Dzisiaj wpis nieco już spóźniony, ale może komuś jeszcze sie przyda, więc będzie krótko i na temat.
Bzy (lilaki) w moim ogrodzie kończą spektakularne kwitnienie, ale w ostatniej chwili zdążyłam jeszcze przygotować z nich trochę suszu na herbatkę o przyjemnym smaku i aromacie oraz cudownych właściwościach. Mam późną odmianę, u sąsiadów już niektóre całkiem przekwitły. Opiszę Wam proces produkcyjny, może ktoś skorzysta, jak nie teraz, to w przyszłym roku.
W słoneczny dzień nazrywałam sporo kwitnących gałązek. Wcześniej przez dwa dni padał deszcz, więc musiałam zaczekać, aż pogoda się poprawi i rośliny będą suche. Z pięknej pogody ochoczo korzystały rozmaite żuczki i inne stworzonka, więc trzeba było najpierw otrząsnąć gałązki z tych lokatorów. Teraz kolej na obrywanie kwiatów (bez przesady, ale tak żeby nie było liści i grubszych pędów). No i upychanie dość ścisło do słoików. Kolor kwiatów nie ma znaczenia, ja mam akurat białe w dużej obfitości, ale na białych trudniej obserwować przebieg procesu fermentacji, o czym za moment... Niektóre kwiaty już przekwitają - starałam się do słoika wybierać te ładniejsze, nie przejrzałe.
Moje bzy mają pełne (podwójne) kwiaty i każda kiść całkiem sporo waży, a więc duuuży bukiet wystarczył na zapełnienie kilku litrowych słoików. Można robić to w większym naczyniu, ale wtedy proces fermentacji nie zachodzi równomiernie i czasem trzeba powtórzyć operację. Fermentacja jest potrzebna do aktywizacji cennych składników zawartych w kwiatostanach lilaka.
A więc upychamy, dokładnie zamykamy i odstawiamy w ciepłe miejsce. Ciepłe - to znaczy najlepiej 35-45 stopni. Im cieplej, tym szybciej zachodzi proces fermentacji. W przypadku bzu niebieskiego czy różowego wystarczy obserwować zmianę koloru kwiatów: kiedy zrobią się białe, to oznacza, że ten etap został zakończony. Może to trwać od 2 do nawet 12 godzin. Można wspomagać się piekarnikiem, tylko bez przesady, żeby ich nie ugotować. Przy moim białym bzie musiałam to robić trochę na wyczucie, bo kolor się nie zmieniał. Podobno można po prostu zabrać słoik ze sobą pod kołdrę na noc, tam się odpowiednio wygrzeje :).
Po wyjęciu ze słoika kwiaty w wyniku utlenienia błyskawicznie brązowieją i przy tym pachną słodko, trochę karmelowo, trochę jak podsuszone róże czy inne pout-pouri, w każdym razie zapach jest całkiem miły :). Zdarza się, że brązowieją już w słoikach - zazwyczaj dzieje się tak kiedy kwiaty nie są bardzo ciasno upchane (czyli mają dostęp powietrza), ale nie zmienia to właściwości surowca.
Teraz suszymy. Najlepiej zrobić to dość intensywnie, bo po przefermentowaniu surowiec jest dość wilgotny, a nie chcemy, żeby nam zapleśniał, tylko znowu uważamy, żeby go nie spalić. Część kwiatów suszyłam na wolnym powietrzu, wieczorową porą wspomagając grzejnikiem, a część wylądowała w piekarniku. Oczywiście piekarnik załatwił sprawę raz-dwa, ale ostatecznie obie partie wyglądają, pachną i smakują tak samo. A dodatkowo przy tym suszeniu cały dom przepięknie pachniał :). Po wysuszeniu mam tego spory zapasik, kilka papierowych torebek.
![]() |
| wysuszone kwiatki |
I już, herbatka gotowa do parzenia! Można ją łączyć z zieloną, w dowolnych proporcjach, jak kto lubi.
U nas w domu niemal od zawsze jest zwyczaj picia rozmaitych ziółek - a dokładnie od czasu, kiedy urodziłam pierwsze dziecko. Zalecane wówczas herbatki rumiankowe i z kopru włoskiego przygotowywałam w większych ilościach - dla dziecka i przy okazji dla siebie i męża. I tak jakoś zostało... Z czasem zaczęłam dorzucać inne zioła, a to miętę, a to dziurawiec, a to pokrzywę, skrzyp itd. I teraz zawsze w kuchni jest dyżurny dzbanek z zaparzoną ziołową herbatką, a oprócz tego robimy sobie mocne napary do popijania zamiast kawy czy tradycyjnej czarnej herbaty. A wieczorem melisa. I bez cukru, ma się rozumieć ;).
Herbatka z kwiatów bzu ma przyjemny zapach i łagodny smak, a ponadto ma rewelacyjne właściwości, w szczególności za sprawą zawartej w niej syringiny. Jest to składnik znany z silnego działania osłonowego i regeneracyjnego na miąższ wątroby, nawet w przypadku marskości. W bzie (lilaku) najwięcej syringiny jest w korze i owocach (też nadają się na napar), trochę mniej w kwiatach i pączkach (z nich z kolei można przygotować też winko, podobnie jak się to robi z kwiatami czarnego bzu).
Na przykładzie osób z mojej rodziny mogę zaświadczyć, że zregenerowana wątroba to jednocześnie koniec wszelkich problemów skórnych, w tym uczuleniowych! A więc warto dbać o wątrobę i dla zdrowia, i - w efekcie - także dla urody.
********
I dzisiaj to by było na tyle, idę poogrodować, bo lato wybuchło, dzisiaj mamy 27 stopni w cieniu!




No wygląda łatwo, może za rok wykorzystam:-)
OdpowiedzUsuńAle te wróble krzyżykowe, to majstersztyk!
Miałam co roku wróbelki na balkonie, teraz tylko gołębie, które wszystko brudzą...
A dziękuję, hafcik zrobiłam wiele lat temu, kiedy miałam fazę na haftowanie krzyżykami. A gołebi też nie lubię. W moim ogrodzie zakładają gniazda sierpówki i gołębie trochę im dokuczają. Co prawda sierpówki też brudzą mi balkon, no ale one są "moje" i to tylko jedna parka, więc im wybaczam :).
UsuńJa raczej się nie nadaję do tego typu robótek, co zrobię to s...ę., ale może zdążę jeszcze podjechać na skwerek Jarockiej niedaleko parku oliwskiego, gdzie jest cała alejka bzów. :)
OdpowiedzUsuńTo raczej trudno zepsuć, najwyżej kwiaty będą słabiej sfermentowane i aromat będzie słabszy.
UsuńWow, nie piłam jeszcze herbatki z bzu. Będę pamiętała o ususzeniu bzu na przyszłość.
OdpowiedzUsuńNajpierw przefermentować (a właściwie - utlenić), a potem ususzyć.
UsuńO DZIĘKUJĘ KRÓLOWO :-) nie za późno, u mnie dopiero zaczyna kwitnąć bez i oczywiście skorzystam a jakże.
OdpowiedzUsuńja z kolei muszę pamiętać o kwiatostanach czarnego bzu, bo ostatnio robię soki, no pyszności :-)
na razie raczę się codziennie własnoręcznie udziaranym sokiem bardziej niż syropem z mniszka. pycha. zaczyna rosnąc melisa i mięta.
A wiesz, ja dawniej nie znosiłam zapachu czernego bzu, dlatego zaprzestałam robienia z niego napojów. Ale w ubiegłym roku znajomi częstowali nas jakimś napitkem na bazie kwiatów czarnego bzu i to było dobre, więc może wrócę do tematu, ale to już raczej w przyszłym roku.
UsuńMałgosiu, nie znałam takiego sposobu. W zasadzie nie słyszałam też o herbatce z bzu:) U nas bez jeszcze kwitnie, ale w swoim ogrodzie nie mam tego krzewu. Próbowałam, ale za każdym razem "wypadał". Myślę, że raczej pomagały temu nasze psy, najpierw Baster, teraz Bazyl - chociaz skubańców nigdy nie przyłapałam. Bazyla w zasadzie oduczyliśmy sikać pod niektóre delikatniejsze roślinki. Ma swoją ulubioną tujkę - jeju, jak ona wygląda :OOO, która tkwi w ogrodzie dając ochronę innym roślinom.
OdpowiedzUsuńCiekawe, dlaczego trzeba bez najpierw sfermentować, a potem wysuszyć? Jest smaczniejsza niż tak po prostu suszona?
Buziole:)
Głównie chodzi chyba o zapach i smak - jak się to porządnie przefermentuje (a raczej - utleni, bo to w zasadzie nie jest prawdziwa fermentacja), to ten karmel wyraźnie się czuje.
UsuńU mnie też niektóre krzaki Dżemik sobie upodobał, machnęłam na to ręką, ale jak zaczął mi podlewać niektóre kwiatki, to musiałam porobić różne płotki i zagródki, żeby je uchronić.
O, co to, to nie! Żadne herbatki, żadne ziółka, żadne napary! To zupełnie nie moja bajka. Nawet normalnej, zwykłej herbaty nie piję.
OdpowiedzUsuńP. S. To piękne to Bolesławiec?
UsuńJa natomiast bardzo długo nie pijałam w ogóle kawy (bo nie lubię, nie smakuje mi), natomiast herbatę taką siekierę, że w pracy koledzy myśleli, że piję kawę (w czasach picia w szklankach - u mnie czerń była iście kawowa).
UsuńOwszem Bolesławiec. Trochę tej ceramiki w domu mam, także cały serwis herbaciany w tradycyjne stempelki :).
Najbardziej podoba mi się ten tradycyjny wzór.
UsuńPiję głównie wodę i kawę. Kawy też nie lubię, ale usiłowałam stawiać się nią na nogi, gdy Dzieciątko było małe i chyba się uzależniłam. Dzisiaj piję wyłącznie rozpuszczalną z jednej łyżeczki z odrobiną wody i do pełna mlekiem. Moja psiapsi mawia, że to nie kawa, tylko napój mleczny o smaku kawowym 😅
Ja jestem niskociśnieniowcem, w ciąży mdlałam, lekarz kazał mi rano wypić kawę i zagryźć herbatnikiem albo czymś podobnym. No i się przywyczaiłam. I też bardzo długo piłam mleko z kawą, bo uwielbiałam mleko, a teraz pijam kawę z odrobiną mleka bez laktozy.
UsuńA ja nadal kocham mleko, podobnie jak Dzieciątko i bijemy się o ostatnie pół kubka!
UsuńTeż byłam mlekopijem, nawet mówiłam, że jakbym miała żywić sie tylko jednym produktem, to wybrałabym mleko ;) - ale jakoś ze dwa lata temu coś mi się przestawiło. Inne nabiały nadal uwielbiam - sery, jogurty itd.
UsuńJa to samo, jestem maksymalnie nabiałowa.
Usuń:))))
UsuńZ ziół korzystam jak najbardziej ale najczęściej kupuję. Samodzielnie to zbierałyśmy z mamą piołun i robiłyśmy nalewkę. Nalewkę robię także z nagietka, wszystko możliwe że to ona uratowała mi życie, albowiem zaczęłam ją robić po moich dwóch radioterapiach, przeszło 20 lat ją stosuję.
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o bez, to niezwykle lubię smak kwiatu czarnego bzu, w dzieciństwie robiła nam mama z tym kwiatem naleśniki. A aktualnie kupuję sok z tych kwiatów.
Napar z pokrzywy też piję :)
Wróbelki krzyżykowe prześliczne!
A widzisz, ja natomiast nie przepadam za smakiem i zapachem kwiatów czarnego bzu, dlatego raczej go nie wykorzystuję. Natomiast przypomniałaś mi, że dawniej czasem smażyłam kwiatostany zarówno czarnego bzu jak i robinii w cieście naleśnikowym. Robinie chyba zaczynają kwitnąć, więc trzeba będzie poszukać gdzieś za miastem.
UsuńPierwszy raz słyszę o tej herbatce i jak wrócę z pracy, to zaraz działam. U nas też się pije ( i jada) różne wynalazki. Nie są to wynalazki, ale raczej powrót do korzeni. Niestety, niektórzy goście tak to traktują, chociaż dla nich zawsze i pod dostatkiem mam tradycyjne napoje i jedzenie.
OdpowiedzUsuńDzięki za przepis i podpowiedź!
A proszę bardzo, smacznego i na zdrowie :).
UsuńWitaj Małgosiu 🥰
OdpowiedzUsuńAleż świetny pomysł z taką naturalna herbatką z bzu. Nie wiedziałam że taką można zrobić. Jestem ciekawa jak smakuje??
Gorące uściski 😘
Według mnie jest bardzo smaczna, delikatna, nie ma goryczki, jak dla mnie jest lekko słodkawa, no ale to kwestia gustu i przywyczajeń. Ja lubię herbaty ziołowe i nie słodzę ich. Tę z bzu uważam za jedną ze smaczniejszych. Przygotowanie jest dość łatwe, więc warto spróbować. Pozdrawiam serdecznie!
UsuńJestem zaskoczona, że z lilaka można zrobić napar. ? U mnie w tym roku posucha, bo dwa lilaki przemarzły, a z Krasawicy Moskwy nic nie zrobię, bo choć jestem rusycystką z zawodu, unikam wszystkiego, co ruskie.:))
OdpowiedzUsuńMoja Babcia na wszystkie dolegliwości pijała piołun, gorzka okropność.
Lubię ziółka, czystek odstrasza kleszcze, ostropest pomaga wątrobie, melisa uspokaja.
Małgosiu, moc serdecznosci przesylam.
Na kleszcze to chyba wrotycz najlepszy, nawet preparaty przeciwkleszczowe dla psów robi się na bazie wrotyczu. Ostropest też pijamy a melisę na noc niemal codziennie, bo dobrze się po niej śpi i tak się przyzwyczailiśmy. Piołun kiedyś dawno temu piłam, już nie pamiętam dlaczego i na co, zapamiętałam tylko, że owszem straszliwie gorzki, ale tylko pierwszy łyk, potem to już pije się jak wodę :).
UsuńŚciskam Cię Celu i pozdrawiam!
A my musieliśmy zlikwidować spod okien nasze lilaki, bo alergia mnie przeokropnie męczyła :( Życzę pysznej herbatki!
OdpowiedzUsuńOj, to współczuję problemów. I życzę Ci zdrowia :).
UsuńWłaśnie przeczytałam w internetach, że w podobny sposób można zrobić herbatkę z kwiatów czarnego bzu. Na lilaki już u mnie za późno, ale czarny bez jest w pełni kwitnienia więc może spróbuję..?
OdpowiedzUsuńPiękna filiżanka. To Bolesławiec?
Tak, to ceramika bolesławiecka. Herbatki można zaparzać z różnych suszonych kwiatów, ale ten dodatkowy etap z utlenianiem po raz pierwszy spotkałam właśnie w tym przepisie na kwiaty lilaka. A zapach jest dzięki temu naprawdę niezwykły :).
UsuńCzarny bez znam ale takiej herbaty nigdy nie piłam. Fajny i jasny przepis . Bzy chyba przechodzą w zapomnienie , przynajmniej na moim osiedlu. Coraz wiecej jest wycinek a mnie oczywiście szkoda bo są piękne i pachnące.
OdpowiedzUsuńHerbatka z lilaka jest smaczna i zdrowa, i pięknie pachnie :). Na moim osiedlu bzy mają się doskonale, zwłaszcza w starszych ogrodach, ale nie tylko. I widzę tu mnóstwo odmian, białe, różowe, niebieskie, fioletowe, wczesne i późne, tak więc przez cały maj mamy w okolicy święto bzów!
UsuńNie miałam pojęcia o herbacie z kwiatów bzu i tak fantastycznych właściwościach! U nas już niestety przekwitły, ale w przyszłym roku spróbuję ;) Mamy za to zapas syropu z kwiatów czarnego bzu.. uwielbiam ;)
OdpowiedzUsuńJa nie przepadam za smakiem i zapachem czarnego bzu, ale wiem, że on też ma wiele cennych właściwości, więc na pewno warto się nim delektować :).
Usuń