poniedziałek, 27 stycznia 2020

Polskie Miasta w Zentangle (4) - Kraków.

Czwarty tydzień rysunkowego wyzwania Polskie Miasta w Zentangle. Tym razem mieliśmy za zadanie narysować w stylu Zentangle skojarzenia związane z Krakowem. 



Wydawać by się mogło - cóż prostszego? Przecież każdy wie coś o Krakowie, czasem wydaje się, że nawet sporo, skojarzenia też nasuwają się same: Wawel, Kościół Mariacki, hejnał, smok wawelski, Sukiennice, Lajkonik, Kopiec Kościuszki, planty, "zaczarowana dorożka, zaczarowany dorożkarz, zaczarowany koń"..., gród królewski, miasto nauk i sztuk wszelakich, mekka poetów i malarzy... wymieniać można długo, takie oczywiste oczywistości, nieprawdaż? Zadanie z pozoru więc banalne. 
Ale jak trzeba przystąpić do pracy i tak konkretnie wybrać jakiś symbol Krakowa i jeszcze ująć go w malutkim zentanglowym rysuneczku... to już nie ma lekko.
  • Wawel - widzę go w kolorach i namalowany z rozmachem na dużym formacie, tutaj ten mikro-formacik, czarny cienkopis...  jakoś niespecjalnie;
  • smok - bo ja wiem... czy nie będzie ciut banalny? - chociaż pole do popisu dawałby największe;
  • Lajkonik - nigdy go na żywo nie widziałam, ale też nie jestem fanką tego tworu i mimo, iż znam legendę, to wydaje mi się nieco kiczowaty;
  • hejnał - ...no może trąbka...? jakoś ubogo...
  • planty - zentanglowe drzewa w wersji mini niekoniecznie oddadzą magiczną atmosferę;
  • zaczarowana dorożka - czy ktoś to jeszcze kojarzy...?
  • krakowskie szopki??? - eee, nie... tam efekt robi feeria kolorów.
No jakoś nic mi nie pasowało do wyzwania. Ale był jeden motyw, który cały czas widziałam oczyma duszy, wracał do mnie za każdym razem, kiedy zaczynałam się zastanawiać, jak ugryźć ten Kraków w wyzwaniu...


Kraków to moja niespełniona miłość :). Nie doszukujcie się podtekstów, nie chodzi o jakieś romansowe historie z mojego życia, tylko o zauroczenie miastem. Skąd mi się to wzięło, to nie bardzo sama potrafię wytłumaczyć, ale sądzę, że praprzyczyną jest moja nieco romantyczna i artystyczna dusza. 
Od dziecka lubiłam malować i rysować, pod koniec podstawówki ugruntowało się już we mnie postanowienie, że będę malarką. No ale życie, a konkretnie rodzice, a jeszcze precyzyjniej - mama, skorygowała te plany. Miałam mieć konkretny zawód, a nie jakieś tam fiu-bździu faramuszki, artystką mi się zachciało być, phi! a z czego ty dziewczyno, żyć będziesz?! 
Tak więc prace przygotowane na egzamin wstępny w krakowskiej Akademii sztuk Pięknych zostały w domu, a moje życie poszło innymi torami.
I jak to mówił Mark Twain:


"Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś,
 niż tego, co zrobiłeś. 
Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. 
Złap w żagle pomyślne wiatry. 
Podróżuj, śnij, odkrywaj."


Wtedy jednak nie odwiązałam, nie opuściłam, nie złapałam pomyślnych wiatrów... I oczywiście - żałuję.
Nie podcinajcie dzieciom skrzydeł. Jeśli mają jakąś pasję - pozwólcie im ją rozwijać!

No dobra, ale nie o tym miało być, tylko o Krakowie.
Nie mieszkając w Krakowie nie myślę o nim jako mieście zasnutym czadem z obwarzankowych gmin. Myślę o plantach z obrazów Wyspiańskiego (niektórzy twierdzą, że to pic na wodę, ale ja tam spacerowałam i czułam tę magię), o zaczarowanej dorożce Gałczyńskiego, o przepięknym widoku na wawelskie wzgórze z zamkiem i urzekającą Kaplicą Zygmuntowską... Niespełnione marzenie o studiach na ASP pozostawiło mi jednak sentyment do Krakowa. Ode mnie kawał drogi, ale wielokrotnie miałam okazję tam być. Mój tato studiował na AGH, Kraków znał doskonale, był więc moim pierwszym przewodnikiem :).

Pierwszy obraz związany z Krakowem namalowałam jakoś zaraz po maturze. Był na nim maleńki kościółek świętego Wojciecha. Nie Wawel, nie Sukiennice, nie Kościół Mariacki, ale ta stojąca na środku Rynku, ale stosunkowo mało obfotografowana, opisywana i mniej niż inne krakowskie zabytki znana świątynka.




Historia tej maleńkiej świątyni sięga początków naszej polskiej historii. Św. Wojciech zginął śmiercią męczeńską w roku 997, a jego kanonizacja nastąpiła już dwa lata później. Pierwszy kościół pod jego wezwaniem mógł zatem powstać już na przełomie X i XI w. Usytuowano go przy drodze prowadzącej na wzgórze wawelskie, nieopodal „źródełka św. Wojciecha”. To właśnie w tym miejscu nauczać miał podróżujący z Węgier do Prus, na misje wśród pogan, bp Wojciech Sławnikowic.
Najstarsze pisane wzmianki o kościele pochodzą z XVI w., a istnienie w tym miejscu budowli potwierdziły prowadzone w XIX i XX w. badania architektury i prace archeologiczne. Pierwsza świątynia (X-XI w.), drewniana, składała się z małego prezbiterium, nawy oraz przedsionka; kolejna budowla – nabudowana na poprzedniej w 2. poł. XI w.  – posiadała również drewnianą podłogę. Z tego okresu pochodzą też ślady cmentarza odnalezione w pobliżu kościoła. Kamienną budowlę, na bazie dwóch poprzednich, postawiono na przełomie X i XI w., a następnie, w XII w. przebudowano i to właśnie te romańskie mury podziwiamy do dnia dzisiejszego. (źródło)
Warto wspomnieć, że kościół powstał, zanim pojawiły się choćby zarysy Rynku czy ulicy Grodzkiej. Od tamtych czasów (około tysiąc lat!) poziom otaczającego świątynię placu - obecnie płyty głównej Rynku, podniósł się aż o 4 metry!

Mam jakiś sentyment do tej niepozornej budowli, podoba mi się jej zwarta bryła, prostota, minimalizm, skromność :). Stoi na Rynku, w sąsiedztwie wspaniałego Kościoła Mariackiego i słynnych Sukiennic, a jednak to ona właśnie budzi moje ciepłe uczucia, przyciąga wzrok. 

No i niby prosto, a jednak nie od razu wiedziałam, jak to ująć w wersji zentanglowej.
Najpierw zrobiłam taki schematyczny rysunek:



Potem trochę go jeszcze uprościłam:


No i w końcu pozostało mi już tylko wypełnić kontury wzorami w stylu Zentangle:


Rysunek wykonany czarnym cienkopisem, wycieniowany ołówkiem, na kartoniku 9x9cm.

A tutaj poprzednie rysunki wyzwaniowe:

W kolejnym tygodniu czeka nas rysowanie skojarzeń z OPOLEM. Hmmm... festiwal? To oczywiste, ale co jeszcze? Macie inne pomysły?

A jeśli ktoś jeszcze chciałby się przyłączyć do zabawy (można na blogu lub Instagramie), to zapraszam serdecznie - szczegóły opisałam w tym poście: Polskie Miasta w Zentangle (1) - Chełmno. Pomysłodawczynią i organizatorką jest Danusia Popowicz - tutaj, na blogu DENIMIX, znajdziecie opis zasad wyzwania: Polskie wyzwanie Zentangle.


*****

36 komentarzy:

  1. Patrząc na rysunek skojarzenie jest oczywiste i chyba każdy podobnie to odbiera. Bardzo pomysłowe Małgosiu. Ja co prawda nie pokazuje na blogu każdego tygodnia, ale przymierzam się do podsumowania półmetku i oczywiście zakończenia. Serdecznie pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :). Danusiu, zaglądam na Twój Instagram i podziwiam wszystkie rysunki, ale nie mogę tam komentować, bo nie mam swojego profilu. Może kiedyś... :). Ale tak właśnie myślałam, że na pewno kiedyś pokażesz swoje dzieła także nam blogowiczom :). Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  2. Od razu domyśliłam się co przedstawia Twój rysunek :) Moim zdaniem, przez to, że właściwie każdy wie coś o Krakowie i ma wiele skojarzeń związanych z tym miastem, zadanie było trudne. Bardzo dobrze wybrałaś co narysować.
    Jestem Twoją czytelniczką od dość niedawna, więc nie wiedziałam, ale teraz wszystko się wyjaśniło. Jesteś niedoszłą malarką, to stąd te wspaniałe prace :))
    A Kraków mnie też zauroczył. Nigdy w nim nie mieszkałam, ale wielokrotnie odwiedzałam prywatnie i służbowo. I mam masę cudownych wspomnień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Malować lubiłam zawsze, miałam jednak bardzo długą "przerwę na życie" i teraz, jak dzieci odchowane i inne sprawy poukładane, mogę poświecić więcej czasu na takie przyjemności :).
      Kraków jest cudownym miastem, zwłaszcza z perspektywy turysty :). Mieszkańcy trochę narzekają, no ale to tak jest, że życie codzienne ma inne prawa niż okazjonalne odwiedziny.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  3. Podoba mi się ta technika rysowania , mam kilka prac kolegi mojej córki wykonanych tą techniką. Dopiero dziś dokładnie przeczytałam o co w tym rysowaniu naprawdę chodzi i już wiem ,że o "spokój";).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, stosuje się tę technikę do celów terapeutycznych, takie proste rysunki pozwalają się wyciszyć, odprężyć, zrelaksować. Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  4. Pięknie wykonałaś ten rysunek 😍 Kraków jest również moim ulubionym i magicznym miastem . Nie odwiedzam go często , bo daleko jest ode mnie . Miłego dnia 💖 💖💖💖

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to widzę, że tu pełno wielbicieli Krakowa :))). Cieszę się, Marysiu, że rysunek Ci się podoba :). Pozdrawiam gorąco!

      Usuń
  5. Miałam podobne rozterki z wyborem obiektu ;-) A że na architekturze kompletnie się nie znam i nie mam ciągot , to wybrałam kopiec ;-)))
    Świetny rysunek , bardzo mi się podoba :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam Ci się, że kopiec też mnie trochę kusił, ale ten kościółek naprawdę zawsze przychodzi mi na myśl jako pierwszy, kiedy myślę o Krakowie. Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  6. Gdy byłam dzieckiem, nie potrafiłam zrozumieć decyzji Dziadków, rodziców mojej Mamy, o porzuceniu przecudnych okolic Krakowa i zakotwiczeniu się na Ziemi Lubuskiej. Kraków ma niepowtarzalny klimat. Uwielbiam "szwędać się" uliczkami Starego Miasta zawsze, kiedy tylko w tym mieście jestem. Szkoda, że tak rzadko!
    Niebanalny pomysł z wybraniem właśnie tego kościoła jako symbolu naszej dawnej stolicy.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ziemia lubuska też ma swoje uroki :). Często jest tak, że ciągnie nas w zupełnie inne strony, niż te, w których mieszkamy pół życia.
      Historia kościoła św. Wojciecha sięga początków miasta, a więc jak się zastanowić, to w pewnym sensie faktycznie może być symbolem Krakowa :). Ja po prostu ten kościółek lubię i jakoś tak zawsze przychodzi mi on na myśl w związku z Krakowem.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  7. Jakbym czytała swoją własną historię:))) Kraków pełen jest symboli i rzeczywiście trudno wybrać jeden. Podoba mi się Twój wybór Małgosiu i sposób w jaki wykonałaś swój rysunek - jest świetny i bardzo sugestywny.
    Cieplutko pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że mamy coś wspólnego :). Bardzo Ci dziękuję, Ewuni, za ciepłe słowa :). Pozdrawiam gorąco!

      Usuń
  8. Ten kościółek malowałam na zamówienie, dawno temu, ale musze przyznać, że ten Twój "zentanglowy" bardziej mi się podoba. Do wszystkiego trzeba dorosnąć, jak była młodsza, uwielbiałam Warszawę i nawet kiedyś mieliśmy ochotę przenieść się tam na stałe. Teraz zdecydowanie wygrywa Kraków. Wielka szkoda, że nie spełniło się Twoje marzenie o ASP. Masz wielki talent i bardzo artystyczną duszę. Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przynajmniej na pewno nie będę się nudzić na emeryturze :)))). Ten kościółek też z pewnością jeszcze się pojawi na moich obrazach, podobnie jak inne motywy krakowskie - po okresie rysowania cienkopisami i żelopisem mam teraz ochotę na zabawę z kolorami, więc farby pójdą w ruch. Serdecznie Ci dziękuję, Wandziu za wszystkie ciepłe słowa :). Pozdrawiam gorąco!

      Usuń
  9. Wspaniały pomysł niebanalny, nie poszłaś na łatwiznę i to w Tobie cenię. Kraków to i moja miłość również. Kocham to miasto i wiąże się z nim wiele wspomnień, miłosnych również i studiować też tam chciałam, choć nie sztukę. Masz rację z tym podcinaniem dzieciom skrzydeł. Ja też miałam kilka pomysłów na życie i wszystkie wybito mi z głowy a jak się później okazywało, coś mogłoby z tego być a skończyłam marnie (po roku w szkole załamanie psychiczne przeszłam :P) Przynajmniej teraz nie słucham nikogo i wydaję książkę.
    Co do Opola, moje miasteczko a jednak czuję się w kropce może lama? Opolskie kolorowe lamy postawione w różnych miejscach promują festiwal filmowy. Wieża Piastowska, a może pole po prostu :P Wiesz jaka jest legenda powstania? Ktoś krzyknął: O, POLE! ;p
    Co do

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym polem ciekawy pomysł i wbrew pozorom duże możliwości wykorzystania wzorów zentanglowych :))). O kolorowych lamach nawet nie słyszałam, ale to też fajna propozycja. Dziękuję za inspiracje, może coś wykorzystam :).
      Trzymam kciuki za powodzenie książki! Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  10. Ooo..jak ładnie.Ja też zaczełam,ale u mnie to bazgrołki są i jestem w tyle.Pozwoliłam sobie odnośnie Chełmna dać link do Twojego bloga, tak ładnie tam napisałaś:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za uznanie :). Ogromnie się cieszę, że"zaraziłaś" się zentanglowaniem i dołączyłaś do zabawy! Widziałam Twój rysunek, uważam że doskonale sobie radzisz, podoba mi się ta lekkość kompozycji i sam pomysł na interpretację Chełmna :). Będę kibicować! Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  11. Ogromnie mi się podoba Twój zentanglowy Kraków:) jeszcze nie przeczytałam opisu ani tytułu A już wiedziałam po miniaturze że to będzie Kraków:)
    Co do studiowania czegoś artystycznego... miałam takie same inspiracje i marzenia. Ale usłyszałam to samo od rodziców- że z tego pieniędzy nie ma itp, itd... I poszłam na anglistykę... szczerze mówiąc żałuję że nie postawiłam się i nie zawalczyłam o swoje marzenia :) obiecuję sobie, że nie będę ograniczać swojej córki, nie chcę żeby zdarzyło się, że każdego dnia swojego dorosłego życia będzie żałowała, że nie poszła za swoją pasją:)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Z wychowaniem dzieci nie jest tak łatwo, czasem wydaje nam się, że pomagamy im wybrać lepszą drogę, żeby uniknęły naszych błędów, albo żeby wykorzystały to co już my zdobyliśmy (kontynuacja zawodu lub firmy rodziców). Ja to trochę rozumiem, ale chodzi o to, żeby zachować umiar i nie złamać młodego człowieka, który ma swoje pasje i pomysły na życie, a jedynie mu pomóc. Kategoryczne nakazy i zakazy z pewnością nie są dobrą drogą.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    2. To wszystko prawda :) w przypadku mojej córki to - zanim kategorycznie powiem na coś "nie" - to obiecuję sobie, że chociaż z nią porozmawiam i wysłucham, i najpierw spróbuję okazać wsparcie... :) tak jak napisałaś - nie chcę "łamać młodego człowieka", ale będę ze wszystkich sił starała się pomóc :) U mnie było tak, że rodzice byli od samego początku sceptycznie nastawieni do moich nastoletnich pomysłów, teraz z perspektywy czasu widzę, że mogli zamiast malarstwa doradzić mi projektowanie np. wnętrz -które pozostałoby przecież w kręgu artystycznych zainteresowań - ale wtedy, te 15 lat temu, ani ja, ani oni na to nie wpadli... :) :) ja nie wpadłam, bo byłam za młoda, oni - bo po prostu zakładali, że każde studia na ASP to raczej bzdura :) doradzili mi anglistykę, bo podobno "z tym zawsze znajdziesz pracę", ale prawda jest taka, że... życie zweryfikowało, że wcale z anglistyką tak łatwo nie jest :D
      Wielkim plusem moich doświadczeń jest właśnie to, że... ja mam inne nastawienie do wielu spraw :)
      pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    3. No właśnie, nasze doświadczenia czegoś nas nauczyły, mamy więc większy dystans do naszych dzieci i ich pomysłów na życie :).

      Usuń
  12. pięknie przeniesiony na rysunek.Technika dla mnie całkowicie obca, ale wymaga precyzji i ogromnej wyobraźni, o talencie nie wspomnę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję za miłe słowa, cieszę się, że rysunek Ci się podoba :). Pozdrawiam gorąco!

      Usuń
  13. Niestety byłam jak Twoja mama. Pomimo iż wiedziałam, że syn jest uzdolniony plastycznie, to nakłoniłam go do kontynuowania nauki w liceum o profilu sportowym. Szermierzem okazał się słabym, a teraz chociaż namawiam go do wykorzystania uzdolnień, by znaleźć ciekawą pracę, on nie podziela mojego zdania. Masz rację, rodzice nie powinni decydować za dzieci, jaka drogą mają iść. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, chcemy dobrze dla naszych dzieci, a niestety nie zawsze mamy rację. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  14. O! Kościół Św. Wojciecha! Moja ulubiona miejscówka na krakowskim Rynku! Zawsze się tu umawiałam z dawną przyjaciółką, w dawnych czasach... Że ona miała w zwyczaju się spóźniać, to właziłam do środka. Siedziałam, myślałam, wyciszałam się (o co u mnie trudno). Przyglądałam się modlącym i bywało mi tam bardzo bardzo dobrze <3 Bardzo bardzo dobra energia tam jest... A potem poznałam prawdziwego Wojciecha, nieświętego i został moim mężem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No mój mąż to czasem uważa, że on święty jest, że ze mną tyle lat wytrzymuje :)))).
      Kościółek św. Wojciecha wydawało mi się stosunkowo mało znanym obiektem, a tu widzę, że wszyscy od razu go rozpoznali, no i pełno wielbicieli Krakowa się ujawniło. Bardzo mnie to cieszy :). kościoły bardzo lubię, jak są bez ludzi, no i nie w trakcie nabożeństwa. Jestem wierząca ale niekościółkowa - natomiast kościoły to są własnie dobre miejsca do medytacji i rozmyślań.

      Usuń
  15. Bardzo dobry pomysł. Kraków, a jednak tak niebanalnie.

    OdpowiedzUsuń
  16. coś mi nie zapisało komentarza, który napisałam jak tylko powstał Twój post... no nieważne, pisałam że wprawdzie ja tam nie pałam miłością do Krakowa, ale kościółek wyszedł Ci uroczy, te motywy roślinne przypominają mi troszkę roślinność podmorską :) w każdym razie ciekawe i fajne miejsce wybrałaś, czekam niecierpliwie na dalsze Twoje inspiracje miastowe w ujęciu Zentagle!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kraków, jak każde miasto, ma zarówno swoje urocze, jak i ciemne strony. Nawet z punktu widzenia turysty dostrzegam mankamenty życia w Krakowie, najbardziej wkurzają mnie tłumy ludzi i gołębi oraz wszechobecna komercja i kicz. Ale tak jest chyba w każdym godnym zwiedzania mieście. Oglądałam kiedyś reportaż z Wenecji - jak widzą to mieszkańcy i z czym muszą się zmagać. Masakra. A jeśli chodzi o rysunki, to może byś się przyłączyła? Talent masz, a taki rysuneczek zajmuje w porywach do pół godzinki. I Zentangle wciąga :))).

      Usuń
  17. hehe no nie kuś nie kuś, bo już prawie jestem po waszej stronie mocy ;) muszę pomyśleć! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co myśleć, myślenie szkodzi artystom, szukaj weny, bierz pisaki i działaj :))))))))))))

      Usuń