach reklamowych - niemal pusty:


zdj. moje


Zamówione drinki dla czterech osób przyniosło nam dwóch kelnerów i kierownik sali. Tak nas obskakiwali, że czuliśmy się jak milionerzy na prywatnej wyspie. No ale ja nie o tym chciałam... 

Codziennie wyprawialiśmy się na stały ląd - do Rovinij, żeby połazić, zjeść kolację itd, czasem gdzieś dalej.  Natomiast na "naszej" wyspie spacerowaliśmy i leniuchowaliśmy nad basenem albo na plaży. I w trakcie tego łazikowania po zakamarkach wyspy odkryliśmy taką oto tablicę na ścianie głównego budynku hotelu, nieco zasłoniętą jakimś krzakiem, tak że nie rzuciła nam się w oczy od razu:

zdj. moje

Można sobie powiększyć, ale dla ułatwienia przepisałam tę część, która jest po polsku:

IGNACY KAROL hrabia KORWIN MILEWSKI

27.04.1846 - 16.10.1926

Wybitny polski kolekcjoner malarstwa, mecenas sztuki, kawaler maltański, 

od 1899 do 1926 właściciel i mieszkaniec wyspy Święta Katarzyna,  

fundator najstarszej części tej rezydencji, 

wzniesionej dla eksponowania cennej kolekcji malarstwa polskiego.


Przyznam się, że o panu Milewskim wcześniej nie słyszałam, albo nie zapamiętałam. Czym prędzej uzupełniłam więc wiedzę i teraz Wam o nim co nieco opowiem, bowiem jest ku temu szczególny powód... Informacje na temat burzliwego życia i oryginalnych pomysłów Milewskiego podaję w oparciu o artykuł zamieszczony na portalu "Niezła Sztuka" (link) z roku 2017 - którego źródłem jest prawdopodobnie artykuł na portalu "Rynek i Sztuka" (link) z roku 2013, bo większość tekstu powtórzona jest słowo w słowo, chociaż na Niezłej Sztuce nie ma o tym wzmianki. A może oba artykuły mają jeszcze jakieś inne wspólne źródło, do którego się nie przyznały? A pod każdym tekstem podpisała się inna osoba. Ot, taka trochę niesmaczna ciekawostka... Cytaty poniżej pochodzą z "Niezłej Sztuki", reprodukcje z "Niezłej Sztuki" i Wikipedii.

Ignacy Karol Korwin-Milewski urodził się 27 kwietnia 1846 roku. Wysoki poziom materialny rodzina zawdzięczała imponującemu posagowi matki Ignacego. Dzięki temu on i jego młodszy brat odebrali staranne wykształcenie za granicą (obaj ukończyli wydział prawa w Paryżu). W 1870 roku Ignacy postanowił jednak, że chce zostać artystą malarzem i w tym celu przeniósł się do Monachium, ówczesnej mekki polskich artystów. Ostatecznie jednak po pięciu latach studiów doszedł do wniosku, że jego talent nie jest wystarczający, aby pozostać przy tym zajęciu. Pojechał zatem do Rzymu, aby - z sukcesem, dzięki pieniądzom, oczywiście - wystarać się u papieża o dziedziczny tytuł hrabiowski. Nie do końca rozumiem ten zabieg, bo oboje rodzice Ignacego pochodzili ze szlacheckich rodów herbowych (vide - Wikipedia), no ale mniejsza z tym, może papieska pieczątka była do czegoś potrzebna. (EDIT: w komentarzu pod postem Lech wyjaśnił tę kwestię, można sobie doczytać.) Następnie oddał się działalności politycznej, która przyniosła mu sławę warchoła, a także awanturniczego snoba. Ostatecznie, po licznych romansach i ekscentrycznych wybrykach, jednym z ostatnich pomysłów był zakup jachtu, którym odbywał rejsy po Morzu Śródziemnym. "Morskie eskapady natchnąć musiały Milewskiego do dokonania jednego z bardziej oryginalnych zakupów epoki, mianowicie wyspy eksterytorialnej Santa Catarina na Adriatyku u wybrzeży Chorwacji, nieopodal miasta Rovinj, na której zamieszkał na stałe w 1905 roku. Tam też niebotycznym kosztem wystawił pałac według projektu krakowskiego architekta, Teodora Talowskiego, pałac, który stał się domem dla gromadzonej już wtedy fantastycznej kolekcji obrazów." 

"Stańczyk w czasie balu na dworze królowej Bony wobec straconego Smoleńska"
Jan Matejko


Na marginesie dodam, że akurat nazwisko Talowskiego jest mi znane, a to za sprawą cyklu książek Maryli Szymiczkowej o profesorowej Szczupaczyńskiej. Zawarte w nich opisy kamienic projektowanych przez Talowskiego skłoniły mnie swego czasu do bliższego zapoznania się z jego działalnością i tym sposobem dowiedziałam się, że na Świętej Katarzynie, w Chorwacji, mieszkałam w hotelu, który był niegdyś zaprojektowanym przez Talowskiego budynkiem przeznaczonym na galerię sztuki polskiego hrabiego.

Aleksander Gierymski
 "Żydówka z cytrynami"


Od tego mniej więcej czasu Milewski nieco się ustatkował i poświęcił dużo czasu i pieniędzy na stworzenie niezwykłej kolekcji malarstwa polskiego. O koncepcji tej kolekcji sam tak mówił: „Życząc sobie mieć zbiór mniej więcej kompletny i stanowiący całość oryginalną, choćby w skromnych rozmiarach, muszę się ograniczyć pewnymi ramami, a za takowe wybrałem specjalność w rodzaju Nowej Pinakoteki w Monachium. Że więc nabywam obrazy artystów-rodaków, obecnie żyjących, a między takimi wyłącznie tych, co należą lub należeli do szkoły monachijskiej”. 


Józef Chełmoński
 "Scena z powstania styczniowego"




Żeby ten cel zrealizować, Milewski nawiązał bliskie kontakty z polskimi artystami, odwiedzał ich w pracowniach, wspierał, sponsorował. "Zgodnie ze sformułowaną przez siebie teorią kolekcjoner włączał kolejno do swego zbioru dzieła, które dziś uznawane są za kanon polskiego malarstwa. Wymienić pośród nich należy między innymi "Plac Opery Paryskiej nocą", "Trumnę chłopską" i "Anioł Pański" Aleksandra Gierymskiego, "Targ na konie na Groblach w Krakowie" Juliusza Kossaka, "Babie lato" Józefa Chełmońskiego, "Pocztylion" Alfreda Wierusza-Kowalskiego, "Łowienie raków" Leona Wyczółkowskiego, "Stańczyka" Jana Matejki czy "Aktorów przed Hamletem" pędzla Władysława Czachórskiego"W kolekcji znalazły się także obrazy Piotra Michałowskiego, Stanisława Witkiewicza, Franciszka Żmurko, Wincentego Wodzinowskiego, Józefa Brandta, Józefa Pankiewicza, Jacka Malczewskiego, Anny Bilińskiej-Bohdanowicz, Jana Stanisławskiego.


"Łowienie raków" Leon Wyczółkowski (źródło)


Ciekawym i ambitnym pomysłem było zamówienie autoportretów żyjących wówczas polskich malarzy. "Zamówieniom składanym malarzom towarzyszyły liczne obostrzenia, do których każdy z twórców, jeżeli chciał umieścić swój autoportret w zbiorze kolekcjonera, musiał się dostosować. Milewski pragnął posiadać wizerunki artystów wszystkie w tym samym formacie, modele mieli być tak samo upozowani: na wprost, w ujęciu do kolan z paletą w dłoni, zachowując przy tym naturalną wielkość malowanej postaci."

Prawie 20 artystów przystało na te warunki, za wyjątkiem Matejki, który uzyskał od protektora ustępstwo i wykonał swój autoportret w pozycji siedzącej w fotelu. Obecnie 17 z tych autoportretów znajduje się w Muzeum Narodowym w Warszawie.

Autoportret - Jan Matejko


W roku 1883 Milewski rozpoczął starania o przekazanie całego zbioru obrazów społeczeństwu polskiemu. Chciał nawet przeznaczyć odpowiednią kwotę na wybudowanie gmachu muzealnego, jednak rozmowy prowadzone z władzami Krakowa i Lwowa na temat konkretnej lokalizacji i zapewnienia bezpieczeństwa zbiorom nie przyniosły rezultatu. Kolekcja została więc udostępniona zwiedzającym do oglądania w Wiedniu, gdzie cieszyła się ogromnym zainteresowaniem, po czym odbyła wędrówkę po salach wystawowych w całej Europie.


Jacek Malczewski 
"Autoportret z paletą"


W 1922r na skutek wylewu krwotocznego Milewski został częściowo sparaliżowany, a zasoby finansowe, którymi tak rozrzutnie gospodarował (częściowo też odebrane przez byłą żonę i kochanki), poważnie się skurczyły. Ostatecznie zdecydował się na sprzedaż swoich zbiorów, jednak nie znalazł odpowiedniego kupca na kolekcję jako całości. Obrazy zostały więc wystawione na aukcji i kolekcja uległa rozproszeniu. Obecnie znaczna jej część znajduje się w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie. Milewski zmarł w 1926r w chorwackiej Puli i został pochowany w Rovinj. W tym roku przypada więc 180 rocznica jego urodzin i 100 rocznica śmierci.



A teraz czas na comiesieczną przypominajkę - co można świętować w kwietniu:
  • 1 kwietnia - Międzynarodowy Dzień Ptaków
  • 1 kwietnia - Międzynarodowy Dzień Klauna
  • 3 kwietnia - Dzień Tęczy
  • 4 kwietnia - Dzień Marchewki
  • 4 kwietnia - Światowy Dzień Bezdomnych Zwierząt 
  • 5 kwietnia - Dzień Karmelu
  • 7 kwietnia - Międzynarodowy Dzień Domków dla Lalek
  • 8 kwietnia - Międzynarodowy Dzień Opozycji przeciw GMO
  • 8 kwietnia - Dzień Miłośników ZOO
  • 9 kwietnia - Międzynarodowy Dzień Jednorożca (powstał jako konkurencja do depresyjnego Blue Monday)
  • 12 kwietnia - Dzień Czekolady
  • 12 kwietnia - Dzień Chomika
  • 12 kwietnia - Dzień Czystych Okien
  • 13 kwietnia - Dzień Scrabble
  • 14 kwietnia - Dzień Patrzenia w Niebo
  • 15 kwietnia - Światowy Dzień Sztuki
  • 17 kwietnia - Światowy Dzień Kostki Rubika
  • 17 kwietnia - Międzynarodowy Dzień Paskudy
  • 18 kwietnia - Dzień Doceniania Męża
  • 19 kwietnia - Dzień Czosnku
  • 20 kwietnia - Dzień Marihuany
  • 23 kwietnia - Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich
  • 24 kwietnia - Europejski Dzień Śniadania
  • 28 kwietnia - Dzień Sera Camembert
  • 29 kwietnia - Międzynarodowy Dzień Tańca
  • 30 kwietnia - Międzynarodowy Dzień Jazzu
  • 30 kwietnia - Ogólnopolski Dzień Koni

Przeróżnych świąt niemal każdego dnia jest znacznie więcej, ale przedstawiam tutaj mój subiektywny wybór. Głównie są to święta, które mogą być okazją do fajnej zabawy, święta kulinarne, poświęcone niektórym zwierzakom, rozmaitym hobby itp.

A Dzień Czekolady to ja obchodzę codziennie ;).

********

I na koniec - prezentacja zabaweczki Dżemika, bo kiedyś Izie obiecałam i wyleciało mi z głowy, a właśnie odebrałam z paczkomatu kolejną. Tadam!



Przy okazji koty mają nowe pudełko, a jak wiadomo wszystkie koty kochają pudełka, do których można wejść i sobie w nich bezpiecznie posiedzieć:


Kocia - pierwsza zainteresowana


Piłka jest z grubej i dość twardej gumy termoplastycznej, bardzo wytrzymała, z uchwytami, w środku ma piłeczkę tenisową z piszczałką. Kupuję w Zooplusie, dlatego link podaję do tego akurat sklepu, jest tam dokładny opis: Kong piłka dla psa . Jest dość ciężka, więc rzucanie jej wymaga sprawnego ramienia, ale dla psa, który ma problemy ze stawami, nie trzeba mieć piłki latającej wysoko i daleko, taka wystarczy.

Wcześniej Dżemik miał taką oto ukochaną piłeczkę (po szczenięcym etapie piłek tenisowych oraz pluszowych i gumowych maskotek) - niestety tak się wprawił w jej rozgryzaniu w drobny mak, że nie wytrzymywała dłużej jak tydzień i trzeba było znaleźć jakąś inną, trwalszą zabawkę:


pierwsza ukochana piłeczka


Zabawek dla dużych psów jest jak na lekarstwo. Nie mówię tu o profesjonalnych przyrządach do treningów różnego rodzaju, tylko o zabawkach, którymi pies mógłby od czasu do czasu sam się zająć, ewentualnie z małą pomocą człowieka. My mamy już swoje lata i nie będziemy z dużym psem całymi dniami szaleć i ekstremalnie biegać. Godzina albo dwie szybkiego marszu po polach, trochę zabawy z rzucaniem piłeczki, zazwyczaj na własnym terenie, ale pies sporo czasu przebywa sam, chociażby jak jesteśmy w pracy. Wiadomo, że psia zabawa to najczęściej - oprócz gonitwy - gryzienie i szarpanie zębami różnych przedmiotów. A cóż może wytrzymać nieustanne wbijanie wilczych kłów? Oprócz "gryzaków" przypominających wyglądem, a czasem i zapachem, wielkie kości, które akurat mojego pieseczka nie interesują, do wyboru jest głównie sporo różnego rodzaju piłek, które można rzucać, ale którymi pies po prostu chętnie sam się bawi, czyli gryzie i przenosi z miejsca na miejsce. Ostatnio właśnie ta piłka z pierwszych zdjęć jest głównym obiektem miłości Dżemika. Niestety ją także potrafi "wykończyć", ale to jednak trwa nieco dłużej niż z tą mniejszą fioletową. Średnio raz na kwartał kupuję nową. Dla wilczura odpowiedni jest większy rozmiar (średnica dwa razy większa od tej fioletowej). Te szczegółowe informacje są przeznaczone głównie dla Izy, sympatycznej pańci sympatycznego owczarka niemieckiego Bazyla :) - ale może komuś się to jeszcze przyda.

na ulubionej sofie

 im większy pies, tym bardziej na środku leży
 - tutaj na środku kuchni    



********

46 komentarzy:

  1. Ludzie to jednak skomplikowane są :D
    Ten Ignacy Karol Korwin-Milewski postać dwubiegunowa taka, utracjusz, warchoł i awanturniczy snob, a dla społeczeństwa pożyteczny taki był.
    A te dni świąteczne to jednak niektóre zadziwiają mnie wielce, jaka jest przyczyna na ten przykład aby świętować Dzień Czystych Okien? Lenistwo? ;)
    Patrzenie W Niebo obchodzę prawie że codziennie :)
    Dżemik piękny kawał psa!!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może wyszumiał się za młodu, a potem doszedł do rozumu, że warto bardziej sensownie wydawać pieniądze... Jakąś skłonność do malarstwa miał i trochę wiedzy też, dzieki studiom artystycznym, więc dobrze się złożyło, że mógł połączyć to z pieniedzmi, którymi dysponował. Tutaj raczej państwo polskie się nie popisało, bo nie potrafiło przyjąć bezcennego daru.
      Dzień Czystych Okien to mi się skojarzył z czynem społecznym, czyli właśnie myciem okien :))).
      W imieniu Dżemika dziekuję za komplement!

      Usuń
  2. Szacunek dla Polaka za kolekcje arcydzieł!
    Być właścicielem wyspy? niesamowite!
    Ta zabawka całkiem duża, a kartony to i dzieci uwielbiają:-)
    Dzień czekolady tez mam codziennie i jakoś nie mogę z tego zrezygnować, choć to nie sama czekolada, tylko jej dodatek...
    Bardzo ciekawy post!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Makłowicz jeden ze swoich programów nagrywał gdzieś w okolicach tej wyspy, chyba w Rovinj, i opowiadając o Milewskim stwierdził, że tak mało o nim wiemy, a przecież każdy Polak powinien rodzić się z wiedzą o twórcy (mecenasie, inicjatorze) tak wspaniałej kolekcji polskiego malarstwa. Może nieco przesadził, ale faktem jest, że u nas często zapomina się o ludziach, którzy tak bardzo zasłużyli się dla polskiej kultury.
      Serdeczności!

      Usuń
    2. O tak, więcej mówi się o sportowcach lub świętych, niewiele się zmieniło...

      Usuń
    3. Że już o rozmaitej maści influencerach czy innych celebrytach nie wspomnę...

      Usuń
  3. Słyszałam o tej postaci, ale dzięki tobie dowiedziałam się o tym artyście o wiele wiele więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że mogłam co-nieco przybliżyć :).

      Usuń
  4. znam historię właściciela wyspy :-) i dlatego gdy tylko zaczęłam czytać od razu usiłowałam sobie przypomnieć, skąd ja znam święta Katarzynę...no i też za to kocham Szymiczkową, że w nienachlany sposób wpycha wiedzę do głowy ;-) a już wiedzącym daje nie zły ubaw.
    ale ja jednak chciałam się skupić na czasie Waszej wizyty, otóż byliśmy w tym samym czasie w Chorwacji na Hvarze i to był przecudowny wyjazd. Zdaje sie jeszcze nie było amerykanów i innych spoza Europy. Sam Hvar jest cudowny i ludzi było, jak na lekarstwo, wynajęliśmy apartament więc nikt nas nie obsługiwał.
    ale pierwszy raz w życiu było tak pusto podczas zwiedzania Pałacu Dioklecjana w Splicie...aż żałuję, że nie wybraliśmy sie do wiecznie zatłoczonej Wenecji czy
    Rzymu...trzeba było korzystać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, ja nie cierpię tłumów i to mnie najbardziej odstrasza od zwiedzania tych najbardziej znanych miejsc. Na Hvarze jeszcze nie byłam, Split też był tylko z grubsza obleciany, bo byliśmy w tych rejonach w czasie wściekłych upałów, które mnie dobijały, więc zwiedzaliśmy głównie knajpki z lodami i zimnymi napojami ;).

      Usuń
  5. Tytuł hrabiowski - w Polsce Piastów zasadniczo jedynym tytułem honorowym był tytuł szlachecki. Tytuł książęcy mieli tylko synowie króla.
    Gdy nadeszła dynastia Jagiellonów sytuacja się skomplikowana gdyż na Litwie (oraz Białorusi i Ukrainie) były rody kniaziów co przetłumaczono na książę.
    Hrabia - tytuł hrabiego (grafa) mógł nadać król Polski, ale dotyczyło to chyba wyłącznie cudzoziemców, którzy się czymś dla Polski zasłużyli.
    Po zaborach tytuły hrabiowskie nadawali Polakom car, cesarz Austrii i książe pruski... a więc wyglądały dość podejrzanie. Na szczęście był jeszcze papież.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję bardzo za to objaśnienie, nie jestem biegła w tych kwestiach, więc trochę mi to rozjaśniłeś :).

      Usuń
  6. Jaka szkoda, że kolekcja została podzielona, oj, bogate życie prowadził utracjusz.:))
    Oglądałam program Maklowicza z Istrii, która mnie zachwyciła włoskim klimatem. Najbardziej urzekło mnie miasteczko Rovinj, cudowne, stare ,a widoki wspaniałe. Niestety, nie wiedziałam o tej wyspie, na której wypoczywaliscie.
    Bardzo dziękuję za ten post, obudziłaś mile wspomnienia z Istrii.
    Pozdrawiam Cię wiosennie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Istria to ten rejon w Chorwacji, który lubię najbardziej, bo jest dużo zieleni. Cieszę się, że ten wpis sprawił Ci odrobinę przyjemności :). Pozdrawiam Cię najserdeczniej!

      Usuń
  7. Nigdy nie byłem w Chorwacji i raczej mi to nie grozi..chociaż nigdy nie wiadomo. Jak już przyjdzie co do czego to napewno będzie to Święta Katarzyna…po tej notce po prostu nie może być inaczej.
    Fajne masz zwierzaki. Mi się marzy kot, ale nasze podróżowanie narazie to wyklucza.
    Marek z E

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyspę polecam, co prawda nie ma tam już tej wspaniałej kolekcji, ale to piękne miejsce z ciekawą historią. Co do zwierzaków, to owszem, są fajne i kochane, ale z wyjazdami zawsze jest problem, niestety.

      Usuń
  8. Witaj Małgosiu 🥰
    Ależ piękny post. Wyspę Świętej Katarzyny też chętnie bym odwiedziła, ale już teraz pewnie tak spokojnie nie jest 😅
    Jednak prawdę mówią że podróże kształcą. Podczas spaceru spotkałaś wzmiankę i rodaku i zobacz jaką wiedzę zdobyłaś 8 przekazałaś nam. Ja też o Ignacym Korwin - Milewskim nie słyszałam a dzięki Tobie już co nieco wiem. Bardzo dziękuję 😘
    W kwietniu widzę że dni do świętowania bez liku, każdy znajdzie coś dla siebie.
    Moja Bella żadnego kartonu nie przepuści, kiedyś próbowała włożyć pyszczek do pudełka po farbie do włosów 🤣
    My z naszą księżniczką wyjeżdżamy na wszystkie wyjazdy. Dziewczyny dbają o nią w podróży,w nowych miejscach dobrze się adaptuje a my mamy powód zajść do pokoju żeby odpocząć bo ja na wyjeździe małpiego rozumu dostaje i chodzę i chodzę i chodzę i dzieci wymiekają 😁
    Udanego tygodnia 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację - pewnie gdybym nie była na tej wyspie i nie zobaczyłabym tej tablicy, to może do dzisiaj nic bym o Milewskim nie wiedziała. Albo ta wiedza przyszłaby dużo później - w tym roku są okrągłe rocznice jego urodzin i śmierci, więc trochę informacji tu i ówdzie zaczęło się pojawiać, jak choćby ta wystawa w MN w Warszawie.
      U nas wyjazdy są zawsze problematyczne, bo jest całe stado do zaopiekowania, więc zawsze ktoś musi ze zwierzakami zostać - dawniej nasi rodzice, teraz któryś z synów.
      Wszystkiego najlepszego dla Ciebie, pozdrawiam najserdeczniej!

      Usuń
  9. Bardzo ciekawy wpis, dziękuję. Postaram się obejrzeć kolekcję w Muzeum Narodowym w kwietniu. Moja Puma identyczna jak Kocia. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że wpis spodobał Ci się i zainspirował do obejrzenia wystawy :). Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  10. Wow, co za wspaniała relacja i historia! Nie tylko piękne wspomnienia z Chorwacji, ale też fascynująca opowieść o Ignacym Korwin-Milewskim i jego kolekcji polskiego malarstwa – nigdy wcześniej o nim nie słyszałam! Uwielbiam takie połączenie podróży, historii i sztuki. A Dżemik w nowej piłce wygląda na całkowicie zadowolonego – świetny wybór! 🐾

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, ten urlop w Chorwacji był zupełnie inny niż pozostałe - po pierwsze miejsce miało szczególny urok, a po drugie ta historia z Milewskim...

      Usuń
  11. Dzień Czekolady też lubię często obchodzić. Kocham słodkości, ale staram się z nimi obchodzić delikatnie i raczej omijać z daleka :)
    Baaaardzo mi się podobał Twój wpis. Chorwację bardzo lubię i uważam, że jest pięknym krajem, a o tej wyspie nie słyszałam i już nabrałam chęci na pobyt w tym właśnie hotelu, nawet jeśli miałby to być krótki wypad.
    Bardzo ciekawa opowieść o Ignacym Korwin-Milewskim. Nie słyszałam wcześniej o nim, dzięki Tobie poszerzyłam swoją wiedzę w tym zakresie. Wyspa z góry wygląda cudownie, ale to sąsiednie miasteczko także... myślę, że to doskonały pomysł na spędzanie czasu i w jednym i w drugim miejscu.
    Czuję się zachęcona do zobaczenia tego wszystkiego na żywo i za to bardzo Ci dziękuję.
    Serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Cię ten wpis zaciekawił :). Miejsce polecam, warto też szukać podobnych historii w innych destynacjach. Gdybym nie trafiła na tę tablicę, to bym pewnie nie wiedziała, w jak szczególnym miejscu spędziłam urlop.
      Pozdrawiam Cię serdecznie, Iwonko!

      Usuń
  12. Przeczytałam z wielkim zainteresowaniem. Żal, że taka kolekcja się rozproszyła. Wyjątkowy zbieg okoliczności na poznanie tak ciekawej postaci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypadek sprawił, że się tam znaleźliśmy, że wypatrzyliśmy tę tablicę... a potem szukaliśmy dalszych informacji. Wielka szkoda, że państwo polskie nie potrafiło we właściwym momencie docenić wspaniałości tej niezwykłej kolekcji. Na szczęście większość dzieł muzea narodowe odkupiły.

      Usuń
  13. Ciekawe informacje i podróżnicze i biograficzne...Dzień patrzenia w nieba praktykuję codziennie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Też zawsze jestem mile zaskoczona jak w innym kraju odkrywam polskie ślady.
    O Milewskim tylko tyle słyszałam, że koleżanka w pewnym wieku wyszła za mąż, za pana o takim nazwisku. Śmiała się, że może jeszcze pozostał po nim jakiś majątek i lada dzień staną się bogaci.
    Cały czas miałam wrażenie, że Dżemik to taka malutka psinka , mieszcząca się pani w torebce. A to pies słusznej postury. Imię ma śliczne i ...takie słodkie.
    Zamówienie autoportretów w jednakowym formacie wydaje się dość ciekawe. Coś jak teraz zdjęcie do dowodu osobistego .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre porównanie :). Polskie ślady można znaleźć na całym świecie, też mnie to zawsze ciekawi, wypatruję takich ciekawostek.
      Dżemik wychował się z kotami, więc wciąż uważa się za małego kotka :).

      Usuń
  15. Piękny i niezwykle inspirujący wpis! Malarstwo Milewskiego ma w sobie tę niezwykłą, świetlistą energię, która idealnie rymuje się z budzącym się kwietniem i powiewem wiosny. Święta Katarzyna w tej interpretacji zachwyca – to wspaniałe, jak potrafisz wydobyć z obrazów to, co w nich najbardziej subtelne i 'ubrać' je w tak trafne słowa. Dziękuję za tę chwilę artystycznego oddechu w przededniu Wielkiego Tygodnia. Jeśli chodzi o 'międzysezonowe' pobyty w hotelach (wczasowych), to i ja równiez byłam z koleżanką w jednym z nadmorskich dużych hoteli nad morzem jedną z 9 gości. Obchodzono sie z nami, jak ze " święconymi jajkami" Twoje 'kwietniowe natchnienia' zostają ze mną na dłużej! Też święto Czekolady u mnie na pierwszym i codziennym miejscu. Serdecznie pozdrawiam i życzę pięknego, świetlistego czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za piękny komentarz :). Zatrzymałam się przy zdaniu o artystycznym oddechu - ostatnio staram się coraz częściej i głębiej oddychać sztuką - to czasem ważniejsze niż sprzątanie domu czy inne codzienne obowiązki, a w każdym razie - potrzebne mi do życia. Pozdrawiam bardzo serdecznie!

      Usuń
  16. O Korwin Milewskim - Milewskim chyba po raz pierwszy czytałam w Madonna znika pod szklanką kawy- z serii sztuka zagrabiona. Jeśli nie czytałaś to polecam bardzo mocno, bo to niezwykle interesująca rzecz. Właśnie pierwszy rozdział wspomina o naszym kolekcjonerze. Jakoś zupełnie zapomniałam, że Talowski zaprojektował budynek przyszłej galerii sztuki na wyspie Santa Catarina. O Talowskim po raz pierwszy czytałam u Ady z nieistniejącego już Krakowskiego bloga, potem obejrzałam chyba wszystkie krakowskie projekty Teodora T. Wyspa Św. Katarzyny rzeczywiście różni się od swojej sąsiadki, jak dzień i noc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam, ale mam ją na swojej długiej liście "do przeczytania" - trochę mnie zdopingowałaś, przesunę ją bliżej początku kolejki :). Blog Ady namierzyłam własnie szukając informacji o Talowskim parę lat temu, szkoda, że już nie pisze.

      Usuń
  17. Aha i wielkie dzięki za info o wystawie warszawskiej, chętnie się wybiorę, sporą część kolekcjonowanych przezeń obrazów już widziałam, ale na pewno są i takie, które będę oglądać po raz pierwszy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i przede wszystkim te wspaniałe dzieła będą tam zgromadzone razem. Też się wybieram z przyjaciółmi, w tym roku to będzie najważniejszy punkt w planach wyjazdowych.

      Usuń
  18. To jest fascynujące, że gdziekolwiek pojedziemy, to jakąś polskość tam odnajdziemy. To jest niesamowicie zachwycające i pokazujące jak wielu mamy/mieliśmy wspaniałych rodaków.

    Co do zwierzęcych zabawek u nas psy gardzą piłkami, podróbkami kości itp. Jedynie pluszaki są super, ale to dlatego, że lubią je na strzępy roznosić.

    Dla mnie też dzień czekolady występuje częściej niż tylko w kwietniu ;)

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pluszaki - no tak, fajne, ale dla Dżemika pluszak (nawet z tych wytrzymałych) to zabawka na trzy minuty, rozszarpuje go z prędkością światła :))). Kości też nie, jakieś tam inne szarpaki i freesbie też odpadają, kochane są tylko piłki. Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  19. Nie byłam w Chorwacji. Słyszałam wiele dobrego i w tym roku wysłałam rodziców ;) Zobaczymy jak będzie im się podobać. Pozdrawiam ciepło! Miłego początku miesiąca💛🌸
    Angelika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypuszczam, że będzie im się podobało, bo klimat przyjemny, jedzenie smaczne, ludzie przyjaźni. Życzę więc Twoim Rodzicom miłego pobytu :). Wszystkiego dobrego także dla Ciebie!

      Usuń
  20. Niech te Święta Wielkanocne przyniosą spokój, nadzieję i chwilę prawdziwego oddechu od codzienności. Życzę Wam dużo ciepła, bliskości i radości z małych rzeczy. Niech ten czas będzie pełen dobrej energii i nowych początków. Wesołych Świąt!
    Angelika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za piękne życzenia! Ja Tobie także życzę radosnych Świąt, zdrowia, spokoju i wszelkiej pomyślności!

      Usuń
  21. Bardzo bym chciała kiedyś zobaczyć Chorwacje. Piękne miejsce na ziemi. Kiedyś byłam we Włoszech i też się zakochałam. Byłam na na wyspie Capri i przypadkiem dowiedziałam się, że mieszkał tam dawno temu pewien ciekawy człowiek, Axel Munte, szwedzki lekarz, który gromadził rzeźby, należące niegdyś do cesarza Tyberiusza. Medyk ten miał wspaniały dom z ogrodem i tarasami pełne kwiatów i różnych roślin. Jego dom można zwiedzać. To wspaniałe, że nasze podróże tyle nas uczą. Kojarzę nazwisko, o którym wspominasz Gosiu. Kiedyś moja chrzestna mi o nim opowiadała i o jego kolekcjach. Jestem pod wrażeniem. Szkoda tylko że ją utracił. Ja bym się zapłakała.

    Wszystkiego dobrego Gosiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On już pod koniec życia chciał się pozbyć tej kolekcji, bo nie miał dzieci, więc chciał to przekazać Polsce, ale nie wyszło, potem miał już trochę kłopotów finansowych, więc postanowił sprzedać, tylko chciał w całosci, no ale też nie wyszło. A potem był chory i może mu było już wszystko jedno. Ciekawa historia w każdym razie.
      Pozdrawiam Cię serdecznie, Kasiu!

      Usuń
  22. Oj, aż mnie ciarki przeszly na myśl, że Lwów mógł był przyjąć tę kolekcję. To już lepiej, ze się rozproszyła, a ostatecznie MN jednak dużą część odkupiło.
    Wyspa na własność, na dodatek tak urocza, to marzenie. Ciekawe czy Chorwacja ją sobie wzięła, kupiła, anektowała?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Milewski pochodził z okolic Lwowa, bardzo temu miastu też pomagał, to jego rodzinne strony, a wtedy to jeszcze była Polska. Nie wiem jak to było z wyspą później, przypuszczam że doszło do jakiegoś podziału po wojnie, ale nie sprawdzałam.

      Usuń

Jeśli Twój komentarz nie pojawił się od razu, to niestety wina nowej (gorszej) wersji bloggera, który z nieznanych mi powodów wrzuca niektóre komentarze do spamu - ale nie martw się, na pewno go znajdę i opublikuję :).